Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jan Edward Kucharski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jan Edward Kucharski. Pokaż wszystkie posty

piątek, 18 grudnia 2015

"Wilki" Adam Wajrak

"Gąski, gąski do domu!
Boimy się!
Czego?
Wilka złego!"

Bawiliście się w takie gąski, jak byliście mali? Ja się bawiłam. Teraz, gdy przeczytałam książkę Adama Wajraka, widzę, jak poprzez takie zabawy wbija się dzieciom do głowy obawę przed wilkami.

 Kim jest Adam Wajrak, sporo ludzi wie - to przyrodnik i dziennikarz. Pisze artykuły i książki, obserwuje i bada zwierzęta, mieszka w Puszczy Białowieskiej i jest bardzo pozytywnie zakręconym człowiekiem. Pamiętam też, że prowadził program telewizyjny o obserwacji zwierząt. Książka "Wilki" dowodzi, jak człowiek z pasją potrafi błyskawicznie przekazać ogrom informacji na fascynujący go temat. Dowiedziałam się sporo o historii wilków w polskich lasach, dowiedziałam się, jak te zwierzęta w nas zawzięcie tępiono (aż dziw, że przetrwały), a także, jak staraniem polskich przyrodników objęto je ochroną gatunkową.

czwartek, 9 września 2010

"Piotruś szuka przyjaciela" Jan Edward Kucharski

Ponieważ świeżo przeczytanych książek do zrecenzowania brak, opowiem dziś o kolejnej książce z dzieciństwa, która delikatnie i trwale odcisnęła się w moich zwojach mózgowych. Trwale, bo wiadomo, pamiętałam o niej przez lata. Delikatnie, bo przez lata tytuł i autor ulecieli z pamięci i musiałam wspomagać się wpisami na forum o literaturze dziecięcej. Nie uleciały z pamięci ilustracje. Zdecydowana, kreślona z rozmachem kreska, na to miękkie i rozlane akwarelowe kolory. Ilustracje mogę zamieścić, bo tomik mam na półce. Gdy już książkę wyłowiłam z wiru niepamięci, nie mogłam pozwolić, by znów tam wpadła, znalazłam ją na allegro i kupiłam.

Treść też niczego sobie. Piotruś, malutki chłopczyk, budzi się raniutko i jest świadkiem porwania koguta przez lisa. Kogut jest jego ukochanym kogutem, więc Piotruś idąc za głosem serca, wychodzi przez okno i biegnie za rudzielcem, by mu odebrać przyjaciela. Szybko jednak traci zwierzęta z oczu, nie nadąża, musi odpocząć, jest zziębnięty, bosy, zmęczony i głodny. I trochę zagubiony i trochę się boi... Ale za nic w świecie nie chce zrezygnować z poszukiwań. Dzielny mały brzdąc! Ciekawa jest warstwa narracyjna książeczki, bo wprowadzony jest bezimienny, bezcielesny, dorosły narrator, który z Piotrusiem rozmawia i mu doradza. Do tego napotykamy, a właściwie nie my, a chłopczyk, przeróżne zwierzęta, które w jakiś tam sposób starają się Piotrusiowi w poszukiwaniach pomóc. A to jeża, a to kaczki, a to borsuka - każde świetnie zarysowane, z własnym, indywidualnym charakterem.
Znakomicie się czyta tę książkę, czasem wzruszenie łapie za gardło, czasem uśmiechamy się przelotnie, niby do siebie, a tak naprawdę do kart książki.

Ocena: 5/6.

piątek, 15 stycznia 2010

"Moja babcia czarownica" Jan Edward Kucharski

Mamy takie książki z dzieciństwa, które mimo lat wciąż są z nami, niekoniecznie na półce, ale w pamięci. Ja mam takich parę, a jedna z nich to "Moja babcia czarownica" Jana Kucharskiego. Coś takiego jest w tej książce, że kupiłam ją na allegro, by przeczytać raz jeszcze i sprawdzić, czy dobrze się ją pamięta i czyta. Wszystko ok, nie zestarzała się.

