Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gry. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 marca 2019

Dziennik 29 - interaktywna gra książkowa


Gra książkowa podobna nieco do gry karcianej "Escape room" - tylko trudniejsza. Serio, łamię sobie głowę od paru ładnych dni i jeszcze nie doszłam do końca.

Sama zasada jest prosta: musimy po kolei rozwiązywać zagadki, rozwiązania wpisywać w odpowiednie miejsce na stronie www, a za poprawną odpowiedź otrzymuje się słowa-klucze. Należy je sobie zapisywać, bo później wykorzystuje się je w kolejnych zagadkach.

sobota, 26 stycznia 2019

"Roblox - encyklopedia postaci" i "Minecraft - wielka kolekcja konkstrukcji"


Dziś omówienie dwóch pozycji związanych z grami komputerowymi. Sama nie gram w Minecrafta ani Robloxa, dlaczego więc na moim blogu pojawiają się publikacje poświęcone tym grom? Och, to proste, mam dziewięciolatka na stanie, uległam jego namowom i zamówiłam.
 
 

piątek, 26 lutego 2016

Gra edukacyjna memory "Pojazdy" Jacek Bonecki


Przepadam za grą memory, uważam, że to doskonały sposób na ćwiczenie pamięci i na koncentrację. Z dziećmi do tej pory grałam - albo one grały - w odmiany dość proste, z kolorowymi obrazkami typu miś, lala itp. Z ciekawszych widziałam też dwujęzyczne memo w książce o kocie Chesterze.

Teraz dostałam w ręce grę nieco wyższego szczebla. Toteż do testów zatrudniłam nie dzieci, a starszego siostrzeńca. No i proszę państwa, ograł mnie z palcem w nosie.

piątek, 15 stycznia 2016

"Jaki to zwierzak?" gra planszowa


Gra planszowa dla dorosłych i dla dzieci. Przetestowane, sama grałam. Niestety ze smutkiem muszę stwierdzić, że latka już nie te, refleks się stępił i przegrałam sromotnie z siostrzenicą. Ale grało się fajnie.

Jak to działa?

Na środku stołu umieszcza się dzwonek, obok kostkę, a naokoło, w pięciu kupkach, rozkłada się karty do gry.  Karty są dwustronne. Na jednej stronie jest narysowane zwierzątko nieco zamaskowane, ale rozpoznawalne, po drugiej stronie jest to samo zwierzątko w całej okazałości oraz dwa symbole opisujące jego cechy. Cechy właściwie ograniczają się do ilości nóg oraz pory aktywności. I wystarczy.  Lista tych zwierząt znajduje się w instrukcji. Karty kładziemy zamaskowanymi zwierzątkami do góry.

sobota, 21 listopada 2015

"Plusk!" - gra towarzyska nieplanszowa z wariacjami rehabilitacyjnymi

Dziś chciałam zaprezentować grę od wydawnictwa Egmont. Trudno nazwać ją grą planszową, bo nie wymaga żadnej planszy, jedynie kawałka równej powierzchni.

W małym zgrabnym blaszanym pudełku znajdziemy trzydzieści drewnianych klocków w różnych kształtach i kolorach, woreczek z kropelkami wody (cudne niebieskie plastikowe kryształki, obiekt pożądania moich dzieci) oraz instrukcję.

Jak się gra? Prościzna. 

 

Dobieramy klocki  z pudełka, a potem zaczynamy układać wieżę. Ale uwaga, nie układamy swoich klocków, każdy gracz ma bowiem ze swojego zbioru dać klocek sąsiadowi po lewej  i to sąsiad ma go ułożyć na stosie! Dlatego daje się klocki trudne, bo jak sąsiadowi drgnie ręka i wieża się zawali, to się dostaje punkt, czyli kropelkę wody - stąd nazwa gry "Plusk!". A pechowy sąsiad dostaje klocki, które zrzucił (nie wszystkie, maksymalnie trzy, resztę odkłada się do pudełka). Wygrywa ten, który najszybciej pozbędzie się wszystkich klocków.
Gra dobra na towarzyskie spotkanie, dla dorosłych i dla dzieci. 

czwartek, 3 września 2015

„Tytus, Romek i A’Tomek" – gra planszowa


Od czasu do czasu lubię zagrać w planszówki (dużo ludzi tak ma). Dzięki uprzejmości wydawnictwa Egmont miałam możliwość zapoznania się z grą planszową „Tytus, Romek i A’Tomek”. Znam ten komiks, oczywiście, ucieszyłam się bardzo. Moja siostrzenica, z którą gram (hej, Kamila, pozdrawiam!), była początkowo sceptyczna, mówiąc "ale ja się nie znam na komiksach...". Szybko okazało się, że znajomość jakiegokolwiek komiksu nie jest w ogóle wymagana do gry.

Na czym polega gra?

Na tym, że każdy z graczy ma ułożyć komiksy, jak najwięcej komiksów. Dostaje się małą planszę z miejscem na osiem obrazków, trzeba wypełnić wolne miejsca żetonami z obrazkami. Skąd je wziąć? Kupuje się, a raczej licytuje. Kto ułoży najwięcej komiksów, ten ma największe szanse na wygraną, ale wcale nie wygrywa automatycznie, na wygraną składa się bowiem wiele czynników. Dlatego do końca, czyli do podliczenia punktów, nie wiadomo, kto wygrał.
Punkty zdobywa się za ułożone komiksy (wartość komiksu mierzy się w kokosach), za zdobyte ordery (a tych jest mnóstwo do zdobycia) oraz za debilary (waluta w grze), które nam zostały. Wszystko trzeba zsumować.

Zaskoczenie.

Nie wiem, czy to było celowe zagranie twórców, ale gra jest obliczona na zaskoczenie przeciwnika, tfu, gracza. Raz poczuła się zaskoczona siostrzenica, o czym pisałam wyżej.
Dwa: zaskoczyła mnie obszerna instrukcja, pomyślałam sobie, że, oj, będzie ciężko z porządnym opanowaniem zasad gry.
Trzy: zasady gry są prościutkie, wystarczy raz porządnie przeczytać instrukcję i mieć ją pod ręką w czasie pierwszej rozgrywki.
Cztery: to już nie zaskoczenie, a zadowolenie. Zawsze to ja zaczynałam grę! J Napisano bowiem:
"Gracz, który ostatnio czytał „Tytusa”, otrzymuje figurkę Papcia Chmiela i rozpoczyna rozgrywkę".

Jak to wygląda?

Graficznie gra jest cudowna. Rysunki ze znanego komiksu bardzo mi się podobały. Żetony komiksów małe, ale czytelne, ordery wypasione, kokosy fikuśne. Plansza, na które to wszystko się dzieje, czytelnie rozplanowana i choć elementów gry jest mnóstwo, to każdy szybciutko znajduje swoje miejsce.
Jakościowo – bajka. Wszystko solidne, gruba tektura, wyraźny nadruk, zdecydowane kolory.

Jakieś wady gry?

No właśnie, niby nie, ale jest taki zapis w instrukcji, który i dla mnie i dla dwójki pozostałych graczy był niejasny. Chodzi o pobieranie żetonów z pola „Pracownia Papcia Chmiela” – na tym polu się nie licytuje, tylko po prostu zabiera żetony w kolejności określonej przez zasady. Pierwszy wybiera gracz, który ma na swoich komiksach najwięcej bohaterów i gości.
„Jeśli jest remis, to pierwszy (spośród remisujących) wybiera gracz posiadający figurkę Papcia albo siedzący bliżej figurki, zgodnie z kierunkiem ruchu wskazówek zegara”.
Mieliśmy trzech graczy, ten z Papciem wybierał pierwszy, pozostała dwójka miała remis. No i jak na nasz gust, obydwoje siedzieli tak samo blisko Papcia, niezależnie od tego, w którą stronę chodzi zegar.



Dziękuję za grę Wydawnictwu Egmont, jest naprawdę świetna! 

P.S. Zdjęcia z gry bym wrzuciła, ale mi się gdzieś zgubiły, poszukam.

EDIT: Znalazłam w telefonie zdjęcia.
Plansza i moje komiksy. Mam trzy i na razie żadnych kokosów

Ten mój komiks dostał medal za najgorszy komiks. Ha!

Komiksy współgracza.  Jak widać, ma kokosy.
 

wtorek, 17 marca 2015

Wieczór pełen gier

Niedzielę spędziłam (choć chora, zakatarzona i z bolącymi zatokami) dość aktywnie - przed południem z dziećmi w bawilandii, gdzie dodatkową atrakcją był król Julian w trzech osobach. Po południu natomiast pojechałam z Magdą do herbaciarni w Bytomiu, tam spotkałyśmy się z Kasią i jej mamą. Cel spotkania był jeden - pograć sobie!

Nie mam zbyt dużo okazji, by grać w planszówki albo karcianki, więc jak już się napatoczy okazja, skwapliwie korzystam. Święta Bożego Narodzenia przeznaczone były na scrabble, raz udało mi się pojawić u Janka Oka w antykwariacie i zagrać, a teraz Kasia przywiozła gry z własnych zapasów.

Na pierwszy ogień poszły "Duszki w kąpieli". 


Na stół wykłada się: duszka, żabę, wannę, ręcznik i szczotkę, każda rzecz jest w innym kolorze. Na kartach są obrazki przedstawiające te rekwizyty w różnych konfiguracjach. Z kupki kart po kolei odkrywa się karty i pokazuje ogółowi graczy, ogół analizuje, co widzi na obrazku, po czym chyżo sięga po jedyny słuszny rekwizyt. Liczy się szybkość, liczy się refleks, pach, sprzątnąć komuś spod ręki, oto, to się liczy!
Sromotnie przegrałam. Ale serio, taki miałam opóźniony zapłon, że przegrywałam wszelkie starcia. :) Wtedy na stół wjechały herbaty w czajniczkach, czarki, łyżeczki, miody i inne takie, miejsca zrobiło się mało, więc gra ewoluowała. Nie było szaleńczego rzucania się, było przewidywanie. Każdy brał do ręki upatrzony rekwizyt i czekał na odkrycie karty. Wtedy uzbierałam trochę punktów, ale niestety, gra traci na dynamice i już nie jest tak fajnie.
Zastrzeżenie mam jedno: że myli się kolor szary z niebieskim

Druga gra to "Kajko i Kokosz. Przygody wojów". 

Ech, że też jeszcze nie znam tego komiksu, może kiedyś... Gra z grubsza polega na zdobywaniu łupów (czyli kart ze stołu) o jak największej wartości oraz chomikowaniu ich w porę (zanim przyjdą rozbójnicy i nam je zajumią) do grodu. W wersji rozszerzonej można też łupić współgraczy i to zdecydowanie uatrakcyjnia grę.  Co prawda też sromotnie przegrywałam, ale bawiłam się znakomicie.
Bardzo fajne są rysunki na kartach, jasne zasady, niezbyt skomplikowana, ale wymagająca myślenia zabawa.
Bardzo polecam!

Trzecia gra to "Pan tu nie stał! Demoludy". 

Tym razem przeniosłyśmy się do głębokiego PRL-u i zajęłyśmy się zdobywaniem towarów. Uwaga: zdobywaniem, nie kupowaniem! Wiecie, tak kiedyś było... woziło się za granicę kremy Nivea, a przywoziło tureckie ciuchy.
Toteż proszę: mamy pięć grup towarowych, każda oznaczona innym kolorem, należy zdobyć po jednym towarze z czterech grup (więcej się nie zmieści w samochodzie). Zdobywa się poprzez licytację, stawiając z dostępnych nam kart co się da: wódkę, kryształy, butle gazowe, kryształy czy dolary. Skąd ta wódka? Ano, każdy gracz dostaje na wejście pięć kart, a potem ciągnie z kupki jedną kartę po każdym ruchu. Kto da najwięcej, wygrywa i zgarnia towar, upychając go do samochodu (maluch, trabant, polonez, syrena, do wyboru, do koloru!).
Grę uatrakcyjniają karty akcji - można na przykład komuś zabrać dolary czy wyczyścić stół z wódki.
Znów mam zastrzeżenia do kolorów: zielony i niebieski są tak przydymione, że się zlewają, zwłaszcza że w herbaciarni światło było przyćmione. 

Na tyle gier starczyło nam czasu, bawiłam się znakomicie, mimo marnej kondycji zdrowotnej. Napiłam się dobrej herbaty i zjadłam przeraźliwie słodkie ciastko z herbatą :)