czwartek, 13 maja 2010

Nie całkiem planowany nabytek

Miałam załatwić coś na mieście, to wykorzystałam okazję i wpadłam do księgarni takie wiecie, analogowej, stacjonarnej. Szukałam czegoś z serii podróżniczej, niestety był tylko Cejrowski i Maciąg, któych to już mam, więc zaczęłam rozglądać się za czymś innym. No, wiecie, trzeba coś kupić, żeby księgarnie nie poupadały, bo gdzie będziemy chodzić i macać książki? No i zauważyłam Pullmana "Dobry człowiek Jezus i łotr Chrystus", Eruana pisała o tej książce w zapowiedziach, prawda, że chwytliwy tytuł, a raczej nie chwytliwy, a zapadający w pamięć?
Wzięłam, opis mnie zaciekawił, a jeszcze dodatkowo mam cichą nadzieję na to, że pojawi się postać Judasza, taki mój mały konik.

Czytam teraz "Światło" Harrisona i nie idzie, no ale mi tak nie idzie, jakbym była z zupełnie innej bajki. Chyba odłożę i sięgnę po coś innego, wrócę później do tego...

I jeszcze na koniec podzielę się z wami scenką. Wracam z pracy, jadę i widzę stojący częściowo na poboczu samochód, furgonetkę. Zwróciłam baczniejszą uwagę, bo tarasował kawałek ulicy. I co się okazało? Obok furgonetki stał kierowca, w kombinezonie, widać jakiś instalator, murarz czy kafelkarz, przechylał się przez siatkę wspinając się na palce i rwał bez, układając piękny bukiet. Źle robił, ach, paskudnie, wszak kradł ten bez z czyjegoś ogrodu - ale rozrzewniłam się, bo pomyślałam, że to dla ukochanej. Rozczulające troszkę, prawda?

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza