wtorek, 1 sierpnia 2017

"Wiara" Anna Kańtoch


"Wiara" ku mojemu ogromnemu zadowoleniu okazała się daleko lepsza niż poprzedni kryminał autorki, czyli "Łaska". 

Najpierw słówko o warunkach brzegowych. Jest lato 1986 roku. W Rokitnicy, niewielkiej wiosce koło Żywca, ginie młoda dziewczyna. Lokalne władze milicyjne dostają wsparcie w postaci kapitana Witczaka z komendy wojewódzkiej. Zespół milicjantów w składzie: przyjezdny Witczak, Waśkowiak mocno już wypalony i zalkoholizowany oraz dwójkę młodych, Jan Synowiec i Hanna Gierasówna,  zajmują się wyjaśnieniem zagadki zabójstwa. Podwójnego, bo niedługo potem zostaje znaleziony kolejny trup. A to wcale jeszcze nie koniec...
Jakby morderstw było mało, nad Rokitnicą unosi się ponura atmosfera. Trochę spowodowana tajemnicą sprzed lat (o której nikt nie mówi, a wszyscy wiedzą), a trochę negatywnymi fluidami unoszący mi się nad budowaną właśnie elektrownią atomową. Echa niedawnej katastrofy w Czarnobylu są silne i odbijają się czkawką w całym kraju.


Nad zabójstwami zastanawia się także ksiądz Jerzy Marczewski, proboszcz parafii w Rokitnicy. To on znalazł pierwsze zwłoki, co wepchnęło go w krąg podejrzanych osób, a ponadto, co ważniejsze, skłoniło do rozmyślań nad istotą swojego kapłaństwa.  Ksiądz, powodowany niejasnym poczuciem winy, zaczyna szukać na własną rękę, tyle że wcale nie mordercy, a wyjaśnienia tajemnicy, o której wszyscy wiedzą, a nikt nie mówi. 

Cała ta książka jest świetnie skonstruowana. Śledztwo prowadzone przez milicjantów jest drobiazgowe, dokładne, żmudne - wiecie, to, co mi się zawsze podobało u Wallandera: że trzeba ileś godzin przepracować przy zbieraniu śladów i przesłuchaniach, aby wpaść na jakieś tropy, a genialne przebłyski intuicji zdarzają się niezwykle rzadko. Wątek księdza, detektywa amatora, który wcale nie jest detektywem amatorem, tylko księdzem próbującym wydostać się ze złotej klatki konformizmu, w której sam się zamknął - napisany jest bardzo wiarygodnie. Ba, rozważania księdza są... skłaniające do nieco bardziej osobistych rozmyślań, do zadawania sobie pytań o własną strefę komfortu.

Czy zgadłam, kto zabił? Tym razem (porównując z "Łaską") autorka nie ułatwia zadania czytelnikowi, który chciałby samodzielnie i przed końcem powieści rozwiązać zagadkę morderstwa. Owszem, rzuca poszlakami i śladami, ale nic oczywistego. Mnie wpędziła w ślepy zaułek i nie byłam lepsza niż powieściowi milicjanci. To przez motyw, który wymknął się przez oczka mojej siatki podejrzeń. 

Klimat PRL-u, na który narzekałam, że go prawie nie dostrzegłam w "Łasce", w "Wierze" jest obecny stale i delikatnie. Gdzieniegdzie jest mocniej zaakcentowany, czy to naradami milicyjnymi rodem z serialu "07, zgłoś się", czy grzybami i jagodami napromieniowanym izotopami, czy wreszcie początkowymi odcinkami Teleexpressu (o rety, czy wiecie, jak ja pilnowałam tych pierwszych odcinków programu, bo szalenie mi się podobały?!).

Doskonały kryminał, proszę państwa, polecam! Skądinąd wiem, że szykuje się kolejny. A może jest dopiero w planach? Nieważne, już na niego czekam.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czarne.

 "Wiara" Anna Kańtoch, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2017.
Wiara [Anna Kańtoch]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

2 komentarze:

  1. Z polecenia pewnie skorzystam, bo kusząca i intrygująca jest recenzja :)

    OdpowiedzUsuń