Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andrzej Pilipiuk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andrzej Pilipiuk. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 stycznia 2018

[Notes] Notesy (i kalendarz) związane z literaturą

Dziś notka nieco inna, co prawda o notesach, ale nie recenzja, tylko krótkie zestawienie. Odkryłam bowiem, że w swojej kolekcji notesów mam kilka, które są w jakiś sposób powiązane z książkami. Dla mnie to idealne połączenie dwóch pasji: książek i notesów.


niedziela, 7 września 2014

Polcon 2014 Bielsko-Biała - 06.09.2014

Krótka relacja na gorąco z jednodniowego  wyjazdu  na Polcon - bo potem zapomnę, jak to było.

To mój pierwszy udział w takiej imprezie, dotychczas nie miałam okazji, albo inaczej  - nie czułam potrzeby. Teraz pojawiła się potrzeba i ciekawość, zwłaszcza że Polcon zorganizowano stosunkowo blisko.

Na dzień dobry, zaraz po wykupieniu wejściówki,  przywitałam się  z Karoliną, Agnieszką, Magdą, Anią i Sebastianem. Czyli można uznać, że grupa ŚBK była naprawdę silnie reprezentowana. Albo, że umiemy się odnaleźć w każdej sytuacji. Albo, że mamy do siebie numery. Jako że prawie każdy z nas był "świeżynkiem" na Polconie (oprócz Magdy), uradziliśmy, że najpierw przespacerujemy się wspólnie, zajrzymy tu i ówdzie, a potem już wybierzemy sobie interesujące nas spotkania z bogatej oferty.

Zdjęcie od Ani: Ania, ja, Karolina, Magda


Po czym natknęłam się na stoisko z książkami i zastopowało mnie. Ech, nie planowałam, naprawdę, ale może chociaż pomacam? Wymacałam sobie "Wieczną wojnę", przytuliłam do piersi, po czym zapytałam o cenę, okładkowa wynosiła 34,90. No jednak odrobinę drogo, myślę sobie, gdzieś znajdę taniej i powolutku, wzdychając, odkładam Haldemana na miejsce. Na co miły chłopak obsługujący to stoisko mówi, że przecież do akredytacji były dołączane kupony na 20zł rabatu i można go wykorzystać. Kuponu nie mam, mówię, bo jak ktoś na jeden dzień przyjeżdża, to kupon się nie należy, niestety.  A wtedy chłopak zrobił czary mary, wyczarował mi kupon i książka wyszła za 14,90. Super :)

 Następnie mąż zrobił mi fotkę z Batmanem.
Po czym udaliśmy się do auli, posłuchać o Huraganie od  Wschodu . Rozmawiali o nim: Maksym Kidruk, Andrzej Pilipiuk, Maciej Parowski, spotkanie prowadził Piotr Gociek.
Maciej Parowski, tłumacz, Maksym Kidruk, Andrzej Pilipiuk, Piotr Gociek

Wybrałam to bardziej ze względu na męża niż siebie, to jego klimaty i on bardziej lubi Pilipiuka niż ja. Niestety, warunki akustyczne były nader kiepskie, żadnych mikrofonów, drzwi, co chwilę otwierane, skrzypiały irytująco i po godzinie mieliśmy dość. Jednak zanim dyskretnie (skrzypiąc drzwiami) ulotniliśmy się z sali, zauważyłam, że jednym ze słuchaczy jest Marek Baraniecki! Ludzie, wiecie, kto to Marek Baraniecki? No musicie wiedzieć, no! Zapragnęłam żądzą posiadania podpisu pana Marka, tyle że przecież przeszkadzać w spotkaniu absolutnie nie należy, jak to załatwić? Wyciągnęłam notes, napisałam krótką prośbę, dodałam wyrazy uznania i ruszyłam na paluszkach przez pół auli. Rozłożony notes podsunęłam autorowi pod łokieć, a on, odczytawszy prośbę, skinął głową, podpisał się zamaszyście i uśmiechnął się. Uśmiechnęłam się w podziękowaniu i ruszyłam na paluszkach z powrotem. Nie padło ani jedno słowo :)



Na premiery wydawnictwa Powergraph poszłam już sama, mąż wolał poczytać książkę, w przeciwieństwie do mnie, która o książkach lubi też słuchać. Świetna ekipa! Na scenie byli:
Zdjęcie ze strony Powergraphu na FB

 Michał Cetnarowski, Paweł Paliński, Rafał Kosik, Czarek Zbierzchowski, Emil Strzeszewski oraz Kasia Sienkiewicz-Kosik, która robiła zdjęcie. No no, opowiadano o nowościach, o planach, o książkach już wydanych i tych, które ukażą się w przyszłości, sala żywo reagowała, a ukryty na niej Paweł Majka dokładał swoje trzy grosze (i miliony znaków). Na koniec uczestnicy zostali obdarowani smyczkami z logo Powergraphu. Co jak co, ale kontakt z czytelnikami ta ekipa ma opanowany znakomicie. 

Kolejnym punktem programu, jaki sobie zakreśliłam na planie, było spotkanie z Jadwigą Zajdel, udało się wcześniej zjeść obiad, więc pełna świeżych sił udałam się do sali. I tu zwrot, poprzednio było dynamicznie, a u pani Zajdel spokojnie i nieco nostalgicznie. Spotkanie prowadziła Elżbieta Gepfert, sporo mówiło się o opowiadaniach wydawanych już po śmierci twórcy, o odnajdywaniu nieznanych wcześniej tekstów, o słuchaniu radia... ot, wspomnienia. Wyświetlono także fragmenty dwóch spektakli nakręconych przez polską telewizję: "Paradyzji" (właściwie to film, nie spektakl) oraz "Kontaktu". Ciekawostka - w obu główne role grał Marian Opania. Chyba lubił Zajdla. 
Następnym punktem programu miał być wykład związany z Lannisterami, ale widząc tłum wlewający się do sali, w mgnieniu oka zrezygnowałam z niego na rzecz nieco bardziej osobistej pogawędki z panią Jadwigą Zajdel na korytarzu. Jest przesympatyczna i bardzo serdeczna. Zostawiła mi na pamiątkę wpis w zeszycie. 



Mąż czekał już na korytarzu, razem poszliśmy na panel literacki "Nieznane karty Powstania 1863" prowadzone przez Pilipiuka. Próbowałam wykrzesać z sobie nieco zainteresowania, ale bezskutecznie, więc poczytałam trochę "Czerwone koszule" Scalziego, a że w książce nagle pojawił się "Enterprise", statek ze Star Treka, tknęło mnie i zajrzałam do programu. Bingo! Stacje kosmiczne w Star Treku prezentowała Polska Społeczność Mandalorian - przeszłam więc tam, zostawiwszy męża z Pilipiukiem. Prezentowała te stacje, trzeba przyznać, w przesympatyczny sposób, tak, że nawet taki laik jak ja słuchał z zaciekawieniem. Przy okazji spotkałam siostrę Spocka i kilku członków załogi Enterprise. 


No i zrobiła się godzina osiemnasta, trzeba było zbierać się i ruszać do domu. Gdybym miała więcej czasu, zajrzałabym jeszcze na jeden panel (o komiksie), no i popatrzyła na Galę Nagrody im. Janusza A. Zajdla, gdzie statuetki zdobyli Krzysztof Piskorski oraz Anna Kańtoch (której gorąco kibicowałam). Ale nie miałam.

Całkiem nieźle się bawiłam. 


środa, 17 lipca 2013

"Trucizna" Andrzej Pilipiuk


Siódmy tom  przygód Jakuba Wędrowycza przeczytałam...
No, po prostu przeczytałam.

Krzyś obejrzał obrazki - pozdrawiamy ich twórcę, Andrzeja Łaskiego. Pozdrawiamy też autora oraz jego żonę Katarzynę.

Jak już jestem przy pozdrowieniach, to pozdrawiam wszystkie polonistki i namawiam, żeby we wczesnym dzieci nauczyły dzieci odróżniać apokalipsę od apopleksji. Pozdrawiam też całą swoją rodzinę, mamę, siostry, szwagrów, siostrzenice i siostrzeńców (no co, trzeba czymś zapełnić miejsce przy okładce książki, nie?). O, i babcię. Babcię pozdrawiam bardzo mocno.

