sobota, 15 marca 2025
"Rilla ze Złotych Iskier" L.M. Montgomery, tłum. A. Bańkowska
Rilla, najmłodsza córka Anne i Gilberta Blythe'ów dostała imię po opiekunce Anne, Marilli. Rilla-ma-rilla - tak było w książce. W sytuacji, gdy imię Marilli spolszczono do swojskiej Maryli, brzmiałoby to Ryla-ma-ryla, a dziewczynka miałaby na imię Ryla. Zaiste, ślicznie.
poniedziałek, 11 listopada 2024
"Dolina Tęczy" L.M. Montgomery, tłum. Anna Bańkowska
To już siódmy tom znanej serii o Anne de domo Shirley. Wiedzmy, że coraz mniej w tej serii Anne (choć niewątpliwie odcisk na niej swoje wyraźne piętno), a coraz więcej dzieci, nie tylko Blythe'ów.
Dolina Tęczy to miejsce, gdzie z upodobaniem spędzają czas młodzi mieszkańcy Złotych Iskier, a wkrótce przyłączają się do nic młodzi mieszkańcy probostwa. Nowy pastor, wdowiec z czwórką dzieci, jest typem wiecznego Piotrusia Pana, obdarzonego talentem krasomówczym, więc wiemy już, jak poderwał swoją żonę. Gdy jej zabrakło, tatuś kompletnie odpuścił sobie dzieciątka, a one radośnie (lub nie) chowały się same. Cud, że to przeżyły. Ale co tam, grunt, że wioska miała swojego utalentowanego kaznodzieję.
niedziela, 28 kwietnia 2024
"Anne ze Złotych Iskier" L.M. Montgomery, tłum. Anna Bańkowska
Nasiąknęłam w dzieciństwie Anią tak bardzo, że do dziś mówię "Ania", nie "Anne". To jednak nie przeszkodziło mi zachwycić się nowym przekładem pani Bańkowskiej, o czym pisałam po przeczytaniu "Anne z Zielonych Szczytów". Jakiś czas później z radością odkryłam w bibliotece na półce całą dostępną na rynku serię i w okamgnieniu ją pochłonęłam. Po czym zmartwiłam się bardzo, że nikt jej nie wypożycza (smuteczek).
No dobrze, przeleciałam przez Avonlea i Redmond, gdzie Anne brylowała jako studentka i w końcu dowiedziała się, kogo ma w sercu (nie pamiętam tego tomu w starym tłumaczeniu, ale to nawet lepiej). Szybko przeszłam do "Anne z Szumiących Wierzb" (to pamiętam!), w którym to młode dziewczę pracowało w szkole i boksowało się z klanem Pringle'ów. Piąty tom też pamiętałam, "Wymarzony dom Anne", gdzie się urządzała z mężem i swatała sąsiadkę (Leslie, nie Ewa!) z przystojnym pisarzem.
czwartek, 22 czerwca 2023
"Anne z Zielonych Szczytów" L. M. Montomery, tłum. Anna Bańkowska
Prawie wszyscy znamy Anię z Zielonego Wzgórza. Nagle znalazł się ktoś, kto zwrócił uwagę, że to nie Ania, lecz Anne, nie Zielone Wzgórze, tylko Zielone Szczyty, do tego wyjaśnił, czym są tu te szczyty (bo nie czubkami gór) i przetłumaczył na nowo całą książkę. Ba, cały cykl! W zamian ta osoba, czyli tłumaczka Anna Bańkowska, dostała mnóstwo nieprzyjemnych opinii, zarzucających jej zamach na świętość narodową, bezczeszczenie literatury i inne wyimaginowane zbrodnie. Na szczęście pozytywnych komentarzy jest więcej.
wtorek, 4 listopada 2014
"Ania z Wyspy Księcia Edwarda" Lucy Maud Montgomery
Tego tomu Ani nie czytałam wcześniej, toteż pożyczyłam, mówiąc sobie "fajnie będzie, zapoznam się i przypomnę sobie klimacik, jaki zawsze towarzyszył Ani Shirley".
Pfff. Ani w tym tomie jest tyle, co kot napłakał. Występuje głownie w zdaniach typu "A doktorowa Blythe twierdzi, że to i tamto", "Słyszałam, że doktorowa Blythe owamto" oraz "doktor Blythe i jego żona". Są to najczęściej wypowiedzi osób, które przepadają za doktorostwem, ale też i takich, które czują, że gdy usłyszą jeszcze jedną pochwalną wzmiankę, zaczną krzyczeć, drapać i gryźć. Wcale im się nie dziwię.
Opowieści koncentrują się wokół nieśmiertelnych "aninych" tematów: miłości, zazdrości, nienawiści. Ach, jeszcze nieszczęśliwe dzieci, najczęściej sieroty. Ale uwaga, o ile sierotki zazwyczaj zostają uszczęśliwione (bo kto zniesie, gdy dziecku dzieje się krzywda?), to w pozostałych przypadkach nie ma co oczekiwać, że będzie to stuprocentowe zwycięstwo dobra i uczciwości. I chwała Bogu, bo byłoby nudno i nie do wytrzymania.
Ale, ale! Przecież jest Ani więcej, nie wspomniałam! Opowieści są przeplatane wierszami i ich interpretacjami czynionymi przez całą rodzinę Blythe'ów razem z Zuzanną Baker. Niestety to nie moje klimaty, ta poezja, a Ani, tej poważnej, tej z "Rilli..." jest akurat tyle, żeby za nią zatęsknić.
"Ania z Wyspy Księcia Edwarda" Lucy Maud Montgomery, przełożył Paweł Ciemniewski, Wydawnictwo Literackie 2011.
wtorek, 9 sierpnia 2011
"Ania ze Złotego Brzegu" L.M. Montgomery
Myślałam, że mam obczytaną całą serię o Ani, ale okazało się, że brakuje mi dwóch tomów: ostatniego oraz właśnie "Ani ze Złotego Brzegu". I otóż dziś (czyli jakiś miesiąc temu) miałam okazję nadrobić trochę zaległości.
Ania teraz jest stateczną mężatką (tak przy okazji, w którym tomie wyszła za mąż?) z piątką dzieci, szóste w drodze, szczęśliwą małżonką znanego i szanowanego doktora Blythe. Zajmują przemiły domek na Złotym Brzegu, dzieci się zdrowo chowają, Zuzanna, pomoc domowa, jest szczerze oddana doktorostwu, a Ania schowała pisarskie ambicje do kieszeni i całą duszą oddała się wychowywaniu dzieci. Sielsko-anielsko, jak to u Montgomery. Więc trzeba tę idyllę nieco złamać, bo od nadmiernej słodyczy to może zemdlić, prawda?
Doskonałą łyżką dziegciu okazała się ciotka Maria (spokrewniona z Gilbertem), stara panna, zrzędliwa, uwielbiająca wszystkich pouczać, znająca się wybornie na wychowywaniu dzieci (choć bezdzietna), na prowadzeniu domu, a zapewne i na leczeniu ludzi. Do tego straszliwa hipochondryczka. Aha, no i nudziara, jakich mało. I jak to w takich przypadkach bywa, planowane kilka tygodni jej pobytu u Blythe'ów rozrosło się do miesięcy. Im dłużej, tym gorzej znosi tę wizytę (o rany, to już nie wizyta, to okupacja!) Ania i cała jej rodzina, ciotka Maria natomiast kwitnie! Jak bluszcz, który najlepiej czuje się oplatając się wokół silnej i stabilnej podpory.
Nie ma co się oszukiwać, wspaniała rodzinka da sobie radę z ciotką. My, czytelnicy, będziemy mogli znów popławić się w błogim, na wpół nierealnym świecie absolutnego dobra, świecie Ani Shirley.
O, przepraszam, Ani Blythe.
"Ania ze Złotego Brzegu" L.M. Montgomery, Nasza Księgarnia, 1990







