Pokazywanie postów oznaczonych etykietą John Galsworthy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą John Galsworthy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 marca 2013

"Na giełdzie Forsyte'ów" John Galsworthy - opowiastki bez znaczenia


Zbiór opowieści o członkach rodziny, opowieści luźnych, wziętych to z tej, to z tamtej epoki. Perypetie sercowe, długi, bójki, spory o pieska i inne pierepałki. Sporo tego.

Tylko szkoda, że nie przeczytałam wcześniej wszystkich części "Sagi...", pewnie byłabym bardziej zorientowana w temacie. Nie szkodzi, czytało się miło, naprawdę.

Żeby ta notka nie wyszła tak tragicznie krótka, dorzucę cytat :)

"To jest kodycyl do mojego, Swithina Forsyte'a, testamentu. Dla zaznaczenia, iż potępiam obyczaje i sposób bycia bratanicy mej Eufemii, córki mego brata Mikołaja Forsyte'a i jego żony Elżbiety, niniejszym odwołuję zapis części mej własności uczyniony we wspomnianym testamencie. Nie zapisuję jej nic zupełnie". *

A to dlatego, że Eufemia ośmielała się jeździć na rowerze, pokazując kostki u nóg.


---
* "Na giełdzie Forsyte'ów" John Galsworthy, przełożył Tadeusz Jakubowicz, "Książka i Wiedza", Warszawa, 1988, s.130

wtorek, 22 stycznia 2013

"Saga rodu Foryste'ów" John Galsworthy, tom trzeci "Do wynajęcia"


"Z pokoju jadalnego przeszedł do gabinetu Tymoteusza. Nie przypominał sobie, by kiedykolwiek zdarzyło mu się być w tym pokoju, i z zaciekawieniem patrzył na książki, stojące szeregami na półkach od podłogi po sam sufit. Jedna ściana była, zdaje się, przeznaczona wyłącznie dla dzieł treści wychowawczej, wydanych przez firmę Tymoteusza jeszcze dwa pokolenia temu - bo czasem stało tu po dwadzieścia egzemplarzy jednej książki. [...]
Do trzeciej ściany zbliżył się z większym zaciekawieniem. Był pewny, że tutaj znajdzie coś, co powie mu o osobistych upodobaniach Tymoteusza. Nie omylił się. Stały tu tylko na pokaz puste oprawy książek"[1].
Paradne. Ciekawe, czy wstręt do książek Tymoteusz nabył podczas pracy, mając dość książek wokół siebie?

"- Co ty myślisz o dzisiejszych ludziach, Soamesie"
- Kompletny brak stylu. Zaczęło się to z pojawieniem rowerów i samochodów, wojna dokonała reszty" [2].

"Nigdy nie mógł ostatecznie przekonać się do samochodów. W zasadzie uznawał je, jako urodzony empirysta i nieodrodny Forsyte, witający każdy nowy objaw postępu słowami: »No, teraz nie możemy się bez tego obejść.« Lecz w gruncie rzeczy uważał je za przedmioty hałaśliwe, wielkie a smrodliwe. [...] Maszyna ta stanowiła niejako wcielenie pośpiechu, niepewności i podskórnego brudu nowoczesnego życia" [3].
Czyż to nie jest trafny cytat, pasujący trochę i do naszych czasów?


---
[1] "Saga rodu Foryste'ów" John Galsworthy  tom 3, przełożył Józef Birkenmajer (tekst oparto na wydaniu PIW z 1972r), Książka i Wiedza, Warszawa 1988, s.57
[2] Tamże, s.179
[3] Tamże, s.218

niedziela, 20 stycznia 2013

"Saga rodu Foryste'ów" John Galsworthy, tom drugi "W matni"


"Może i dożyjemy ich wieku - podjął Jolyon - ale jak wiesz, skłonność do autoanalizy jest przeszkodą w życiu, a na tym polega różnica pomiędzy nami a nimi. My utraciliśmy pewność siebie. Jak i kiedy powstała w nas ta skłonność do autoanalizy, nigdy nie potrafiłem dojść. Mój ojciec miał ją w pewnym stopniu, ale inni Forsyte'owie tej generacji ani na lekarstwo... Nigdy nie patrzeć na siebie oczyma innych - to doskonale konserwuje" [1].
Ostatnie zdanie zawiera w sobie mądrość życiową.


Lokaj [...] powiedział cicho:
- [...] A ja mam syna w Inniskillings.
- Warmson ma syna? Jak to? Nie wiedziałem, że Warmson jest żonaty.
- Naturalnie, proszę pana. Nigdy nie mówię o tym. [...]
Soames zdumiał się odrobinę, że tak mało wie o człowieku, którego jak mu się zdawało, zna tak dobrze" [2].
Oto stosunek do służby, jest, a jakby jej nie było. Pyłek pod stopami.

"Tymoteusz - powiedziała cicho - Tymoteusz kupił mapę i przyszpilił na niej... przyszpilił chorągiewki!
- Tymoteusz kupił... - Z piersi wszystkich obecnych dobyło się westchnienie.
Jeśli Tymoteusz już przyszpilił na mapie trzy chorągiewki, no! - to wskazywało jasno, do czego zdolny jest naród, gdy w nim krew zagra. Wojnę można już było właściwie uznać za skończoną" [3].
Dobre, nie? :)

"Jechał z powrotem do Robin Hill pod usianym gwiazdami niebem; spóźniony obiad podano mu ze szczególną usłużnością, gdyż w ten sposób służba chciała mu okazać, że z nim współczuje; jadł więc wszystko, aby im okazać, że ceni ich współczucie" [4].
Konwenanse. Jakby nie można było zwyczajnie powiedzieć, że im przykro, a jemu odpowiedzieć, że dziękuje.

"Ludzie pałaszowali butersznyty" [5].
Nie znałam tego słowa, ładne! 

 "Spośród wszystkich dzielnic dziwacznego, awanturniczego zbiorowiska zwanego Londynem, Soho jest chyba najbardziej dalekie i obce duchowi Forsyte'ów.[...] Niechlujne, pełne Greków, izmailitów, kotów, Włochów, pomidorów, restauracji, katarynek, jaskrawych barw, dziwacznych nazwisk, ludzi wyglądających z okien górnych pięter, bytuje ono gdzieś poza granicami wspólnoty brytyjskiej"[6].
Czy teraz też takie jest?

"Mając osiemdziesiąt osiem lat był zupełnie zdrów, cierpiał tylko straszliwie nad tym, że o niczym mu nie mówiono. [...]
Emilia miała tylko siedemdziesiąt lat! James zazdrościł żonie jej młodości. Myślał czasem, że nie byłby się z nią wcale ożenił, gdyby wiedział, że gdy jemu tak mało życia pozostanie, ona będzie miała jeszcze tyle lat przed sobą. To nie było naturalne. Po jego śmierci mogła jeszcze przeżyć z piętnaście albo dwadzieścia lat i wydać masę pieniędzy; zawsze miała ekscentryczne upodobania"[7].
 O, do licha, to przecież trzpiotka jeszcze.

---
[1] "Saga rodu Foryste'ów" John Galsworthy  tom 2, przełożył Józef Birkenmajer (tekst oparto na wydaniu PIW z 1972r), Książka i Wiedza, Warszawa 1988, s.92
[2] Tamże, s.117
[3] Tamże, s.124
[4] Tamże, s.221
[5] Tamże, s.248
[6] Tamże, s.70-71
[7] Tamże, s.76-77 

czwartek, 6 września 2012

"Saga rodu Forsyte'ów. Posiadacz" John Galsworthy - początek znajomości z londyńską rodzinką


No i co tu napisać o klasyce?

John Galsworthy odmalował fragment dziejów bogatej mieszczańskiej rodziny z Londynu. Rodziny bardzo przywiązanej do tradycji, dystyngowanej, z manierami, skostniałej i sztywnej do szpiku kości. Nudnej? A gdzież tam! Wystarczy poskrobać troszeczkę paznokciem, a już się ujawniają skryte namiętności, miłość, przywiązanie do rodziny, tak jak i do tejże rodziny pogarda... Cała gama! Wszystkiego!

Taki Jocelyn, na przykład, nestor rodu, godny i poważny, a nade wszystko straszliwie samotny; zdawać by się mogło, że nic nie jest w stanie wyrwać go ze szponów konwenansu, a tu proszę - godzi się ze swoim synem, dawno temu wykluczonym z rodziny. Wzruszające, bo wcale staruszkowi to nie przyszło łatwo.
Albo Soames.  Poznał pewną kobietę i nie spoczął, póki jej nie zdobył, choć długo mu się opierała i ogólnie była mu niechętna. Potęga miłości? Namiętność? Czy też chęć posiadania czegoś (właściwie kogoś) wyjątkowego? Zapewne wszystko naraz.
Ta kobieta to Irena, piękna i nieszczęśliwa, jak słowik zamknięty w złotej klatce.
A młodziutka June - jakby nie z tej rodziny, drobna osóbka z burzą włosów i ognistym temperamentem, szaleńczo zakochana w przystojnym architekcie bez grosza przy duszy...

No i co? Prawda, jak bogata i różnorodna ta galeria postaci? A przedstawiłam zaledwie ułamek rodziny Forsyte'ów. Zaś ich losy na zmianę - nudne są i szalenie interesujące, leniwe i dynamiczne.

Jest jednak z nimi, z dynastią Forsyte'ów, jeden problem. Nie wiem, czy ich polubiłam. Raczej nie. Są na to zbyt zapatrzeni w siebie, zbyt dumni, trochę zakłamani.

Jeszcze Londyn, piękny, mglisty, słoneczny, gwarny Londyn. Miasto, które bardzo mi się podoba i mniemam, że autorowi również, bo czuć to między wierszami.

Niezła książka i dobrze mi się ją czytało, choć przyznam, że czasami prześlizgiwałam się tylko wzrokiem po szczególnie drobiazgowym i mało interesującym monologu wewnętrznym któregoś Forsyte'a. Poszukam reszty, bo przecież ledwo liznęłam całość.

"Saga rodu Forsyte'ów. Posiadacz" John Galsworthy, przełożyła Róża Centnerszwerowa, Książka i Wiedza, 1987.