Zanim zacznę o książce, podzielę się historią jej wysłuchania. Wypożyczyłam sobie "1Q84" z biblioteki, trochę na próbę, bo nigdy nie wiadomo, na jakiego lektora się trafi. Och, trafiłam prawie doskonale, słuchałam z rozkoszą, przesłuchałam dwie płyty, po czym usiadłam i napisałam recenzję, głęboko poruszona tym, co właśnie poznałam. Proza Murakamiego potrafi zagarnąć bez reszty, za co mu byłam szczerze wdzięczna, ale jednocześnie zdegustowana byłam sposobem zakończenia tej powieści. No jak to? Wszystko zawisło w powietrzu? Jak to tak?
Po czym odkryłam w biblionetce, że powieść ma trzy tomy.
Oczywiście, że po dokonaniu tego odkrycia, czym prędzej zaopatrzyłam się w trzecią płytę (dzięki, Karolina) i dosłuchałam z ogromną uwagą i przyjemnością. Z napisanego tekstu wykreśliłam kilka zdań, dopisałam kilka innych. Zapraszam.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Haruki Murakami. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Haruki Murakami. Pokaż wszystkie posty
środa, 16 października 2019
piątek, 15 marca 2013
"Koniec świata i Hard-boiled Wonderland" Haruki Murakami - dwa światy, jeden człowiek
Murakami albo mi się podoba, albo go gruntownie zapominam. Swoją drogą, to chyba udręka dla pisarza, gdy słyszy: "Hej, czytałam coś twojego, ale za cholerę nie umiem sobie przypomnieć, o czym to było..."
"Koniec świata..." to dwubiegunowa książka. Raz słuchałam o przygodach cyfranta w podziemnych tunelach, a za chwilę o człowieku mieszkającym w mieści otoczonym murem. Hop, w tunelach straszą czarnomroki, siup, w mieście żyją jednorożce. Na lewo cyfrant szyfruje dane, żonglując nimi między półkulami mózgu, na prawo bohater odczytuje sny z czaszek jednorożców, nie rozumiejąc z nich ani trochę.
Dwa kompletnie różne światy, dwaj bohaterowie, żadnych punktów wspólnych. Żadnych? No zaraz. A czaszka jednorożca, którą cyfrant dostaje w prezencie od (szalonego) profesora? A to, że obaj bohaterowie zakochali się w dziewczynie z biblioteki, każdy w swoim świecie? A to wreszcie, że tak naprawdę to nie dwie osoby, tylko jedna, o dwóch świadomościach? O, to jest dopiero silny punkt wspólny.
Jednak zanim do niego dotarłam, wędrowałam sobie po dwóch krainach, miło zaskoczona wyobraźnią autora. W jednym świecie potrafi znikać dźwięk, buduje tunele pod miastem, straszne czarnomroki boją się spinaczy do papieru, a cyfranci walczą z symbolantami. Drugi świat jest surowy i zasadniczy. Nie toleruje serc. Odrywa cienie od ludzi, aż umrą. W mieście nie ma muzyki, a wolne są tylko ptaki.
Ten pierwszy świat się kończy, choć właściwie niezupełnie, to tylko życie głównego bohatera się kończy, to znaczy niezupełnie, nie życie, tylko świadomość, to znaczy... Od razu widać charakterystyczną cechę tej książki Murakamiego (właściewie to nawet większości): fabuła nie jest do końca określona, jest nieco ulotna i odrobinę nieuchwytna. Podoba mi się!
Marian Czarkowski czyta całkiem dobrze i wyraźnie, choć na początku coś mi nie pasowało w jego barwie głosu. Hmmm, chyba przewijało mi się przez głowę "czyta, jakby miał ściśnięte usta, nie gardło, usta właśnie." Nieoczekiwana dyskusja między nim a reżyserem nagrania (czy kimś takim) na temat wymowy nazwy zespołu "Duran Duran" najpierw mnie zaskoczyła do tego stopnia, że cofnęłam sobie nagranie, żeby sprawdzić, czy mi się nie zdawało, a potem szczerze rozbawiła. Panie reżyserze, jak się dyskutuje, to się to potem wycina! Albo i nie, hehe.
"Koniec świata i Hard-boiled Wonderland" Haruki Murakami, przełożyła Anna Horikoshi, MUZA S.A, Warszawa 2008, czyta Marian Czarkowski.
czwartek, 4 marca 2010
"Wszystkie boże dzieci tańczą" Haruki Murakami
Natrafiłam na Murakamiego "Wszystkie boże dzieci tańczą" i wsiąkłam. To zbiór opowiadań, pochłaniałam jedno po drugim, myk, myk.
Nie da się ukryć, że Murakami jest mistrzem niedopowiedzenia, ulotności, z wirtuozerią i lekko kreśli - jak kaligraf pędzelkiem - urok chwili.
Od czasu do czasu trafiam na śliczne, okrąglutkie zdanie, jak "Po dwóch stronach drogi widniały tu i tam przymarznięte plamy brudnych starych zasp; wyglądały jak słowa, które wyszły z użycia" czy "Kawa była słaba i bez smaku. Nie miała treści, a jedynie formę" (obydwa cytaty z opowiadania "Ufo ląduje w Kushiro"). Zaznaczam sobie to zdanie, a potem się zastanawiam, czy zaznaczyłam ze względu na treść czy na formę?
