wtorek, 20 listopada 2012

Borys Strugacki

Miała być kolejna recenzja, ale dotarła do mnie wiadomość o śmierci Borysa Strugackiego i poczułam, że muszę to jakoś skomentować.

Kto nie zna braci Strugackich, ręka w górę! I niestety, zdaję sobie sprawę, że tych rąk będzie wiele, bo mimo tego, że to najwybitniejsi rosyjscy pisarze s-f, to ten gatunek wciąż jakby jest niszowy. I nie oponować mi tu, bo widzę, choćby po spotkaniach biblionetkowych, gdzie na stole leżą i rozpychają się łokciami stosy powieści obyczajowych, klasyki, literatury faktu.... a s-f jak na lekarstwo. Szkoda, bo bardzo warto zapoznać się z twórczością braci.

Tu, na tym blogu, zamieściłam trzy opinie na temat ich powieści:
"Ślimak na zboczu", "Przenicowany świat" (gdzie się przyznałam do miłości do tych panów, czytelniczej oczywiście) oraz "Żuk w mrowisku" (wyrazy miłości podtrzymałam). Czytałam znacznie więcej, bardzo polecam "Piknik na skraju drogi" (po przeczytaniu tegoż obejrzałam nawet straszliwie nudny film "Stalker" nakręcony przez Tarkowskiego), "Poniedziałek zaczyna się w sobotę", "Przyjaciel z piekła", "Sprawa zabójstwa" (to też zostało nakręcone i nawet obejrzałam, szkoda, że po fińsku było, ale z książką w ręku dałam radę)... ech, zresztą wszystko polecam! Sięgnijcie po ich książki, zachęcam.

Na zdjęciu bracia (na lewo Arkadij, zmarł w 1991 roku, na prawo Borys, zmarł w 2012 roku) w roku, w którym się urodziłam. Zobaczcie półki za nimi. Na pewno uwielbiali czytać, jak każdy z nas, molów książkowych.

niedziela, 18 listopada 2012

"Szamanka od umarlaków" Martyna Raduchowska. Umarli. Demony. I harpie.


Wszyscy znamy takie rodziny, co to dziadkowie utalentowani, rodzice utalentowani, dzieci też, ale trafi się jedno takie brzydkie kaczątko czy też czarna owca (ciekawe, że też głównie takie zwierzęce określenia), co to do niczego się nie nadaje. Ida, główna bohaterka, jest właśnie takim wyrodkiem, bo nie spełnia pokładanych w niej nadziei. Nie wykazuje umiejętności magicznych! W magicznej rodzinie to zbrodnia.
Zamiast tego widzi umarłych. I demony. I harpie. Okropność.
Ale się do tego nie przyznaje, ucieka z domu na studia ("Kogel-mogel" się kłania), tam idzie jej bardzo dobrze, tylko co z tego, skoro dalej widzi umarłych. I demony. I harpie.

No dobra, przeinaczyłam trochę, demony i harpie Ida zaczyna widzieć dopiero na studiach (edukacja szkodzi czy wręcz przeciwnie, rozwija percepcję?). Poradzić sobie z tym nie umie, więc pomaga jej ciotka. Tyle że Ida ciotki nie lubi, nie chce jej pomocy, nie chce u niej mieszkać, a gdy się dowiaduje, że ciotka jest medium (osobą przeprowadzającą dusze zmarłych z jednej strony na drugą) i Ida ma być wyszkolona w tym samym fachu - to wszystkie witki jej opadają.

Czytelnikowi, czyli mnie, nic nie opada, tylko właśnie wzrasta. Zainteresowanie. Tempo czytania też. Leciałam przez kartki jak burza, dowiadując się, co czyni Ida w sprawie umarłych (tak, tak, demonów i harpii też), jak pomaga jej ciotka i co robią we własnej sprawie umarli i demony. Harpia we własnej sprawie nic nie robi, harpia to tylko wrzeszczy i płonie, na zmianę.

Skończyłam książkę i pomyślałam, no jak to, czemu koniec, nic się nie wyjaśniło, gdzie reszta? Obmacałam książę, żadnej wzmianki, że będzie dalsza część i nawet już się trochę obraziłam, ale nakierowano mnie na stronę autorki na FB, gdzie się wyjaśniło, że będzie kontynuacja, uff.

