Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krzysztof Gawronkiewicz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krzysztof Gawronkiewicz. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 czerwca 2016

"Powstanie. Za dzień, za dwa" Marzena Sowa, Krzysztof Gawronkiewicz


To nie jest nowy album, ale mocno mnie zainteresował. Znów objawił się czytelniczy ciąg, czyli jedna książka pociąga za sobą drugą, ta trzecią... i robi się łańcuszek. Po "Powstanie" sięgnęłam, bo miałam w słuchaniu "Legion" Cherezińskiej, więc czasy wojenne mocno we mnie tkwiły. Jak niektórzy pewnie wiedzą, temat powstania w "Legionie" jest ledwo zaznaczony, więc pomyślałam sobie, że uzupełnię sobie ogląd korzystając z innych źródeł.

Album Gawronkiewicza i Sowy (tak na marginesie dobrała się ta para ornitologicznie, nie ma co) właściwie nie opisuje powstania. Zresztą mówi o tym tytuł "Za dzień, za dwa". Powstanie wybuchnie lada moment, a póki co mieszkańcy Warszawy próbują dać sobie radę w okupacyjnym życiu.

piątek, 5 lutego 2016

"Kwintesencja" Krzysztof Gawronkiewicz, Grzegorz Janusz


Jak ja czekałam na ten album! Wisiał w zapowiedziach i wisiał, przesuwano premierę z kwartału na kwartał, co jakiś czas wysyłałam zapytania do wydawnictwa, szarpana niecierpliwością, aż w końcu doczekałam się! Tuż przed końcem 2015 roku zawitał do mnie, hura!

Moja niecierpliwość była pochodną uwielbienia do "Esencji" i "Romantyzmu" tychże autorów. Uznałam, że spod ich ręki mogą wyjść tylko dobre rzeczy, ba, "Achtung Zelig!" kupiłam sobie z tego samego powodu (nawiasem mówiąc, wciąż nie opisany, ech).

Wojciech Szot uprzedzał, że "Kwintesencja" to coś zupełnie innego, więc nie nastawiałam się na komiks w stylu Ottona; jednocześnie sprytnie nie zdradził, o czym ten album jest.

I bardzo dobrze.


piątek, 30 maja 2014

"Romantyzm" Gawronkiewicz i Janusz - seta z zagrychą!


"Esencja" tak mi się spodobała, że musiałam, po prostu musiałam dokupić sobie drugą część przygód Ottona i Watsona. A co w niej?

Ta sama Warszawa, obdrapana i zaśmiecona, ten sam Otto, zarośnięty i w wymiętym prochowcu, ten sam Aptekarz, czy też jego wspomnienie (zaraz do niego wrócę), ten sam Watson... a nie, stop, wróć, Watson jest na wycieczce i Otton z nową sprawą musi sobie radzić sam, przynajmniej na początku.

Co to za nowa sprawa? Znika przyjaciel Ottona, właściwie znajomy, no, tak naprawdę to sąsiad, człowiek wykształcony, humanista i romantyk. Jego zniknięcie (i nie tylko jego, ginie więcej osób) wiąże się jakoś z wskrzeszeniem Trzech Mistrzów, przeprowadzonym z wielką pompą przez ministra kultury. Phi, jakie tam wskrzeszenie, to zwykłe zombiaki są, może tylko przez duże Z. Do tego krwiożercze i paskudne. Rozprawić się z nimi trudno, Otto ma twardy orzech do zgryzienia, dobrze, że Watson wraca w samą porę, by pomóc detektywowi.

Miałam wrócić do Aptekarza. Otóż żaden z wymyślonych przeze mnie tytułów nie pojawił się w drugiej części. Są za to min.  "Kwiaty zła" w wazonie, "Piana złudzeń" w szamponowym opakowaniu (ale na to opakowanie wpadłam, ha!) i "451 Fahrenheita" w kanistrze (boskie!).

Źródło - http://www.komiks.gildia.pl/komiksy/otto_bohater/2

Mnie ten pomysł zachwyca, ale sąsiad Ottona jest konserwatystą:
"Powiem panu szczerze, że nie lubię tych skroplonych książek. A gdzie zapach papieru i druku, gdzie szelest przewracanych stron?
Wypić skroploną książkę to tak, jakby zamiast poznać człowieka wyssać jego krew... Kazałbym całą tę literaturę w płynie do kanałów wylać!! Nie można przyswajać sztuki bez wysiłku, tak jak nie można jej tworzyć bez wysiłku!!! Sztuka wymaga poświęceń!!!"*
No, no, nie unoś się tak, drogi sąsiedzie. Ta skłonność do poświęceń (własnych czy cudzych?) może cię drogo kosztować. I będzie.

Notabene, kiedy przepisywałam ten cytat, zdałam sobie sprawę, że w tekście zaszyte są malutkie wskazóweczki albo raczej odniesienia do zwrotów akcji czy wątków i ich rozwinięć. Wynika z tego, że komiks trzeba czytać albo bardzo uważnie albo kilka razy. To "wyssanie" będzie miało potem swoje parę minut, "poświęcenie" również. Istotne będzie to, że Bohater strasząc gołębie strzela ślepakami, że męczony głodem nikotynowym wiecznie gryzie zapałkę...

Sporo tu takich malutkich, ale świetnych drobiazgów i to zarówno w warstwie tekstowej, jak i graficznej. Wyszukiwanie ich to czysta radość. Na przykład: Otto mieszka pod numerem "13f", a jego sąsiad, mieszkanie obok, na tym samym piętrze, na drzwiach ma tabliczkę z numerem "44" (a imię jego...). Albo: jak można dostać się do zamkniętego na kłódkę pomieszczenia? Trzeba wyciągnąć z kieszeni malutką olejarkę z etykietką "Zamek", otrzymaną od Aptekarza. Lub też wszechobecne znaki zakazu: przekreślone oko, trąbka, aparat, książka wpadająca do kibla...

Same smaczki. Chociaż całość  nie przypomina smacznego dania, tylko setę z zagrychą, to jest to tego rodzaju seta z zagrychą, po której robi się jasno w głowie i ciepło w żołądku. Czego i wam serdecznie życzę.

---
[*]"Romantyzm", scenariusz Grzegorz Janusz, rysunek i kolor Krzysztof Gawronkiewicz, Mandragora, Warszawa 2007, s.10

niedziela, 18 maja 2014

"Esencja" Grzegorz Janusz i Krzysztof Gawronkiewicz - CUDO!


Jak ja lubię, gdy znienacka trafiają mi w ręce takie perełki! Komiks przywędrował do mnie z wielką paką komiksów od kolegi kolegi (pisałam o tym tu). Jakoś nie zachęciło mnie to wielkie, przekrwione oko na okładce, ani pokancerowany szczur na ramieniu, ale otworzyłam komiks myśląc sobie - to no zobaczymy, co to jest. Wpadłam jak śliwka w kompot. Autorzy kupili mnie błyskawicznie - na czwartej stronie natknęłam się na rysunek, który jest po prostu genialny i w pomyśle i w wykonaniu. Czołem biję!

Podtytuł komiksu brzmi "Przebiegłe dochodzenie Ottona i Watsona". Co to za osoby? Otto Bohater jest detektywem, ma biuro w zapyziałej norze na ulicy Kusej w Warszawie, Watson to jego towarzysz, biały szczur, wyjątkowo inteligentne zwierzątko. Do biura Ottona zgłasza się... nie, nie piękna kobieta (a już myślałam, że będzie jak w klasycznych kryminałach noir), zgłasza się starszy mężczyzna z powodu śmierci brata bliźniaka. I tu kolejne zaskoczenie - klient wcale nie chce wiedzieć, kto zabił, ba, ba nawet nie sugeruje, że śmierć była dziełem osób trzecich. On chce wiedzieć, JAK brat umarł, ponieważ on chce umrzeć w dokładnie taki sam sposób. Otton bierze tę sprawę i rusza w miasto.

Już widać na tych dziesięciu początkowych stronach, że autorzy uwielbiają bawić się gatunkami, schematami, rozwiązaniami fabularnymi. Że, jak w klasycznym kryminale, podrzucają czytelnikowi tropy i poszlaki, ale jednocześnie wodzą go za nos, bo ślady są tak niejasne, że tylko Otton potrafi je  rozszyfrować.

Wszystko to narysowane jest kreską, która w ogóle mi się nie podobała! Jakaś taka rozedrgana, chwiejna, szczurek wyliniały, detektyw skacowany, Warszawa brudna i nieporządna z obdrapanymi murami. Czyli taka odwrotność różowych okularów. Ale to tu pasuje! Kadry pasują do treści i już nie chcę innych, ładniejszych czy wygładzonych, tu wszystko jest dopasowane do siebie i tworzy zamkniętą całość. Idealną. Perfekcyjną.

Szczerze i uczciwie muszę przyznać, że nie wątkiem kryminalnym autorzy mnie przekonali do tej pozycji, tylko postacią Aptekarza:
"Aptekarz był genialnym tłumaczem. Zamieniał związki frazeologiczne na związki chemiczne".[1]

Kadr  ze strony http://www.komiks.gildia.pl/. Napoje to "Ubik", Solaris", "Wehikuł czasu" z terminem ważności na maj 802701r, "Czerwone i czarne" (przed użyciem wstrząsnąć), "Pachnidło" i "Mechaniczna pomarańcza".

"Wypijasz litr literatury i znasz treść. Wielka oszczędność czasu i nerwów".[2]

Sama  wymyśliłam "Akademię pana Kleksa" Brzechwy w gustownym kałamarzu, "Pannę z mokrą głową" Makuszyńskiego w szamponowym opakowaniu, "Przygody dobrego wojaka Szwejka" Haska w kuflu od piwa, koniecznie z pianką na trzy palce, no i "Lód" Dukaja w termosie. Ktoś coś dorzuci?

---
[1]"Esencja", scenariusz Grzegorz Janusz, rysunek i kolor Krzysztof Gawronkiewicz, Mandragora, Warszawa 2005, s.3
[2] Tamże, s.4