Jestem bardzo skrupulatna, jeśli chodzi o książki. Wszystko zapisuję, albo prawie wszystko. Zapisałam sobie starannie, że dziesiąty tom przygód Flawii de Luce skończyłam siódmego lipca i to była trzydziesta czwarta książka przeczytana w tym roku. Dałam ocenę 5/6, czyli wysoko.
Ponieważ jednak nie zapisałam wrażeń z lektury od razu, niestety, nie pamiętam nic. To z jednej strony straszne, wszak upłynęło ledwo kilka miesięcy, a z drugiej pocieszające. Wezmę sobie kiedyś ten stos Flawii, co mi leży i ugniata półkę, przeczytam je tak, jakby to był mój pierwszy raz i będę szczęśliwa.









