poniedziałek, 8 marca 2010

"Długie lata szczęścia" Reynold Price

Książkę pobrałam z podaja na potrzeby wyzwania czytelniczego - amerykańskie południe w literaturze.

Przeczytałam. Teraz usiadłam do napisania recenzji, otworzyłam edytor i zamarłam. O czym by tu napisać? No dobrze, zacznę od krótkiego przedstawienia: główną bohaterką jest Rosacoke, a w książce opisana jest jej długoletnia miłość do chłopaka Wesleya. Ona go kocha, pisze do niego, on jej czasem odpisuje, a czasem nie. Ona czeka, by chłopak przyjechał z wojska/z pracy w dalekim mieście, on, jak już przyjedzie, albo ją odwiedza, albo nie. Ona opisuje mu swoje uczucia w sposób delikatny, okrężny i nienachalny, a on jej odpowiada, że nie wie, o co jej chodzi. Łapiecie już klimat?
Cała ksiażka jest delikatna i nienachalna, nasączona tą ostrożną obawą Rosacoke przed tym by nie wydać się natrętną, co swoją drogą trochę dziwne jest, bo mało kto jest mniej natrętny niż ona. Tak sobie myślę, że ja to doskonale znam z autopsji, tę delikatność i wiem, że się ona nie opłaca, nawet szeptałam to Rosacoke podczas czytania, ale ona mnie nie słuchała i robiła po swojemu, nie dziwię się, bo ja też robiłam po swojemu i nie słuchałam żadnych podszeptów.
Próbka myśli Rosacoke:
"Lecz z Wesleyem - inaczej; od razu, tego pierwszego dnia, wyraźnie przebijał przez niego cień dorosłego mężczyzny, jakby ktoś narysował na nim już gotową sylwetkę, którą miał tylko wypełnić sobą. Ja to widziałam, chociaż byłam mała. I widziałam, że nie ma tam miejsca dla Rosacoke Mustian, czymkolwiek ten chłopak zostanie. I wypełniał sobą zarys dorosłego mężczyzny, i jego twarz robiła się taka, jak przeczuwałam, że będzie, i przychodził do mnie tyle razy w tym czasie, całował mnie i tulił - a ja mu pozwalałam i mówiłam sobie: - on się zmienił i to jest miłość - a przecież zawsze byłam dla niego tym, czym jest woda dla łodzi - potrzebna mu po prostu po to, żeby mógł iść dalej, żeby dojrzał do miasta [...]"[1].
Autor opisuje każdy krok, każdą myśl dziewczyny jakoś tak dziwnie, niby sennie i ospale, a w rzeczywistości wnikliwie, bo bez pośpiechu. O, to jest słowo-klucz: bez pośpiechu. I dzięki temu opisuje więcej, ma czas, by zatrzymać się nad tym i owym, przyjrzeć się:
"To jest taki dzień, jakiego nikt nie chce - pomyślała - cichy, szary i smutny, choć tak przejrzysty, że powykręcane gołe wiśnie nad stawem wyglądają jak wyżłobione ostrym rylcem"[2].
To piękna książka, pięknie się ją czyta, zła jestem tylko, że egzemplarz, który mi się dostał, jest błędnodrukiem, brakuje kilkunastu stron w środku książki, z dość istotnym zwrotem akcji, na ile zdołałam się domyślić z kontekstu.
Czytajcie, czytajcie takie starocie (książkę w Polsce wydano w 1975 roku), urocze, nostalgiczne powieści, delikatne i miłe.

Ocena: 4/6
---
[1] "Długie lata szczęścia" Reynold Price, tłum. Ariadna Demkowska-Bohdziewicz, wyd. Książka i Wiedza, 1975, s. 127-128
[2] Tamże, s. 159

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza