wtorek, 14 września 2010

"Pęknięte serce Afryki" Robert Wieczorek

Nie jestem pewna, czym się kierowałam wybierajac sobie tę właśnie książkę do czytania. Chyba spodziewałam się czegoś w rodzaju reportażu Kapuścińskiego prosto z afrykańskiej głuszy, czy też może literatury podróżniczej pokroju Bruczkowskiego. A to zupełnie coś innego.

Książka jest napisana przez misjonarza, zakonnika, ojca kapucyna pochodzącego z Krakowa, któy wyjechał do Afryki, by nieść tam wiarę katolicką. Osiadł w Republice Środkowoafrykańskiej. To tyle tytułem wstępu.
Myślałam, że to będzie o tym, jak nawraca się Afrykanów, jak następuje proces wyrugowania z ich umysłów wiary w bóstwa, amulety i szamanów. Jak to się dzieje, że zmieniają swoje przekonania, w których wyrośli i zaczynają chodzić do kościoła i modlić się. Dla nas, od małego wychowywanych w chrześcijaństwie, kościoły i księża są czymś znanym i naturalnym, a tam nie. Jednak przeczytałam o czymś zupełnie innym.
Mianowicie o tym, jak czuje się zakonnik misyjny, gdy kraj, w któym mieszka, wstrząsany jest wojną domową. Gdy na jego misję napadają rebelianci i trzymając zakonników na muszce, plądrują pomieszczenia w poszukiwaniu pieniędzy, paliwa, jedzenia, radia, baterii... Gdy grożą karabinem i każą oddać kluczyki do auta, bo rebelianci muszą się czymś przemieszczać. Gdy trzeba czym prędzej ukrywać czarnoskórych braci, bo o ile przed białymi napastnicy czują jeszcze jakiś respekt, to czarnych gnębią bez pardonu. Gdy z wioski nieopodal leżącej przybiegają z ostrzeżeniem “znowu jadą”, a czasu jest tyle zaledwie, że można jedynie wejść do kaplicy i się pomodlić. I tyle, jeśli chodzi o modlenie się.

Misjonarze czynem dają świadectwo swojej wierze, co dobitnie książka mi ukazała. Chętnie porozmawiałabym z ojcem Robertem na żywo, przy kawie.

Ocena: 4/6

Pęknięte Serce Afryki [Robert Wieczorek]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

poniedziałek, 13 września 2010

Skleroza to coś strasznego!

Wpadłam dziś do empiku, biegusiem, bo tylko po drodze, inne zakupy w trakcie. Bardzo chciałam kupić sobie książkę. Wpadłam i... konsternacja. Zapomniałam, jaki miała tytuł! Co gorsza, zapomniałam też autora. Pamiętałam tylko okładkę i to, że to literatura raczej młodzieżowa. Poszukałam okładki:
Ale nie znalazłam. Potem (po powrocie do domu) okazało się, że jest jeszcze jedna okładka, o taka:

No i mogłabym sobie szukać, takiej na pewno bym nie skojarzyła. No nic. Nie mam nowej książki, nie tym razem. :)

niedziela, 12 września 2010

"Historia brudu" Katherine Ashenburg - cytaty

Kupiłam, przeczytałam, nie spisałam wrażeń na gorąco, odłożyłam na półkę. Potem jakoś tak się stało, że wyszła do ludzi, zdążyłam tylko spisać dwa cytaty, zanim powędrowała na pocztę. Pierwszy, bo dotyczy mojej patronki, o zgrozo ;)
Drugi, bo ciekawie podsumowuje odwieczne wielkie koło czasu, czyli fakt, że wszystko już było i się powtarza, cykle są większe, mniejsze, ale są...

"Wielu wczesnych świętych hołubiło brud z entuzjazmem, żarliwością i niesłychana pomysłowością. Św. Agnieszka nigdy nie splamiła wodą żadnej części swego ciała podczas krótkiego wprawdzie, bo trzynastoletniego życia. Godryk, angielski święty, przeszedł piechotą z Anglii do Jerozolimy nie myjąc się i nie zmieniając ubrania". [1]

"Marudząc i debatując przez prawie półtora wieku, od końca osiemnastego stulecia po mniej więcej rok 1950, wahając się między kąpielą z pełnymi szykanami a wyrywkowym przemywaniem to tej, to innej części ciała, między używaniem mydła a unikaniem namydlenia, łamiąc sobie głowę nad niemal każdym innym aspektem higieny, udało nam się wrócić do miejsca, w którym mniej więcej dwa tysiąclecia wcześniej znajdowali się Rzymianie". [2]
 
---
[1] "Historia brudu" Katherine Ashenburg, tłum. Aleksandra Górska, Wydawnictwo Bellona, Warszawa, 2009, s.55
[2] Tamże, s. 247
Historia brudu [Katherine Ashenburg]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

sobota, 11 września 2010

Stos książek wywiozłam, stos przywiozłam

Wizyta u znajomych bardzo owocna :)

