Pokazywanie postów oznaczonych etykietą John Wyndham. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą John Wyndham. Pokaż wszystkie posty

sobota, 8 marca 2025

"Dzień tryfidów" John Wyndham


Lubicie książki postapokaliptyczne, gdzie ludzkość dopada potężna katastrofa? To może być epidemia, uderzenie meteorytu,  wojna nuklearna, gwałtowne zlodowacenie - cokolwiek, im  dziwniej,  tym  ciekawsza książka. Jeden z moich ulubionych gatunków literackich.  W serii Wehikuł czasu wydawnictwa Rebis ukazała się powieść Johna Wyndhama "Dzień tryfidów" - postapokalipsa jak  się patrzy!

O czym  to? Ano,  nagle ludzi na ziemi spotyka katastrofa, w przeciągu jednej nocy tracą wzrok. Nie wszyscy, ale zdecydowana większość. Zostali nieliczni widzący, zdezorientowani zaistniałą sytuacją nie mniej niż ślepcy. Co czeka ludzi? Rozpad systemu. Chaos. Przerażenie. Głód. Zagubienie. I mordercze tryfidy. 

piątek, 26 lipca 2024

"Poczwarki" John Wyndham


 Dawno, dawno temu ludzkość popsuła ziemię i siebie. Nie do końca wiadomo, w jaki sposób (choć są przesłanki wskazujące na katastrofę nuklearną), ale widać skutki tego  popsucia. Całe olbrzymie krainy bez życia i do tego śmiercionośne. Zatrute morza i oceany. Wszechobecne mutacje, dotykające ludzi, zwierzęta i rośliny.

Właśnie o mutacje chodzi - ludzie, którzy przeżyli, wystrzegają się ich jak ognia, ba, uczynili z tego wystrzegania się wręcz religię i sposób na życie. Jak Joseph Strorm, który zawzięcie tropi wszelkie nieprawidłowości w uprawach, bierze udział w potyczkach z ludźmi Obrzeża (mutantami wyrzuconymi z osad na jałową ziemię) i jest czystej wody fanatykiem. Brr. Nic więc dziwnego, że jego syn, David, bardzo starannie ukrywa przed nim  przyjaciółkę, która ma sześć palców u stóp, wiedząc, że mogłoby ją spotkać coś strasznego. Jeszcze staranniej ukrywa to, że potrafi komunikować się telepatycznie z innymi osobami. Odmieńcami. Mutantami.

poniedziałek, 23 czerwca 2014

"Kukułcze jaja z Midwich" John Wyndham - ludzie kontra obcy




Wyndham wie, że ludzie boją się obcych, ale jeszcze bardziej boją się swoich, którzy mogą okazać się obcymi. Ja bym się bała.

Pewną angielską wioskę, Midwich, spotyka coś dziwnego. Najpierw pada na ziemię każdy, kto znajduje się w wiosce i strefie wokół niej. To samo spotyka każdego, kto próbuje do tej strefy wejść. Policja, wojsko, ogólne zaniepokojenie faktem, że z powietrza widać jakiś dziwny obiekt - i nagle pff, niepokojące zjawiska ustępują równie nagle, jak nastąpiły. Kto upadł, ten się podniósł, żadnych dziwnych pozostałości nie stwierdzono, do wioski można wejść i wyjść swobodnie. Ok, można odetchnąć z ulgą.

Do czasu, kiedy nie okaże się, że niemal wszystkie zdolne do rozrodu kobiety z Midwich zaszły w ciążę i to bez udziału osób drugich. Niepokalane poczęcie na masową skalę. Dzieci z tych ciąż są dziwne, mają identyczny wygląd, złote oczy i zbiorową świadomość. Słowem, obce jak nic.

