środa, 13 sierpnia 2014
"Kochanek doskonały" Krystyna Nepomucka - melancholijna poro...
Zmarła matka Krystyny i jest smutno, bardzo smutno od samego początku. Bo jak może nie być smutno, gdy umiera najbliższa osoba? Co dalej? No cóż. Zwykłe życie. Praca w szpitalu. Ewa na studiach, wiecznie zaplątana w jakieś węzły z mężczyznami. Ojciec i jego ciągłe kombinowanie. Wizyty Wykolejeńca niezmiennie niosące strach przed oszustwem czy kradzieżą. Wreszcie Busio, który jak zły duch rzepu nie chce się odczepić od byłej małżonki.
Gdzie kochanek w tym wszystkim? Spokojnie, pojawia się. Nawet dwie sztuki. Jeden mało doskonały, bo zdradza z młodszą. Drugi, doskonalszy, to Piotruś, którego już nic nie trzyma w Anglii (owdowiał), więc przylatuje i urządza się w Polsce. Liczy, że Krystyna urządzi się razem z nim.
Początkowo jest cudownie, sielankowo, wspaniale. Miłość, szczęście, wspólne wieczory, trzymanie się za rękę. Za doskonale. Trach krach i jak się psuje, to na całego. Kochanek doskonały okazuje się być niedoskonałym. Ewa popada w tarapaty, ojciec źle inwestuje swoje (i nie tylko) oszczędności...
Sama Krystyna ponosi wielką stratę, ale to silna kobieta. "Jakoś to będzie" - to powiedzonko przyswoiła od ojca i cóż, wciąż jakoś to bywa.
Ten tom zaczyna się od śmierci i kończy się śmiercią, mocno jest przez to melancholijny. Jak jesień.
"Kochanek doskonały" Krystyna Nepomucka, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1991.
sobota, 9 sierpnia 2014
"Krowa Matylda na wakacjach" Aleksander Steffensmeier - kury rządzą!
Krowę Matyldę znamy już z zabawy w chowanego, miałam wtedy zastrzeżenia, że za mało jest krowy w krowie. Odwołuję, bo tu krowy w krowie jest całe mnóstwo.
Matylda postanowiła wyjechać na wakacje. Wykazała imponującą energię:
"Matylda czekała godzinę.
Matylda czekała dwie godziny.
Ale kiedy po trzech godzinach wciąż nie było śladu autobusu... niepocieszona Matylda ruszyła w drogę powrotną do domu".
Oczywiście to żarcik - bo faktycznie, mimo braku autobusu, krowa poradziła sobie śpiewająco. Znalazła śliczną łączkę, rozwiesiła hamak i zaczęła się relaksować ze znawstwem i wprawą.
Gospodyni i całej reszcie zwierzaków wcale nie podoba się to, że Matylda tak dobrze się bawi. Jednak zamiast zazdrościć, zakasują rękawy i organizują moc atrakcji, żeby pokazać, że w gospodarstwie też jest fajnie. Dzięki temu i Matylda ma wakacje - i mieszkańcy gospodarstwa imprezę za imprezą.
Teraz będzie dygresja. Książka trafiła do nas w trakcie wakacji na wsi (ależ traf!) i mieliśmy niezłą zabawę, kiedy szukaliśmy w książce tego, co mamy za oknem. Czyli gospodyni jest, traktor jest, kury są (ha, miałam okazję kupować kury na targu, dacie wiarę?), pies jest. Jest ogródek z krzakami porzeczek, jest hamak, ciasto co jakiś czas. Zamiast festynu urządzaliśmy grilla w sadzie. Ha!
Książka jest przeznaczona dla dzieci, ale i ja, słusznego wieku babka, miałam niezły ubaw obserwując kury, nieme gwiazdy planu drugiego. Co robi kura, gdy wypada z traktora podczas powrotu z zakupów? To proste, bierze taksówkę. Turniej badmintona w wykonaniu kur genialny. Kurzy grill - obok kiełbasek na talerzyku leżą dżdżownice. I czaderskie kurze tango. :)
Bardzo dziękuję wydawnictwu Media Rodzina za książkę!
"Krowa Matylda na wakacjach" Aleksander Steffensmeier, tłumaczyła Emilia Kledzik, Media Rodzina, Poznań 2014.
czwartek, 7 sierpnia 2014
[Thorgal] "Upadek Brek Zarith" czyli Thorgal, odsłona szósta
Sama nie wiem. To bardzo dziwne i pokrętne skojarzenie, ale mam wrażenie, że obecność Aaricii w albumie powoduje, że poziom tegoż spada. Może przesadzam?
Ten tom odebrałam w ambiwalentny sposób. Malarsko przepiękna okładka (głowa starca przykuwa wzrok na długo, to chyba przez kontrast suchej, pobrużdżonej twarzy z przepychem delikatnej koronki kołnierza), a w środku brutalne i krwawe zderzenie dwóch kultur. Dekadenckiego królestwa Brek Zarith z siermiężnymi Wikingami. Żadna z tych społeczności tak naprawdę nie przepadła mi do gustu, ale obie są oddane znakomicie.
A co u Thorgala? Znakomicie. Odnalazł zaginioną żonę, dostał od niej po łbie, odnalazł też syna, ale nie zorientował się, że to jego potomek, dał się uwięzić w skalnym labiryncie przez szalonego starca... słowem pasmo sukcesów.
Ten facet z całą pewnością nie może narzekać na nudę w swoim życiu. Chociaż zawzięcie deklaruje, że pragnie tylko spokoju z rodziną, gdzieś na zadupiu, to tę deklarację los mu uparcie torpeduje. Taki los!
"Upadek Brek Zarith", tom szósty serii Thorgal, scenariusz Jean Van Hamme, rysunki Grzegorz Rosiński, przekład z francuskiego Wojciech Birek, Egmont Polska, Warszawa 2009.
niedziela, 3 sierpnia 2014
[Thorgal] "Ponad krainą cieni" Jean Van Hamme, Grzegorz Rosiński - urwało mi łeb
Coś się stało. Pstryk i coś przeskoczyło. Niepojęte. Do tej pory miałam serię o Thorgalu za cykl historyjek o dzielnym łuczniku, cykl niezobowiązujący, narysowany całkiem całkiem, ale bez urywania łba. Aż tu nagle biorę do ręki "Ponad krainą cieni", otwieram na pierwszej stronie i gapię się na te trzy deszczowe kadry jak urzeczona.
Urwało mi łeb.
| Plansza z http://www.bedetheque.com/ |
Oglądam błotnistą uliczkę, przechodniów pogrążonych a to w rozmowie, a to we własnych myślach, stragan koło pręgierza pod zaimprowizowanym daszkiem z kawałka płótna, wałęsające się zmoknięte psy, zbrojnych rycerzy na koniach... Przyglądam się i zgaduję, a raczej się zastanawiam, gdzie biegnie, rozchlapując kałuże, płowowłosy wyrostek - może coś zwędził z kramu i ucieka? Badam wzrokiem budynek gospody, na balkonie widać, choć ledwo ledwo, dwie postacie. Ciekawie, co tam robią. Patrzę, ile deszczu już napadało na te płócienne daszki straganów, zaraz trzeba będzie zlać tę wodę, bo zrobi się ciężko i daszek się urwie. Zaraz, a ten wyrostek to czasem nie wspólnik tego blond chłopaczka, którego złapali dwaj mieszczanie i trzymają mocno za ramię czy za ucho? Może blondasek zwędził sakiewkę, rzucił wspólnikowi, ale sam nie zdążył zwiać? A ci...
I tak bym jeszcze mogła pisać i pisać, postaci na tej stronie jest ponad trzydzieści!
W dalszej części historii zaś Shaniah (to ta zbuntowana małolata z poprzedniego tomu) uciekając przed krokodylem, przepięknie drapuje się na pniu (nie chodzi o wdrapywanie się, tylko kunsztowne ułożenie). A te fantastyczne oczy z gęstymi rzęsami, piegi na policzkach i dołeczki w łokciach - wizualnie zachwycająca!
| Plansza z http://bd2didier.canalblog.com |
Następny przystanek - ogród Asgardu,przepiękny, zielony, pachnący, z kwiatami i owocami wieczności, a do tego strażniczka kluczy. Cudowności!
Ale Rosiński zaskakuje mnie dalej. Z bajecznego ogrodu bohaterowie przenoszą się do czarnej pustki poprzecinanej tylko nićmi. Cóż za drastyczna zmiana! Ale głębi wcale nie mniej, a jakby więcej.
I kolejna zmiana, ach, co za kontrasty, już nie czerń, ale biel. Biały labirynt, białe motyle dusz zmarłych, zbielała twarz dziewczyny płacącej za miłość najwyższą cenę...
