Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hiszpańska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hiszpańska. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 lipca 2026

"Granatowe mundury" Rosa Ribas, Sabine Hofmann


 To koniec! Ostatni tom cyklu o dziennikarce Anie Marti, która oprócz tego, że pisze artykuły, wciąż ma do czynienia z kryminalnymi historiami.

poniedziałek, 6 lipca 2026

"Dar języków" Rosa Ribas, Sabine Hofmann


 Znalazłam u siebie w bibliotece książki duetu Ribas i Hofmann! Jakiś czas temu przeczytałam "Wielki chłód" (bo lubię zimne książki), która była drugim tomem trylogii. Teraz przeczytałam pierwszy, czyli właśnie "Dar języków".

Ana Marti jest dziennikarką w Hiszpanii w latach 50. XX wieku, pisze notki do kroniki kryminalnej, ale chciałaby coś więcej, bo chciałaby dorównać ojcu, uznanemu dziennikarzowi, który obecnie jest w niełasce, bo trzymał stronę tych, którzy przegrali w wojnie domowej.

sobota, 31 stycznia 2026

"Otchłań zapomnienia" Paco Roca, Rodrigo Terrasa


 Miałam nic nie pisać o tym komiksie. Jest przejmujący, a trudno się o takich pisze. Mało znałam historię hiszpańskich wewnętrznych wojen i potyczek,  których pokłosiem były masowe groby pomordowanych ludzi. 

poniedziałek, 3 lutego 2025

"Wielki chłód" Rosa Ribas, Sabine Hofmann




Od dziecka fascynowały mnie polarne opowieści (to przez Centkiewiczów, niechybnie), a z czasem ta fascynacja rozciągnęła się na książki po prostu „zimne”, gdzie lód i chłód odgrywa niebagatelną rolę.

Taki właśnie jest „Wielki chłód” dwóch autorek. Lata 50. XX wieku, Hiszpania. Trwa najmroźniejsza od kilkudziesięciu lat zima. Do małej górskiej wioski przyjeżdża Ana Marti, z redakcji tygodnika El caso”, aby zdobyć informacje o małej dziewczynce, którą zgłoszono jako stygmatyczkę.

wtorek, 8 sierpnia 2023

"Kopernik. Centrum wszechświata" Jordi Bayarri, Dani Seijas


 
To niewielki komiks, ale zawierający wszystkie znane nam wiadomości o Mikołaju Koperniku. Dowiadujemy się, jak wyglądała jego rodzina, o przygarnięciu Mikołaja przez wuja, brata mamy, o studiach we Włoszech. Tam, w słonecznej Italii, prawo kanoniczne przestało  mu wystarczać i zainteresował się astronomią. Tam  też studiował medycynę. 

środa, 18 maja 2022

"Hypatia. Prawda w matematyce" Jordi Bayarri, Dani Seijas


 Seria "Najwybitniejsi naukowcy" Egmontu, przeznaczona dla dzieci, bardzo ciekawie się rozwija. Po takich sławach jak Arystoteles, Einstein czy Skłodowska-Curie pojawiła się Hypatia, postać mniej znana, a z pewnością zasługująca na większą rozpoznawalność.

Hypatia z Aleksandrii żyła na przełomie wieków IV i V naszej ery. Miłość do nauki przekazał jej ojciec, matematyk i astronom, Teon. Ona także zajmowała się tylko dziedzinami, ale znamy ją przede wszystkim z osiągnięć filozoficznych. W czasach Hypatii filozofia to była  ogromna, różnorodna  przestrzeń,  w której  dyskutowano o  wszystkim: matematyce, logice,  botanice, astronomii, geografii. 

poniedziałek, 8 listopada 2021

"Einstein. Przeskok kwantowy" i "Arystoteles. Głód wiedzy" Jordi Bayarri, Dani Seijas


 Dostałam do recenzji dwa niewielkie komiksy, przybliżające postaci znanych i wybitnych osób ze świata nauki i filozofii. Obydwa są komiksami biograficznymi, niewielkimi objętościowo. Zaryzykowałabym stwierdzenie, że uproszczonymi do potrzeb percepcji dziecięcych umysłów.

Przeczytałam i dopadło mnie mocno uczucie ambiwalencji. "Arystotelesa" w tych rozważaniach pominę, bo żył dostatecznie dawno, by wszelkie kontrowersje zostawił za sobą. To po prostu rzetelnie (i niestety trochę nudno, jak dla mnie) narysowana historia tego filozofa, jego droga życiowa, przedstawione są poglądy i filozofia. Jakby to ująć... lepiej przeczytać ten komiks niż notkę w wikipedii, niewątpliwie, zwłaszcza dla dzieci, ale to wszystko.

poniedziałek, 10 października 2016

"Klara i półmrok" Jose Carlos Somoza


Zazwyczaj sięgając po książkę wiem, czego się spodziewać. Znam autora, znam gatunek, znam problematykę. W przypadku "Klary..." było zupełnie inaczej - sięgałam w ciemno. A jak już przeczytałam, byłam oczarowana, zachwycona - rewelacyjna niespodzianka czytelnicza!

Klara jest płótnem. Teraz obrazy maluje się na płótnach (desce, kartonie), w przyszłości malarze do wyrażania swoich emocji będą używać ludzi. Ich ciało to płótno. Najpierw zagruntowane, a potem pokryte barwnymi plamami jest wystawiane w muzeach (przez kilka godzin dziennie) lub w prywatnych domach. Płótna marzą o tym, by najlepsi mistrzowie wybrali właśnie ich do realizacji swoich wizji - to wyróżnienie, nobilitacja, sława i pieniądze. I brak życia poza byciem obrazem. Klara ma szansę, by stać się takim obrazem i bardzo tego chce. Czy gdyby wiedziała, że istnieje szaleniec niszczący obrazy, wycofałaby się z zawodu? Chyba nie.

poniedziałek, 8 lutego 2016

"Maja i jej świat. Wyobraźnia" Anna Obiols


Maja uwielbia sobie wyobrażać różne rzeczy. Raz obejmuje cały świat, innym razem ma na łóżku pustynne wydmy, albo też  gryzie kawałek księżyca zamiast arbuza. Co za wyobraźnia! I o to właśnie chodzi - żeby ją rozwijać, pielęgnować, wzbogacać. Tak, że przy wieszaniu prania zapatrzeć się na wiszące ubrania i wyobrazić sobie historię miłości między "chłopcem od swetra i dziewczyną od sukienki".

niedziela, 31 stycznia 2016

"Maja i jej świat. Ciekawość" Anna Obiols


Dziś przedstawiam kolejną książkę o Mai o sympatycznej czarnowłosej dziewczynce. Pisałam już o niej tu i tu. Tym razem poznajemy historię znajomości Mai z Findą.

Finda pochodzi z Afryki, jest nowa w szkole, nie zna języka, ale to wcale jej nie przeszkadza, by się z Mają zaprzyjaźnić. Opowiada jej o swoim kraju - właściwie nie opowiada, a pokazuje: jakie jada się potrawy, jak się tańczy i śpiewa, uczy Maję gry w swoją ulubioną grę. Maja ogląda w domu Findy afrykańskie maski, a także poddaje się zabiegom fryzjerskim, dzięki czemu ma na głowie milion małych warkoczyków, zaplecionych przez mamę Findy.

poniedziałek, 4 stycznia 2016

"Maja i jej świat. Uczucia" Anna Obiols, SUBI


Co można czuć? Mnóstwo rzeczy. Głód, radość, obawę, spokój, zmęczenie, euforię, zapach, szczęście, smak... To wszystko, a nawet więcej, odczuwa Maja podczas wycieczki w góry.

Gdy czytam dzieciom o pewnej sytuacji i o towarzyszącym jej odczuciu, pomagam uporządkować świat i  emocje. Zwłaszcza że narracja w książce jest niespieszna, wręcz melodyjna. Towarzyszymy Mai w jej wędrówce, oglądamy świat jej oczami, cieszymy się z nią i boimy.

sobota, 2 stycznia 2016

"Maja i jej świat. Wspomnienia" Anna Obiols, rysunki SUBI


Pojawiło się na polskim rynku nowe wydawnictwo - Adamada, z książkami dla dzieci. Wiem, że ten rynek jest porządnie nasycony (wydawnictw dla dzieci jest naprawdę sporo), więc byłam ciekawa, czym chcą się przebić i skusić czytelnika. Zobaczyłam "Maję i jej świat" i oniemiałam z zachwytu.
To książka przetłumaczona z hiszpańskiego, do tej pory nie spotkałam się z takimi, polskie, skandynawskie, niemieckie, angielskie - to tak. Hiszpania jest powiewem świeżości. A Maja jest obłędnie świeża i cudowna!

niedziela, 10 listopada 2013

"Krople światła" Rafael Marin - być Poetą


Lubię, gdy tytuł książki, nawet po wielu latach, otwiera od pierwszego kopa szufladkę w głowie, gdzie się chowa wrażenie z lektury i ślady fabuły. Taka, wiecie, "Smilla w labiryntach śniegu" czy "Dzień Szakala". Niestety, w przypadku "Kropel światła" trzeba będzie długo kopać...

Hamlet Evans to główny bohater powieści. Na dzień dobry pojawia się przed nami jako właściciel kosmicznego cyrku i klaun, który musi w pośpiechu kończyć swój numer i zwijać cyrk, bo pojawia się statek Korporacji, mający wyraźnie wrogie zamiary. Czyli zaczynamy lekturę od końca.

Po tym wstępie lecimy już jak Bozia przykazała, czyli od jajka. Czyli od tego, jak Hamlet Evans został poetą, a raczej Poetą - wyszkolonym i z dyplomem twórcą opiewającym bitewne zmagania Ziemian na różnych kosmicznych frontach. Taki Poeta, jak już odbędzie szkolenie, dostaje przydział na statek i bierze udział w podbojach. Przy takiej robocie można naoglądać się różności, można zginąć, można wywrócić sobie na nice światopogląd - to właśnie przytrafia się Hamletowi, który buntuje się przeciwko Korporacji.

Dlaczego? No, a dlaczego od wieków ludzie buntują się przeciwko systemowi? Przeciwko zniewoleniu, odebraniu wolnej woli, uniformizacji? Bo się nie godzą na niesprawiedliwość, bo mają dość. A Hamlet ma dość kłamstwa, już nie chce opiewać, chce pisać, ale prawdę i tylko prawdę.
"Zbyt długo stałem na uboczu, kryjąc moje wnętrze pod czerwoną sadzą alkoholu i wesołości, pod fałszywymi poematami, które cieszyły wszystkich słuchaczy prócz mnie jednego. Zbyt długo uginałem się jak palma przed huraganem, pozwoliłem, żeby wicher machał wokół mnie swymi szponami, mnie zostawiając w spokoju, moim postępowaniem wspierałem rzezie, od których przewracało mi się w żołądku. Potem, powoli, że prawie nie zdawałem sobie z tego sprawy, myśli skrywane w środku wyszły na jaw i opisałem wszystko w całym jego okropieństwie, pokazując nędzę bezsensownych wydarzeń, w których krew płynie rzekami i robiąc to odnalazłem chyba spokój, którego szukałem, bo tak miałem przynajmniej pewność, że moja praca jest słuszna i choć nie mogłem tym naprawić zniszczeń czynionych przez moich bliźnich, czułem się lepiej, pisząc i robiąc to tak, jak chciałem, tak, jak uważałem za konieczne".

Korporacja to zło, to zwykła, rabunkowa konkwista. A poeci, przepraszam, Poeci, swoim talentem mają usprawiedliwiać, wybielać, uwznioślać. Czyli kłamać i oszukiwać...

Jednak w tej książce oprócz tego - w gruncie rzeczy prostego - dylematu moralnego, zawarty jest kawał porządnej space opery. Przeboje i podboje, walki z robalami, urywanie  kończyn, terraformowanie planet, wszystko soczyste, krwiste i uczciwie kosmiczne. Jeśli się takie powieści lubi, to  Rafael Marin dostarcza ulubionej rozrywki szczerze i hojnie.

Hmm, może nawet zbyt hojnie? Mam na myśli... proszę, zerknijcie raz jeszcze na przytoczony cytat. Ostatnie, co można mu zarzucić, to zwięzłość. Owszem, to autor tak dokładnie opisuje to, o co mu chodzi,to dobrze, ale podczas czytania miałam leciutkie wrażenie redundancji. Gdyby autor nieco skupił się nad tekstem, nieco go okroił, chyba nadałoby to książce ostrości i polotu. Coś jak spojrzenie na świat przez zmrużone oczy, znikają zbędne detale, zostaje samo sedno.

Co nie zmienia faktu, że i tak mi się podobało, a dodatkowy atut to egzotyka. Jaka? Ano,  nieczęsto mam okazję czytać powieści s-f inne niż polskie, rosyjskie i amerykańskie, a "Krople światła" to pierwsza hiszpańska powieść s-f, jaką miałam okazję przeczytać.        

"Krople światła"  Rafael Marin, tłumaczył Tomasz Pindel, Solaris, 2003.                                       

sobota, 25 lutego 2012

"Cmentarzysko Bezimiennych Statków" Arturo Pérez-Reverte - doskonale się to czyta


Jakby mnie kto pytał, o czym jest ta książka, to bym odpowiedziała, że o szukaniu skarbów. Była sobie pewna oczytana kobieta, która grzebała z zacięciem w starych papierzyskach, aż wygrzebała śliczną historię o statku, jego tajemniczych pasażerach i ładunku, wreszcie o jego zatonięciu. Przebadała to wszerz i wzdłuż i postanowiła odszukać statek i wydobyć z niego skarb. Pomaga jej w tym marynarz w stanie zawieszenia oraz jego stary kumpel. Oczywiście jest też na horyzoncie czarny charakter - zawodowy poszukiwacz zatopionych skarbów, twardy, kasiasty i bezwzględny do szpiku kości.

Ale tak naprawdę to tylko rama. Właściwą treścią książki jest Coy, ten marynarz, zawieszony w obowiązkach na dwa lata za wpakowanie statku na mieliznę. Coy to osobliwa postać. Marynarz, niby stwardniały od trudów morskiego życia, niby ogorzały od słońca i wiatru, ale w głębi... miękki? Nie. Melancholijny? Wrażliwy? Czujący, myślący, jaki jeszcze? Inteligentny, ale jednocześnie niemądry. Z intuicją, porywczy, gwałtowny, nieprzewidywalny. Jak morze.

Dla tej postaci, nie dla skarbów, warto było tę książkę przeczytać. Żeby obserwować tego grubokościstego marynarza, jak marzy o pięknej kobiecie, jak traci dla niej głowę, jak wspomina swoje podróże, rejsy, przygody. Jak opowiada... nie, nie opowiada - jak myśli: o swoim dzieciństwie, o tym, jak nurkował łowiąc amfory, jak wdawał się w bójki w portowych tawernach, jak pływał na dobrych statkach i na statkach złych. Całe życie tak mi przedstawił, w błyskach, jakby rzucanych reflektorem, to tu, to tam, bliżej, dalej, różnie, nieprzewidywalnie.

A ona, kobieta jego marzeń? Jest jasnowłosa, piegowata, chłodna i gorąca jednocześnie. Piękna. Mądra. Okrutna.

Świetna książka.

"Cmentarzysko Bezimiennych Statków" Arturo Pérez-Reverte, przełożyła Joanna Karasek, Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA, Warszawa 2001.

poniedziałek, 31 stycznia 2011

"Niezwykła podróż Pomponiusza Flatusa" Eduardo Mendoza (nie po drodze nam, panie Mendoza)

To moje drugie podejście do prozy Eduarda Mendozy (ależ rym!) i chyba ostatnie. "Sekret hiszpańskiej pensjonarki" zupełnie mi nie przypasował, a "Podróż" przeczytałam wprawdzie bez wstrętu, ale i bez widocznej przyjemności.
Bez wstrętu, bo historia, a właściwie historyjka, opisana przez autora, jest całkiem ciekawa: oto Rzymianin Pomponiusz Flatus, wędrujący po świecie w poszukiwaniu wody (życia lub podobnej), trafia do wioski, gdzie mieszka mały Jezus z rodziną. Wędrowiec od razu zostaje poproszony o pomoc, ponieważ ojciec Jezusa został właśnie oskarżony o morderstwo miejscowego bogacza. Nie odmawia, licząc na zapłatę - i tak, mając do pomocy Jezusa, węszy, pyta, śledzi, dedukuje - słowem stara się ze wszystkich sił, by zagadkę rozwiązać i ocalić Józefa od śmierci przez ukrzyżowanie. Mnóstwo w tym nawiązań do wydarzeń, które znamy z Biblii - i to jest ciekawe, coś, co lubię i co zawsze chętnie czytam.
Nie pasuje mi natomiast język autora, ta jego maniera włóczykija-kloszarda, ta luzacka rubaszność, ten dowcip rodem spod budki z piwem, gdzie pierdnąć można sobie bez krępacji, ba, kumple skwitują rechocząc radośnie.
Z tego też powodu kończę przygodę z panem Mendozą, pozostając z szacunkiem i pozostawiając go innym czytelnikom.

Ocena: 3,5/6.

sobota, 28 listopada 2009

"Klub Dumas" Arturo Pérez-Reverte


Jeszcze jedna z ukochanych przeze mnie książek o książkach. Słusznie swego czasu założyłam wątek o tego typu pozycjach. Powstał nielichy spis, z którego można czerpać garściami, mając przyjemną pewność, że w większości przypadków trafi się na coś naprawdę dobrego.
„Klub Dumas” nie jest łatwą książką, to irracjonalnie stanowi dużą zaletę. Nie umizguje się do czytelnika, podsuwając mu na tacy gotowe, łatwiutkie do przełknięcia danie (kto chce gotowe dania typu fast-fodd, niech sobie poczyta Dana Browna).
Książkę należy czytać uważnie, by wyłapywać tu i ówdzie wtrącone opisy białych kruków, wolumenów, pierwszych wydań. Można otrzeć się o hermetyczny światek zapalonych i bogatych książkofilów. Można wciągnąć w nozdrza zapach kurzu leżącego na książkach, zapach papieru, pergaminu, skórzanych opraw. Można stojąc przed półką pełną rzadkich i cennych tomów przesuwać delikatnie palcami po oprawach, nie zatrzymując się przy żadnej z nich. No chyba że coś szczególnie przykuje naszą uwagę...
Wszystko to można, bo sam bohater powieści pozwala nam na to odsuwając się na bok, byśmy mogli oddać się kontemplacji. On w tym czasie bada związki, zależności, szuka przyczyn i skutków. Wykonuje swoją pracę. Książkowy detektyw. Człowiek do wynajęcia. Fachowiec. Profesjonalista.
To człowiek, który dostaje do ręki książkę z 1667 i ma sprawdzić, czy jest ona autentyczna. Wydawca książki (dziś tak powiemy, bo wtedy to drukarz) spłonął za nią na stosie, oskarżony o czary, herezję i inne rozliczne grzechy. Może spłonął za wykształcenie po prostu? (żarcik ofc). Książkę też spalono, a jakże. No, nie do końca, nie wszystkie egzemplarze – inaczej nie byłoby całej historii z poszukiwaniem i sprawdzaniem autentyczności...
Nie, dość o fabule. Milion ludzi obejrzało „Dziewiąte wrota” Polańskiego, nakręcone na podstawie tej powieści, więc o fabule ma jakieś tam pojęcie. Dość dodać, że za pomocą sławetnego spalonego na stosie dzieła można było przywoływać szatana, posługując się ilustracjami w niej zamieszczonymi.
Nawiasem mówiąc, nieco dziwne to dla mnie: przywoływanie szatana, skoro dość spory kawałek diabła siedzi w każdym z nas. Czasem jest trudniej dostępny, czasem łatwiej, ale zawsze coś tam tkwi. No tak.
Wracając do przedmiotowej książki, rozszyfrujmy teraz tytuł. Jaki jest związek Dumasa z szatanem? Hmm, może Dumas, któremu wszystko szło jak z płatka, miał: sławę, pieniądze, kobiety i hulał do woli, w jakiś sposób podpisał pakt z diabłem? Może. Tak naprawdę jednak myślę, że to związek luźny, taka przykrywka. Wspólny mianownik to książki. I to jest właśnie dla mnie główny urok powieści – że to książka o książkach.

P.S. Mąż pochłonął w/w chyba szybciej niż ja, a potem zapytał z głodnym wzrokiem: masz coś jeszcze tego autora? Znaczy się – też mu się podobało.

Klub Dumas [Arturo Pérez-Reverte]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

środa, 21 października 2009

"Królowa Południa" Arturo Perez-Reverte


To śliczna książka. Pochłonęłam ją z zapałem, ciekawością i zadowoleniem. To opowieść o kobiecie - silnej, twardej kobiecie działającej w światku przemytników narkotykowych. Znalazła się tam trochę przypadkiem, trochę wbrew sobie, ale jak już się tam znalazła, doskonale się odnalazła. Jako szefowa, jako strateg, jako głównodowodząca. Przewidująca, odważna, bezkompromisowa Teresa Mendoza. Teresa budzi sympatię, ale nie tę, gdzie identyfikujemy się z bohaterką i zaczynamy ją lubić. To raczej taka sympatia, gdzie trzymamy kciuki, żeby jej się udało, ale jednocześnie litujemy się bezustannie nad jej samotnością, wiecznym strachem i upiorami z przeszłości.

Bo tak naprawdę to opowieść o samotności tej kobiety, trwającej całe życie (dostępne nam na kartach tej powieści) z krótkimi przerwami, tym bardziej podkreślającymi pustkę w jej życiu. Możliwe, że tylko dla mnie ta książka ma taki wydźwięk, dla innych może być to świetna opowieść o narkobiznesie, rzeczowa, rzetelna, znakomicie napisana. o blaskach życia przemytników: pieniądze, luksus, szacunek (oczywiście w odpowiednich kręgach) i sława. O cieniach także: strach przed policją, przed złapaniem, porachunki między konkurencją, strzelaniny i zdrady, więzienie. Tak, dla innych może to być naprawdę dobra książka sensacyjna, rewelacyjnie napisana i w dodatku opisana, jak się tworzyła (to się chyba nazywa budowa szkatułkowa, jeśli dobrze pamiętam), ale nie dla mnie. Dla mnie to smutne studium postaci śmiertelnie (nie dosłownie, oczywiście) zranionej, żyjącej w próżni emocjonalnej.

Dobrze mi się czyta takie książki. A do tego autor wplótł (specjalnie dla kobiet!) prześliczne uwagi o strojach i ogólnie ubieraniu się*, oraz (specjalnie dla mnie!) rozważania o czytaniu w ogólności**. Miodzio - rzekłam.

* A więc ubieranie się nie służy tylko wygodzie czy uwodzeniu. Nawet nie jest wyrazem elegancji czy statusu społecznego, ale oddaje subtelności w ramach tego statusu. Ciuchy mogą wyrażać stan ducha, charakter, władzę. Można się ubierać jak ktoś, kim się jest, lub jak ktoś, kim chce się być, i na tym właśnie polega różnica. Tego się człowiek uczy, jasne. Tak samo jak manier, sposobu jedzenia czy rozmawiania. [...] - Jeśli mówimy o ubieraniu się naprawdę - wyszły z przymierzalni, gdzie Teresa oglądała się w lustrze w kaszmirowym swetrze z golfem - nie można ubierać się nudnie. Ale żeby nosić pewne rzeczy, trzeba odpowiednio się poruszać, trzeba dobrze się nosić. Nie wszystko jest dobre dla każdego. To na przykład. O Versace od razu zapomnij. W ubraniach od Versace wyglądałabyś jak dziwka. 

** Książki są bramą, przez którą wychodzisz na ulicę, mówiła Patricia. Dzięki nim uczysz się, mądrzejesz, podróżujesz, marzysz, wyobrażasz sobie, przeżywasz losy innych, swoje życie mnożysz razy tysiąc. Ciekawe, czy ktoś da ci więcej za tak niewiele. [...]Poza tym z lektury można się wiele nauczyć, czytanie pomaga myśleć inaczej albo lepiej, dlatego że na zadrukowanych stronicach inni robią to wszystko przed nią. [...]W ten sposób Teresa przekonała się, że zwykłe kartki papieru pokryte farbą drukarską nabierają życia, gdy ktoś je przerzuca i przebiega wzrokiem linijki, i znajduje w nich odbicie swojego losu, dostrzega swoje zamiłowania, upodobania, zalety i wady. Teraz już była pewna tego, co przeczuwała, kiedy rozmawiała z Pati O'Farrell o zmiennych losach Edmunda Dantesa: że nie ma dwóch takich samych książek, bo nie ma dwóch takich samych czytelników. A każda książka, jak każdy człowiek, jest czymś wyjątkowym, jest jedyną historią i całym oddzielnym światem.

Królowa Południa [Arturo Pérez-Reverte]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

niedziela, 30 sierpnia 2009

"Dom z papieru" C.M. Dominguez


Lubię książki o książkach, ta niewątpliwie wpisuje się w ten nurt, ale pozostał mi po niej pewien niedosyt. Doskonale zresztą zrozumiały - spodziewałam się książki, a dostałam opowiadanie.
Opowiadanie bardzo dobre, na ulubiony przeze mnie temt, z cudownymi niejednoznacznościami. Opis biblioteki, a właściwie księgozbioru z tomami zapełniającymi każde wolne miejsce w domu bohatera jest bliski memu sercu.
" [...] tomy leżały stosami w kuchni, w łazience, również w jego sypialni.[...] W łazience były książki na wszystkich ścianach z wyjątkiem prysznica i jeżeli nie niszczały, to dlatego, że przestał brać gorący prysznic, aby nie wytwarzać pary. Latem czy zimą mył się w zimnej wodzie."
Z kolei to, jak te książki zamieniają się w dom, czyli bezpowrotnie znikają dla czytelnika - jest przerażające. Tak, dom. Ich właściciel wykorzystał je jako cegły, pokryte cementem czy zaprawą książki zostały ścianami. Tyle że... umierają, i to dwukrotnie, i jako książki, i jako dom, proch i pył, gruz i kartki.
"Leżały tam książki pogrzebane w kamieniu, podarte, owinięte w całun czarnej warstwy brudu, której nie mogłem zeskrobać. [...] Każdy tom wystawał z wydmy jak złowieszczy trup; papier i słowo, rozmyta farba drukarska, grzbiety podziurawione przez owady, które wyryły setki drobnych, kapryśnych tuneli między stronami i rozdziałami."
Słowem: wiele emocji. Szkoda, że to tylko opowiadanie.

czwartek, 13 sierpnia 2009

"Sekret hiszpańskiej pensjonarki" Eduardo Mendoza


Moje drugie podejście do tej książki zakończyło się tym razem pozytywnie - udało się skończyć. Zważcie, że nie piszę o "sukcesie", a o "pozytywnym skutku". Nie spodobał mi się lump Mendozy, kloszardowo-kloaczne klimaty to nie dla mnie, humor nie ten - no dobra, od czasu do czasu się uśmiechnęłam, ale to mało, za mało. Wiem, że to taka konwencja, nigdy wcześniej nie czytałam takiej książki (no, może "Zaułek łgarza" jakby podobny, ale klimat nie ten), więc może się po prostu nie znam? Raczej nie będę wypatrywać następnej książki Mendozy w księgarniach.