Te wszystkie opowiadania mają jedną cechę wspólną - w każdym z nich jest pewne nawiązanie czy odwołanie do trzęsienia ziemi w Kobe. Czy autor przeżył takie trzęsienie? Czy mocno odcisnęło się w jego pamięci, że poświęcił mu cały zbiór opowiadań? To bardzo możliwe.
Opowiadania charakteryzują się też tym, że się nie kończą, jak to zwykle opowiadania mają w zwyczaju, mocną, wyrazistą puentą. Urywają się jak sygnał hejnału z wieży Mariackiej i czytelnik trwa tak przez chwilę w zawieszeniu, gdy na stronie, gdzie spodziewa się ciągu dlaszego, widzi już tytuł następnego opowiadania.
Spodobała mi się ta książka, i nie ma najmniejszego znaczenia fakt, że za tydzień nie będę kompletnie pamiętać, o czym były poszczególne opowieści, bo w pamięci pozostanie tylko to trzęsienie ziemi i ta melancholijna literacka melancholia.
P.S. Dzięki temu cytatowi "Jak zawsze pomyślała o opowiadaniu Jacka Londona pod tytułem "Rozniecić ogień", o tym, jak mężczyzna podróżujący samotnie w głębi Alaski próbuje rozpalić ognisko na śniegu" (pochodzącemu z opowiadania "Krajobraz z żelazkiem") odświeżyłam sobie na szybcika Londona, zaiste, wyjątkowo przejmująca i bardzo zimna historia.
Ocena: 4/6
Nie da się ukryć, że Murakami jest mistrzem niedopowiedzenia, ulotności, z wirtuozerią i lekko kreśli - jak kaligraf pędzelkiem - urok chwili.
Od czasu do czasu trafiam na śliczne, okrąglutkie zdanie, jak "Po dwóch stronach drogi widniały tu i tam przymarznięte plamy brudnych starych zasp; wyglądały jak słowa, które wyszły z użycia" czy "Kawa była słaba i bez smaku. Nie miała treści, a jedynie formę" (obydwa cytaty z opowiadania "Ufo ląduje w Kushiro"). Zaznaczam sobie to zdanie, a potem się zastanawiam, czy zaznaczyłam ze względu na treść czy na formę?
Te wszystkie opowiadania mają jedną cechę wspólną - w każdym z nich jest pewne nawiązanie czy odwołanie do trzęsienia ziemi w Kobe. Czy autor przeżył takie trzęsienie? Czy mocno odcisnęło się w jego pamięci, że poświęcił mu cały zbiór opowiadań? To bardzo możliwe.
Opowiadania charakteryzują się też tym, że się nie kończą, jak to zwykle opowiadania mają w zwyczaju, mocną, wyrazistą puentą. Urywają się jak sygnał hejnału z wieży Mariackiej i czytelnik trwa tak przez chwilę w zawieszeniu, gdy na stronie, gdzie spodziewa się ciągu dlaszego, widzi już tytuł następnego opowiadania.
Spodobała mi się ta książka, i nie ma najmniejszego znaczenia fakt, że za tydzień nie będę kompletnie pamiętać, o czym były poszczególne opowieści, bo w pamięci pozostanie tylko to trzęsienie ziemi i ta melancholijna literacka melancholia.
P.S. Dzięki temu cytatowi "Jak zawsze pomyślała o opowiadaniu Jacka Londona pod tytułem "Rozniecić ogień", o tym, jak mężczyzna podróżujący samotnie w głębi Alaski próbuje rozpalić ognisko na śniegu" (pochodzącemu z opowiadania "Krajobraz z żelazkiem") odświeżyłam sobie na szybcika Londona, zaiste, wyjątkowo przejmująca i bardzo zimna historia.
Ocena: 4/6
wtorek, 1 września 2009
"Kronika ptaka nakręcacza" Haruki Murakami
Udało mi się przeczytać, przy czym zaznaczam, że słowo "udało" jest użyte celowo. Bo zabierałam się za nią już jakiś czas temu, parę stron i odepchnęła mnie ta książka. Przyznam, że to dlatego, iż ciągle gdzieś w pamięci miałam tego detektywa Monka, to nieustanne mycie rąk, to staranne i drobiazgowe dzielenie się z czytelnikami najbłahszymi rzeczami, z czego bohater zrobi kolację, o czym rozmawia z żoną przez telefon i jakie nosi obuwie (i on, i jego żona, oczywiście). Podczas urlopu miałam jednak trochę więcej samozaparcia - i bardzo dobrze. To książka, o której po przeczytaniu się pamięta - w sensie: o czym jest. Nie mogę tego samego powiedzieć o "Norwegian Wood" czy "Na południe..." A tu proszę. Ptak nakręcacz, który nakręca cały świat. Bez niego świat się zatrzyma. Zwykły człowiek uwikłany w niezwykłą historię. Odchodzi żona, on czeka na nią, pojawiają się ludzie, którzy rzucają światło na jej tajemnicze zniknięcie, mnożą się historie, mozaika słów. I niezwykłe rozstrzygnięcie, magiczne, takie nie do uwierzenia, a jednak... I te zdania, nad którymi trzeba się zatrzymać. "Zegar tykał, sucho postukując w ścianę czasu". "[tonik] Stał więc sobie niezręcznie zawstydzony w wysokiej szklance i puszczał drobne bezcelowe bąbelki". Tak.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