Mamy tu rodzinę: ojca leśniczego, mamę bibliotekarkę, dwoje dzieci w wieku szkolnym, no i babcię, najważniejszą osobę. Bo to właśnie babcia, gdy śnieg zasypie drogę do leśniczówki i przez kilka dni dzieci nie chodzą do szkoły, czaruje. W dzień zajęć jest mnóstwo, leśniczy dokarmia zwierzynę, dzieci odrabiają lekcje, lepią bałwany, bawią się z psem, babcia gotuje obiad. Ale gdy nadchodzi szara godzina zmierzchu, babcia czarownica siada przy świetle padającym z uchylonych drzwiczek pieca i opowiada, opowiada... O wilkach i wilczycy, o tym, skąd się wzięły wróble i dlaczego dziewanna jest żółta, o drzewach z kulami w środku, o biegunie południowym...
Cudowne opowieści, urokliwe baśnie - czytam tę książkę tak, jak Michał i Anna słuchają babci: z uwagą, zasłuchani, zadumani, całą swą osobą przenoszą się w świat nakreślony słowami babci. Wyczarowany.
Nie tylko te wieczorne bajania mi się podobają, ale i te proste zwyczajne zajęcia. Sanie, którymi leśniczy wozi do lasu siano dla saren (w rodzinnym domu na wsi były takie sanie, drewniane, podwieszone pod dachem szopy); ślady saren, kaleczących nogi o lód powstały po stopieniu śniegu w południe i zamarzajacy po południu (goniłam kiedyś sarny po lesie, zimą, z aparatem, chciałam im zrobić zdjęcie, zrobiłam, potem zgrzana byłam tak, że para buchała); bigos gotowany dla robotników odśnieżających drogę do leśniczówki (mama gotowała bigos na gęsi, no nie tylko, ale gęś pamiętam, pracowicie wkrawane kawałeczki ugotowanej gęsi).
Ja tak mogę jeszcze długo, ale dam głowę, że każdy z was przy czytaniu obudziłby swoje własne wspomnienia z dzieciństwa. Czego wam serdecznie życzę.

I na zakończenie cytaty:

"Wyłażę z namiotu i najwyżej, jak mogę sięgnąć, przywiązuję do słupa czerwony szalik siostry. Będzie go widać z daleka. Potem wracam do namiotu. Anna zdążyła już ulepić ze śniegu wspaniały garnek i gotuje w nim jedzenie. Spogląda na mnie błyszczącymi oczami i pyta:
- Michałku, jak się to stało, żeśmy się znaleźli na biegunie?
Zastanawiam się głęboko. Rzeczywiście, jak to się stało? Wczoraj zaczęła się śnieżyca, potem babcia nam opowiadała, potem była noc i rano śnieg padał dalej...
- Babcia nas zaczarowała - mówię poważnie i Anna ze zrozumieniem kiwa głową."


"- Jak pragnę zdrowia, bigos! - woła kierowca. - Od razu poznać, z kim mamy do czynienia! Wiadomo, myśliwski dom!
Za chwilę każdy trzyma w rękach pełną miskę parującego bigosu i grubą pajdę chleba, jedzą z apetytem, tylko im się oczy śmieją, a między jednym kęsem i drugim przychwalają mamie i tacie.
A ja widzę w tej chwili babcię, jak się krząta przy kuchni, kręci warząchwią w garnku, próbuje. Bo przecież to ona wymyśliła wczoraj ten bigos dla robotników, sama go zrobiła i opakowała garnek, żeby dojechał gorący, a myśmy go tylko przywieźli. No, ale babci tutaj nie ma, więc oni dziękują mamie i tak jest w porządku, ale kiedy wrócimy do domu, ja wszystko babci opowiem, powtórzę jej te słowa, które teraz słyszę, żeby i ona była zadowolona, żeby się cieszyła z tego, jak jej jedzenie smakowało."

Ocena: 5/6