Jak społeczeństwo próbuje sobie radzić  z tymi "podrzutkami"? Jak różną się w podejściu do nich kobiety i mężczyźni?
" - Buta jest wrodzoną cechą kobiety - rzekł Zellaby.  - Kobieta wierzy, że jest wieczna. Wielkie wojny i klęski wydarzają się i mijają, imperia powstają i giną, wymierają rasy, ale kobieta trwa wiecznie; związana tajemniczą pępowiną z drzewem życia wie, że jest wieczna.
- Jaki to ma związek z naszą sprawą? - spytałem.
- Taki, że podczas gdy mężczyznę drąży myśl o możliwości wyrugowania ludzi przez osobników jakiegoś innego gatunku, kobieta znajduje, że to jest po prostu niemożliwe i bagatelizuje taką hipotezę. [...]
- Drogi panie, każdy, kogo nie zaślepia przekonanie, że jest niezastąpiony, musi zdać sobie sprawę, że któregoś dnia będziemy zmuszeni zrezygnować z pozycji panów stworzenia. Istnieją dwie ewentualności: albo doprowadzimy do tego przez jakieś samobójcze poczynania, albo stanie się to za sprawą inwazji jakichś osobników, do zwalczenia których nie jesteśmy absolutnie przygotowani".*
Czy ludzkości grozi zagłada? Takie to mądre pytania stawa autor, ale sama książka jakoś nie powala na kolana. Ot, jeszcze jedna sprawnie opowiedziana historia o tym, jak to dzielny człowiek radzi sobie z zagrożeniem z kosmosu.

Przeczytałam, bo majaczył mi gdzieś z tyłu czaszki film z białowłosymi dzieciakami (i słusznie), oprócz tego chciałam oddać książkę do biblioteki. Ewentualnych chętnych uprzedzam, że z książką można się zapoznać, ale wcale nie trzeba.

 

---
* "Kukułcze jaja z Midwich" John Wyndham, przekład Remigiusz Markoni, Andor, Warszawa 1994, s. 126-127

środa, 8 grudnia 2010

"Dzień tryfidów" John Wyndham (mocna rzecz!)

Słyszałam sporo o tej książce, głównie dzięki konkursom biblioNETkowym. Toteż postanowiłam sobie tego posłuchać w drodze do i z pracy. Strzał w dziesiątkę.

Głównym bohaterem i narratorem jest Bill, młody człowiek o wykształceniu biochemicznym i pracujący w szkółce tryfidów, przedziwnych roślin uprawnych.
Słówko o tryfidach: genetyczna modyfikacja czy coś w tym rodzaju stworzyła mięsożerne, chodzące i zaopatrzone w wić z trucizną rośliny. Normalnie cudeńko jakich mało.
Ale wracając do tematu: nagle ludzi na ziemi spotyka katastrofa, w przeciągu jednej nocy traca wzrok. Nie wszyscy, ale zdecydowana większość. Zostali nieliczni widzący, zdezorientowani nie mniej niż ślepcy.
Chaos. Przerażenie. Głód. Zagubienie. I mordercze tryfidy. Oto co spotyka ludzi nagle ociemniałych. Straszne.
Na przykładzie losów Bili'ego autor odmalował możliwe scenariusze po kataklizmie. Przedstawił różne postawy ludzkie, reakcje...

I tu zawiesiłam pisanie recenzji na jakiś czas, wróciłam i zdałam sobie sprawę, że byłam na najlepszej drodze do nadętej i ponurej opowieści. A przecież tak naprawdę książka jest wyjątkowo optymistyczna! Bo ludzkość, mimo tak potężnych kopów w tyłek, czyli ślepoty, potem masowej zarazy, a w trakcie i międzyczasie urocze towarzystwo głodnych tryfidów - nie daje się. Bo można żyć po ludzku, nie uciekać się do przemocy, nie realizować swoich chorych urojeń, nie folgować żądzy władzy. Da się żyć godnie. Nieść światło w sobie. Mocna książka, świetna.

Ocena: 5,5/6.

P.S. Czytał Roch Siemianowski, ależ ten facet ma głos... wzdech.
P.S.2. Powstało kilka ekranizacji, nie widziałam, nie wiem, czy dobre, ale tu link do jednego ze zdjęć: klik - super.