Po pewnym czasie zdałam sobie też sprawę, że powieść Raduchowskiej to nie tylko fantasy, ale i horror. Nie lubię horrorów, nie cierpię się bać, ten gatunek w książkach i filmach omijam szerokim łukiem. Jakim cudem mi się to spodobało, nie wiem, ale spodobało.

I jeszcze się pochwalę, że książkę mam z dedykacją autorki "Dożywocia", albowiem wygrałam ją w konkursie na biblioNETce, popełniwszy limeryka. :)

Szamanka od umarlaków [Martyna Raduchowska]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

czwartek, 15 listopada 2012

"Róże cmentarne" Marek Krajewski, Mariusz Czubaj - nie było dobrze


Powiem krótko: nie podobało mi się.

Pobrałam sobie audiobooka z finty, trochę się wahając, bo nazwisko Krajewskiego wcale mnie nie zachęca, a Czubaja nie znam. No ale myślę sobie - Mocka nie będzie, będzie dobrze!
Nie było.
Głównym bohaterem jest komisarz Jarosław Pater, któremu dostaje się sprawa seryjnego mordercy. W całej Polsce padają trupy, ale że następne zabójstwo morderca zamierza popełnić na Wybrzeżu, o czym niezwykle uprzejmie policję zawiadomił, to właśnie na Wybrzeżu czeka na niego Pater z ekipą. Doczekał się, padł trup, z różą cmentarną na tyłku (czyt: z tatuażem przedstawiającym różę oplecioną wokół krzyża), co przypomniało Paterowi dawną sprawę, która wciąż mu wisi jak miecz Damoklesa nad głową. Wtedy bowiem trupem padły dwie osoby, też z tatuażami na tyłkach, a komisarz sprawcy nie wykrył, bo mu się sprzęgło śledztwo z kłopotami rodzinnymi. Zawalił na całej linii, małżeństwo mu się posypało, a sprawa dwóch dziewczym do dziś mu siedzi kamieniem na żoładku.

Teraz zabiera się do świeżej sprawy z zapałem, mając nadzieję na jakieś katharsis. Źle, wróć, złe słowo, zapał sugeruje sporą dozę energii, jakąś sprężystość, a działania Patera przypominają ociężały i powolny trucht nosorożca, nie zważającego na przeszkody. Nie przeczę, w tym przypadku przynosi to rezultaty, ale przyjemności z czytania/słuchania nie miałam, niestety (ach, gdzie finezja, gdzie błyskotliwość?).

Pater jest zgorzkniałym gburem, niebezpiecznie przypominającym Mocka, brak mu intuicji Wallandera i łotrzykowatego wdzięku Zygi Maciejewskiego. Jeśli chodzi o życie osobiste, solidnie nakreślone, też nie jest dobrze. Próbuje nawiązać ściślejsze kontakty towarzyskie z sympatyczną młodą dziewczyną, nie wychodzi mu, bo obowiązki służbowe są ważniejsze - i sobie wtedy pomyślałam “ale ci się upiekło dziewczyno, nie miałabyś z nim życia!”. Nie polubiłam faceta, to widać, ale co ja mam takiego, że jak nie podoba mi się główny bohater, to od razu cała książka jest do kitu? Po co mi to emocjonalne podejście? Ech.

Jeszcze co do intrygi: podejrzanych jest tak mało, że w pewnym momencie czytelnik sam zgadnie, kto jest czarnym charakterem. I dziwi się, że komisarz mając dwóch podejrzanych. w pewnym momencie z jednego z nich rezygnuje ot tak.
 Jeszcze jedno: scena z mordowaniem szerszenia za pomocą żelu do golenia jest wyjątkowo paskudna. Obrzydliwość. Szerszenie, choć nie wzbudzają sympatii, na to nie zasługują.

Lektor: bez fajerwerków i bez zarzutu. Jarosław Rabenda czyta bardzo dokładnie, wszystko słyszałam.

“Róże cmentarne” Marek Krajewski, Mariusz Czubaj, czyta Jarosław Rabenda, Seria Sensacji i Kryminały, Biblioteka Akustyczna 2010. 
Róże cmentarne [Marek Krajewski, Mariusz Czubaj]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE


Róże cmentarne [Marek Krajewski, Mariusz Czubaj]  - KLIKAJ I SłUCHAJ ONLINE

poniedziałek, 12 listopada 2012

"Gra na cudzym boisku" Aleksandra Marinina - chorzy ludzie, chora Nastia


Kontynuuję przygodę z Nastią Kamieńską z zadowoleniem.

Tytuł książki jest znakomity, bo kojarzy się jednoznacznie z treścią - to Anastazja gra na cudzym boisku. Jest na gościnnych występach, nie, wróć, jest na wczasach zdrowotnych w sanatorium w Mieście. Traf chce, że gdy tam przebywa, zaczynają dziać się jakieś dziwne rzeczy, jakieś zakłady, podrywy, spotkania z ludźmi... no i oczywiście, bach, zabójstwo.

Anastazja mimo że na urlopie, to nie przestała przecież myśleć, oczy jej też nie wypadły, więc obserwacje różne zdążyła poczynić - chętnie podzieliłaby się wnioskami z miejscową milicją. Ale miejscowa milicja ma w odwłoku jej informacje i ogólnie jej osobę, nie wiedząc, że ma w odwłoku wyjątkowo błyskotliwy i analityczny umysł. Nie docenili Nastii, ich strata.

Docenił za to lokalny mafioso, Denisow. Człowiek, który oplótł Miasto pajęczą siecią zależności, interesów i intryg, podporządkował je sobie całkiem i bez reszty. Niezakontraktowane morderstwo (a takie właśnie zdarzyło się w sanatorium) jest mu bardzo nie na rękę. Anastazja zgadza się mu pomóc, bo po pierwsze czuje się doceniona, po drugie boi się odmówić. Tym samym wplącze się w sieć zależności mafijnych, czego nie powinna robić, ale czy zawsze robimy to, co powinniśmy?

To, że Anastazja rozwiąże zagadkę, nie ulega wątpliwości, ale uderzyło mnie w książce coś innego. Raz - niesamowita wyobraźnia autorki, jeśli chodzi o wymyślanie, co też przestępcy mogą zmajstrować. Nie jakieś tam pospolite morderstwa, rabunki, narkotyki czy seks. Filmy! Nie pornosy, ale filmy kręcone na zamówienie dla ludzi psychicznie zwichrowanych (chorzy ludzie...), odzwierciedlające ich demony i harpie - straszne!
Dwa - kruchość Nastki, silna duchem, ale ciało jej niedomaga (chora Nastia...). I ta jej słabość wyzwala w Denisowie ojcowskie uczucia, ten capo di tutti capi mówi "dziecinko" i przytula opiekuńczo pracownika moskiewskiej milicji. Prawdopodobne jak diabli, co? Co nie zmienia faktu, że urocze.

I równie uroczy cytat mam na koniec, nie związany z niczym, tylko z okolicznościami przyrody, ale tak mi się spodobał, że hej.
"Tego dnia, w niedzielę trzydziestego pierwszego października, w Mieście spadł pierwszy śnieg. Ziemia, przemrożona w ciągu kilku dni ujemnej temperatury, przyjęła go z wdzięcznością i nie zaczęła wchłaniać chciwie i niechlujnie, pozostawiając na powierzchni szare, grząskie błocko, ale pozwoliła, by płatki układały się na niej równymi warstwami i radośnie błyszczały w słońcu".  *

Gra na cudzym boisku [Aleksandra Marinina]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

---
* - "Gra na cudzym boisku" Aleksandra Marinina, przełożyła Ewa Rojewska-Olejarczuk, W.A.B, Warszawa 2007, s.231.

piątek, 9 listopada 2012

Cudne chwile nad rybką i z komiksem

Wszystko właściwie zawarłam w tytule, a rozwinięcie brzmi tak:
Cudnie jest wpaść do knajpki,
zamówić sobie takie coś
na jednym talerzu z takim czymś
(tylko w moim zestawie nie było tego z ogonkami, tylko jakaś rybka o białym mięsie)
a do tego
no wiem, całkiem nie pasuje, ale mnie to nie przeszkadza.

I najważniejsze, podczas czekania na powyższe czytałam
pożyczone od Julki (Julka, dzięki!).
No sami zobaczcie planszę ze strony kultura gniewu, można paść z zachwytu.
I pewnie bym padła, gdyby nie to, że sushi mi przynieśli.




środa, 7 listopada 2012

"Życie jak w Tochigi. Na japońskiej prowincji" Anna Ikeda - czytać nie czytać... czytać, ale bloga


Jeden z niewielu książkowych nabytków ostatnimi czasy. Zakup impulsywny, poczyniony po lekturze recenzji na jednym z blogów (zapomniałam który to był, ale właścicielka pewnie rozpozna, bo w komentarzu wpisałam, że już mam) oraz po lekturze bloga autorki. Jedno i drugie nadzwyczaj mi się spodobało, toteż zakupiłam. Drogo trochę, prawie 50 złotych.
Zanim zaczęłam, dorwał się do tego mój mąż. Odczekałam trochę i pytam "No i jak?". Mąż na to, że takie sobie i wzruszył ramionami. Ech, myślę sobie, a to dopiero, utopiłam pięć dych. Ale patrzę, mąż wciąż czyta, nie odkłada, co więcej, zaczyna tu i ówdzie chichotać i czytać mi na głos co soczystsze kawałki. Dobra nasza!

Skończył, więc mogłam sama wziąć do ręki. Początek rzeczywiście taki sobie, ten wstęp, korporacyjne opowieści, hm, po co to w ogóle? Potem zaczyna się robić ciekawiej, bo autorka opisuje Japonię, czyli to, na czym się zna, bo tam mieszka, żyje i pracuje. Życie codzienne na prowincji jest nieco egzotyczne, nie przez okoliczności przyrody, tylko przez odmienność kultury. Narratorka spotyka się z tą odmiennością na każdym kroku, czasem ją to drażni, czasem zaskakuje, a czasem śmieszy. I tu właśnie problem. To, co śmieszy autorkę i co rozbawiało mojego męża, u mnie wywoływało co najwyżej uśmiech. Rozbiegło nam się w przeciwnych kierunkach poczucie humoru? A gdzie tam, to jest właśnie to, co lubię, ironiczno-pratchettowskie przymrużenia oka.

Bardzo być może, że na odbiór miały wpływ okoliczności czytania - książkę wzięłam do szpitala, gdzie byliśmy z dzieckiem na badaniach, wiadomo, mało wesołe miejsce, mało wesołe myśli towarzyszące. No i masz.

Mocny plus ma u mnie książka za autentyczność i mnogość zdjęć, minus za brak choćby szczątkowego tych zdjęć opisu.

Daję czwórkę, trochę podbiłam za te chichoty męża. Jednocześnie informuję, że bloga mam w czytniku i czytam regularnie i z przyjemnością. Blog lepszy? A może to jest tak, że nie z każdego świetnego bloga może powstać świetna książka? Wawrzyniec Prusky z Bazylkami dali radę, ale czasem przeniesienie formuły krótkich blogowych notek do książki nie wystarczy, brak fabuły ciut uwiera.


Życie jak w Tochigi. Na japońskiej prowincji [Anna Ikeda]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
"Życie jak w Tochigi. Na japońskiej prowincji" Anna Ikeda, W.A.B., Warszawa 2012.

sobota, 3 listopada 2012

Do licha, nie miałam pojęcia, że już cztery lata prowadzę bloga!

Jakoś tego nie śledzę, ale teraz mi się kliknęło w archiwum i proszę, pierwszy wpis (nie klikajcie, bo jest całkiem bez sensu i odjechany) jest z 31 października.
789 postów, 3281 komentarzy, 93 909 wyświetleń strony - jakieś kosmiczne liczby!

Dajmy spokój liczbom, zapraszam na małe przyjątko urodzinowe ;)

piątek, 2 listopada 2012

"Zanim zasnę" S.J. Watson - więcej takich książek proszę!


Och! Oto dostałam w swoje ręce audiobooka, który mnie porwał bez reszty!

Christine budzi się i nie wie, gdzie jest, kim jest facet obok niej w łóżku i przede wszystkim - dlaczego ma o dwadzieścia lat więcej, niż pamięta. No właśnie. Pamięć. Kluczowe słowo dla całej tej powieści. Christine nie pamięta, nie pamięta niczego, co się zdarzyło w ciągu ostatnich dwudziestu lat, a gdy położy się i zaśnie, po przebudzeniu nie pamięta, co robiła poprzedniego dnia.

Tu dygresja. Pamiętam, widziałam kiedyś film z Drew Barrymore i Adamem Sandlerem, ona cierpiała na tę samą przypadłość co Christine, on się w niej zakochał. Teraz uwaga, bo popełnię potężny spoiler co do filmu - on znalazł sposób, by uzyskać wzajemność i się z nią ożenić, znalazł też sposób na codzienne funkcjonowanie ich rodziny - tuż po przebudzeniu wyświetla jej film ze streszczeniem jej życia. Koniec dygresji.

Christine nie ma wyświetlanego filmu, ma za to w łazience, wokół lustra zdjęcia. Ona i ten obcy facet, tylko ona, starsza, młodsza, różne scenerie i sytuacje, których nie pamięta, ale które musiały się zdarzyć, skoro są udokumentowane na fotografiach. Kobieta ogląda zdjęcia, potem ten obcy facet tłumaczy jej, że jest jej mężem Benem, że miała wypadek, że straciła pamięć, że to, że tamto. I że przerabiają to każdego dnia, tylko ona o tym nie pamięta.
I tak w koło Macieju. To znaczy tak by było, gdyby nie to, że Christine nawiązuje kontakt z lekarzem neurologiem, który chce pomóc jej odzyskać pamięć. Gdyby nie to, że zaczyna prowadzić pamiętnik. Zaś na pierwszej stronie jak wół stoi "NIE UFAĆ BENOWI!".

Ta książka to thriller, tak znakomicie napisany, że można się zatchnąć, w napięciu oczekując, co dziś odkryje Christine ze swojej przeszłości, co jej się przypomni, co z czym skojarzy i jakie wnioski wyciągnie. Czasem ta biedna kobieta miota się jak we mgle, a ja razem z nią. Czasem opada jakaś zasłona, a ja podskakuję ze zdumienia. I szczerze, SZCZERZE współczuję Christine, bo wiem, że to wszystko, co odkryła na swój temat - jutro zapomni. I może znajdzie swój pamiętnik, a może nie, może doktor zadzwoni, a może nie.

Och, dawno się tak nie utożsamiałam z bohaterką, od początku do samiutkiego końca książki, nie odpuściłam ani na moment. Dodam - bardzo zaskakującego końca książki. Aż się chce dodać cytat z filmu "Twin Peaks": "Sowy nie są tym, czym się wydają".  Może to zasługa, choćby po części, lektorki. Lektorki-aktorki, bo czyta Joanna Jeżewska, pewnie znacie, choćby z widzenia. Pani Joanna nie czyta, ona gra, monodram prawie się z tego robi. Zwykle jestem przeciwna, bo lektor to jest od czytania, ale w tym przypadku zmieniam zdanie, bo książka się do tego idealnie nadaje, by być monodramem.
Pięknie to wyszło, pięknie!

Audiobooków przeważnie słucham w samochodzie, wrzucam w odtwarzacz i mam półtorej godziny dziennie słuchania. "Zanim zasnę" pieczołowicie przegrałam na odtwarzacz przenośny i dosłuchiwałam po kawałku podczas wolnych chwil na Zlocie w Wiśle. Na przykład o piątej nad ranem, kiedy córa mnie wybudziła i nie umiałam z powrotem zasnąć. Dosłuchałam wtedy książki do końca, a myśli mi sie tak kłębiły w głowie, że o spaniu nie było mowy...

Więcej takich książek proszę!

"Zanim zasnę" S.J. Watson, tłumaczyła Ewa Penksyk-Kluczkowska, Wydawnictwo Sonia Draga, 2012.
Zanim zasnę [S.J. Watson]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Zanim zasnę [S.J. Watson]  - KLIKAJ I SłUCHAJ ONLINE

środa, 31 października 2012

"Chińczyk" Henning Mankell - kicha, oj, kicha


O mamusiu, jak srodze się rozczarowałam! Serię o Wallanderze bardzo lubię, a że prawie całą mam przeczytaną, to sięgnęłam po coś spoza serii. I kicha.

"Chińczyk"  nie jest kryminałem, tylko książką traktującą o zmianach politycznych, ekonomicznych i społecznych w Chinach. Dla niepoznaki dorzucono wątek kryminalno-krwawy, a żeby już całkiem nikt się nie połapał, to krwawy do kwadratu, do sześcianu, taki, żeby czytelnikiem solidnie wstrząsnęło. Bo jak tu się nie wzdrygnąć, gdy trupów jest kilkanaście, zarąbanych, posiekanych na kawałki, poszatkowanych, brr! Zjawia się policja szwedzka, technicy, lekarze, prokuratorzy, cała ta ekipa potrzebna do rozpoczęcia dochodzenia, wszyscy reagują jednakowo - są oszołomieni i wstrząśnięci. Czytelnik też ma być.

I pewna pani sędzia, która się tam pojawia, czując nieokreślony rodzinny zew. Ale, o dziwo, ona jakoś nie jest, zamiast być oszołomiona wprawia w ruch szare komórki, kradnie stary pamiętnik, odwiedza chińską restaurację, pewien hotel, po czym dodaje dwa do dwóch, wychodzi jej cztery, ową czwórkę zaś podaje policji na tacy. Policja niechętnie i wzgardliwie odwraca się plecami do czwórki, bo ma na talerzu tłuściutką i smakowitą piątkę, co to sama się tam położyła, popieprzyła, posoliła i podsunęła policji pod nos. Pani sędzia trochę ma to gdzieś, a trochę jest zawiedziona i ni z tego, ni z owego wybywa do Chin, tam ma ciekawe i niepokojące przygody, które w pewien sposób łączą się z masakrą w szwedzkiej wiosce.

Czytelnik przy okazji zagłębiania się w intrygę kryminalną (marginalną, praktycznie całą streściłam powyżej), dostaje historię sprzed lat, kiedy to w Chinach panował głód, potem historię budowania kolei w Stanach Zjednoczonych, potem dużo, dużo, dużo o Chinach współczesnych, co jest koszmarnie nudne, rozwlekłe i beznadziejnie się czyta. Rozumiem intencje autora, co z tego jednak, gdy książka mnie do siebie nie przekonała? Z trudem skończyłam, ze smutkiem stawiam ocenę 2,5. To pół to za nazwisko chyba.

Chińczyk [Henning Mankell]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
"Chińczyk" Henning Mankell , tłumaczyła Ewa Wojciechowska, W.A.B, 2009.

piątek, 26 października 2012

"Strażnicy historii. Nadciąga burza" Damian Dibben - to NIE JEST nowy Harry Potter


Zaczęłam. I, o matko czytelników wybacz, skrzywiłam się. Jakiś młodzieniec, skrzyżowanie Harry'ego Pottera z Lyrą Belaqua (z "Mrocznych materii" Pullmana) zostaje porwany, potem okazuje się, że jego rodzice to superagenci czasowi (Thursday Next) zaginieni w akcji ("Mali agneci") - i co się dziwić, że się skrzywiłam? Żadna ze mnie młodzież i nie potrzebuję bohaterów nastolatków. Ale co tam. Dam szansę. W końcu Harry'ego Pottera przeczytałam całego.

[powyższe zanotowałam po przeczytaniu zaledwie kilkunastu stron, po przeczytaniu całości moja opinia brzmi tak:]

Jednak nie potrzebuję bohaterów nastolatków, którzy wrzuceni znienacka w całkiem nieoczekiwaną sytuację znakomicie się w niej odnajdują, a co więcej, stają się niezastąpieni i ratują z opresji starych wyjadaczy. Ale młodzież zapewne potrzebuje i im może spodobać się ta książka.
Może spodobać się im główny bohater, Jake Djones, który w historii czuje się jak ryba w wodzie, czasem się boi, ale nie traci głowy, jest zdecydowany, czasem brawurowy, no i - choć ma dopiero czternaście lat - właśnie przeżywa swoją pierwszą miłość. Bardzo być może z wzajemnością, choć nie wiadomo na pewno.

Dla mnie to wszystko jest zbyt grubymi nićmi szyte. Nie chcę więcej. Ten tom to część dłuższego cyklu, nie będę szukać pozostałych, za stara jestem, a jak czytam taki opis walki:

"Jupitus natarł na Norlanda, wbijając mu pięść w środek twarzy. Lokaj uniósł pistolet i wypalił, ale Jupitus kopnął broń czubkiem swojego perfekcyjnie wypolerowanego buta, posyłając ją przez rozbite okno do morza. Norland rzucił się na przeciwnika. Ten jednak, w błyskawicznej sekwencji precyzyjnych ruchów, zmiażdżył mu tchawicę, złamał rękę, zwichnął kostkę i porzucił na wpół umarłego na podłodze". [*]

to wymiękam. Z drętwoty.
To już "Córka szklarki" pani Grzelak była lepsza, zdecydowanie. Właśnie, miałam poszukać pozostałych części...

---
[*] - "Strażnicy historii. Nadciąga burza" Damian Dibben, przekład Bartłomiej Ulatowski, Literacki Egmont 2012, s. 242.

Nadciąga burza. Strażnicy historii [Damian Dibben]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE