Zaczynam czytać i od razu mam dreszcze: oto autor powolutku roztacza przede mną wizję świata, w którym śmiercionośny wirus dziesiątkuje ludzkość na Ziemi. Oho - myślę sobie - tego właśnie baliśmy się od lat i dlatego epidemia covidowa tak nami wstrząsnęła.
Ish jest z pozoru zwyczajnym mężczyzną, który właśnie wędruje po górach, badając do pracy magisterskiej ekologię obszaru Black Creek. Przez ukąszenie jadowitego węża kilka dni ma wyrwane z życiorysu, a gdy powraca do żywych, ze zdumieniem odkrywa, że świat zmienił się w przerażający sposób. Ludzie wymarli, powaleni zjadliwym wirusem, ocaleli nieliczni, struktury rządowe, społeczne, wszystkie, upadły, cóż dalej?
