środa, 18 lutego 2026
"Oto początek naszej historii" Tobias Wolff
Jest sobie żołnierz. Wojna, okopy, żołnierz ma tego wszystkiego dość, każdy by miał. I wtedy dostaje wiadomość, że odsyłają go do domu, na pogrzeb matki. Ponieważ w jednostce jest osoba o tym samym imieniu i nazwisku, żołnierz wie, że zaszła pomyłka, że to ten drugi powinien pojechać, ale nic nie mówi, ma dość wojny, chce wyjechać za wszelką cenę.
czwartek, 5 czerwca 2025
"PoznAI przyszłość. Opowiadania o umyśle i nauce" antologia
Jak podchodzić do zbioru opowiadań: zbiorczo czy pojedynczo? Można i tak i tak. Ja jednak, ponieważ z tego zbioru będę wybierać jakieś opowiadanie do nagrody Zajdla, pozwolę sobie skomentować każde oddzielnie, pa miętając, że wszystkie biorą na tapet podobne tematy: sztuczną inteligencję i jej wpływ na człowieka, naturę i naukę.
wtorek, 13 czerwca 2023
"Intrigo" Håkan Nesser - audiobook
Powoli odkrywam tego autora. Najlepiej wchodzi mi przez uszy, toteż przeszukuję półki w bibliotecznym audiobookowym regale - i tak trafiłam na "Intrigo".
Zbiór pięciu opowiadań, czytanych przez Adama Baumana, prezentują się naprawdę dobrze, pod warunkiem, że jest się w połowie tekstów. Początki są trudne. Końce poniekąd przewidywalne. Za to środki są naprawdę miodne.
Pierwsze opowiadanie, "Tom" lub według innych źródeł "Intrigo", eksploatuje motyw powracającego do domu skruszonego syna marnotrawnego. Powrotu, którego nikt się nie spodziewał, nikt go nie chce ani nie potrzebuje.
czwartek, 9 grudnia 2021
"Opowiadania najlepsze" Philip K. Dick
Z Dickiem to jest tak, że się go zna, nawet jak się go nie czytało. Pomysły, na jakie wpadał, wykorzystywano wszak w filmach, tworząc z rzadka arcydzieła, a całkiem często zgrabne i zajmujące opowieści. Jeśli chodzi o tę pierwszą kategorię, to bezapelacyjnie jest to "Blade Runner", ale to przecież na podstawie książki, nie opowiadania.
Spójrzmy więc na te "Opowiadania najlepsze" i od razu wydłubiemy tekst "Wypłata", na podstawie której nakręcono film "Zapłata" (w roli głównej Ben Affleck). Człowiek pracujący dla korporacji poddaje się czyszczeniu pamięci po zakończeniu kontraktu, a zamiast wypłaty otrzymuje kopertę z drobiazgami, które sam sobie przesłał. Kojarzycie? Drugie tak znaczące opowiadanie to "Fałszywy człowiek". Obcy rzekomo podszył się (przybrał postać) pod pewnego inżyniera, rzecz w tym, że inżynier stanowczo temu zaprzecza. Film ma tytuł "Impostor. Test na człowieczeństwo" i gra w nim Gary Sinise. Niestety, spłycono go bardzo, filmowcy bowiem chcą być bardziej optymistyczni niż Dick.
czwartek, 30 stycznia 2020
"Diabeł w maszynie" Anna Kańtoch (Domenic Jordan powraca!)
"Diabeł w maszynie" składa się z pięciu opowiadań, z ciekawą numeracją, bo zaczynającą się od zera:
0. "Portret rodziny w lustrze"
1. "W ciemności"
2. "Anatomia cudu"
3. "Diabeł w maszynie"
4. "Majstersztyk".
Niektóre z nich ukazały się wcześniej w różnych miejscach, stąd też miłośnicy autorki mogli poczuć deja vu (mąż przy czytaniu tak mruczał pod nosem). Jednak posiadanie opowiadań w jednym (i jeszcze tak pięknie wydanym!) tomie to czysta frajda.
środa, 27 listopada 2019
"Rozstaje" antologia Śląskiego Klubu Fantastyki
Zaczyna Krystyna Chodorowska opowiadaniem "W taniej służbie jej królewskiej mości". Taniej, zwróćcie uwagę. Akademia, w której szkoli się młodych ludzi we władaniu mieczem, leczeniu ziołami i posługiwaniu się magią, podupada finansowo. Zmagania mistrzów z tym problemem są tylko tłem - choć przyznaję, nader barwnym - do przedstawienia procesu decyzyjnego jednego z magów. Trochę mi tam brakowało rzeczywistego tąpnięcia i potrząśnięcia za bary, ale czytałam z przyjemnością. "Hop z drabiny do hrabiny" - znacie to powiedzenie? Pasuje tu.
Dygresja: dlaczego Krystyna Chodorowska była "zabita przez Petera Wattsa w powieści Echopraksja"?
wtorek, 17 września 2019
Fenix Antologia 6-7/2019
Polskie opowiadania
Radka Raka "Baśń o wężowym sercu" to coś, co się czyta płynnie, z zachwytem, trochę jak poezję. Powinno się zaczynać "dawno, dawno temu", bo to i dziedzice, i odrabianie pańszczyzny, i "duchy we wierzbach mieszkające" - a gdzie w dzisiejszych czasach zamieszkałe wierzby? Wycięte...To fragment powieści, tak zręcznie dobrany, że się chce więcej. Pachnie mi "Kysiem" Tatiany Tołstoj, ale malutko i właściwie sama nie wiem, czemu. Może się skuszę.
piątek, 29 marca 2019
"Harda Horda" antologia opowiadań
Powstanie Hardej Hordy widziałam niemalże na własne oczy: skrzyknęło się kilka autorek przed ważną imprezą targową. Dziewczyny przygotowały materiały o sobie i pojechały się promować. A teraz proszę - wydały swoją antologię!
W przedmowie autorstwa Anny Misztak jest mowa o "kobiecej literaturze" (twór mglisty i właściwie nieokreślony), o samej grupie, a także o motywie przewodnim antologii, jakim jest przekraczanie granic. Ta antologia to także przekroczenie pewnej granicy, zmiana stanu skupienia grupy, fizyczne zaistnienie ich wspólnego dzieła.
Przekraczanie granic wspaniale pojemny temat, bo granice można znaleźć wszędzie: między światami żywych i umarłych, między światami równoległymi, między miłością a nienawiścią, przeszłością a przyszłością... Czujecie? Wszystko, co się napisze, pasuje! Obrazoburczo przypuszczam, że ten temat to tylko ładna podkładka, a autorki pisały, co im w duszy gra, nie przejmując się tematem przewodnim. Bo jak się przyjrzeć opowiadaniom, to choć kilka motywów się powtarza (dzieci, nekromanci, apokalipsa), to i tak każde należy traktować oddzielnie, z całą uwagą, na jaką zasługuje.
wtorek, 19 marca 2019
"Fenixa" - czyli Fenix antologia 5/2019
Fenixa w całości, wróć, Oramus nie jest kobietą, prawie w całości napisana jest przez kobiety. Czy to ma jakieś znaczenie? Otóż tak.
Porównałam sobie obecne czasy, kiedy to antologie opowiadań wyrastają jak grzyby po deszczu, a autorek jest w nich tyle samo, co autorów, z dawnymi. Niechby to były lata osiemdziesiąte, kiedy zaczynałam z czytaniem i fantastyką w szczególności. Antologii też było sporo, te wszystkie "Kroki w nieznane" czy "Spotkania w przestworzach" - ale autorek było w nich jak na lekarstwo. Nie wierzę, że nie umiały pisać, pewnie nie chciały, bo trudno się było przebić.
Teraz mamy sporo świetnych tekstów. Lubię to.
poniedziałek, 3 grudnia 2018
[gra planszowa] "Babciu, dziadku, jak to wtedy było?"
To mało typowa gra planszowa, ba, odnoszę wrażenie, że plansza jest dodana do gry tylko po to, by było wiadomo, kiedy skończyć rozgrywkę. Jej sednem i istotą jest bowiem opowiadanie i słuchanie. Rozgrywka z grubsza wygląda tak: uczestnicy gry wybierają sobie po pionku, stawiają na planszy na polu start, po czym moderator gry testuje karty z obrazkami i rozdaje po pięć graczom. Karty z pytaniami tasuje i kładzie do góry dnem na kupce, niech czekają. Teraz następują dwa etapy: pierwszy to opowiadanie historii, drugi to odpowiadanie na pytania.
sobota, 24 listopada 2018
Fantastyka za darmo! Antologie opowiadań fantastycznych.
Miłośnicy opowiadań fantastycznych nie mogą w ostatnim czasie narzekać. Wyszło bowiem sporo darmowych publikacji (w większości elektronicznych), które można ściągnąć, przeczytać i mieć w ten sposób mnóstwo frajdy czytelniczej.
Pozwolę sobie wymienić tu kilka z nich, a jeśli macie jeszcze jakieś linki, to poproszę o info w komentarzu!
czwartek, 11 października 2018
"To, co najlepsze: Tom 2" Harlan Ellison
Kim był Harlan Ellison? To mało znany w Polsce (choć to się akurat szybko zmienia) amerykański pisarz science fiction. Przez kilkadziesiąt lat pracy twórczej zdobył mnóstwo nagród i wyróżnień za swoje utwory: Hugo, World Fantasy Award, Nagroda Brama Stokera, Nebula. A u nas... cisza. Pomijany przez wydawców i tłumaczy, aż do teraz, kiedy to wydawnictwo Prószyński i S-ka postanowiło wydać zbiorcze tomy opowiadań Ellisona "To, co najlepsze". Dobry ruch.
środa, 19 września 2018
"Nieziemsko piękna szafa" Kir Bułyczow
Jeden z zakupów Polkonowych 2018. Mój ulubiony rosyjski pisarz, tym razem w krótkich formach. Takich tomów opowiadań wybranych przez Pawła Laudańskiego są dwa, ale drugi przejrzałam na szybko i stwierdziłam, że większość opowiadań już znam (chodzi o tom "Ostatnie sto minut"), a "Nieziemsko piękna szafa" to dla mnie prawie same nowości.
Przeczytanie takiego tomu opowiadań dla kogoś, kto wychował się na rosyjskiej fantastyce, jest jak łyk chłodnego wina w upalny dzień. Górnolotnie zabrzmiało, co?A jednak to prawda, tak się czułam.
Zbiór zawiera dziesięć opowiadań i zaczyna się od znanej mi "Śnieżki" - to ta, o której pisałam, że mogłaby być z Pawłyszem. Z przyjemnością przypomniałam sobie tę opowieść. Resztę opowiadań pochłonęłam w mgnieniu oka. Czegóż tam nie ma!
piątek, 27 listopada 2015
"Sodomion" Jacek Inglot - miłość i seks w przyszłości
"Sodomion" jest zbiorem opowiadań o jednym wspólnym mianowniku: jak będziemy radzić sobie z uczuciami w przyszłości.
Trochę to temat po macoszemu traktowany w literaturze s-f, autorzy wolą się skupić na podróżach w czasie czy spotkaniach z obcymi, a uczucia czy seks są rzadko wspominane - pomijam tu takie kurioza jak "Wschodzący Eros" Resnicka. A przecież miłość i seks oraz towarzyszące im emocje to wyjątkowo ważne motory napędowe ludzkich działań. Mogą ulec wynaturzeniu czy przeobrażeniom? Mogą! Mogą zostać całkiem zapomniane? Chyba raczej nie...
W zbiorze dostałam jedenaście opowiadań. Większość z nich trzyma się Ziemi, ale są i takie, gdzie autor przeniósł mnie w kosmos - przyznam się od razu, że te właśnie opowiadania: "Śniąc o Dulcynei" i "Powrót robinsona" najbardziej przypadły mi do gustu. Zwłaszcza ten drugi tekst, pełen melancholii, poczucia winy i wewnętrznych rozliczeń. Ten samotny robinson przypomniał mi "Tak bardzo chciał być człowiekiem" Markowskiego, a utwór ten swego czasu mocno mnie chwycił za serce i umysł, echa tego uścisku tkwią we mnie do dziś. Już za samo to przypomnienie należą się autorowi podziękowania.
W reszcie opowiadań Jacek Inglot analizuje kierunki, w jakich może rozwinąć się społeczeństwo / system społeczny / ludzie. A czasem też bawi się konwencją horroru, czego przykładem są "Konsumenci" czy "Umieraj z nami". On się bawi, a mnie to nie bawi, taki już mój czytelniczy los, że horrory to nie moja bajka.
Świetnie wychodzą autorowi te opowiadania, w których dotyka sedna problemu, czyli właśnie uczuć. "Kochaj swoją Celię" na przykład. Czy rzeczywiście przeniesiemy swoje uczucia na maszyny z braku osób odpowiednich do pokochania? Zaprogramowana wzajemność nam wystarczy? Sądzę, że w takiej formie, jaką zaprezentował autor, nie (Celia jest mechaniczną lalą), ale gdy w grę wejdzie autentyczna sztuczna inteligencja, może być różnie.
"Śmierć Tristana" jest tak ciepłą, romantyczną historią, że aż włączył mi się tryb wzdychania. Ach, te nieśmiertelne miłości.
Mocne punkty zbioru to pierwsze i ostatnie opowiadanie. "Grono" pokazuje mocno karykaturalny obraz przyszłości, gdzie seks gra pierwsze skrzypce. Niewesoła jest konkluzja, że gdy się z życia wyruguje miłość, świat stanie się pusty. A "Turystka" zawiera bardzo ciekawe i niestety gorzkie przemyślenia na temat społeczeństwa.
Cywilizacja rozpada się na dwie kultury: starych, gustujących w "mocnych" emocjach, oraz młodych, dla których najmniejsze nawet objawy przemocy są nie do przyjęcia.[...]
Młodzi jednosystemowcy [...] mdleli ze strachu i dawało się zrobić z nimi wszystko.[...] [Gabi] była homo hodiernus, człowiekiem dzisiejszym, istniejącym tylko w nieustannym "teraz", jakby zapętlonym w maszynie czasu. Przyszłości po prostu miało nie być.*
Dobrze się bawiłam, natrafiając tu i ówdzie na literackie nawiązania: czy to do Lema, czy Strugackich, czy (najoczywistsze, bo tytułowe) do Biblii. Dobrze się bawiłam w ogóle czytając zbiór, bo Jacek Inglot pisze - hm, nie do końca wiem, jak to ująć - przejrzyście, przezroczyście, nienagannie warsztatowo (jeden drobny błąd to tyle co nic). Można się bez przeszkód skupić na tym, co pisze, a nie jak (bo czytam właśnie Moersa i powiem, że czasami to, że tak bardzo widać język powieści, odrobinę przeszkadza).
Teraz przydałoby się jakieś podsumowanie, prawda? Takie coś, na co niecierpliwy czytelnik, specjalista od pierwszego i ostatniego akapitu, może od razu rzucić okiem. Coś w stylu "czytać czy nie czytać?". No to proszę bardzo:
Czytać.
Sama chętnie bym sprawdziła coś dłuższego, nie opowiadania. Krótkie formy bardzo lubię, ale to dłuższe bardziej mi zapadają w pamięć.
Na koniec parę słów o okładce, muszę, inaczej się uduszę. Otóż mocno zwraca uwagę na siebie i równie mocno nie pasuje moim zdaniem do okładki. Nie podoba mi się, ale poświęciłam chwilę na zanalizowanie przyczyn niechęci i wydaje mi się, że wiem, skąd to. Istnieje pewien pierwotny lęk przed wężami u naczelnych, przed pełzającymi, łuskowatymi stworami z rozdwojonym językiem, lęk wdrukowany genetycznie w mózg. Toteż sporo osób, spojrzawszy na okładkę, pomyśli sobie "ależ obrzydliwa". Weźmie do ręki albo splunie ze wstrętem, ale w jakiś sposób zwróci uwagę. Czy taka była intencja, panie Wysocki?
Jeszcze chciałam podziękować za egzemplarz książki, tylko że nie wiem, czy zawdzięczać go wydawcy, czy autorowi, bo dostałam go od koleżanki, toteż, żeby nie było niejasności: dzięki, Ola!
Edit: dorzucam na prośbę spis opowiadań.
1. Grono. Krótka story o miłości
2. Kochaj swoją Celię (z " Bohaterowie do wynajęcia: Dwanaście najbardziej zwariowanych opowiadań w historii SF!", 2004)
3. Powrót robinsona (NF 2000)
4. Śniąc o Dulcynei (ukazało się wcześniej w "Archowum XXI: Najlepsza fantastyka z konkursu Machiny", 1990)
5. Sodomion ("czyli Prawdziwa Istność Bytu" NF 1990)
6. Mała Nikita (Fenix 1992)
7. Umieraj z nami (z antologii "Czarna msza", 1992)
8. Konsumenci (Fenix 1993)
9. Inquisitor (NF 1993 jako fragment powieści która ukazała się 1996 w wyd. Rebis)
10. Śmierć Tristana (SF 2001)
11. Turystka
---
*- "Sodomion" Jacek Inglot, Uroboros, Warszawa 2015, rysunki Wacław Wysocki, s. 330.
wtorek, 17 lutego 2015
"Odwlekane porządki" Marcin Borkowski
Jeśli chodzi o debiuty, jestem sceptyczna, nie wiadomo, na co się trafi, przyłożył się autor, czy też wypchnął z siebie stos słów, bo go dusiło.
Ten autor do mnie napisał, podał linka do strony, gdzie wisi fragment powieści, zaoferował też całość, gdybym chciała. Nie chciałam, zerknęłam tylko na stronę, żeby zobaczyć, co to, czy to chłam taki jak "Rzeczy na P".
Od niechcenia zassałam też na kundelka, po czym rzuciłam tylko okiem na pierwsze opowiadanie.
Zanim się obejrzałam, byłam pod koniec trzeciego rozdziału, oderwałam się na chwilę tylko po to, by napisać do autora z prośbą o całość, po czym czytałam dalej. Jak zaczarowana.
"Odwlekane porządki" są zbiorem opowiadań o grupie ludzi z Warszawy. Tak upraszczając trochę, można by napisać, że ta grupa to koledzy z klasy, ale to by było krzywdzące uproszczenie, bo wątki sięgają wstecz, do ich przodków, przodkowie też są w pewien sposób powiązaniu i właściwie też są bohaterami. Historia rozciąga się nie tylko w czasie (sięgając do II wojny światowej), ale i w przestrzeni, zahaczając o Nową Zelandię.
Każde z opowiadań ma inny motyw przewodni, z bardzo dobrze dobranym tytułem (lubię, gdy po przeczytaniu tytułu po pewnym czasie zapomniane wątki sobie wskakują na swoje miejsca w pamięci); każda też ma nieco inny zestaw bohaterów, a także inny czas akcji. Całkiem nieźle czyta się o tych samych osobach młodych, potem w średnim wieku, w końcu o staruszkach.
Wszystko się ze sobą splata, tworząc wielopiętrową, skomplikowaną, ale jednocześnie spójną i kompletną opowieść.
Borkowski kupił mnie starociami. I językiem.
Autor trafił w mój gust (och, to na pewno przypadek), zaczynając powieść od porządków w starej, zapomnianej rupieciarni, w której bohaterowie znajdują rzeczy niezwykłe. Nie żadne klejnoty czy złoto, o takich rzeczach marzyłam, jak miałam dwanaście lat. Teraz marzę o pamiątkach z przeszłości, sentymentalnych drobiazgach, pożółkłych zdjęciach, wyblakłych dokumentach. To wszystko w tej rupieciarni, czyli modelarni, się znalazło i wyrwało mi z piersi potężne westchnienie zazdrości.
Jest jeszcze coś, co czyni książkę tak dobrą w odbiorze. To język. Swobodny, naturalny, płynny. Marcin Borkowski umie się nim posługiwać, bez dwóch zdań. Albo też mocno nad książką pracował. Albo miał znakomitego redaktora czy korektora czy obu. Lub też wszystko naraz. W powieści nie ma udziwnionych, wydumanych metafor, nie ma też przegięcia w drugą stronę, czyli nadmiernego uproszczenia. Wszystko jest na swoim miejscu. To się po prostu czyta.
Na uwagę zasługuje też dbałość o szczegóły historyczne - z prawdziwym zainteresowaniem wczytywałam się w przypisy wyjaśniające mało znane pojęcia czy opisujące miejsce w Warszawie, te obecne i te już nie istniejące.
No dobrze, a minusy?
Czy książka ma jakieś wady? Bo na razie chwalę, jakby to było cudeńko literackie. Otóż ma. Jest za krótka. Blogowa koleżanka mówiła mi kiedyś, że nie sięga po książki debiutantów liczące mniej niż ileś tam stron (nie pamiętam ile), bo w krótkiej formie nie można dobrze zarysować bohaterów i uwiarygodnić ich charakterologicznie. Tu się to potwierdziło. Postacie są ładnie zarysowane, ale mało rozbudowane i czasem musiałam się mocno nagłowić, żeby skojarzyć, że młodzieniec z jednej opowieści oraz inżynier z drugiej to ta sama osoba.Brakowało mi jeszcze jakiegoś mocnego akcentu na zakończenie. Właściwie, nie powinnam tego wymagać od zbioru opowiadań, ale skoro czyta się to jak powieść, to dlaczego by nie rozwiązać fabularnie "Odwlekanych porządków" jak powieść?
Motto.
"Nadążenie za czterema pokoleniami Kozłowskich i zmieniającymi się podmiotami domyślnymi stanowiło poważne wyzwanie, ale obraz układał się w jakąś całość"Ha, proszę, autor sam sobie napisał motto książki.
Edit: Oto strona książki: http://www.bpp.com.pl/odwlekaneporzadki/ - tu się można zapoznać z częścią opowiadań, jest też link do legimi, gdzie jest całość.
P.S.1. Dowiedziałam się, co to jest stratygrafia!
P.S.2. Dodatkowy plus za czytanie Zajdla (chociaż... dla mojego i pana Borkowskiego pokolenia to przecież standard).
P.S.3. Polecam, no pewnie, że polecam!
"Odwlekane porządki" Marcin Borkowski, wydane przez BPP Marcin Borkowski, Warszawa, 2014.













