piątek, 11 listopada 2016

"Arab przyszłości. Dzieciństwo na Bliskim Wschodzie (1978-1984)" Riad Sattouf


Jestem geopolitycznie upośledzona, wiecie? Trudno mi ogarnąć myślą konflikty czy sojusze , które dzieją się gdzieś dalej niż Europa. Notabene,  z tego właśnie powodu nie napisałam na blogu ani słowa o "Kronikach jerozolimskich" - zachwyciłam się, ale mało co zrozumiałam.

"Arab przyszłości" na szczęście nie zawiera trudno przyswajalnych treści, bo to żadna rozprawa, tylko opowieść o tym, co ze swojego dzieciństwa zapamiętał autor. Wiadomo, że małych dzieci kompletnie nie interesuje polityka czy ustrój, w jakim żyją. Dzieci zapamiętują rodzinę, przyjaciół, dom, w którym mieszkają, szkołę. I o tym właśnie czytamy w "Arabie przyszłości", ale nie tylko...



Riad urodził się w mieszanej rodzinie. Matka jest Francuzką, ojciec Syryjczykiem, który przyjechał na studia
do Francji. Życie tej pary z pewnością nie było przeciętne. Jeżdżą po świecie: Francja, Libia, Syria, znów Francja. Mały Riad ma wgląd w dwie kultury jednocześnie: europejską, gdzie ma się własne mieszkanie, łóżko, dziadków, gazety i książki; oraz muzułmańską, gdzie rodzina jest fundamentem, gdzie nie można trzymać psów w domu, a pierwszymi słowami, jakich Riad nauczył się po arabsku, są przekleństwa.
Trochę tu wartościuję, tak, uprzedzam jednak, że Riad tego nie robi. Riad - dziecko, bo Riad autor odrobinę tak.


Tu mi się komiks rozwarstwia. Geopolityczne objaśnienia nadawane z offu (czyli w komentarzach nad kadrami, nie mylić z dymkami) są rzeczowe i bardzo dorosłe. Tkają całe to tło społeczno-polityczne, przedstawiają prezydentów, premierów, wymieniają wzajemne sympatie i antypatie państwowe, a także komentują postacie i sytuacje, które aktualnie pojawiają się na komiksowej scenie. Przyznam się od razu, że te wszystkie komentarze pędziły prosto na mnie, ale w ostatniej chwili skręcały gdzieś w bok, zręcznie omijając moją głowę. Ech.

Pozostało mi zagłębić się w drugą warstwę, emocjonalnie bardziej mi bliższą, czyli w historię dziecka miotanego po świecie w pogoni za bliżej niesprecyzowanymi marzeniami. Doskonałe obserwacje najbliższej rodziny: matka pamiętana przez Riada jest cicha, trochę zdominowana przez męża i podążająca za nim w myśl słów "Gdzie ty Kajus, tam ja Kaja". Ojciec jawił mi się początkowo jako nowoczesny chłopak, śmiały i ambitny, odcinający się od środowiska muzułmańskiego, w jakim wyrósł. W miarę jak podróże rodziny Sattouf przybliżają ich do Syrii, gdzie ojciec rodziny się wychował, zmienia się jego postępowanie. Ojciec Riada nakłada dżelabę, sięga po Koran, syna chce posłać do arabskiej szkoły, a przeciwną temu żonę osadza zdaniem "To ja decyduję!". Dziwny to człowiek. Nie umiałam go pojąć. Zapewne też nie umiał go pojąć mały, zaledwie kilkuletni syn. Relacje w tej rodzinie ewoluują, a ich obserwacja była dla mnie fascynująca. Z trudem co prawda, ale udaje mi się nieco odgrodzić emocjonalnie odgrodzić od Riada, bo taka obserwacja jest ciekawa. Z trudem, bo malec jest taki uroczy, a że sama jestem mamą uroczych, kilkuletnich dzieciaczków, opiekuńczość wyłazi ze mnie wszystkimi porami. Jestem jak te kobiety, nader trafnie sportretowane przez autora, a rozpływające się w zachwytach nad blond cherubinkiem.

"Arab przyszłości" to bardzo ciekawe spojrzenie na kulturę Bliskiego Wschodu i Zachodu jednocześnie, z perspektywy małego chłopca. Kwestie bliskowschodnie co prawda nie trafiały do mnie tak, jak bym chciała, ale nie tracę nadziei i z niecierpliwością czekam na kontynuację tej historii. Najbardziej ujęło mnie to, że dziecięcy bohater jest w swoich obserwacjach i reakcjach szczery i autentyczny. Wierzę mu bez zastrzeżeń.

O rysunkach tym razem nic nie napiszę, może przy następnej okazji.

Za możliwość przeczytania komiksu bardzo dziękuję Kulturze Gniewu.

"Arab przyszłości. Dzieciństwo na Bliskim Wschodzie (1978-1984)" Riad Sattouf, tłumaczenie Olga Mysłowska, Kultura Gniewu, Warszawa 2016.

2 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Jeśli udałoby się nam gdzieś spotkać, to mogę pożyczyć :)

      Usuń