I żeby nie było, że cały ten album to tylko rysunki, to scenariusz, gdzie Thorgal od żebraka staje się znów walecznym twardzielem, gdzie jego towarzyszka (nie żona) jest tak uroczo uparta i zakochana, gdzie oboje wykazują się niezwykłą odwagą - jest fantastyczny. Wielkie brawa, panowie. Czytanie i oglądanie tego właśnie tomu Thorgala to była dla mnie wielka przyjemność.
"Ponad krainą cieni", tom piąty serii Thorgal, scenariusz Jean Van Hamme, rysunki Grzegorz Rosiński, przekład z francuskiego Wojciech Birek, Egmont Polska, Warszawa 2013.
piątek, 1 sierpnia 2014
[Notes] Kilka słów o notatniku CONCEPTUM®
Tyle już piszę o książkach, że to staje się nudne. Może dla odmiany parę słów o czymś, co też lubię, kolekcjonuję i namiętnie używam. O notesach.
Dziś o notesie, którego aktualnie używam do:
1. Prowadzenia spisu książek przeczytanych
2. Prowadzeniu spisu książek nabytych i zbytych
3. Spisywaniu wrażeń z przeczytanych książek, czasem z cytatami
Notes to CONCEPTUM® niemieckiej firmy Siegel (strona firmy to www.sigel.de). Kolor okładki - grafitowo-biało-czerwona kratka.
Notes wyprodukowano w 2010 roku (o ile (c)2010 Sigel GmbH oznacza rok produkcji) w Niemczech. Kupiłam go w sklepie TK-Maxx w Czeladzi za 27 PLN.
Co notes posiada? Mnóstwo.
Zdjęcia szczegółów notesu można obejrzeć tu - klik - jest też wideo, polecam.
Używam notesu od kwietnia, a jest sierpień i muszę przyznać, że intensywne używanie wpłynęło na dwie rzeczy:
Po pierwsze, wyrwała się szlufka. Jest wklejona pomiędzy okładkę a kartonową wyklejkę. Wklejenie (nieoceniony mąż) to kwestia kilku minut. Kropelka załatwia sprawę (uwaga, zachodzi jakaś reakcja chemiczna i miejsce klejenia się grzeje, śmiesznie jest).
Po drugie, leciutko pękła okleina okładki, ta w kratkę. No tak, zamykam notes i otwieram naprawdę często. Miała prawo.
Trzecia wada, ale to już obecna od początku, nie nabyta, to za mocne klejenie kartonowej wyklejki do pierwszej strony. Przeszkadzało mi to, bo ze spisu treści korzystam bezustannie i rozerwałam. Teraz jest szpara, źle wygląda, ale nie przeszkadza.
W notesie piszę wyłącznie piórem, no, piórami. Bardzo dobrze przyjmuje atrament, nie strzępi, nie rozlewa, nie przebija na drugą stronę. No dobra, przebija, ale tylko przy stalówkach maczankach, gdy atramentu jest naprawdę sporo na papierze.
Pismo, zwłaszcza te po mokrym piórze (mam takiego mazaka Parkera) prześwituje przez kartkę, ale absolutnie nie zamazuje czytelności. Poniżej próbki różnych piór, różnych atramentów (pamiątka z Pelikan Hub Katowice Poland).
Papier jest gładki (w skali 1-6 oceniłabym na 5), lekko kremowy (nie śmiem pisać ecru, bo mnie panowie wygwiżdżą). Liniatura, tak jak i numeracja stron, jest w kolorze szarym.
Notatnik jest naprawdę świetny i polecam bez wahania. Chętnie zakupiłabym w formacie A5, ten jest ciutkę za duży.
P.S. Do tych szarości na okładce, tasiemce itp bardzo pasuje atrament Faber von Castell "Stone Grey". :)
Dziś o notesie, którego aktualnie używam do:
1. Prowadzenia spisu książek przeczytanych
2. Prowadzeniu spisu książek nabytych i zbytych
3. Spisywaniu wrażeń z przeczytanych książek, czasem z cytatami
Notes to CONCEPTUM® niemieckiej firmy Siegel (strona firmy to www.sigel.de). Kolor okładki - grafitowo-biało-czerwona kratka.
Notes wyprodukowano w 2010 roku (o ile (c)2010 Sigel GmbH oznacza rok produkcji) w Niemczech. Kupiłam go w sklepie TK-Maxx w Czeladzi za 27 PLN.
Co notes posiada? Mnóstwo.
- Wymiary: 177 x 260 x 18 mm
- Twarda okładka - bardzo się przydaje, gdy trzeba coś zapisać na kolanie
- Zamykanie na gumkę
- Szlufka na pióro
- Dwie tasiemkowe zakładki, jedna czarna, druga srebrna
- Dwie kieszonki na luźne karteczki, jedna z przodu, mniejsza, w kształcie trapezu; druga duża, prostokątna, na końcu notesu
- Spis treści zajmujący dwie strony
- Numerowane strony od 1 do 194 (spis treści nie jest numerowany)
- Perforacja stron od 155 do 194 - można je łatwo wyrwać
- Kartki są poliniowane, co 5 mm, bez bocznych marginesów
- Zaokrąglone brzegi papieru
Zdjęcia szczegółów notesu można obejrzeć tu - klik - jest też wideo, polecam.
Używam notesu od kwietnia, a jest sierpień i muszę przyznać, że intensywne używanie wpłynęło na dwie rzeczy:
Po pierwsze, wyrwała się szlufka. Jest wklejona pomiędzy okładkę a kartonową wyklejkę. Wklejenie (nieoceniony mąż) to kwestia kilku minut. Kropelka załatwia sprawę (uwaga, zachodzi jakaś reakcja chemiczna i miejsce klejenia się grzeje, śmiesznie jest).
Po drugie, leciutko pękła okleina okładki, ta w kratkę. No tak, zamykam notes i otwieram naprawdę często. Miała prawo.
Trzecia wada, ale to już obecna od początku, nie nabyta, to za mocne klejenie kartonowej wyklejki do pierwszej strony. Przeszkadzało mi to, bo ze spisu treści korzystam bezustannie i rozerwałam. Teraz jest szpara, źle wygląda, ale nie przeszkadza.
W notesie piszę wyłącznie piórem, no, piórami. Bardzo dobrze przyjmuje atrament, nie strzępi, nie rozlewa, nie przebija na drugą stronę. No dobra, przebija, ale tylko przy stalówkach maczankach, gdy atramentu jest naprawdę sporo na papierze.
Pismo, zwłaszcza te po mokrym piórze (mam takiego mazaka Parkera) prześwituje przez kartkę, ale absolutnie nie zamazuje czytelności. Poniżej próbki różnych piór, różnych atramentów (pamiątka z Pelikan Hub Katowice Poland).
Papier jest gładki (w skali 1-6 oceniłabym na 5), lekko kremowy (nie śmiem pisać ecru, bo mnie panowie wygwiżdżą). Liniatura, tak jak i numeracja stron, jest w kolorze szarym.
Notatnik jest naprawdę świetny i polecam bez wahania. Chętnie zakupiłabym w formacie A5, ten jest ciutkę za duży.
P.S. Do tych szarości na okładce, tasiemce itp bardzo pasuje atrament Faber von Castell "Stone Grey". :)
czwartek, 31 lipca 2014
"Każdy pies ma dwa końce" Krystyna Boglar - wyrosłam
Są książki dziecięce i młodzieżowe, które się nie starzeją i możemy je czytać, czy mamy lat siedem, czy siedemdziesiąt. Ale są też i takie, które powinno się przeczytać w odpowiednim czasie i więcej do nich nie wracać, co więcej, jeśli się nie trafiło na nie w odpowiednim czasie, to nie powinno się już do nich sięgać.
Tak jest w przypadku "Każdy pies ma dwa końce". Z sentymentem wspominam film "Nie głaskać kota pod włos", nakręcony na podstawie książki Krystyny Boglar o tym samym tytule. Przygody sympatycznej PRL-owskiej rodzinki tryskały optymizmem mimo wszelkich kłód, bel i patyków rzucanych pod nogi.
"Każdy pies ma dwa końce" jest historią o tej samej rodzinie, tym razem na wakacjach. Ale czytam, czytam, ma być śmiesznie, nie jest, ma być sympatycznie, jakoś nie bardzo...
Wyrosłam z tego. Pewnie i dzisiejsi siedmiolatkowie też, bo czy im to się w głowie pomieści, że luksusem jest podróż wakacyjna przez Polskę zapchanym po dach maluszkiem?
No i dla kogo teraz jest ta książka? Moim zdaniem - już dla nikogo, smutna i zapomniana, może już tylko zestarzeć się z godnością...
"Każdy pies ma dwa końce" Krystyna Boglar, Krajowa Agencja Wydawnicza 1978.
wtorek, 29 lipca 2014
[Thorgal] "Czarna galera" Jean Van Hamme, Grzegorz Rosiński - dwie zagadki
Ależ to wszystko na pierwszy rzut oka w ogóle z sobą nie gra! Tytuł to "Czarna galera"; na okładce Thorgal walczący z uzębioną po dziąsła panterą czy innym jagularem; pierwsza strona zaś to słodkie scenki rodzajowe. Na scenkach żółte ścierniska, wozy pełne snopków ze zbożem, błękitne niebo i wieśniacy rozebrani do pasa. Thorgal w tym wszystkim czuje się jak ryba w wodzie, macha z werwą widłami, a po pracy poklepuje z czułością po brzuchu ciężarną żonę.
Gdzie w tym wszystkim jakaś galera? Oczywiście, pojawia się na horyzoncie, ma na pokładzie tych złych, ci źli mają złe zamiary i niedobre jakieś oczy, Thorgal musi stawić czoła przeciwnościom, w tle pałęta się zbuntowana małolata brużdżąca z całych sił. Jak to mówią reżyserzy: "Kamera... AKCJA!" i akcja kręci się z całych sił.
Zaczynam już wyłapywać mu stałe elementy tego cyklu. Thorgal jest zawsze prawy i szlachetny, Aaricia zawsze porywana lub zniewalana, ci dobrzy to przeważnie prości ludzie niewielkiego majątku, możni zaś są utyci. Aha, jeszcze jedno, Thorgal musi trochę powyprężać tors. Na chwałę Odyna.
Na koniec tego tomu mamy dwie zagadki: po pierwsze, jakie wichry dziejów będą miotały Aaricię i jej brzuszek? Po drugie, co to za dziwny wisior na szyi Thorgala? Wcześniej, zdaje się, go nie było.
"Czarna galera", tom czwarty serii Thorgal, scenariusz Jean Van Hamme, rysunki Grzegorz Rosiński, przekład z francuskiego Joanna Lamprecht, "Orbita", Warszawa 1990.
piątek, 25 lipca 2014
"Pod Zawianym Kaczorem" Martha Grimes - hekatomba!
Kolejny tom przygód Richarda Jury'ego spełnił z nawiązką moje oczekiwania. Jest angielsko aż do szpiku kości, jest Stratford, jest Szekspir i jego sztuki. Jest ciotka Agatha! Baba tak nadęta i gruboskórna, że do jej przekłucia trzeba by użyć gwoździa, a nie szpilki. Uwielbiam obserwować, jak Melrose Plant zręcznie ją wymanewrowuje - sama bym tak nie umiała. Ale nie jestem angielskim dżentelmenem jak Plant, który nigdy nie traci równowagi. Tak myślałam. Jakież było moje zaskoczenie, gdy Plant ją utracił i walnął w stół laską, żeby przerwać potok wymowy swojego rozmówcy! Poszło o Szekspira. No tak, żaden Anglik nie zdzierży, gdy mu się bezcześci świętość narodową.
"Melrose, który uważał wybuchy złości za coś nie tylko emocjonalnie wyczerpującego, ale także niegodnego dżentelmena, rzadko sobie na nie pozwalał. Teraz jednak trzasnął laską o stół, na co Harvey podskoczył wraz ze swoim komputerem.
- Za dużo sobie pozwalasz! - zawołał. - Przecież to chyba jeden z najpiękniejszych sonetów*, jakie kiedykolwiek powstały".[1]
A zbrodnia? Iście angielska, w stylu Kuby Rozpruwacza. Ofiary giną, gdy krew z podciętego gardła zalewa im całe ciało, dodatkowo jeszcze pocięte brzytwą przez mordercę. Straszne. Okropne. Przerażające. Hekatomba.
Giną członkowie amerykańskiej wycieczki. Przy każdym ciele policjanci znajdują fragment wiersza. A Jury'ego ogarnia zgroza, bo nie wie, jak długi jest ten wiersz i ilu jeszcze ludzi zginie.
Tak. Próbowałam wytypować mordercę, mając na uwadze trzy najbardziej typowe motywy zbrodni (pieniądze, zemsta i miłość), ale za dobrze się zamaskował. Jury jest zdecydowanie lepszy w te klocki.
Jak dwa meteory przewijają się przez powieść kobiece postacie, znane mi już z poprzednich części cyklu. To Jenny Kennington, do której wzdychał Jury:
"Jury zaciągnął się papierosem. smakując jej usta niczym ulotne wspomnienie, po czym go oddal [....] Wpatrywała się w jakiś punkt w powietrzu ponad jego ramieniem.[...] Spróbował się uśmiechnąć, ale nie za bardzo mu to wyszło".[2]Oraz Vivian Rivington, co do której nie jestem pewna, kto do niej wzdychał, ale chyba Melrose Plant. Chociaż...
"Ależ oczywiście, Vivian na pewno pamięta Richarda Jury'ego, a Jury, co znacznie ważniejsze, na pewno pamięta ją. Melrose nie miał wątpliwości, że niegdysiejsze zainteresowanie Jury'ego było więcej niż profesjonalne. Teraz jednak wyglądało na to, że gdzieś za kulisami egzystuje ta Kennington..."[3].Uwielbiam Marthę Grimes i jej powieści.
---
[1] "Pod Zawianym Kaczorem" Martha Grimes, przełożyła Anna Jarzębowska, WAB, Warszawa 2010, s. 204
[2] Tamże, s. 161
[3] Tamże, s. 127
* - sonet 87
środa, 23 lipca 2014
[Thorgal] "Trzech starców z krainy Aran" Jean Van Hamme, Grzegorz Rosiński
Miałam napisać o rysunkach - i świetnie się składa, że jestem przy trzecim tomie, bo pierwsze strony są tak cudownie, malarsko oddane. Górskie zbocza, lasy i ścieżki przedstawione tak, że chciałabym tam być i jechać na jednym koniu z Thorgalem w zieloną dal (tak na marginesie, ależ Aaricia ma skąpego ojca, nawet konia w posagu nie dał).
Rosiński sprawdza się nie tylko w rysunkach natury (pięknie odmalowane pionowe skały, upiorny zamek na czarnym jeziorze czy burza na jeziorze), ale fantastycznie rysuje ludzi. Sceny zbiorowe na przykład: mnóstwo ludzi w wiosce, małe postacie (z konieczności) na rysunku, a dokładnie widać, że ci ludzie powłóczą nogami, a oczy mają wielkie i nieobecne.
Pojedyncze postacie zaś mają wypisany charakter na twarzy. Jasnowłosy rycerz w białym płaszczu i z równie białym uzębieniem ma szczery i przyjacielski uśmiech. Wiking w hełmie z rogami ma szeroką twarz, prawie całkowicie zasłoniętą rudym zarostem i wielkie bary; widać, że lubi chwytać byka za rogi, ale bystrością nie grzeszy. Jeszcze inny obieżyświat ma z kolei wąską lisią twarz i małe, blisko osadzone oczka, podstępny wredol.
| http://pl.thorgal.wikia.com |
Cudownie, szkoda tylko, że Aaricia, dziewczyna przecież wcale nie taka głupia (w co gorąco wierzę, bo dowodów na razie nie mam) przedstawiana jest jako głupiutka, wielkooka blondi, wzdychająca tylko "Och, ach, Thorgalu!"
P.S. Brawa dla Thorgala, nie dał się tym trzem starcom z Aran, paskudnym i samolubnym bezzębnym staruchom, no i dodatkowe brawa za zdolność do poświęceń.
"Trzech starców z krainy Aran", tom trzeci serii Thorgal, scenariusz Jean Van Hamme, rysunki Grzegorz Rosiński, przekład z francuskiego Wojciech Birek, Egmont Polska, Warszawa 2000.
poniedziałek, 21 lipca 2014
"Pomnik" Lloyd Biggle, Jr - bierzcie i czytajcie zaprawdę powiadam wam
Fprefekt mi polecił "Pomnik", po przeczytaniu udałam się na jego bloga, żeby podziękować za polecankę, a tam okazało się, że minął rok od tamtego zapisu! Za dużo! Jeśli macie zamiar przeczytać tę powieść, nie zwlekajcie tak długo! Bierzcie i czytajcie, natychmiast, powiadam wam, bo zaprawdę warto.
"Pomnik" to historia Langri, planety przepięknej, z cudownymi krajobrazami, błękitno-szmaragdowym morzem, plażami z białego piasku, z klimatem idealnym dla człowieka. Na planetę dawno temu trafili ludzie.
"Człowiek był istotą obcą w tym świecie; tubylcy musieli być potomkami członków jakiejś zaginionej ekspedycji kosmicznej lub zapomnianej grupy kolonizatorów, która zabłądziła tu setki lat temu. Poza mięsem kolufa - i to po długotrwałej obróbce - oraz kilkoma gatunkami korzeni i jagód, fauna i flora tej planety była śmiertelnie trująca dla człowieka. Na szczęście człowiek był równie trujący dla tamtejszych zwierząt". [1]Ha, no proszę, echa niedawno przeczytanej lektury się odzywają: planeta, mimowolni osadnicy, przetrwanie. Lubię takie echa. No, ale akurat ta kwestia nie jest głównym tematem powieści. Na planetę trafia przypadkowo Cerne Obrien (skłaniałabym się bardziej ku pisowni O'Brian ze względu na płomiennorude włosy) - żaden tam zdobywca kosmosu, odkrywca czy badacz. Zwykły mechanik, który próbuje sobie dorobić, kręcąc się tu i tam w przestrzeni, aż wreszcie awaryjne lądowanie zmusza go do zatrzymania się w jednym miejscu.
Obrien z konieczności urządza się jak tylko umie najlepiej i dożywa późnej starości w otoczeniu licznej rodziny i sąsiadów. Już, już prawie ma odejść do domu wiecznej szczęśliwości, gdy zdaje sobie sprawę, że Langri jest łakomym kąskiem dla branży turystycznej. Jeśli ludzie ponownie na nią trafią, to ją zadepczą w swym nieopanowanym pragnieniu zadeptywania wszystkiego, co piękne i czyste. Wymyślił więc Plan. Plan przez duże "P" - i zaiste, wart jest wielkiej litery. Dzięki niemu bowiem tubylcy będą mogli zachować planetę tylko dla siebie, co wcale nie jest ksenofobicznym kaprysem, a koniecznością. Plan wymaga czasu, mnóstwa pracy i dyscypliny od mieszkańców Langri. Cała "wojna" będzie się bowiem toczyć w cywilizowany sposób, czyli na sali sądowej, co dla niepiśmiennych ludzi może okazać się nieco trudne.
Sala sądowa mnie zachwyciła.
"Sekretarz Wyland włączył komputer; Jarnes pochylił się w napięciu, trzymając na konsoli ręce gotowe do działania, i czekał na pierwsze dowody Khorwissa.Jakże to różne od sytuacji, gdy Hamilton Burger z wściekłością wykrzykuje "zgłaszam sprzeciw!" w odpowiedzi na pytanie Perry'ego Masona do świadka.
Z towarzyszeniem ostrego dźwięku "ping" pojawiły się one w formie symboli u góry lewego ekranu - ekranu powoda. Jarnes popatrzył na nie i z żalem sięgnął do swych nielicznych dysków z dowodami. Zabrzmiało jeszcze jedno "ping" i teraz jego dowody ukazały się w formie symboli u góry ekranu z prawej strony. Trzecie "ping" nastąpiło prawie natychmiast i symbole zniknęły z obu ekranów - komputer uznał je za równoważne".
Uśmiechnęłam się na widok fragmentu:
"Protz krążył po sterowni i wesoło pogwizdywał, zręcznie przeliczając dane na suwaku logarytmicznym. Technicy ledwie nadążali ze sprawdzaniem jego obliczeń na komputerach".Takie to lemowe w wyrazie, rodem z pilota Pirxa.
Natomiast ten mnie zirytował:
" - A czego pan ich uczy?Wyśmiewać się z tego, że ktoś uczy innych? Fuj. Pogardy godne. Ale czy nie tak właśnie zachowuje się biały człowiek wobec choćby Aborygenów całkiem jeszcze niedawno?
- Czytania i pisania.
Zdziwiona patrzyła na niego przez chwilę, a potem wybuchnęła śmiechem.
- Po co? Do czego im to będzie potrzebne, jak już się nauczą?
- Kto wie? To bardzo inteligentne dzieci. Może kiedyś na Langri stworzą swoją własną, wielką literaturę?"
Cudowna książka, czytelnikowi nie jest dane pojąć w pełni istoty Planu aż do samego końca. Palce obgryzałam ze zniecierpliwienia!
Sami się przekonajcie.
"Pomnik" Lloyd Biggle Jr, przełożył Marek Cegieła, "Alfa" 1986
Subskrybuj:
Posty (Atom)















