Swego czasu z zapartym tchem pochłaniałam "Terror" Simmonsa, książkę w mistrzowski sposób łączącą historię prawdziwą i wątek nadprzyrodzony. Chodzi o wyprawę sir Johna Franklina, zakończoną tragicznie, wciąż owianą tajemnicą. W "Na zawsze w lodzie" autorzy podjęli się próby wyjaśnienia tajemniczej śmierci członków wyprawy.
Ekspedycja Johna Franklina rozpoczęła się w maju 1845 roku. Dwa okręty: Erebus i Terror wypłynęły z Londynu i pożeglowały na północ szukać Przejścia Północno-Zachodniego. Ślad po nich zaginął. Dziś już wiemy, że okręty utknęły w lodzie i ostatecznie zatonęły, a załogi były zmuszone do pieszej wędrówki (kilkaset kilometrów) nazwanej marszem śmierci. Kilkoro z nich przedostało się przez cieśninę Simpsona na stały ląd, ale nie dotarło do miejsca, gdzie można było uzyskać pomoc. Wszyscy zginęli.