poniedziałek, 5 października 2026

[Gra planszowa] Biddle, czyli rzucamy kostkami!

 


Biddle! Czyli proszę państwa rzucamy kośćmi. Kto nie grał  nigdy w kości? To jest gra znana od tysięcy lat, co tu jeszcze można wymyślić nowego? Otóż okazuje się, że jednak można. 

Twórcy Biddle do kości dorzucili planszę, karty, mikroskopijne pionki oraz wymyślili zasady,  których NIE ZROZUMIAŁAM. Tak, przyznaję się,  długa i  skomplikowana instrukcja pokonała stetryczały mózg.

Na szczęście mam młodych i bystrych znajomych,  dopadłam  jednego, wręczyłam pudełko i zapytałam, czy mi to ogarnie. To jest chłopak na medal, ogarnął. Zaczęliśmy grać i wkręciłam się w grę jak śrubka!

Bardzo  pobieżnie tłumaczę, o co w tym  chodzi.
Siada kilka osób i patrzy na kartę, jaka została wylosowana, bo na karcie jest określony cel do wyrzucenia kośćmi. Różnie jest, dwie pary, jedna para,  suma oczek większa niż 15, dokładnie jedna szóstka i tak dalej. Ilość zadań z kart jest duża, zadania są zróżnicowane, łatwe i trudne.

Wtedy ktoś z ekipy rzuca: zrobię to zadanie w sześciu rzutach (można rzucać,  po  każdym  rzucie zostawiając na stole pasujące do celu kostki), a druga osoba odpowiada: przebijam, zrobię to w pięciu, a trzecia: cieniasy, mnie się to uda w trzech. Toteż trzecia osoba wygrywa licytację, zabiera kostki i rzuca, albo jej się uda (i zgarnie punkty) albo nie.

Polubiłam ten element rywalizacji, a potem trzymanie kciuków, żeby wskoczyły odpowiednie kostki. Świetnie się bawiłam. Fajnie, że gra jest kompaktowa, małe pudełko wszędzie się zmieści. Oprócz instrukcji jest bardzo przydatna ściągawka.

Niestety, były też rzeczy,  które mi się nie podobały. Skomplikowana instrukcja. Mikroskopijne pionki graczy, bardzo podatne na zgubienie. Oraz to, że elementy tej gry były opakowane w papier - ekologicznie, nowocześnie i na czasie, prawda? A jednak te małe drewniane kosteczki wolałabym mieć w woreczku z zamknięciem strunowym, gdzie mogę bez wysypywania sprawdzić jego zawartość. Papierowy woreczek z naklejką wielokrotnego użytku kompletnie mi nie  odpowiada.

Podsumowując: grajcie, ale jak jesteście z pokolenia X (1965–1980), to miejcie w ekipie kogoś młodszego do ogarnięcia instrukcji. I wtedy hulaj dusza!

Za możliwość wypróbowania gry dziękuję wydawnictwu Egmont.








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz