Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rosyjska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rosyjska. Pokaż wszystkie posty

środa, 19 września 2018

"Nieziemsko piękna szafa" Kir Bułyczow


Jeden z zakupów Polkonowych 2018. Mój ulubiony rosyjski pisarz, tym razem w krótkich formach. Takich tomów opowiadań wybranych przez Pawła Laudańskiego są dwa, ale drugi przejrzałam na szybko i stwierdziłam, że większość opowiadań już znam (chodzi o tom "Ostatnie sto minut"), a "Nieziemsko piękna szafa" to dla mnie prawie same nowości.

Przeczytanie takiego tomu opowiadań dla kogoś, kto wychował się na rosyjskiej fantastyce, jest jak łyk chłodnego wina w upalny dzień. Górnolotnie zabrzmiało, co?A jednak to prawda, tak się czułam.
Zbiór zawiera dziesięć opowiadań i zaczyna się od znanej mi "Śnieżki" - to ta, o której pisałam, że mogłaby być z Pawłyszem. Z przyjemnością przypomniałam sobie tę opowieść. Resztę opowiadań pochłonęłam w mgnieniu oka. Czegóż tam nie ma!

niedziela, 13 maja 2018

"Koniec drogi" Dmitrij Głuchowski


Razem z "Wędrowcem" dostałam cienki jakby zeszyt, w którym mieściły się dwa teksty: kawałek najnowszej powieści Głuchowskiego "Tekst" oraz opowiadanie pod tytułem "Koniec drogi". Ponieważ w przedmowie do tego opowiadania autor napomknął o podobieństwach do "Drogi" Cormaca McCarthy'ego, od razu się za to złapałam, bo "Drogę" doskonale pamiętam. 

Podobieństwa? Owszem, osadzenie głównego motywu na wędrówce drogą dwojga ludzi. McCarthy jest jednak mocno patetyczny, wręcz oschły. Głuchowski rozgrywa to inaczej. Bierze młodego chłopca z wioski położonej gdzieś w postapokaliptycznym Związku Radzieckim, wyposaża go w ciekawość świata i wikła w konflikt z ojcem. Konflikt wygania chłopaka z wioski na Drogę. I tu zaczyna się robić ciekawie.

środa, 14 marca 2018

"Wędrowiec" Suren Cormudian [uniwersum Metro 2033]


"Metro 2033" znam, ale jakoś pozostałych książek z tego uniwersum nie udało mi się przeczytać. Z lenistwa! Samo w ręce nie wpadło, a szukać mi się nie chciało. A "Wędrowiec" właściwie sam wpadł mi w ręce, ku mojej radości, bo opis obiecywał i stalkera i postapokalipsę i może jakiś mutanty - czyli wszystko to, co lubię. A gdy się dowiedziałam, że stalker będący głównym bohaterem specjalizuje się w zdobywaniu na powierzchni książek i przenoszeniu ich do metra, to buzia uśmiechnęła mi się od ucha do ucha. Swój chłop!

poniedziałek, 20 lutego 2017

"Baśnie narodów ZSRR" - trzy antologie


Wpadły mi w ręce całkiem przypadkiem trzy książki z bajkami zza naszej wschodniej granicy. Bajki to i nie bajki. Mnóstwo tam legend właściwych dla danego regionu, dużo też i takich, które znane są wszędzie na świecie (jak choćby taka, gdzie najmłodszy z trzech braci, najbardziej gamoniowaty, zbiera na koniec laury i zdobywa najpiękniejszą dziewczynę).

Cudowna jest ta różnorodność kulturowa: tu młody dżygit z Gruzji, tam roztropne dziewczę z Laponii zakutane w skóry, gdzieś indziej wezyr czy inny dostojnik wykiwany przez spryciarza w typie Hodży Nasreddina (choć akurat to imię nie jest w książkach przytaczane).

piątek, 3 lutego 2017

"Jasne oblicze śmierci" Aleksandra Marinina - audiobook


Mam takich autorów, po których mogę sięgać w ciemno i wiem, że będę zadowolona. Tak jest z Marininą i jej serią o Anastazji Kamieńskiej.

"Jasne oblicze śmierci" - oczywiście to kryminał, ale ta akurat książka (już czternasta w serii), skręca mocno w stronę powieści obyczajowej. Bo cóż tu mamy od samego początku? Mnóstwo postaci, które są dobrze skonstruowane psychologicznie, pozostają ze sobą w skomplikowanych relacjach, a te relacje pociągają za sobą przeróżne działania. W tym i morderstwo.

środa, 26 października 2016

"Stylista" Aleksandra Marinina - audiobook


Stara dobra Kamieńska, westchnęłam sobie po odsłuchaniu "Stylisty". Mruknęłam też pod nosem coś w rodzaju, och, Marinina jak zwykle przechodzi samą siebie, jeśli chodzi o wymyślanie nieprawdopodobnych przestępstw.

Intryga w "Styliście" prowadzona jest dwutorowo: Kamieńska jest tu pokazana i służbowo i prywatnie. 

Służbowa droga to śledztwo prowadzone przez Kamieńską i jej współpracowników w sprawie seryjnego zabójcy. Ofiarą padają młodzi chłopcy o semickim typie urody, których milicja znajduje różnych częściach Moskwy, zaćpanych na śmierć. Przed milicyjną ekipą niełatwe zadanie, bo z jednej strony brak punktów zaczepienia (ba, na początku nawet nie było wiadomo na pewno, czy to morderstwa czy "złote strzały"), z drugiej zaś presja czasu, bo kto wie, kiedy zniknie następny chłopiec? Później dochodzi jeszcze trzecia strona: presja opinii publicznej, zaalarmowanej przez dziennikarzy epatujących sensacyjnymi nagłówkami w gazetach "kto morduje żydowskich chłopców?" itp.

piątek, 7 października 2016

[Pawłysz] "Ostatnia wojna" Kir Bułyczow

Czekałam na "Ostatnią wojnę" mocno, bo to przecież Sława Pawłysz! Pawłysza bardzo cenię, bo to super porządny gość. Kolekcjonuję sobie dzieła z jego udziałem, cierpliwie wyszukując powieści i opowiadania.
Oczekiwania miałam spore, nie do końca zostały one spełnione, ale nie czuję się z tego powodu źle - po prostu chciałam dużo Pawłysza, taka jestem pazerna i nienażarta.

"Ostatnia wojna" jest opowieścią o ratowaniu ludzkości w sytuacji, gdy ludzkość nie bardzo tego chce. Ziemia przystąpiła właśnie do galaktycznej unii, dzięki wymianie technologicznej można podróżować z prędkością większą od światła i realizować galaktyczne projekty. Statek "Siegieża" właśnie leci na Tytana, gdy otrzymuje komunikat, że zmieni im się cel podróży, a do tego będę mieli dodatkowych pasażerów, przedstawicieli rasy Koron. Razem polecą na planetę Błękitną - wyjątkowo podobną do Ziemi. Z podobnym klimatem, atmosferą, roślinnością i humanoidalnymi mieszkańcami.

czwartek, 6 października 2016

"Czarna lista" Aleksandra Marinina - audiobook


Tak się jakoś utarło w mojej pamięci, że jak Marinina, to od razu Kamieńska. Okazuje się jednak, że czasem autorka musi odpocząć od swojej bohaterki - i wtedy pisze coś takiego jak "Czarna lista".

Tutaj głównym bohaterem książki jest Władisław Stasow, podpułkownik z milicji, który właśnie korzysta z zaległego urlopu tuż przed przejściem na emeryturę i plażuje się z córka w czarnomorskim kurorcie. W tym samym mieście odbywa się festiwal filmowy, a że była żona Stasowa jest krytykiem filmowym, ten jest informowany o ploteczkach na bieżąco. O zabójstwie pewnej aktorki też.

wtorek, 9 sierpnia 2016

"Rycerze na rozdrożach" Kirył Bułyczow (powinno być Kir)


Na sto procent czytałam to już wcześniej, na szczęście tak dawno, że zdążyłam zapomnieć. Dzięki zapominaniu mam kolejną w życiu frajdę z lektury powieści ulubionego autora.

Kir (nie Kirył, jak stoi na okładce!) Bułyczow z Wielkim Guslarem miał rewelacyjny pomysł. Zwyczajne rosyjskie miasteczko, mogłoby się zdawać, ale wciąż przytrafia się tam mieszkańcom coś niezwykłego. W "Rycerzach na rozdrożach" jest to zapadlisko, w którym, w starej piwnicy, odnaleziono tajemnicze księgi oraz zakurzone butle z niewiadomą zawartością. Znalezisko komisyjnie powędrowało do muzeum, urzędowo i z wszelkimi honorami. Tyle tylko, że w nocy ktoś się do muzeum włamał i świeżo znalezione eksponaty ukradł.

poniedziałek, 11 lipca 2016

"Iluzja grzechu" Aleksandra Marinina - audiobook


Jestem pod wrażeniem. Ależ ta autorka, Aleksandra Marinina, ma wyobraźnię! Wkłada swoim przestępcom do głowy nieprawdopodobne pomysły.
Tym razem złoczyńcą (choć on absolutnie się za takiego nie uważa) jest lekarz, który prowadzi eksperymenty na ludziach, marząc o stworzeniu nadczłowieka. Rezultaty są na tyle obiecujące, że jego obiekty badań stają się obiektem handlu. Tak naprawdę to ci handlarze są głównym obiektem śledztwa Anastazji Kamieńskiej, choć zanim do nich doszła, musiała rozpracować lekarza.

środa, 16 marca 2016

[Sława Pawłysz] - Dzieła zebrane


Tytuł oczywiście z przymrużeniem oka, ale takie zestawienie sama dla siebie zrobiłam, posiłkując się listą publikacji i tłumaczeń dzieł Kira Bułyczowa, o stąd: encyklopedia fantastyki - cykl "Pawłysz" (tylko kolejność zmieniłam, starając się uporządkować według daty powstania).

1. Posliednaja wojna, 1970 (powieść) 

 

Oto co znalazłam na stronie Pyrkonu:
Kir Bułyczow „Ostatnia wojna",  premiera: 10 kwietnia, seria: Galaktyka Gutenberga, Solaris.
 Polska prapremiera. Nigdy nie wydana u nas powieść rosyjskiego klasyka science fiction, napisana w najbardziej twórczym dla Bułyczowa początku lat 70. Powieść Ostatnia wojna należy do serii, której bohaterem jest Pawłysz. Postać znana choćby ze słynnej „Przełęczy”, „Osady” i znakomitych opowiadań.
 Jak znam Andrzeja, to pewnie kupi.


2. Połowina żizni, 1972 (mikropowieść) - "Połowa życia"

 

Publikacja:
Przegląd Techniczny 3/1979 (w odcinkach, w pięciu numerach Przeglądu 3-7/1979), Groźna planeta, Ostatnie sto minut.

Mikropowieść zasługuje na osobną mikronotkę, ale to może kiedyś. Pawłysz jest tu szczęśliwcem wylosowanym, by pilnować znalezionego wraku statku kosmicznego. Statek nie pochodzi z Ziemi, tym dziwniejsze jest, że znajduje na nim ślady obecności człowieka. Jednego. Na szczęście (dla Pawłysza) ten człowiek zostawił dziennik.
Fragment  powieści:
"Sektor Galaktyki, przez który wracali, był pusty i leżał z dala od utartych szlaków. Statki pojawiały się tu bardzo rzadko. To było wyjątkowe, wręcz nieprawdopodobne znalezisko. Dryfujący, porzucony przez załogę, lecz zupełnie nie uszkodzony gwiazdolot.
Dag obliczył, że gdyby chcieli holować pryz, paliwa wystarczy im do osiągnięcia baz zewnętrznych. Naturalnie pod warunkiem, że wyrzucą za burtę ładunek i wysypią w pustkę prawie wszystko, co zdobyli, niemal dwadzieścia miesięcy nie oglądając żadnej ludzkiej twarzy - jeśli nie liczyć własnych.
Któryś z nich musiał przenieść się na pokład pryzu, utrzymywać łączność, pilnować, żeby łajba zachowywała się przyzwoicie.
Wypadło na Pawłysza."


3. Wielikij duch i biegliecy, 1972 (mikropowieść) - Biała śmierć lub Wielki Duch i zbiegowie



Publikacja:  
 Galaktyka I, Widok z Wysokiego Zamku 03-04 (32-33) 2006

Początek mojej opinii:
"Pawłysz ma trzydzieści cztery lata, jest lekarzem pokładowym na statku "Kompas". Ten statek właśnie leży rozbity na planecie Posterunek, a Sława jest jedynym pozostałym przy życiu członkiem załogi, nie licząc tych zahibernowanych.
Ach, jakie dramatyczne okoliczności. Planeta kompletnie nie odwiedzana, statek rozbity tak przemyślnie, że chociaż załoga we śnie ocalała, to obudzić jej nie sposób, bo aparatura wybudzająca padła. Łączności też nie ma - i co teraz? Nawet ziemniaka nie ma."
Więcej o moich wrażeniach można przeczytać tutaj. 

 

 

4. Krasnyj olien' - biełyj olien', 1973 (opowiadanie) - Czerwony jeleń, biały jeleń  

 

Publikacja:
Groźna planeta, Ostatnie sto minut

Jakkolwiek przypisane jest do cyklu o Pawłyszu, samego Pawłysza tam malutko, pojawia się  tylko raz, we fragmencie:
"Kiedy pierwsze fotografie tych gigantycznych małp dotarły na Stację, doktor Pawłysz z “Kosmosu” powiedział zupełnie serio: “Tu przed nami był Gustaw Pług”. Gustawa Pługa znała cała załoga. Był naczelnym lekarzem na “Ziemi 14” i odznaczał się anielskim charakterem, umiejętnością wyszukiwania chorób w najbardziej nawet zdrowych kosmonautach oraz przerażającym wprost wyglądem. Przypominał goryla w okularach. Wtedy właśnie Pawłysz dorysował na fotografii okulary i piteki nazwano pługami."

 

5. Zakon dlia drakona, 1975 (mikropowieść) - Miejsce dla smoka lub Reguła smoka  


Publikacja:
Wynalazca wieczności, Widok z Wysokiego Zamku 02-03 (11-12) 2001 -

Tego jeszcze nie znam. Ale poznam niebawem, bo znalazłam.


6. Biełoje płatie Zołuszki, 1980 (mikropowieść) - Białe skrzydła kopciuszka lub Biała suknia kopciuszka


Publikacja:
  Dzikusy. Białe skrzydła kopciuszka, Świat bez czasu, Literatura Radziecka 12/1986

Pisałam kiedyś:
"Pawłysz w "Białych skrzydłach kopciuszka"  to już całkiem doświadczony kosmonauta i lekarz. Akurat ma urlop, więc kręci się po kosmosie, aż wreszcie całkiem przypadkowo trafia na planetę Projekt-18, gdzie pracuje jego dawna znajoma, Marina. Właściwie to więcej niż znajoma. bo chyba ukochana."
Całość mojej  notki dostępna  tutaj.   

 

7. Trinadcat' liet puti, inny tytuł: Trinadcat' liet polieta, 1984 (mikropowieść) - Trzynaście lat podróży


 Publikacja
  Science Fiction 02 (2) 2001

To opowiadanie jest napisane później niż "Białe skrzydła...", ale opisuje  epizod z życia Pawłysza całkiem młodego.
"Sława (to zdrobnienie od Władysław) jest medykiem - kabinowcem. Właśnie przybył na statek kosmiczny "Anteusz", żeby odbyć rok służby. Statek leci do Alfy Łabędzia, jest w trasie już 106 lat. Co roku wymienia się na nim załogę, żeby zasilić statek świeżą krwią, młodymi, prężnymi mózgami i energią życiową. To możliwe dzięki "retranslatorom teleportacyjnym", czyli kabinom, co robią pstryk i przesyłają człowieka o parseki."
Więcej napisałam  tutaj.

 

8. Posiołok, 1988 (powieść) - Osada


Publikacja:

 Osada, Przełęcz. Osada

"Osadę" oczywiście czytałam, ale oddzielnej notki na jej temat nie mam, jedynie luźne przemyślenia, które mi wynikły podczas czytania "Ciemnego Edenu". Chętnie bym coś napisała, tylko że to wymaga przypomnienia sobie "Osady", a mój egzemplarz ma taki drobny druk, że oczy mi krwawią.  

9. Plienniki dołga, 2009 (opowiadanie) - Niewolnik obowiązku 


Publikacja:
 Ostatnie sto minut

Tego nie znam. Może kiedyś uda mi się przeczytać.



Tak na marginesie jeszcze utwory, które weszły w skład innych tekstów:
 

poniedziałek, 20 lipca 2015

[Masza i Niedźwiedź] "Nie budzić do wiosny", "Wielkie pranie"

"Nie budzić do wiosny"

Wydawnictwo Egmont nie ustaje w w wydawaniu Maszy i bardzo dobrze. Masza pomaga moim dzieciom zasnąć. Czytam Krzysiowi i Mariance przed snem, potem Krzyś zamyka oczy i zasypia, Marianka zaś bierze książkę do swojego łóżka, trochę ją ogląda, a gdy zgaszę już światło, otwartą książeczkę kładzie sobie na twarz i tak zasypia. Serio. Po jakimś czasie z pokoju dzieci dobiega niegłośne stuknięcie - to książka właśnie wylądowała na podłodze.

Tyle tytułem wstępu, a teraz o Maszy, co zbroiła tym razem. Nic takiego, biega po lesie jesienią, zaczepia jeża i zająca, które właśnie szykują zapasy na zimę, w końcu dociera do domku Niedźwiedzia, z którym chce się pobawić. Tyle że miś właśnie układa się do zimowego snu i nie ma ochoty na zabawy. Masza ma jednak swoje sposoby i miś nie ma wyjścia, musi wyleźć z łóżka i zająć się małą.

Drodzy rodzice energicznych dwu, trzy i czterolatków!

Koniecznie zajrzyjcie chociaż do jednej książeczki o Maszy. Możecie też obejrzeć jeden czy dwa odcinki bajki w telewizji. Gwarantuję, że buzia wam się uśmiechnie, to po pierwsze, a po drugie, będziecie głęboko szczęśliwi, że wasze dzieci nie broją tak jak Masza. Nie włażą do lodówki, nie ścigają się z zającem i nie bawią się pszczołami. Odetchniecie z ulgą, że macie tak megagrzeczne dzieci. Naprawdę.

Plusiki jeszcze za: twardą oprawę i poręczny format, taki akurat na buzię dziecka. ;)

"Wielkie pranie"

Ta pozycja jest większego formatu i nieco się różni od tych w twardej oprawie. Ma większą czcionkę, czyli nadaje się do samodzielnego czytania przez dziecko. Moje jeszcze nie czytają, ale za to sprawnie naklejały naklejki  na puste miejsca w ilustracjach. Marianka wyciągała naklejki z wkładki i naklejała gdzie popadnie, Krzyś pracowicie je odklejał i przyklejał na właściwych miejscach. I tu należy się pochwała za jakość kleju, bo daje się odkleić od papieru (a wiecie, że nie zawsze jest to możliwe, co mocno irytuje dzieci, które chcą, by naklejka była perfekcyjnie naklejona).

Treścią bajki, najogólniej mówiąc, jest rozważanie nad istotą brudu. Czyli jak mocno dzieci potrafią się upaprać. Masza, jak ta mucha z wiersza Brzechwy  po kolei jest wyciaprana w:
- błocie
- mleku
- kaszy
- sadzy
- malinach
- szlamie i wodorostach
- oleju maszynowym
Zaś prosiaczek, który jej towarzyszy w zabawie, wciąż jest czyściutki i różowiutki. A mówią "brudny jak świnka" - co za bzdura, świnie to bardzo czyste stworzenia.
Marianka uciaprana tylko trochę i bardzo szczęśliwa, lato 2014

Chciałam tu trochę porozwodzić się nad świętą cierpliwością Niedźwiedzia, ale to może kiedy indziej, teraz po prostu powiem, że Niedźwiedź ma świętą cierpliwość i bardzo bym chciała być taka jak on, bo czasami mi nerwy puszczają...  Tyle że wiecie- on zawsze może odesłać Maszę do domu, a ja co? ;)

Bardzo dziękuję za książki wydawnictwu Egmont!

sobota, 13 czerwca 2015

[Sława Pawłysz] "Biała śmierć" Kir Bułyczow


Zbieram sobie te opowiadania o Pawłyszu jak grzybki do koszyka. I każde kolejne odkryte sprawia mi frajdę. Co tym razem u Pawłysza słychać?

Ma trzydzieści cztery lata, jest lekarzem pokładowym na statku "Kompas". Ten statek właśnie leży rozbity na planecie Posterunek, a Sława jest jedynym pozostałym przy życiu członkiem załogi, nie licząc tych zahibernowanych.
Ach, jakie dramatyczne okoliczności. Planeta kompletnie nie odwiedzana, statek rozbity tak przemyślnie, że chociaż załoga we śnie ocalała, to obudzić jej nie sposób, bo aparatura wybudzająca padła. Łączności też nie ma - i co teraz? Nawet ziemniaka nie ma.
Mogłoby się wydawać, że to będzie lekcja przetrwania na obcej planecie, ale to przecież Bułyczow, on nie pisze survivalowych poradników, wiem, że wymyśli coś ciekawego.

Pawłysz spostrzega w oddali błyskające światełko, co oznacza jakiś odprysk cywilizacji. Wyrusza więc w drogę do światełka, mniemając, że to jedyna szansa na ratunek. Co kryło się za ognikiem, zaskoczyło Sławę i mnie. Otóż, ktoś tam sobie przeprowadzał rozbudowany eksperyment socjologiczny, zaś Pawłysz wlazł w prace badawcze z butami i jeszcze porządnie podeptał grządki.
Postępował według norm moralnych obecnych w każdym uczciwym człowieku, zaś eksperymentatorzy zarzucili mu niepotrzebne i nieprofesjonalne uleganie emocjom. On ratował istoty, którym groziło niebezpieczeństwo, oni beznamiętnie patrzyli, jak dobór naturalny robi swoje. Konflikt, wydawałoby się, nie do rozwiązania. A jednak działania Pawłysza przynoszą efekty, które naprawdę przydadzą się badaczom, choć sam eksperyment wziął w łeb i dalsze jego kontynuowanie nie ma sensu.

Ciekawe jest to, że autor wmanewrował Pawłysza w sytuację, gdzie spotyka naraz dwie obce rasy: a bardzo wysokim stopniu rozwoju oraz na niskim. Jakoś w ogóle szczegóły dotyczące tych pierwszych wcale Sławy nie interesują. Woli pochylić się nad maluczkimi. Ot, jaki święty Franciszek z niego. Teraz się chyba inaczej pisze, żądni jesteśmy wiedzy i nowinek technicznych, nieprawdaż?

Kwestie społeczne mocno obecne, jak w mojej ulubionej "Osadzie", ale całe opowiadanie, choć ciekawe, jakoś nie powala. Nic nie szkodzi,  i tak lubię Pawłysza.

Dzięki, Ola, za pożyczkę!

"Biała śmierć" Kir Bułyczow, ze zbioru "Galaktyka I", Iskry, Warszawa,  1987

czwartek, 11 czerwca 2015

"Masza i niedźwiedź"





Znacie bajkę "Masza i niedźwiedź"? Trzy miesiące temu jeszcze jej nie znałam, ale jakoś odkryły ją moje dzieci i pokochały głęboką miłością (kanał ABC, godzina dwudziesta z minutami). Kiedy dostałam pakiet książek z Maszą od wydawnictwa, były przeszczęśliwe.

Kim jest Masza? Dziewuszką. Właśnie tak, nie dziewczynką, a dziewuszką. Bajka jest rosyjska (choć zdaje się produkowana na zachodzie), więc Masza ma chustkę na głowie i tradycyjną sukienkę. Zaś niedźwiedź to emerytowany cyrkowiec - to zdaje się domena  rosyjskich cyrków: misie na rowerach.

Jak się dogadują miś i dziewuszka? Fantastycznie. Dzięki nieziemskiej cierpliwości i pomysłowości  niedźwiedzia, który umie Maszę zabawić, nakarmić i wyprowadzić w pole (niekiedy do lasu). Bo Masza ma niespożyte pokłady energii oraz nietypowe pomysły na zabawy, toteż czasem trzeba jej te pomysły wybijać z głowy.  Masza i miś razem są cudowni.

Książki wydawane przez Egmont oparte są na bajce telewizyjnej - ilustracje są grafikami z bajki - prześlicznymi zresztą. Historyjki opowiedziane w książeczkach są napisane ładnym, poprawnym językiem, takim, które dzieci bez problemu zrozumieją, ale nie przesłodzonym ani nie uproszczonym (ech, kiedyś trafiłam na bajki dla dzieci, które pisał ktoś albo niedouczony, albo na ciężkim kacu).
Ale zalecałabym większą staranność w przekładaniu bajki filmowej na pisaną - jedna ze scenek w "Pierwszym spotkaniu" została błędnie zinterpretowana i opisana. Dziecko mi na to zwróciło uwagę, od tego czasu muszę pamiętać, by przy czytaniu zmieniać nieco treść.

Oprócz klasycznych książek mieliśmy też możliwość zapoznania się z kolorowankami i zeszytami zadań. Do tego naklejki. Dzieci kochają naklejki, a moje nie są wyjątkami. Zeszyty są bardzo zróżnicowane: są zwykłe kolorowanki, są labirynty, są obrazki "znajdź pięć różnic", ćwiczenia spostrzegawczości, koncentracji, pamięci, ćwiczenia grafomotoryczne, sekwencje, czytanie, kategoryzowanie... I to wszystko w lekkiej i dowcipnej formie.  Udała się ta Masza!

Są też i zastrzeżenia. Bardzo proszę o dbałość o szczegóły (jest krzyżówka - pomylona jest numeracja haseł, gdzieś tam trafia się literówka) oraz o bardzo uważne wybieranie drukarni. Jeden z zeszytów ma okropne naklejki, w ogóle nie podocinane, nie do użycia (próbowałam, tylko podarłam wszystko). Drukowany w Krakowie. Pozostałe dwa, drukowane w Łodzi, mają naklejki idealne, dla trzylatki to była czysta przyjemność odklejać i naklejać.
EDIT: Zdaje się, że trafiłam na felerny egzemplarz "Skarbczyka filmowego", bo okazało się, że z trzech kartek z naklejkami tylko pierwsza była nie podocinana, pozostałe dwie już w całkowitym porządku.  Gilotyny stępione czy co?

Bardzo dziękuję wydawnictwu Egmont za  książki!

"Masza i Niedźwiedź. Pierwsze spotkanie" O. Kuzovkov, Ilya Trusov
"Masza i Niedźwiedź. Podrzutek" O. Kuzovkov, Ilya Trusov
"Masza i Niedźwiedź. Księga zabaw. Na rybach" M. Shantyko, N. Zalomaeva
"Masza i Niedźwiedź. Koloruj i naklejaj."
"Masza i Niedźwiedź. Skarbczyk filmowy"

sobota, 4 października 2014

[nie Pawłysz, ale mógłby być] "Śnieżka" Kir Bułyczow


Niewielkie opowiadanie, ale jakie urocze! Chyba napisane specjalnie dla kobiet, bo to czystej wody romans, nieszczęśliwa miłość i brak happy endu. Nic tylko się wzruszyć. Toteż wzruszyłam się, a jakże, uczciwie i planowo.

Na planecie rozbija się statek kosmiczny, tuż przed katastrofą wysyła sygnał S.O.S, drugi statek przechwytuje sygnał i spieszy z pomocą, niestety, nic już nie można zrobić. Załoga patrzy bezradnie, jak kosmolot roztrzaskuje się na kawałki, zdaje się, że nie ma już czego zbierać, ale... ale zaraz! Jedna osoba
przeżyła, cudem właściwie, ale jednak. To Śnieżka, piękna dziewczyna, w której od pierwszego wejrzenia zakochał się bezimienny narrator.
"Nie znaliśmy składu ich atmosfery i nie wiedzieliśmy, jakie śmiercionośne dla nas, a nieszkodliwe dla niej wirusy żyją sobie na jej białych, błyszczących, krótko ostrzyżonych włosach."
"Oczekiwać podstępu ze strony delikatnej dziewczyny, której długie rzęsy rzucały cień na blade policzki, której twarz wywoływała pragnienie, by ujrzeć, jakiego koloru są jej oczy, oczekiwać podstępu ze strony tej dziewczyny, nawet w postaci wirusów, było jakoś nie po męsku."
  Tylko że Śnieżka jest inna.
"- Przyzwyczailiśmy się uważać, że podstawę wszelkiego życia stanowi woda. U niej tę podstawę stanowi amoniak.
Znaczenie jego słów dotarło do mnie nie od razu. Do pozostałych również.
- Przy ziemskim ciśnieniu - powiedział doktor - amoniak kipi przy minus 33, a zamarza przy minus 78 stopniach.
I wtedy wszystko stało się jasne."
Jak tu się przytulić w takich warunkach? Jak żyć razem? Chłopak codziennie przychodzi pod okienko kabiny, gdzie zainstalowano Śnieżkę, rozmawia z nią i patrzy. Jedyny kontakt, na jaki mogą sobie pozwolić, to wzrokowy. Marzą o sobie, marzą o planecie, na której mogliby żyć oboje.
"- Musimy znaleźć neutralną planetę - powiedziałem.
- Jaką?
- Neutralną. Taką, na której byłoby zawsze minus czterdzieści stopni.
- To zbyt gorąco.
- Minus czterdzieści pięć. Wytrzymasz?
- Oczywiście - odpowiedziała Śnieżka. - Ale czyż będziemy mogli żyć razem, jeśli zawsze trzeba będzie tylko cierpieć?"
Przy rozstaniu, kiedy wysadzają dziewczynę na jej ojczystej planecie, młodzi jednak się dotykają. On zdejmuje rękawicę i dotyka jej policzka. Śnieżka przypłaci to oparzeniem twarzy, a on odmrożeniem ręki - ale czy żałują...?




Post zamieszczony z okazji właśnie rozpoczynającego się Światowego Tygodnia Przestrzeni Kosmicznej.

Opowiadanie było publikowane w Polsce w dwóch zbiorach "Czarne żurawie" z serii "Stało się jutro" (1980 r.) oraz "Nieziemsko piękna szafa" z "Galaktyki Gutenberga Solarisu, świeżynka, 2014.


A tutaj inscenizacja tegoż opowiadania:




piątek, 5 września 2014

[Sława Pawłysz] "Białe skrzydła kopciuszka" Kir Bułyczow



Poszczuta na Pawłysza przez Andrzeja, z uciechą zanurzyłam się w świat bułyczowskiego kosmosu, takiego zwyczajnego, prostego kosmosu, skalą tylko (i niektórymi szczegółami) różniącego się od matki Ziemi.

"Trzynaście lat podróży" było fajne, ale Pawłysz jeszcze młodzik, a w "Białych skrzydłach kopciuszka"  to już całkiem doświadczony kosmonauta i lekarz. Akurat ma urlop, więc kręci się po kosmosie, aż wreszcie całkiem przypadkowo trafia na planetę Projekt-18, gdzie pracuje jego dawna znajoma, Marina. Właściwie to więcej niż znajoma. bo chyba ukochana. No i co z tego, że jest ptakiem?

Wątki romansowe w kosmosie bardzo lubię, jestem kobietą i lubię się wzruszać przy gwiazdach. Zwłaszcza że miłość jest tylko przyprawą, malutkim dodatkiem uatrakcyjniającym całość. No i świadczy o tym, że ludzie nie odczłowieczyli się po oderwaniu od Ziemi. Znajomość między Sławą a Mariną jest romantyczna - spotkali się na Księżycu, zakochali (on na pewno, a i ona też coś poczuła, choć nie wiadomo dokładnie co), a po krótkim czasie rozstali. Marina uciekła jak Kopciuszek z balu, zostawiając zamiast pantofelka tylko wspomnienie o sobie. Oraz obietnicę, że się spotkają po dwóch latach. Pawłysz oczywiście obiecuje, że poczeka.

Trafia jednak na Projekt-18, planetę, gdzie prowadzone są badania naukowe, dowiaduje się tuż przed przylotem, że jest tam Marina. Podekscytowany czeka, aż ją spotka, mija kilka dni, ale dziewczyna wciąż mu się wymyka. W końcu ważniejsze sprawy odsuwają uczucia na bok - na jednej  z wysp wybucha wulkan, zagrożeni są naukowcy i trzeba pędzić z odsieczą. Każda para rąk się przyda, te Pawłysza też. Notabene, akurat jego ręce okażą się niezwykle pomocne.
W trakcie akcji ratunkowej Pawłysz dowiaduje się, że Marina Kim jest ptakiem. Bioformantem. Człowiekiem o tak zmienionym przez genetykę i bioinżynierię organizmie, że z człowieka pozostaje tylko umysł. To nie jest proces nieodwracalny, a zaczął się jeszcze  przed spotkaniem na Księżycu. Stąd ten wyznaczony termin - dwa lata do następnego spotkania.  Jako ptak Marina nie chce się Sławie pokazywać, bo się boi. Wiadomo.

Ok, opowiedziałam o wątku miłosnym, o przygodowym, teraz czas na naukowy. To właśnie ci bioformanci, efekt długoletnich badań i eksperymentów. Głównym powodem ich powstania była możliwość pracy w ekstremalnych warunkach, bez konieczności doposażania się w kombinezon czy pojazd. Ciekawa jest też myśl rzucona przez naukowców, że człowiek zawsze zazdrościł zwierzętom ich możliwości (latanie, pływanie itp), ale ograniczał się do konstruowania maszyn. Teraz przekonstruowano człowieka. Pawłysz spotkał na Projekcie-18 ptaki, płaszczki, kobietę ze skrzelami (podwodniaczka) i żółwia - wszystko to bioformanci. Przed tym ostatnim umykał nawet w popłochu, przekonany, że to jakiś groźny okaz miejscowej fauny.

Jest pięknie, bioformacja spełnia swoje założenia, realizowane są badania, tylko że... nauka jak zwykle wyprzedza ludzką mentalność. Bioformanci to nie ludzie, to odmieńcy w oczach innych ludzi, nawet kolegów z bazy.
"- Ale przecież nikt nie kazał panu żenić się z rybą.
- Dymitrze! - oburzył się Jerychoński.
- Sandra jest wspaniałą kobietą, doskonałym biologiem i sportowcem, ale ma skrzela, o czym chyba pan wie nie gorzej ode mnie... chociażby jako chirurg". [1]

"- Dimow powiedział, że wszystko jest w porządku, a ty się ciągle denerwujesz...
- Bo jestem człowiekiem, a nie pancernym żółwiem! [...] Ta maszyna jest zupełnie pozbawiona wyobraźni! Nie wie, co może czuć bezradny człowiek..." [2]
I można do upadłego powtarzać, że nie szata zdobi człowieka, to i tak oczy widzą, a mózg interpretuje podświadomie. No, chyba, że jak w przypadku Sławy w grę wchodzi miłość...

Tom, z którego pochodzą  "Białe skrzydła kopciuszka" zawiera także opowiadanie "Dzikusy", ale ominęłam te, bo to fragment powieści "Osada", w której wprawdzie Pawłysz występuje, ale pod sam koniec - czyli w "Osadzie" jest, ale w "Dzikusach" go nie ma.

P.S. Cudnie się czytało, ale te stare wydania to morderstwo dla oczu. Czcionka jak maczek.

P.P.S. Dziś, 5 września, przypada rocznica śmierci Bułyczowa, tego wielkiego pisarza. Cześć jego pamięci.

---
[1] "Dzikusy; Białe skrzydła kopciuszka" Kir Bułyczow, przełożył Tadeusz Gosk, Czytelnik, Warszwa 1985, s. 172
[2] Tamże, s. 186

środa, 27 sierpnia 2014

[Sława Pawłysz] "Trzynaście lat podróży" Kir Bułyczow


Znacie Sławę Pawłysza? Nie no, pewnie, że nie znacie, tylko nieliczni znają Sławę. Andrzej na przykład zna - i to on właśnie pożyczył mi "Trzynaście lat podróży", żebym pogłębiła swoją znajomość ze Sławą.

Sława (to zdrobnienie od Władysław) jest medykiem - kabinowcem. Właśnie przybył na statek kosmiczny "Anteusz", żeby odbyć rok służby. Statek leci do Alfy Łabędzia, jest w trasie już 106 lat. Co roku wymienia się na nim załogę, żeby zasilić statek świeżą krwią, młodymi, prężnymi mózgami i energią życiową. To możliwe dzięki "retranslatorom teleportacyjnym", czyli kabinom, co robią pstryk i przesyłają człowieka o parseki.

Po Pawłyszu ma wpstrykać się na statek kolejna osoba, aż tu nagle trach - coś się popsuło. Następnego przerzutu nie będzie, wiadomości też nie, dostawy żywności - wszystko ustało. Co teraz? Czyżby statek właśnie przekroczył granicę teleportacji?
Załoga ma zdecydować, co dalej. Czy lecieć do Łabędzia przez jeszcze trzynaście lat i drugie tyle z powrotem, żeby osiągnąć cel i móc znów zbliżyć się do Ziemi na odległość pozwalającą na transmisję? Czy też zawrócić od razu - bo wymiana załogi jeszcze nie ukończona, bo może Ziemia ma jakieś rozwiązanie...

No, co byśmy zrobili, gdybyście byli na ich miejscu? Bo Sława jest od początku za lotem naprzód, za kontynuowaniem misji - ale wcale nie ze szlachetnych pobudek kosmonauty odkrywcy. Otóż Sława po prostu boi się, że będzie się o nich mówiło jak o tchórzach, co przy pierwszym potknięciu obrócili się na pięcie i uciekli. Oprócz tego jest Grażyna. To dziewczyna, która właśnie odbębniła rok służby i miała wracać, gdy nieoczekiwana awaria jej to uniemożliwiła. Sława zakochał się w Grażynie, normalnie nie miałby u niej żadnych szans, ale w obliczu trzynastu, tfu, nawet dwudziestu sześciu lat razem? O, szanse są wielkie...

Całość akcji rozgrywa się na statku, ograniczona załoga (ok. trzydziestu osób), ograniczona przestrzeń - mogłoby się wydawać, że tam coś wybuchnie. A gdzież tam. Kosmonauci twarda rasa, nawet jak wybuchają, to w cichości ducha i bez świadków.

Tak sobie pomyślałam, że statek kosmiczny byłby idealnym miejscem na zbrodnię - taki nieco większy "zamknięty pokój". Jest coś takiego? Kosmiczny kryminał?

Wracając do Sławy - teraz bym mogła sobie przypomnieć resztę historii z nim. Skrzydła mam, Osadę mam, brakuje jeszcze opowiadań.

Wynotowałam sobie to:
"Lekkomyślność czasem waliła się na Pawłysza jak atak choroby. Potem sam sobie się dziwił, dlaczego poważne myśli uciekają gdzieś".
Pawłysz przypomina mi tu nieco kadeta Pirxa, kadeta, nie pilota, tego młodego, nieopierzonego jeszcze kosmicznego podróżnika.
"W takiej podróży załoga, jakkolwiek by nie była do tego przygotowana i chętna do złożenia ofiary z siebie i swoich dzieci, musi nieuchronnie się zdegenerować, jak niewątpliwie zdegeneruje się każda ludzka społeczność oderwana od reszty ludzkości. Cel nie uświęca środków".

Chodzi to o wieloletnie podróże kosmiczne. A degeneracja grupy ludzi powróciła szerszym echem w "Osadzie".

"Trzynaście lat podróży" Kir Bułyczow, przekład Ewa i Eugeniusz Dębscy, Science Fiction 2 (2) 2001.

czwartek, 5 czerwca 2014

"Ciemny Eden" Chris Beckett. Chaotycznie. Entuzjastycznie.



Wyobraźcie sobie Ziemię w niedalekiej przyszłości, albo dalekiej, jak kto woli, rozwiniętą technologicznie, na etapie załogowych lotów kosmicznych. Wyobraźcie sobie, że jeden z takich lotów kończy się dramatycznie, wypadkiem na nieznanej planecie. Na szczęście załoga nie ginie, hm, czy rzeczywiście na szczęście? Kosmonauci zostają uwięzieni na planecie zupełnie obcej, dzikiej, niezrozumiałej, z obcą florą i fauną. Nie wiadomo, co może otruć, co ugryźć, a co oparzyć. Jak żyć w takich okolicznościach przyrody, no jak?

Uwaga, właśnie opisałam początek powieści "Osada" Kira Bułyczowa, którą notabene uwielbiam nad życie, czczę i kocham. Nic nie poradzę, że "Ciemny Eden" Chrisa Becketta opiera się na tym samym pomyśle. Tylko że Bułyczow opisuje osadników kilkanaście lat ziemskich po katastrofie, a Beckett wprowadza czytelnika w społeczeństwo, które istnieje od stu kilkudziesięciu lat.

To społeczeństwo, jak w biblijnym Edenie, pochodzi od dwóch osób: buntownika, który uciekł z Ziemi oraz funkcjonariuszki Policji Orbitalnej, która ruszyła za nim w pogoń. Mieli trzy córki i jednego syna, który z każdą z sióstr miał dzieci. Dzieci, jak najwięcej dzieci - takie było przykazanie Pierwszej Pary - im więcej dzieci, tym większa szansa na to, że ludzkość na Edenie przetrwa i doczeka w końcu ratunku, czyli przylotu ekspedycji ratunkowej z Ziemi. W oczekiwaniu na ten ratunek pieczołowicie pielęgnują strzępki wiedzy, zostawione im przez przodków (choć to powoli przegrywa z walką o przetrwanie), zbierają rośliny jadalne, polują na zwierzęta i rozmnażają się.

Idylla? A gdzie tam. Kanał i ciemna mogiła. Ograniczona pula genowa dała w efekcie liczne wady i  deformacje, rosnąca wciąż populacja ma coraz mniej pożywienia, no i... to społeczeństwo rozrasta się, ale nie rozwija. Czyli cofa. Do czasu. Tylko czy gwałtowny krok naprzód w rozwoju jest dla tej garstki ludzi zbawienny czy zabójczy? Ani jedno, ani drugie; a raczej jedno i drugie. Musze przyznać, że obserwacja tego społeczeństwa była dla mnie niezwykłym przeżyciem. Byłam tak zaangażowana emocjonalnie w to edeńskie życie, że musiałam sobie robić przerwy na przemyślenia, bo mi się pytania mnożyły, inni autorzy przypominali...

Na przykład - czy to jest fantastyka socjologiczna, którą znam głównie z Zajdla? Ale Zajdel zajmował się właściwie społeczeństwami na wyższym stopniu rozwoju... więc nie. Jednak tu też mamy zniewolenie, a raczej spętanie historycznymi nakazami. Przewinął mi się też  Żuławski i jego "Na srebrnym globie", ale mgliście, bo tego akurat utworu zbyt dobrze nie pamiętam. Za to dobrze pamiętam wzmiankowaną wcześniej "Osadę" - i to ona wciąż przychodziła mi do głowy, zwłaszcza w kontekście Szkoły urządzonej dla dzieci na Edenie.