"Trucizna" Andrzej Pilipiuk, Fabryka Słów, Lublin 2012.

piątek, 16 marca 2012

"Aparatus" Andrzej Pilipiuk - stanowczo wolę jego opowiadania


Nie da się ukryć, że Pilipiuka lubię. Ma lekkie pióro i mnóstwo pomysłów. Jednak od jakiegoś czasu bardziej lubię Pilipiuka autora opowiadań niż Pilipiuka autora powieści. W długich formach mnie nuży i męczy, krótkie są krótkie (hehe), zwarte i błyskotliwe.

"Aparatus" to właśnie zbiór opowiadań. Całkiem niezły. Zwłaszcza te opowiadania, gdzie występuje znany mi już ze zbioru "2586 kroków" lekarz Paweł Skórzewski; czyli "Ostatni biskup", "Choroba białego człowieka" czy "Dzwon Wolności".
To pierwsze z wymienionych, traktujące o poszukiwaniach w syberyjskiej głuszy ukrytego monastyru, szczególnie przypadło mi do gustu. Jakiś taki fajny klimacik.
Drugie ciut mniej, bo tam wampiry, a ja nie przepadam za krwiopijcami.
Trzecie zaś bardzo poprawne, odpowiednio zagadkowe i lekko mroczne.

A inne opowiadania? "Ośla opowieść" bazuje na znanej historii, co okazuje się dopiero pod koniec, lubię takie zaskoczenia. "Aparatus" taki sobie, ale cały tom zawdzięcza mu tytuł, no całkiem ładną okładkę, autorstwa Pawła Zaręby. Reszta opowiadań, czyli całe trzy - nie odcisnęły mi się wcale. Całość na czwórkę.

"Aparatus" Andrzej Pilipiuk, ilustracje Daniel Grzeszkiewicz, Fabryka Słów, Lublin 2011.

Aparatus [Andrzej Pilipiuk]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

czwartek, 17 listopada 2011

"Sfera Armilarna" Andrzej Pilipiuk (ostatnia część Oka jelenia)


Pomiędzy zamknięciem książki po przeczytaniu ostatniej strony a zabraniem się do tego tekstu upłynęły niecałe dwa tygodnie oraz cztery inne książki. W innym przypadku nie miałoby to większego znaczenia, ale jeśli chodzi o "Oko jelenia", to muszę się przyznać, że po takim czasie nie jestem w stanie napisać nic mądrego, odkrywczego czy konstruktywnego.

Ot, po prostu dokończenie przygód Marka, Staszka i Helenki, rzucanych tu i tam przez wichry czasu. Czy szczęśliwe, czy pomyślne to zakończenie - oceńcie sami, jak już przeczytacie, bo kto czytał poprzednie części i na tą (tą czy tę - o matko, sama nie wiem) się skusi, aby cykl zakończyć.
Rozrywka bardzo dobra, czyta się świetnie, ale po lekturze mało co w pamięci zostaje.

 "Sfera Armilarna" Andrzej Pilipiuk, ilustracje Rafał Szłapa, Fabryka Słów, Lublin 2011.

Oko jelenia. Sfera Armilarna [Andrzej Pilipiuk]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

wtorek, 5 października 2010

"Oko jelenia: Triumf Lisa Reinicke" Andrzej Pilipiuk

Uwaga, spoilery!

Pierwsze cztery tomy pochłonęłam w mgnieniu oka. Potem była przerwa, a teraz udało się przeczytać tom piąty i chyba nie ostatni.
W powieści towarzyszymy przybyszom z przyszłości, Markowi, Staszkowi i Heli, którzy - jakby dla odmiany - nie pędzą już na oślep z jednego miejsca do drugiego, ale zakotwiczają się w Gdańsku (niektórzy dosłownie). Również i akcja nieco się uspokaja, chociaż, czy ja wiem...?
Marek, przepraszam, mistrz Markus, zostaje aresztowany i osadzony w lochach. Hela ze Staszkiem znajdują schronienie u przyjaciół Maksyma, Kozaków.
Całą powieść panowie są rozdzieleni, dzięki czemu Staszek ma szansę się usamodzielnić i dojrzeć. Jego uczucia do Heleny krystalizują się i krzepną. Tym bardziej, że dziewczyna narażona jest na śmiertelne niebezpieczeństwo: tajemniczy zamachowiec dybie na nią uparcie i prawie udaje mu się ją uśmiercić. Staszek jako jej obrońca sprawdza się znakomicie, co przychodzi mu tym łatwiej, że za pazuchą wciąż nosi naładowany rewolwer, a do pasa ma przytroczoną szablę, prezent od Kozaków. Chłopak i Markowi jest w stanie pomóc, sprytnie wykorzystując znaleziony list żelazny Hanzy. Bowiem mistrz Markus jest w ciężkich opałach i naprawdę potrzebuje pomocy. Jest uwięziony za konszachty z demonem łasicą, przykuty do ściany w zatęchłym lochu, torturowany ogniem i cęgami, trawi go gorączka, żrą wszy i robactwo i źle z nim.
Tu jeszcze następowało parę zdań o tym, co się stało z mistrzem Markusem, Staszkiem i co ma Helena na palcu, ale wykasowałam, po co komuś psuć ewentualną lekturę. Tak, wiem, ostrzegłam o spoilerach, ale zawsze.

Ocena: 4/6.
Oko Jelenia. Tryumf Lisa Reinicke [Andrzej Pilipiuk]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

sobota, 24 kwietnia 2010

"Oko jelenia" Andrzej Pilipiuk - cztery tomy cyklu

Recenzja dotyczy czterech tomów cyklu, czyli:
- "Droga do Nidaros"
Oko Jelenia. Droga do Nidaros [Andrzej Pilipiuk]  - KLIKAJ I 
CZYTAJ ONLINE 
- "Srebrna Łania z Visby"
Oko Jelenia. Srebrna Łania z Visby [Andrzej Pilipiuk]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
- "Drewniana twierdza"
Oko Jelenia. Drewniana Twierdza [Andrzej Pilipiuk]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
- "Pan Wilków"
Oko Jelenia. Pan Wilków [Andrzej Pilipiuk]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Nie mogę powiedzieć, żebym jakoś nadzwyczajnie ceniła twórczość tego pisarza. Owszem, Jakuba Wędrowycza trochę poczytałam, trochę opowiadań tu i ówdzie. Potem w moje ręce dostał się cykl "Oko jelenia" i całkiem zgłupiałam. Czytałam podczas karmienia Krzysia, czytałam w toalecie, czytałam podczas śniadania, czytałam synowi podczas zabawy, jak się turlał po piankowych puzzlach (pilnie słuchał), czytałam w KAŻDEJ wolnej chwili. Kończyłam jedną książkę, natychmiast brałam drugą, potem trzecią i czwartą. Tu dygresja - myślałam, że się skończy na czwartej, ale nie, jest następna, tylko koleżanka, która mi to pożyczała, jeszcze nie była zaopatrzona i teraz czuję niedosyt, bu. Mąż na mnie dziwnie popatrywał, w końcu podsunęłam mu pierwszy tom, wsiąkł podobnie jak i ja, przez pierwszy tom zarwał nockę, bo czytał do trzeciej nad ranem, dopóki nie skończył. Następnego dnia był rozpaczliwie niewyspany, co mu nie przeszkadzało w czytaniu kolejnych tomów, byle w rozsądnych porach.

Co takiego jest w tych książkach, że aż tak przykuwa? No właśnie sama nie wiem. Pomysł przeniesienia ludzi nam współczesnych w daleką przeszłość (średniowiecze) wcale nie jest taki nowy. Pomysł unicestwienia świata za pomocą kataklizmu kosmicznego też nie. Pomysł szukania arcyważnego artefaktu - no przecież, że nie. A jednak Pilipiuk zgrabnie połączył te wszystkie elementy i to sięczyta, to się tak czyta, że hej.

Dwóch mężczyzn, uratowanych przez kosmitę przed niechybną zgubą, trafia na jego polecenie do szesnastego wieku, tam spotykają innych ludzi, przeniesionych tak samo jak oni, tylko jeszcze z innych czasów: przedwojenna Praga czy czasy powstania styczniowego. Łączy ich jedno: mają znaleźć tytułowe "Oko jelenia" - coś w rodzaju mikroczipa. No i szukają, jak mogą, a że nie zawsze mogą, to całkiem zrozumiałe. Wszak przerzuceni tylko w tym, co na sobie mieli, bez znajomości realiów codziennego życia, bez ówczesnych pieniędzy, bez domu, bez... tak można wymieniać i wymieniać. Co mają? Ano, łasicę, mechaniczne zwierzątko do wydawania rozkazów. Do tego mają to, co w głowach. Wyjątkowo interesujące jest zderzenie teorii z praktyką, świetnie widać to chociażby wtedy, kiedy to bohaterowie usiłują wytworzyć penicylinę.

Czy znajdą artefakt? No, przez cztery tomy mają aż nadto czasu na to. Poza tym wikłają się w międzynarodowe intrygi, wędrują po całej Skandynawii, zyskują i przyjaciół i wrogów, pojawiają się następni przybysze z przyszłości, niekoniecznie przyjaźnie nastawieni, tu i ówdzie tli się iskra uczucia... Mój mąż, przed chwilą zapytany, czemu nie mógł się oderwać od tycj książek, powiedział: "Bo tam cały czas coś się dzieje".
Święta prawda, akcja tam jak ciuchcia, cały czas do przodu, wartko i żwawo. Nie można się oderwać! Tylko że jak się za szybko to wszystko przeczyta, to szczegóły umykają, jak z kryminału czytanego przed laty, zostaje w pamięci tytuł i strzępki akcji.

Ocena: 4/6 (dla wszystkich tomów).


poniedziałek, 4 stycznia 2010

"Homo bimbrownikus" Andrzej Pilipiuk

Przed świętami jakoś znalazł się w naszym domu katalog Empiku, poprzeglądałam trochę, a potem coś mnie tknęło i dałam mężowi z poleceniem, żeby zaznaczył, co mu się podoba, to dostanie na urodziny czy tam na gwiazdkę. Jednym z zaznaczonych tytułów był właśnie "Homo bimbrownikus" Pilipiuka i już, już szykowałam się, żeby złożyć zamówienie na stronie empiku, kiedy zobaczyłam na forum pclab.pl konkurs. Książkowy, oczywiście, gdzie główną, a właściwie jedyną nagrodą był "Homo bimbrownikus"! Zaświeciły mi się oczka i jęłam (ale dziwne słowo) z zapałem rozgryzać poszczególne cytaty. Jakieś parę dni to trwało, konkurencja była o włos, ale udało się! Zwyciężyłam, zdobyłam, hura! Jeszcze tylko poprosiłam organizatorkę konkursu, żeby dedykację ewentualną napisała na karteczce (piękny dyplom dostałam), a nie na książce, no i już!
Mąż oczywiście przeczytał pierwszy, potem dostałam w łapki ja. To nie było moje pierwsze spotkanie z Jakubem Wędrowyczem, czytałam już wcześniej "Zagadkę Kuby Rozpruwacza". Ponowne spotkanie zapijaczonego, niemłodego egzorcysty nie było już taką frajdą, jak za pierwszym razem. Chyba nie bawi mnie taka przaśna napierdzielanka, ktorej mnóstwo w książce. Fakt, przyznać trzeba, że Pilipiuk wyobraźnię ma i piorą się na takie sposoby i w takich konfiguracjach, że trudno to wszystko zliczyć. Tu i ówdzie przewija się jakieś diablę (czyli mamy motywy mityczno-biblijne), podróże w czasie są na porządku dziennym (o, s-f), kulty Światowida mają swoich wyznawców (historia), a grupki dresiarzy wiecznie dostają wycisk (Masłowska). Wszystko z rozpędem, z rozmachem, siermiężnie i swojsko. Niby ok, ale tak do zabicia czasu. Nie będę się specjalnie starać o następne tomy przygód Jakuba, no, chyba że sobie mąż zażyczy.

Ocena 3,5/6 (od dziś zaczynam wstawiać oceny liczbowe, system dla ułatwienia jak na biblioNETce).

Homo bimbrownikus [Andrzej Pilipiuk]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE