Krótko będzie, bo też o PRL-owskim milicyjniaku nie da się za długo.
Nic specjalnego - jest milicjant, jest trup(y), jest zagadka, tajemnicza przeszłość i takie tam. Do tego obowiązkowe łopatologiczne wyjaśnienie całej sprawy na ostatnich kartkach książki.
Ale jest również coś, co wyróżnia tę właśnie pozycję na tle innych - postać Arystotelesa Baxa, osobnika nie dość, że o klasycznym imieniu, to jeszcze wszechstronnie utalentowanego, wykształconego i z umiejętnością dedukcji lepszą niż sam Sherlock Holmes. Do tego osobnik ten jest chorobliwie nieśmiały i prawie mdleje na widok kobiecego dekoltu. Wysoce niewiarygodna postać, tak bardzo nie pasująca do realiów, że aż mi zgrzytało.
Na szczęście ten geniusz poznaje miłą dziewczynę i nieco normalnieje. O tym, że to on, a nie milicjant, rozwiązuje sprawę morderstwa, chyba nawet wspominać nie trzeba.
Co tam. Było, minęło.
"Czarny koń zabija nocą" Jacek Roy, wydawnictwo KAW, 1975.
