Jeśli ktoś chce przeczytać tę powieść, uprzedzam, iż to bardzo obszerna książka. Setki stron, mnóstwo nazwisk, ogrom informacji. Przyznam, że poczułam się nieco przytłoczona, przyznam się też, że z przytłoczeniem poradziłam sobie, czytając na raty oraz opuszczając niektóre partie tekstu.
"Córki Wawelu" zbudowano na fundamencie losów Dosi, karlicy z wawelskiego zamku, towarzyszki królewien Anny, Zosi i Katarzyny, córek Bony Sforzy i króla Zygmunta. Te postacie (i inne z królewskiego dworu) to jednak tylko nieliczne najjaśniejsze gwiazdy na niebie, pomiędzy którymi autorka rozsypała milion mniejszych gwiazdek. Te gwiazdki to informacje, wiedza o wszystkim, co działo się w Polsce i Europie we wczesnych latach nowożytnych, ze szczególnym uwzględnieniem losów kobiet, jakże często pomijanych w opracowaniach historycznych.
Z jednej strony, widząc ten natłok faktów i wątków, ma się ochotę zakrzyknąć: dość, za dużo tego na moją biedną głowę! Z drugiej - to jest napisane tak, że widać to, czym autorka darzy historię: ciekawość, czułość, chęć zgłębiania powodów zdarzeń, szukanie motywów... ta badawcza pasja i zachwyca, i onieśmiela jednocześnie.
Jednak warto. Niekoniecznie jednym ciągiem, niekoniecznie od deski do deski, ale warto. Ciekawe, co powiem, jak przyjdzie tu autorka, pani Anna i wypomni mi to wybiórcze czytanie. ;)
"Córki Wawelu. Opowieść o jagiellońskich królewnach" Anna Brzezińska, Wydawnictwo Literackie, 2017.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz