"Baranek Bronek" zauroczył mnie swego czasu i zauroczenie trwa wciąż. Teraz zyskałam nowy obiekt westchnień, kotka Splotka.
Kotek jest małym czarnym kociakiem, który pierwszy raz ma iść do szkoły i trochę się tego obawia. Scena wychodzenia z domu, kiedy to drzwi przylepiają się do łapek, albo latarnia staje na drodze - znana jest z autopsji prawie każdemu rodzicowi.
Przedszkole okazuje się bardzo ciekawym miejscem, a nietypowy przyjaciel Splotka - myszka Zygmunt, wprowadza wiele dodatkowego kolorytu. W takich książeczkach wszystko się dobrze kończy. Uwielbiam to. Pyzatą panią Kizię-Mizię też uwielbiam. I Zygmunta. I to, że marginalnie pojawia się Baranek Bronek. Puchatość kotka Splotka i jego pokręcony ogonek zasługują na medal.
Czemu tak długo zwlekałam z zakupem tej książki, kompletnie nie rozumiem. I chcę więcej kotka, niech go wydają w Polsce, ile wlezie!
"Kotek Splotek" Rob Scotton, tłum. Jędrzej Polak, Vesper, 2010.


