czwartek, 1 marca 2018

"Czerwone wilczątko" Amélie Fléchais

Był czas, kiedy o tej książce było głośno. Ludzie ją kupowali, zachwalali, pokazywali na blogach.  Porwana falą zachwytów kupiłam i ja, ale z publikacją opinii wolałam się wstrzymać. Przemyśleć, pozastanawiać się, przyjrzeć się dokładnie ilustracjom.  

I to właśnie chciałam napisać na samym początku: rysunki są OBŁĘDNE! Cudowne, delikatne, bogate w szczegóły, a jednocześnie w mistrzowski sposób stosujące uogólnienie kreską. 






Amélie Fléchais narysowała historię, która dzieje się w lesie i pełna jest drzew, liści, ptaków, wilków i zajączków. Żeby nie było zbyt słodko, są też szkielety, czaszki, korzenie i pająki. 






Uwielbiam takie historie, które czerpią pełnymi garściami z klasyki, ale opowiadają coś na nowo, w inny sposób. "Czerwone wilczątko" przedstawia znaną nam wszystkim bajkę, ale z zupełnie innej perspektywy. To nie do wiary, jak mocno jesteśmy przywiązani do pewnych stereotypów - wilk jest zły i koniec. A co, jeśli nie?  O tym pisał Wajrak w "Wilkach", to rysuje też Amélie.

Fantastyczną kropką nad "i: jest zastosowane w książce liternictwo. Ozdobne inicjały, piękne czcionki, linie -  rety, jakie to wszystko jest dopasowane, wysmakowane, zgrane ze sobą!





 Pod względem edytorskim i rysunkowym to jedna z najpiękniejszych książek, jakie miałam w zeszłym roku w ręku. Cudo!

"Czerwone wilczątko" Amélie Fléchais, przekład Ana Brzezińska, Krótkie Gatki, Kultura Gniewu, Warszawa, 2017.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza