niedziela, 20 lipca 2014

"Olimp" Dan Simmons - do powtórki


Jest takie przykazanie "nie kradnij". Złamałam. Biję się w piersi i przyznaję do winy. Skradłam "Olimp" z chomika i załadowałam na czytnik. Czytanie trochę mi się przeciągnęło, bo jak skończyłam, to się okazało, że nie skończyłam całości,  tylko pierwszy tom.
Drugi tom dał mi popalić, piracka wersja aż roiła się od błędów powstałych przy konwersji na mobi, a może i wcześniej, przy OCR. Rzuciłabym, ale pech chciał, że tom drugi jest ciekawszy niż pierwszy, gładko były poprowadzone wątki (w pierwszym tomie mocno zaplątane), ładnie pokazywał wszystkie  światy, no i zgrabnie wszystko zakończył.

Znacie wojnę trojańską? Każdy zna. W "Olimpie" wojna trwa nadal, bogowie wspierają obie strony, hm, tylko bogowie jacyś inny, bo wcale nie nieśmiertelni. I Troja jakaś inna, i bieg wydarzeń... no i skąd w tym wszystkim scholiasta Hockenberry, człowiek z XX-wiecznej Anglii, tylko kopia zrobiona przez... (nie mogę zdradzić).

Inny wątek - ludzie na ziemi skupili się w ufortyfikowanych miejscach, broniąc się przed wojniksami, robotami, które kiedyś służyły ludziom, a teraz tych ludzi bezlitośnie mordują. Jak żyć, jak przeżyć, panie premierze?

Są jeszcze statki kosmiczne pilotowane przez istoty, które ludźmi nie są, ale są pełne człowieczeństwa; są dziury w czasoprzestrzeni, jest niezniszczalny na poziomie kwantowym Achilles wędrujący przez wymiary i usychający z miłości; jest złowrogie bóstwo żerujące na negatywnych emocjach, jest czarodziej Prospero. Pomieszane z poplątanym.

Sama nie wiem, czemu nie sięgnęłam wcześniej po "Ilion" tegoż autora, może wtedy wszystko byłoby dla mnie jaśniejsze? Tak czy siak, kiedyś to przeczytam jeszcze raz, bo mam nieodparte wrażenie, że ta powieść podobna jest do "Welinu", który zyskał tak wiele przy drugim czytaniu, że to aż nieprawdopodobne. Dodatkowo zachęca mnie świetna mieszanka odwołań do literatury oraz twardej fantastyki. Hej, będzie się działo :)

"Olimp" Dan Simmons, przekład Wojciech Szypuła. 

P.S. Porzeczki się skończyły. Zaczynają się papierówki.

Olimp [Dan Simmons]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

piątek, 18 lipca 2014

[Thorgal] "Wyspa lodowych mórz" Jean Van Hamme, Grzegorz Rosiński - kim jest Thorgal?


Thorgal i Aaricia szykują się do ślubu, Gandalf (ten sukinkot z pierwszego tomu) jakoś nie zgłasza sprzeciwu, za to jego syn syn, Bjorn, patrzy koso na oblubieńca. Thorgal bowiem żadną miarą nie przypomina Wikinga, a w dodatku po ślubie chce wywieźć Aaricię gdzieś daleko.

Faktycznie, jak tak się przyjrzeć, to łucznik nie ma mocnej budowy ani blond włosów, ani też gęstego wikińskiego zarostu; do tego wcale  nie chce palić, rabować i gwałcić. Chce za to żyć w spokoju ze swoją ukochaną i prawie mu się to udaje, ale dwa ptaszki, dorodne orły, porywają mu narzeczoną sprzed nosa.

Żeby ją odzyskać, Thorgal, Bjorn i ich ludzie muszą zorganizować wyprawę. Kończy się fiaskiem, złością i wzajemnymi oskarżeniami. Ale Thorgal uparcie i z determinacją szuka narzeczonej. I co? Znajduje! A przy okazji odkrywa prawdę o swoim pochodzeniu. Bardzo ciekawa ta prawda. Gwiezdny lud, gwiezdny statek, wymarła rasa oraz czarodziejka (ta zdradzona), która wiąże z Thorgalem pewne nadzieje.
Nadzieje mało perspektywiczne, bo sięgają tylko jednego pokolenia w przód.
"Musiałam  cię odnaleźć i ożenić z moją córką. To był jedyny sposób, aby ocalić nasz byt"[1]
Tom drugi kończy się słowami Thorgala:
"Chcę tylko pokoju, by żyć szczęśliwie... pod gwiazdami" [2]
Od razu przypomniał mi się fragment o sadzeniu marchewek - kto ciekaw, zagląda tu.

Skupiam się na fabule, a coś o rysunkach? To może z okazji następnego tomu.

---
[1] "Wyspa lodowych mórz" , tom drugi serii Thorgal, scenariusz Jean Van Hamme, rysunki i projekt okładki Grzegorz Rosiński, przekład z francuskiego Ewa Nowak, "Orbita", Warszawa 1991, s.47
[2] Tamże, s.48

środa, 16 lipca 2014

"Człowiek w samochodzie" Stefan Lemar - uwaga, książka z 1959 roku


Zwykle powieści kryminalne z PRL-u charakteryzowały się tym, że zagadkę - czy to była zbrodnia, czy np. przestępstwo gospodarcze - rozwiązywał bystry i przystojny porucznik milicji.

Tu jest zupełnie inaczej. W detektywa bawią się dwaj cywile, którzy znaleźli trupa w samochodzie na poboczu. To Roman - student ostatniego roku medycyny (specjalność medycyna sądowa) i jego dziewczyna Hanka, studentka prawa. Tworzą tandem niczym Sherlock i Watson. Roman odgrywa rolę detektywa, zbiera dowody, błyskotliwie kojarzy fakty i wyciąga wnioski. Poza tym jest irytująco zarozumiały, a jego głównym motywem jest nie dojście do prawdy, a wyprzedzenie milicji. Hankę wykorzystuje bez skrupułów, zlecając jej czarną robotę, szowinista jeden.

Kiedy Roman  w końcu nawiązuje współpracę z organami ścigania, a raczej organy z nim, to zamiast uczciwie współpracować - kpi, drwi, ukrywa dowody i nie mówi całej prawdy.
"- Popatrz pan lepiej, panie Pinkerton z obywatelskiej milicji - wyszydzał. - Popatrz i pomyśl. Zapomina pan o własnej dewizie: lepiej trzy razy pomyśleć niż raz strzelić byka". [1]

Niesympatyczny facet ten Roman Ilecki, z kartki na kartkę coraz mniej go lubiłam, a za to sekundowałam sympatycznemu i bystremu sierżantowi prowadzącemu sprawę (ha, patrzcie pierwszy akapit, na pewno ten zabieg był celowy).

Znak czasów:
"- Najpierw towar, potem zapłata - oświadczyła. - To nie pralka ani telewizor"[2]
Kto pamięta talony? Albo machlojki dewizowe? Kiedyś dolary były zakazane... Co za czasy były...

---
[1] "Człowiek w samochodzie" Stefan Lemar, Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, Warszawa 1959, s. 198
[2] Tamże, s. 69.

wtorek, 15 lipca 2014

"Gra o tron. Powieść graficzna" G.R.R. Martin - zaiste, grrrrrrr...


Podobno termin "powieść graficzna" wymyślono po to, by odróżnić bardziej ambitne pozycje od nieskomplikowanych historyjek o superbohaterach, takich ze szczątkową fabułą, nazywanych komiksami. No dobrze, rozumiem to.

Ale jak tak patrzę na "Grę o tron" w wersji obrazkowej, to za nic nie pasuje mi tam termin "powieść".  To bardzo subiektywne wrażenie i nie jestem w stanie do końca to dookreślić, ale od powieści oczekuję więcej. Wymagam. Tu dostaję komiks, mdłe narysowanie kilku scen i kilkunastu postaci. Próba opowiedzenia historii, którą wymyślił Martin, w obrazkach - historii bogatej, wielowątkowej, z niuansami - moim zdaniem się nie powiodła.

Mało dynamiki, poszarpana narracja, płaskie postacie, rysowane na jedno kopytko (początkowo miałam problem z rozróżnianiem osób), opowieść podbudowana całą masą tekstu (to najbardziej wypełniony narracją komiks, jaki widziałam) - to minusy tej pozycji. Jeszcze wyjątkowo ograniczona mimika.

Mam wrażenie, że dla kogoś, kto nie czytał powieści, komiks będzie wyjątkowo niejasny. Mam też wrażenie, że ta "powieść graficzna" powstała, żeby zarobić jeszcze trochę kasy. Po sukcesie książki i filmu ktoś się rozejrzał i pomyślał, co by tu jeszcze.. O, komiks! A następne będą figurki w zestawach w McDonaldzie.

Ogółem - tylko dla miłośników, albo dla maniaków, zakochanych w Pieśni Lodu i Ognia i wyciągających ręce po wszystko, co z tym związane.

"Gra o tron. Powieść graficzna. Tom 1" autor George R. R.Martin, adaptacja Daniel Abraham, rysunki Tommy Patterson, tłumaczenie Michał Jakuszewski, Wydawnictwo Amber, 2012. 
"Gra o tron. Powieść graficzna. Tom 1" autor George R. R.Martin, adaptacja Daniel Abraham, rysunki Tommy Patterson, tłumaczenie Katarzyna Przybyś-Preiskorn, Wydawnictwo Amber, 2013.

niedziela, 13 lipca 2014

[Thorgal] "Zdradzona czarodziejka" Jean Van Hamme, Grzegorz Rosiński - yeah, poznałam Thorgala!


Poznałam faceta. Przystojny, wysoki, muskularny. Niezłe ciacho. Do tego poznałam go w momencie, kiedy wzbudzał we mnie spore emocje, tak to jest z kobietami, że włącza im się instynkt opiekuńczy, gdy widzą faceta przykutego do skały przez najwyraźniej wrednego sukinkota. Toteż na sponiewieranego przystojniaka spojrzałam łaskawym okiem, a potem jeszcze okazało się, że facet jest uczciwy, prawdomówny, rycerski i szlachetny, Wow! Thorgalu, mrau.

Oczywiście szybko okazało się, że facet ma przyklejoną do siebie babeczkę, smukłą blondynkę z dużymi... oczami. Ech. Nikt nie jest idealny.

No dobrze, bohaterowie są całkiem, całkiem, a co z fabułą? Też nie jest źle. Zdradzona czarodziejka pojawia się praktycznie od razu, zagarnia Thorgala, przyjmuje od niego przysięgę na wierność, wykorzystuje go (nie, nie tak), aż doprowadza do sytuacji, że wrodzona prawość bohatera bierze górę nad danym czarodziejce słowem. Thorgal rzuca w cholerę służbę u ognistowłosej królowej lodowych wysp, obejmuje krzepkim ramieniem wątłą kibić ukochanej Aarici i razem spoglądają w kierunku zachodzącego słońca. Słodko.

W tym tomie jest jeszcze jedna opowieść - tym razem o tym, jak Thorgal trafia do lodowej szczeliny, gdzie czas biegnie inaczej. Mieszkają tam trzy piękności, wabiące mężczyznę jak Kirke. Tylko że jedna z nich pragnie zobaczyć niebo. To piękne pragnienie.

Do następnego razu, Thorgalu.

"Zdradzona czarodziejka", scenariusz Jean Van Hamme, rysunki Grzegorz Rosiński, Hachette Polska sp. z o.o., Warszawa 2014.

czwartek, 10 lipca 2014

"Zamek z piasku" Magdalena Witkiewicz - lepiej niż poprzednio

Z dziećmi to jest bardzo różnie. Pojawiają się na świecie całkiem nieoczekiwanie, czasem znów pozostają w sferze marzeń, choć się na nie czeka z utęsknieniem. Jak już są, dają w kość. Ale dają też mnóstwo radości.
Łatwo nie jest.

"Zamek z piasku" to potwierdza, że łatwo nie jest. Zwłaszcza gdy para stara się o dziecko, długo i bezskutecznie. Kolejne cykle, testy owulacyjne, mierzenie temperatury i zbliżenia według zegarka. Potem badania, które czasem wykryją jakiś problem i jest źle, albo też problemu żadnego nie widać i jest jeszcze gorzej. Gdzieś w tym wszystkim ginie więź między małżonkami - i wcale nie piszę teraz tylko o bohaterach książki, tylko o wielu parach, niektóre znam osobiście.
Więź się rozluźnia, a gdzieś tam z boku nagle wykwita, jak kwiatek na bagnie, pocieszyciel czy pocieszycielka, oferuje ucho chętne do słuchania, ramię do oparcia się i tak to leci... Smutne. Ale czy tak jest zawsze?...

Co do wrażeń podczas czytania: to jest tak, jakby ktoś opowiadał mi historię, jak to ona i on, jak to coś im nie wyszło i jak to się skończyło. Gawęda prosto do ucha, historia prosto z życia. Wciąż brak mi tu szerszego tła (jak w "Opowieści niewiernej"), pogłębionych charakterystyk postaci (oprócz dwóch czy trzech najgłówniejszych osób), ale teraz nie przeszkadza mi to aż tak bardzo. Książka świeci prawdą, czystą, żywą prawdą.  Do licha, pani Magda, przepraszam, Magda (przeszłyśmy na ty), umie znaleźć sedno.

Jedno mnie tylko zdegustowało - nagminne używanie słowa "ukuć" zamiast "ukłuć". To nie jest to samo, szanowna korekto! Nie spać tam!

Dzięki, Magdaleno, za pożyczenie książki!
Zamek z piasku [Magdalena Witkiewicz]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

"Zamek z piasku" Magdalena Witkiewicz, Wydawnictwo Filia, Poznań 2013.

poniedziałek, 7 lipca 2014

"Rzeka bogów" Ian MacDonald - ale durnoty


Seria Uczta Wyobraźni gwarantuje dobrą, wymagającą lekturę. Toteż pożyczyłam sobie "Rzekę bogów", na tapecie mając jeszcze "Ciemny Eden". Myślę sobie: łyknę jedno, poprawię drugim, czad, ale mi wymasuje zwoje mózgowe, aż mi neurony zaiskrzą.
Och, jakże się pomyliłam.

Po jasnej, klarownej narracji z "Ciemnego Edenu" dostałam historię złożoną z wielu wątków, co w zasadzie mi nie przeszkadza, ale do tego doszła chaotyczna, krzykliwa narracja rodem z teledysków z MTV. Czytałam i co rusz się denerwowałam, mamrocząc pod nosem "ale durnoty". Po czym rzucałam na półkę, brałam z powrotem, czytałam kawałek, znów się denerwowałam i odkładałam. Zupełnie bez sensu, trzeba było odłożyć zaraz po pierwszym mamrotaniu, ale wciąż miałam nadzieję, że na następnej stronie będzie jakieś objawienie, które mi wynagrodzi stracony czas. Nie powiem, intrygowało mnie też Tabernakulum, pozaziemski artefakt i byłam ciekawa, czym się w końcu okaże.

Żeby dostać się do Tabernakulum, musiałam przebić się przez mnóstwo rozdziałów, każdy traktował o innej postaci. Poniżej lista:
- Shiv - drobny rzezimieszek
- pan Nandha - gliniarz tropiący zbuntowane SI (aeai)
- Shaheen Badoor Khan - polityk z niebezpieczną słabością
- Najia - dziennikarka
- Lisa - naukowiec akademicki
- Lull - profesor Lisy
- Tal - neutko, czyli osobnik płciowo obojętny
- Vishram - były komik, obecnie indyjski przedsiębiorca
- Pavrati - żona pana Nandhy

Każda z tych postaci opowiada własną historię, każda z tych historii opływa w szczegóły, każda aż po uszy zanurzona jest w gęstych didaskaliach. Każdy wątek tętni życiem, śmiercią, miłością, zamieszkami, narkotykami, spiskami politycznymi, zdradami, nadzieją na lepszą przyszłość... no dosłownie wszystkim, co tylko można wetknąć w powieść. Obyczajówka, romans, s-f, kryminał, thriller, do tego wyższa matematyka i sztuczne, ale całkiem żywe inteligencje.

Wszystko to utopione w gorącym, zawiesistym, indyjskim sosie, gęsto naszpikowanym wyrazami z hindi - jest słowniczek na końcu książki, można sobie sprawdzać.

Całość absolutnie nie dla mnie. Cóż. Ale na pewno dla kogoś innego.

P.S. Czknęło mi się "Nexusem", gdy przeczytałam to:
"[...] zajmowali się interfejsami człowiek - aeai, a konkretnie, wszczepianiem białkowych macierzy procesorowych do struktur neuronowych, bezpośrednimi połączeniami mózg -  komputer".*

---
* "Rzeka bogów" Ian MacDonald, przełożył Wojciech M. Próchniewicz, Wydawnictwo MAG, Warszawa 2009, s. 486.

niedziela, 6 lipca 2014

Liebster Blog znów, tym razem od Zakochanej Księżniczki

Zakochana Księżniczka nominowała mnie do Liebster Blog Award, za co bardzo dziękuję :)

 Zadała do tego kilka pytań, na które trzeba odpowiedzieć:

1.Zdjęcie twojej ulubionej książki.
To nie jest pytanie, to zadanie! Ale co tam, zdjęcie się znajdzie:


2.Jak wybierasz książki?
Mam coraz bardziej uzasadnione podejrzenia, że to książki wybierają mnie. Przybywają pocztą, wpychają się do toreb, pojawiają się znienacka na półkach...

3.Co ważniejsze, książki czy przyjaciele?
Przyjaciele.

4.Jak polecisz komuś swój ulubiony gatunek literacki?

Pisząc bardzo entuzjastyczne recenzje na blogu. Tak właśnie zachęcam do komiksu, gatunku bardzo niedocenianego.

5.Ulubione wydawnictwo i dlaczego?

Właściwie nie kategoryzuję tak wydawnictw, bo niby dlaczego? Lubić można poszczególne książki, jakie wydaje. Ale jak tak się zastanowić, to może MAG. Znak też całkiem nieźle wydaje, tak samo Muza.

6.Gdzie kupujesz książki?

Teraz to już prawie wyłącznie w księgarni "Victoria" w Zabrzu. 

7.Słuchasz muzyki kiedy czytasz?

O nie, w ogóle.

8.Podaj swoją ulubioną nute i opisz zespół z którego ona pochodzi. : )

Zakochana Księżniczko, to pytanie nie do mnie, jestem gdzieś z boku społeczności, która potrafi się szeroko i interesująco wypowiadać na tematy muzyczne. 

9.Co jest twoją pasją?

Książki, czytanie, rozmawianie i pisanie o nich. Także pisanie wiecznym piórem oraz kolekcjonowanie notesów, czystych i zapisanych. :)

10.Wstaw rysunek swojej ulubionej postaci. (twój rysunek, nie ważne że nie umiesz rysować).

 Znów zadanie! Odmawiam, stanowczo odmawiam, bo ja naprawdę nie umiem rysować. 
Ale za to daję rysunek z książki:

11.Ulubiony cytat! :)
A proszę bardzo:

„Niezwyciężony”, krążownik drugiej klasy, największa jednostka, jaką dysponowała baza w konstelacji Liry, szedł fotonowym ciągiem przez skrajny kwadrant gwiazdozbioru.


Na tym koniec, to moja trzecia nagroda, właściwie powinnam nominować kolejne osoby i zadać im pytania, ale jestem na wakacjach i jakoś nie mam weny do wymyślania pytań. Za czwartym razem na pewno to zrobię (tak myślę, nie obiecuję, ale się postaram). 
Do miłego zobaczenia!

środa, 2 lipca 2014

"Berek" Anna Pawłowska-Koziar - poezja. To nieczęste u mnie


Nie znam się na poezji, od zawsze wolę prozę. No dobrze, wyjątkiem są limeryki, które sama piszę na różne okazje, a także wiersz "Dziewczyna" Staffa. "Berka" wygrałam w konkursie, przeczytałam, a potem zaczęłam się zastanawiać, co właściwie przeczytałam.

To zbiór wierszy i poetyckich opowiadań, pisanych z głębi serca, poruszających intymne struny, bardzo, bardzo osobistych. Nie wszystkie podobają mi się pod względem językowym, nie wszystkie błędy wyłapała korekta - ale za to wszystkie bez wyjątku są przejmująco szczere. Przyznam się, że momentami czułam się nawet nieco nieswojo, jakbym podglądała cudze życie.

Ale to autorka tak zdecydowała, że pokaże swoje myśli, emocje i historię, więc niby dlaczego mam czuć się nieswojo? Ach, jakoś tak mam. Szczególnie mocno to odczułam, gdy czytałam opowiadanie o miłości, stracie, bólu i tęsknocie.
"Jak on mógł mi to zrobić - on - człowiek, przez którego w połowie czułam się stworzona?"[1]

Widać etapy w tej książce. Pierwszy to rozrachunkowy, mocno bolesny. Kolejny to taki, gdzie widać wybaczenie, zapomnienie, akceptację. A jeszcze następny to czysta radość życia.
"Przyszła na świat mała dziewczynka...
Zdrowa kruszynka - taka słodka, delikatnością pachnąca.
Na imię ma Zuzanna..."[2]

Mimo że nie lubię nadmiaru wielokropków czy nieuzasadnionych myślników, to te wiersze są tak przesycone radością i szczęściem, że trzeba się uśmiechnąć.

Tomik, to widać, powstał w ramach autoterapii i spełnił swoją rolę doskonale. Brawo i gratuluję. Pani Anna znalazła w sobie mnóstwo siły, by złapać swoje szczęście i realizować marzenia. Chyba jednym z tych marzeń było założenie własnej firmy. Rzepianka produkuje koszulki z przyrzepianymi aplikacjami - naprawdę super pomysł. Krzyś ma taką, lubi, jak ma aplikację na koszulce, ale tak samo lubi pokazywać uśmiechniętą buzię, która jest pod spodem, czyli na podkładzie pod aplikację. Podoba mi się.
A tu strona Rzepianki na facebooku. 

P.S. Nie, notka nie jest sponsorowana w żaden sposób :)

---
[1] "Berek" Anna Pawłowska-Koziar, Warszawska Firma Wydawnicza s.c., Warszawa 2012, s.12
[2] Tamże, s. 65

wtorek, 1 lipca 2014

Porzeczki

Zaczęły się wakacje. Wyjechaliśmy z dziećmi na wieś. Czereśnie nie dopisały w tym roku, ale porzeczki jak najbardziej. Pyszne są!
Zabrałam ze sobą torbę książek, ciekawe, ile z nich uda mi się przeczytać - miałam wziąć tylko czytnik, ale są takie pożyczone, które czekają już tyyyyele, że oj. Na razie kończę kryminał Marthy Grimes (świetny).

Słońca życzę sobie i Wam wszystkim!