"- Ostatnia sensowna rzecz, jaką zrobiliśmy, to kiedy na sto czterdziestej piątej Rocznicy zlikwidowaliśmy Szkołę.
Miał na myśli to, że do sto czterdziestej piątej Rocznicy mieliśmy Szkołę dla dzieci mających od sześciu do dwunastu lat. Każdego wstania wszystkie dzieci zbierały się na Okrągłej Polanie, i tu dorosły, nazywany Nauczycielem, uczył ich pisać, liczyć, o zapomnianych rzeczach z Ziemi i tak dalej. Ale na sto czterdziestej trzeciej postanowili, że nie mogą odrywać dzieci od polowania i zbierania. Dlatego teraz większość dzieci nie umiała pisać, i Rodzina, przekazując dawne historie, musiała polegać na pamięci i ustnych opowieściach z Rocznic. Podobno wtedy, na Radzie była wielka dyskusja, czy zakończyć Szkołę - jedna z największych w historii. 
- No, potem zrobiło się więcej jedzenia - powiedział Tom Brooklyn - kiedy dzieciaki zaczęły pomagać,  a żaden dorosły nie tkwił tutaj jako Nauczyciel. Na trochę zrobiło się łatwiej".[1]

Po skończeniu "Ciemnego Edenu" natychmiast sięgnęłam po Bułyczowa, chcąc porównać te książki i poszukać odpowiednich fragmentów dotyczących edukacji. Zamiast szukać, zaczęłam po prostu czytać, opamiętałam się, gdy byłam na czterdziestej stronie i miałam wklejone jakieś kilkanaście zakładek.  No dobrze, na czytanie Bułyczowa istotnie przyszedł czas, ale najpierw trzeba się nieco otrząsnąć z Becketta. A oto co pisze Byłuczow o edukacji.

"Oleg poszedł do pokoju Starego, usiadł przy stole, wypolerowanym łokciami uczniów, odsunął własnej roboty liczydło z orzechami zamiast kostek. Ileż to razy tu siedział? Kilka tysięcy razy. I wszystkiego, co wie, nauczył się przy tym stole. 
- Najbardziej lękam się puścić ciebie - powiedział starzec, siadając naprzeciw niego na miejscu nauczyciela. - Myślałem, że za kilka lat zastąpisz mnie. I że zamiast mnie będziesz uczył dzieci".[2]

Jeśli chodzi o Edeńczyków, to czy osiągną kiedyś stopień rozwoju i adaptacji do środowiska taki jak ma społeczeństwo opisane w pierwszej części "Vatran Auraio" Huberatha? To by były bardzo daleko idące zmiany...

Wynotowałam sobie mnóstwo cytatów, poniżej tylko kilka.
O tym, jak głównego bohatera dręczy ta stagnacja społeczeństwa:
"Zresztą mniejsza, potopimy się czy umrzemy z głodu. Ja wcześniej umrę z głodu we własnej głowie, albo z nudów, jeśli nie uda mi się sprawić, żeby w tym świecie zdarzyło się coś nowego, coś większego niż TO".[3]
 
O tym, jak bardzo edeńczycy tęsknią za Ziemią.
"Tak mało wiedzieliśmy, a Ziemianie tak dużo. Tak mało, że byliśmy jak ślepi. Nic dziwnego, że tak nie mogliśmy się doczekać tej Ziemi".[4]

O tym, jak potrafią tylko i wyłącznie czekać na ratunek, nie próbując sami się ratować.
"Znali różne rzeczy, o których nie mamy pojęcia, te różne metale, plastiki i Py... - zająknął się na tym słowie - ...Py-ront. Umieli latać i wiedzieli, jak się ogrzać. Jak będziemy dalej budować łódki, też się nauczymy.
Tak mówił, ale jednocześnie ze złością smarował klejem koźlą skórę, dokładnie tak samo jak ze wszystkimi poprzednimi łódkami. Nie próbował niczego nowego i w życiu nie spróbował".[5]

O tym, jak na Edenie pojawił się grzech.
"- No właśnie, i możecie przestać gadać o zabijaniu? - wtrąciła się Clare. - Co sobie pomyślą biedny Lisek i Gwiazdka, co?
Dwójka dzieci słuchała uważnie z zesztywniałymi twarzami. Biedactwa. Kiedy my byliśmy mali, nic takiego nie było. Jasne, baliśmy się czasami lampartów, albo pełzaków, albo nawet dorosłych, którzy byli wściekli lub niemili, ale nigdy nigdy nie myśleliśmy, że inni ludzie przyjść i umyślnie nas zrobić".[6]

Grzech pociągnął za sobą judaszowy konflikt sumienia.
"Mehmet Nietoperz obejrzał się, a minę miał dziwną dziwną, bo było w niej widać dwie rzeczy naraz. Starał się być zimny zimny i twardy twardy jak Dawid- i ta siła nawet sprawiała mu przyjemność - ale jednocześnie coś go męczyło. Całkiem jakby dopiero teraz dotarło do niego, do czego doprowadził, teraz, gdy już nie się tego zatrzymać. Dostał trochę siły, zrobił się trochę ważny, ale osiągnął to, rezygnując z prawdziwej siły".[7]


No już, wystarczy. I tak nikt nie doczyta do końca, hehe.

Te trzy książki trzeba wpisać w cykl czytania. Najpierw  "Osada", potem "Ciemny Eden", a na końcu "Vatran Auraio" - wszystkie trzy to znakomite pozycje, omawiające podobny temat z kilku stron i skłanające do przemyśleń.

No dobrze, nie mogłam się powstrzymać, jeszcze cytaty z "Osady", gdzie autor roztrząsa kwestie przetrwania. Czyż to nie fascynujące?

"Przecież jesteś inteligentną kobietą i powinnaś wiedzieć, że jako społeczność zaczniemy się wyradzać, jeśli postawimy na Dicka, jeśli zastąpią nas dzikusy-myśliwi.
- Nie zgadzam się z tobą, Borys - powiedziała matka. - Najważniejszą rzeczą dla nas jest przeżyć. Mówię w tej chwili nie konkretnie o sobie, tylko o wiosce. O dzieciakach. Kiedy patrzę na Dicka lub na Mariannę, to zaczynam mieć nadzieję. Ty ich nazywasz dzikusami, a ja sądzę, że oni zdołali się przystosować".[8]

"- Większe szanse przeżycia będzie miało osiedle myśliwych.
- Większe szanse przeżycia będzie miało osiedle takich jak Oleg - zaoponował Stary. - Jeśli naszym plemieniem będzie rządził Dick i jemu podobni, to za sto lat nikt nawet nie będzie pamiętał, kim jesteśmy, skąd przyszliśmy i po co żyjemy. Zatriumfuje prawo silniejszego, prawo pierwotnej zgrai. 
- I będą płodzić się i rozmnażać - powiedziała matka. - I staną się liczni jak piasek pustyni. I wynajdą koło, a po dalszym tysiącu lat maszynę parową - zakończyła ze śmiechem, który podobniejszy był do łkania".[9]


P.S. Zaraz po "Ciemnym Edenie" wzięłam do ręki "Rzekę bogów", też z Uczty Wyobraźni, licząc na powtórny masaż mózgu. Niebo i ziemia, te książki, "Rzekę..." czytałam jakbym maczetą las karczowała, co chwila rzucając "ale durnoty", "litości" i takie tam. No bo to durnoty, zmieszane w obłędnym wirze. Czytam, bo mnie jeden wątek (z wielu) interesuje.


---
[1] "Ciemny Eden" Chris Beckett, przełożył Wojciech M. Próchniewicz, Wydawnictwo MAG, Warszawa 2014, Uczta Wyobraźni, s. 70
[2] "Utwory wybrane 3. Osada" Kir Bułyczow, przełożył Tadeusz Gosk, Wydawnictwo "Współpraca", Warszawa 1989, s.22
[3] "Ciemny Eden", s.32
[4] "Ciemny Eden", s.48
[5] "Ciemny Eden", s.49
[6] "Ciemny Eden", s.311
[7] "Ciemny Eden", s.324
[8] "Osada", s. 28
[9] "Osada", s. 29

wtorek, 8 października 2013

"Cudza maska" Aleksandra Marinina - ależ Ola ma pomysły!


Coraz mniej Nastii (Anastazji Kamieńskiej) w kryminałach Marininej, a coraz więcej Moskwy, jej mieszkańców i przestępstw.  Szkoda mi trochę, bo bardzo lubię obserwować Anastazję przy pracy.
No trudno, to wybór autorki, nie mój, a ja i tak z chęcią sięgam po każdą kolejną jej książkę.

"Cudza maska" kolejny raz wywołała we mnie podziw - ależ ludzie potrafią wymyślić skomplikowane podłości i łajdactwa! Co, jak zwykle, okazuje się dopiero pod koniec książki, i, jak zwykle, odkrywa to Anastazja.

Fabuła. Fabuły są trzy. Tfu, co za głupoty piszę, historie są trzy.
Pierwsza to historia pisarza Leonida Paraskiewicza, autora bestsellerowych romansów. Autor popularny jak rzadko, ale jednocześnie oszukiwany i wyzyskiwany przez  wydawnictwa nie może dorobić się żadnych pieniędzy. Dodatkowo gnębiony jest  przez apodyktyczną matkę, biedaczysko. Pisarz ginie, zastrzelony, a jego interesy przejmuje energiczna żona Swietłana. Tylko dlaczego toksyczna mama wciąż słyszy głos syna z zaświatów? Urojenia?

Drugi wątek kręci się wokół polityka Siergieja Bierezina i jego żony Iriny. Bierezin startuje w wyborach do Dumy, a żona mu w tym pomaga, wydając przyjęcia i pokazując się publicznie na ważnych imprezach. Tylko że ta żona to jakaś podrabiana, niby żona, a tak naprawdę była prostytutka, tylko czemu prostytutka za żonę?

Trzecia opowieść jest o żonie biznesmena Żeni Dosiukowa, Nataszy, która walczy o u uniewinnienie męża skazanego za morderstwo. Natasza wynajmuje prywatnego detektywa, Stasowa, aby jej w tym pomógł. Swoją drogą, to ten sam Stasow co w "Obrazie pośmiertnym".

Gdzie zaś Stasow, tam i Nastia, bo się kolegują i pomagają sobie. Dzielą się też przemyśleniami - i w ten właśnie sposób odkrywają przedziwne zbiegi okoliczności. Kamieńska wpada na trop niezłego przekrętu sprzed wielu lat. Przyznam, że byłam mocno zdziwiona, gdy usłyszałam, na czym ten przekręt polegał. Przeczytajcie, też będziecie zdziwieni.

Słuchało się znakomicie (ech, wzdech, Roch Siemianowski), tylko jakoś mi długo zeszło, sama nie wiem czemu. Polecam nieustannie.

Bardzo dziękuję Bibliotece Akustycznej za audiobooka!

 "Cudza maska" Aleksandra Marinina, przełożyła Aleksandra Stronka, czyta Roch Siemianowski, Biblioteka Akustyczna 2013.

Cudza maska [Marinina Aleksandra]  - KLIKAJ I SłUCHAJ ONLINE

piątek, 14 czerwca 2013

"Metro 2033" Dmitrij Głuchowski - dreszcz po plecach


"Widzieliście to, co widziałem ja? Niebo, które najpierw spłonęło, a potem zasnuło się kamiennymi obłokami? Wrzące rzeki i morza, wypluwające na brzeg ugotowane żywcem stworzenia, a potem tężejące w lodową galaretę? Słońce, które zniknęło z nieboskłonu na długie lata? Domy, w ułamku sekundy obrócone w pył, i żyjących w nich ludzi, obróconych w popiół? Słyszeliście ich krzyki o pomoc?".

Ten fragment powalił mnie na łopatki, zobaczyłam Rutgera Hauera, czyli Nexusa 6, mówiącego: "Widziałem rzeczy, o których wam, ludziom, się nie śniło" i dreszcz przeleciał mi po plecach. Uwielbiam "Łowcę androidów", to dlatego. W "Metrze 2033" znalazłam więcej rzeczy, które lubię. Stalkerów (Reda Shoeharta też uwielbiam), motyw wędrówki usianej licznymi niebezpieczeństwami, no i takie końcowe volty, zmieniające punkt widzenia bohatera.

No ale dlaczego zaczynam od końca, czyli od wniosków z lektury? Po kolei proszę!

"Metro 2033" to literatura postapokaliptyczna, czyli opisująca świat po tym, jak właśnie szlag go trafił. Wybuchy nuklearne załatwiły świat na cacy, a nieliczne niedobitki moskwiczan znalazły schronienie w metrze. Przez kilkanaście lat ludzie wypracowali sobie sposób na przeżycie, podziemne uprawy grzybów, hodowla prosiaków i takie tam. Stacje zmieniły się w miasta, linie metra w drogi łączące te miasta, na powierzchnię wychodzą stalkerzy, w skafandrach i uzbrojeni po zęby, bo pleni się tam życie zmutowane popromiennie i bardzo krwiożercze.

Główny bohater, Artem, wędruje przez całe metro, żeby wrzucić pierścień wulkanu... wróć, to nie ta bajka, żeby zanieść wiadomość od jednego człowieka drugiemu, na najdalszym końcu metra. Po drodze uda mu się wyjść na powierzchnię, uda mu się też wejść pod metro (istnieje tak zwane Metro-2), uda mu się też wrócić. On sobie wędruje, a ja jego oczami oglądam, co się porobiło z ziemią i z ludźmi. Podoba mi się wyobraźnia autora, zmutował co mógł na powierzchni, w podziemiach podzielił ludzi jak mógł: czerwoni, faszyści, fanatycy, co tylko chcesz. Do tego dorzucił oddziaływanie podprogowe, hipnozę, telepatię. I ten nieszczęsny Artem, który wędruje, wędruje, a pod koniec wszystko od niego zależy (pisząc wszystko, mam na myśli przyszłość wszystkich ocalałych kryjących się w metrze) i co?... I, łapserdak jeden... a nie, nie napiszę, co zrobił.

Pisałam już, że mi się podobało? Tak. To tylko napiszę jeszcze, że autor umie pisać po rosyjsku (niby nie dziwota, stamtąd pochodzi), przy czym wcale nie chodzi mi o język, a o duszę, nieokreślone tchnienie, wrażenie, muzę. Ciut mniej tej duszy niż u Bułyczowa czy Strugackich, ale trudno, czasy się zmieniają i język literatury również.

Jeśli napotkam na swej drodze inne książki tego autora, nie pogardzę. Książki z serii "Metro" innych autorów też chyba warte sprawdzenia, co? Czytał ktoś?

P.S. Książę pobrałam za darmo na publio.pl z okazji rocznicy istnienia księgarni, super okazja była!

"Metro 2033" Dmitrij Głuchowski, przełożył Paweł Podmiotko, Wydawnictwo Insignis Media, Kraków 2012.