Powiedzcie mi, że to nie choroba, co? I wcale nie trzeba tego leczyć! Czego? Ano tego, że gdy gdzieś widzę słowo "notes", to strzygę uszami, łypię oczami i ręce mi się same wyciągają. Tak mi się właśnie wyciągnęły po "Czerwony notes".
W czerwonym notesie Doris zapisuje nazwiska i adresy ludzi, którzy są dla niej ważni. W miarę upływu lat przybywa tam skreśleń i dopisków "zmarł/zmarła". Teraz Doris ma 96 lat i czuje się coraz gorzej. Niewiele jej brakuje, by wykreślić własne nazwisko z notesu. A gdy łamie nogę i trafia do szpitala, zupełnie podupada na duchu.