Wydłubałam z półek i wywiozłam do nich:
1. "Anima Vilis" Krzysztof T. Dąbrowski
2. "Wicked: Życie i czasy Złej Czarownicy z Zachodu" Gregory Maguire
3. "Głowa Minutaura" Marek Krajewski
4. "Córka Krwawych" Anne Bishop
5. "Miasto niepokoju" Dennis Lehane
6. "Biała wiedźma" Adam Zalewski
7. "Skrzynka demona" Ken Kesey
8. "Palec Kasandry" Gert Godeng
9. "Trumna numer 5" Gert Godeng
10. "Czerwona Strefa" Gert Godeng

Oddano mi:
1. "Hakawati, mistrz opowieści" Rabih Alameddine
2. "Kot Simona: Sam o sobie" Simon Tofield

Pożyczyłam do przeczytania:
1. "Najgłupszy anioł" Christopher Moore
2. "Czystopis" Siergiej Łukjanienko
3. "Rzeczy ulotne" Neil Gaiman
4. "Tajemna historia Moskwy" Ekaterina Sedia
5. "Świat finansjery" Terry Pratchett
6. "Gwiezdny chirurg" James White
7. "Trudna operacja" James White
8. "Statek szpitalny" James White
9. "Azazel" Boris Akunin
10. "Gambit turecki" Boris Akunin
11. "Na tropie wampira" Mike Resnick
12. "Kły" Mike Resnick
13. "Trzeci Świat" Maciej Guzek
14. "Królikarnia" Maciej Guzek

czwartek, 9 września 2010

"Piotruś szuka przyjaciela" Jan Edward Kucharski

Ponieważ świeżo przeczytanych książek do zrecenzowania brak, opowiem dziś o kolejnej książce z dzieciństwa, która delikatnie i trwale odcisnęła się w moich zwojach mózgowych. Trwale, bo wiadomo, pamiętałam o niej przez lata. Delikatnie, bo przez lata tytuł i autor ulecieli z pamięci i musiałam wspomagać się wpisami na forum o literaturze dziecięcej. Nie uleciały z pamięci ilustracje. Zdecydowana, kreślona z rozmachem kreska, na to miękkie i rozlane akwarelowe kolory. Ilustracje mogę zamieścić, bo tomik mam na półce. Gdy już książkę wyłowiłam z wiru niepamięci, nie mogłam pozwolić, by znów tam wpadła, znalazłam ją na allegro i kupiłam.

Treść też niczego sobie. Piotruś, malutki chłopczyk, budzi się raniutko i jest świadkiem porwania koguta przez lisa. Kogut jest jego ukochanym kogutem, więc Piotruś idąc za głosem serca, wychodzi przez okno i biegnie za rudzielcem, by mu odebrać przyjaciela. Szybko jednak traci zwierzęta z oczu, nie nadąża, musi odpocząć, jest zziębnięty, bosy, zmęczony i głodny. I trochę zagubiony i trochę się boi... Ale za nic w świecie nie chce zrezygnować z poszukiwań. Dzielny mały brzdąc! Ciekawa jest warstwa narracyjna książeczki, bo wprowadzony jest bezimienny, bezcielesny, dorosły narrator, który z Piotrusiem rozmawia i mu doradza. Do tego napotykamy, a właściwie nie my, a chłopczyk, przeróżne zwierzęta, które w jakiś tam sposób starają się Piotrusiowi w poszukiwaniach pomóc. A to jeża, a to kaczki, a to borsuka - każde świetnie zarysowane, z własnym, indywidualnym charakterem.
Znakomicie się czyta tę książkę, czasem wzruszenie łapie za gardło, czasem uśmiechamy się przelotnie, niby do siebie, a tak naprawdę do kart książki.

Ocena: 5/6.

środa, 8 września 2010

Rzeźby w kształcie książek

No proszę, dopiero co popełniłam notkę o pomnikach książek, a tu nagle i znienacka ktoś obdarował mnie linkiem do joemonstera o pomnikach i rzeźbach w kształcie książek. Bogactwo form, pomysłów i materiałów. Śliczności! Polecam mocno!

P.S. Dostałam pocztówkę ze zlotu biblioNETkowego w Toruniu - podpisało się na niej jakieś czterdzieści osób. Przemiłe! :)

wtorek, 7 września 2010

"Mea culpa" Barbara Rybałtowska

Z panią Barbarą Rybałtowską znam się dobrze, po przeczytaniu trzech części sagi nie da się inaczej. Losy miotanej po świecie Zofii są przejmujące, a Kasię, jej córkę, polubiłam bardzo. Niestety, im dalej w las, tym gorzej.

Ciągłość powieści jest zachowana, tym razem spotykamy się z rodziną, gdy Kasia już jest dorosłą panną i idzie na studia. Czytamy o tym, jak ciężko przychodzi jej rozstać się z matką i wyjechać do stolicy. Czytamy, jak sobie radzi na studiach, jak rzuca się w wir zajęć uczelnianych i nie tylko, jak śpiewa, pisze teksty, udziela się gdzie może, trafia do zespołu Mazowsza, występuje, zwiedza świat, pisze do męża (albowiem zdążyła już wyjść za mąż) listy.

Tylko co z tego? Nie czuję więzi, nie czuję sensu i celu pisania tej powieści, nie wiem, dlaczego ona powstała. Jeśli to rodzaj autobiografii, to w porządku - uznaję jednocześnie, ze smutkiem, że ta książka nie jest dla mnie, być może jest ona ważna dla rodziny autorki, jej znajomych, dla niej samej wreszcie, jako coś w rodzaju rozliczenia się z przeszłością. Upchnięto w powieści wszystko, co tylko się dało, nie tylko to, co dotyczy bohaterki i jej rodziny, ale też opowieści zasłyszane od znajomych, nie przeczę, ważne, ale sprawiająe wrażenie wtłoczonych na siłę.

Rozczarowała mnie czwarta część sagi pani Barbary Rybałtowskiej. O ile poprzednie części wzruszały i bawiły, to czwarta po prostu nudzi. A ma być jeszcze piąta i raczej już jej nie kupię - no chyba że moja Mama będzie chciała, to wtedy.

Mea culpa. Saga cz. IV [Barbara Rybałtowska]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Ocena: 3/6.

niedziela, 5 września 2010

Grzybobranie

Zainspirowana przez Joannę  namówiłam męża na wypad na grzyby. Dziecię zostawiliśmy pod opieką siostrzenic moich, a my torbę i kozik w dłoń i hejże do lasu. Miałam okazję wypróbować moje nowe kalosze w kwiatki (śliczności, zdjęcia brak, bo w lesie nie miałam aparatu). Uzbieraliśmy tyle ile widać, chodząc prawie tylko po i przy drodze; te leśne, zarośnięte, trawiaste drogi to istne siedlisko maślaków! Cudowna wyprawda, choć mąż kompletnie przemoczył nogi (nie ma kaloszy), a ja mam kurtkę do prania, to plon rekompensuje wszelkie niedogodności.

Z nabytków i ubytków książkowych: oddałam Mamie życiorys Karola Boromeusza, okazał się dla mnie bardzo mało strawny. Pożyczyłam siostrzenicy "Mistrza i Małgorzatę", przerabiają to teraz.

I informacja dla Kasi - niebawem recenzja czwartej części sagi Barbary Rybałtowskiej :)

piątek, 3 września 2010

"Trylogia Czarnego Maga" Trudi Canavan

Łyknęłam trylogię jak młody pelikan, co świadczy o tym, że to dobre czytadło, zawierające wszystko to, co lubią tygryski. Czyli, po pierwsze primo, wydźwignięcie z nizin społecznych dziewczęcia z talentami magicznymi. Po drugie primo, świetnie odmalowane szkolenie magiczne. Po trzecie primo, wątek miłosny, a jakże. Po czwarte primo, spektakularne walki magów, z jakże przewidywalnymi i oczekiwanymi efektami świetlnymi. Po piąte primo, intrygi i przepychanki, iście dworskie. Po szóste primo, chwytające za gardło heroiczne poświęcenie się dla ukochanej osoby. Po siódme... nie ma co wymieniać, już widać, że autorka bardzo ładnie poskładała w całość elementy niby już ograne i nienowe, stworzyła nowy świat, wprowadziła bohaterów, zaprosiła do środka czytelnika i pokazała mu jak na ekranie losy pojedynczych osób i całych krain. Jak na filmie, całkiem dobrym i wciągąjącym, aczkolwiek niekoniecznie pozostającym w pamięciu specjalnie długo. Całkiem niezła rozrywka.


P.S. Swoją drogą mogliby trochę zróżnicować te okładki, gdy już byłam pod koniec trzeciego tomu, mąż rzekł do mnie z naganą: "No co się tak męczysz z tą książką, czytasz ją i czytasz i nie możesz skończyć." ;)

Ocena: 4/6 (wszystkie tomy).

czwartek, 2 września 2010

Zimno źle na mnie wpływa

Nie chce mi się czytać, nie chce mi się pisać, nie chce mi się wstawać rano ani pracować. Ja bardzo proszę o jeszcze trochę cieplutkiego lata, bardzo proszę!
A obok zdjęcie z poprawin po weselu (na samym weselu Krzyś został w domu). Dziecię skrzywione lekko, bo na talerzyku leżał wafelek, a ja wzbraniałam dostępu, dopóki tatuś nie zrobi zdjęcia.
Bawiliśmy się znakomicie, przez dwa dni. Dobra muzyka, znakomite jedzenie, możliwość spotkania dawno nie widzianych kuzynów, cioć i wujków - super.
Tylko obsługa była za sprawna. Serio. Tak bardzo starali się, żeby na stołach nie leżały brudne talerze, że zwinęli mojemu mężowi kawałek niedojedzonego pstrąga z grilla! A tylko na chwilę odwrócił wzrok od stołu, bo przejął ode mnie Krzysia. Żal pstrąga, żal. :)