Niezwykły komiks, tak ze względu na formę, jak i na treść. Gdy wzięłam do ręki czarną cegłę ze złotym szlaczkiem, ciężką jak diabli, gdzieniegdzie matową, gdzieniegdzie błyszczącą, to zanim otworzyłam, musiałam pomacać, poklepać, sprawdzić palcem, czy to błyszczące (grzbiety stron są czarne) jest takie gładkie, na jakie wygląda. Mrr... mruczenie dopieszczonej wizualnie czytelniczki.
Potem książkę zgarnął mi sprzed nosa mąż i już się oburzyłam: ale jak to zabrał, przecież właśnie miałam zacząć, a teraz to będę musiała czekać nie wiadomo ile! Czekałam dwie godziny. Mąż przeczytał, można powiedzieć, na jednym oddechu i oddał mi ze słowami "to jest dobre".
