środa, 20 stycznia 2010

"Szkatułka z malachitu" Paweł Bażow

Jak to fajnie, że istnieje internet, allegro i tak dalej. No, ja wiem, że ogólnie z internetem jest fajnie, ale już wyjaśniam, o co mi chodzi.

Odwiedziła mnie kiedyś moja Mama, rozmawiałyśmy o książkach przy okazji wyciągania z regału różności, co to Mama ich nie czytała (zresztą zawsze rozmawiamy o książkach), i zgadało nam się jakoś o "Szkatułce z malachitu" Pawła Bażowa.
Mama zaczęła wspominać, że to takie opowiadania, stareńkie jak świat, klechdy rosyjskie, no i ona by to sobie przypomniała, a książka oczywiście zaginęła w odmętach czasu. Siadłam więc szybciutko do komputera i odpaliłam gugla. Jest! Tyle że niekompletna, jeden albo drugi tom, a jak jest całość, bo to wydano w dwóch tomach, to drogo jakoś (50 zł). Ale co tam, poczekałam, pojawiło się na allegro, 15 zł i moje!

Przeczytałam. Rzeczywiście, stareńkie. Ale urocze, jak się odfiltruje gdzieniegdzie natrętny leninizm, to zostają ludowe podania ludzi z Uralu, gdzie kopie się rudy przeróżne, miedź, żelazo, gdzie wydobywa się złoto i minerały. Malachit. Piękny zielony kamień...
A bajki takie jak z naszych kopalni i Skarbku, tylko bogatsze i bardziej kolorowe. Urocze. Stęchłe, ale urocze.

Mama się ucieszyła.

Ocena: 4/6.

2 komentarze:

  1. dzo lubie bajki rosyjskie, a zwłaszcza te przeniesione na ekran jak Konik Garbusek. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. W ogóle nie pamiętam/nie znam Konika Garbuska, a to ci dopiero, co? :)

    OdpowiedzUsuń