sobota, 16 stycznia 2010

"Nie żyję, więc jestem" Katarzyna Byzia

Shuty napisał książkę tzw "korporacyjną" czyli "Zwał". Opisuje tam pracę w firmie jako zło wcielone. Katarzyna Byzia poszła w drugą stronę. Pracę w fimie (agencji reklamowej) opisała jak coś nadzwyczajnego, misję dziejową, cel życiowy i w ogóle. Tak, doskonale wiem, że zamysłem było przerysowanie, karykatura i pastisz, ale nie kupiłam tego.

Bohaterką "Nie żyję, więc jestem" jest Ksenia, która podczas pracy nad projektem reklamowym padła na zawał serca. Wiadomo, robota, robota, brak snu, kofeina, batoniki i pizza zamiast pożywienia - to konia by wykończyło. Ksenia po śmierci trafia do świata "tam", ani to niebo, ani piekło, ani czyściec. Skomplikowane zasady, których Ksenia musi się trzymać, same nie trzymają się kupy, logiki nie znalazłam żadnej, celu i sensu istnienia tamtego świata też. To już lepiej wyglądał świat agencji reklamowej (mimo że bajki o radosnym i szczerym oddaniu się pracy nie kupiłam), bo widać, że autorka wie, jak to wygląda i bez oporów odsłania wszelkie smaczki i grzeszki.
I właściwie to jedyny pozytywny aspekt tej książki, co z tego, jak agencje reklamowe nie są mi bliskie i w ogóle.

Ocena: 2/6

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza