Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Erle Stanley Gardner. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Erle Stanley Gardner. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 czerwca 2018

"Sprawa wynajętej brunetki", "Sprawa fałszywego biskupa" E.S. Gardner

Dziś będzie zbiorczo, bo o książkach, o których nie da za dużo napisać, zwłaszcza gdy się je przeczytało milion dni temu, czyli gdzieś w zeszłym roku.

"Sprawa wynajętej brunetki" zaczyna się bardzo charakterystycznie: oto Mason jedzie przez miasto i widzi na każdym rogu prawie identyczną babkę: młodą brunetkę w ciemnym kostiumie i futrzanym kołnierzu na szyi. Zaintrygowany niezwykłym zjawiskiem zaczepia jedną z kobiet i dowiaduje się, że każda z nich odpowiedziała na ofertę pracy, a wystawanie na rogu było formą prezentacji.

sobota, 3 lutego 2018

"Sprawa jednookiego świadka" Erle Stanley Gardner


Intryga w tym kryminale wygląda jak w innych:  klientka Masona popada w tarapaty, on zaś rzuca wszystko na szalę, by ją ocalić przed skazaniem. Myślałam, że to już czytałam, ze względu na znajomy motyw eksperymentowania z okularami świadka na sali sądowej. Myliłam się, wcześniej adwokat udowadniał, że świadek bez okularów nie byłby w stanie zapamiętać żadnej twarzy. Tutaj natomiast manipulacja okularami służyła do podpuszczenia świadka, by przyznał, że był tam, gdzie być nie powinien. I wiadomo, jak gdzieś coś puszcza, to cała linia prokuratora się sypie.
  

sobota, 27 stycznia 2018

"Sprawa zdenerwowanej wspólniczki" Erle Stanley Gardner


Gdy mam czytelniczy dół, to sięgam po Gardnera, bo on jak nikt potrafi przełamać mają niechęć do słowa pisanego. Gardner pisze kryminały, które właściwie są do siebie bardzo podobne. Oparte na tym samym schemacie, podobnie prowadzone i z tymi samymi elementami. Uwielbiam je czytać, bo dostaję dokładnie to , czego potrzebuję. "Sprawa zdenerwowanej wspólniczki" jest jak inne gardnerki: do Masona zgłasza się klientka z propozycją pracy, którą ten przyjmuje. Po pewnym czasie pada strzał i trup, a podejrzaną jest klientka, która oczywiście twierdzi, że jest niewinna. Dowody mówią inaczej, ale adwokat jej wierzy.

środa, 26 sierpnia 2015

"Zamknięty krąg" E.S. Gardner


 Już to kiedyś czytałam, ale z  braku laku (czytaj: braku innych Gardnerków) wzięłam do ręki jeszcze raz.

Szkic fabuły dla pamięci:
Do Madison City sprowadza się miejski adwokat A.B. Carr, niedługo potem niedaleko jego domu pada trup. Zamieszany jest w sprawę były więzień (klient Carra),  a adwokat natychmiast bierze go pod swoje skrzydła. Druga strona to miejscowy prokurator okręgowy, Doug Selby, całkiem niedawno wybrany na to stanowisko. O Selbym już pisałam tu. Trzecia to tępawy i zarozumiały szef miejskiej policji Otto Larkin. Larkin prze jak czołg, Carr wije się jak piskorz z gładkim uśmiechem na twarzy, a Doug (z pomocą szeryfa Rexa Brandona) po prostu robi swoje.
Po drodze wypływa następna sprawa, czyli zniknięcie sąsiada Carra. Obie sprawy się łączą, rozrastają, zahaczają o wyłudzenie olbrzymiego odszkodowania od towarzystwa ubezpieczeniowego, gdzieś po drodze pałęta się szantaż, pojawia się i samobójstwo, ginie też Bogu ducha winny policjant - słowem dzieje się bardzo dużo. Carr jest bystry, ale Selby nie ustępuje i w końcu wyjaśnia całą intrygę.

Co mnie zastanowiło, to to, że Gardner wywraca do góry nogami schemat ustalony w serii o Masonie, czyli bystry adwokat jest dobry, a powolny i nieustępliwy prokurator zły.
Proszę:
"- Takie są właśnie metody działania tych wielkich adwokatów, Rex. Oni wnoszą do sprawy własną osobowość, robią bezpłatne widowisko dla zebranych na sali sądowej. Przysięgli natychmiast zapominają, że przyszli nie na przedstawienie i werdykt "nie winien" jest po prostu wyrażeniem aplauzu dla aktora, który im przypadł do gustu.[...]
- Ale czy nie możesz zwalczyć wroga jego własną bronią? Nie możesz również zrobić takiego przedstawienia?
- Kiedy prokurator próbuje to robić - odparł Selby - tłum zwraca się przeciwko niemu. Oni uważają, że to prokuratorowi nie przystoi. Pozostaje mu tylko zamienić się w jednego z tych wzniosłych duchem, walczących o świętą sprawę prokuratorów, którzy prą naprzód machając rękami, wykrzykując, wrzeszcząc i miotając obelgi. To również jest komedianctwo, ale uchodzi za szczerość i zapał"[s.158]

"- Nie mieści mi się w głowie, żeby ktoś mógł coś podobnego zrobić - powiedziała Sylwia.
- A mnie tak - powiedział Selby. - Dlatego Carr tak się spieszy. To jeden z tych szybko myślących, pomysłowych, diabelnie sprytnych adwokatów, którzy nie mają sumienia." [s. 171]

Doskonała odtrutka dla kogoś, kto, jak ja, jest uzależniony od bystrych adwokatów z wielkiego miasta.

"Zamknięty krąg" E.S. Gardner, przełożył Wacław Niepokólczycki, Iskry, Warszawa, 1979.

P.S. Poszukuję do pożyczenia kilku kryminałów Gardnera, lista tutaj, jakby ktoś miał, to ja chętnie.  

czwartek, 9 lipca 2015

"Sprawa pięknej żebraczki" E.S. Gardner


Dacie wiarę, że zwątpiła w Masona i w jego ocenę sytuacji? Tak! Jak do tego doszło, zaraz opowiem.

Do adwokata zgłasza się klientka imieniem Daphne z czekiem i listem - oba dokumenty otrzymała od stryja Horacego. Okazuje się, że stryj chciał jej przekazać trochę pieniędzy, obawiając się krewnych, którzy dopiero co zadomowili się w jego posiadłości, bratanicę wygonili na wakacje i zajęli się stryjem. Zajmowanie to polegało na dręczeniu biednego staruszka, aż w końcu stracił równowagę umysłową, czym dał pretekst do umieszczenia go w zakładzie opiekuńczym. Krewni szybciutko zajęli się też jego kontem, dziewczynę po powrocie z wakacji wyrzucili na bruk. Została więc taką żebraczką, bez grosza przy duszy, z listem i czekiem bez pokrycia.

Mason oczywiście zajął się kompetentnie tą sprawą, zaangażował siebie, Paula, Dellę i sporo detektywów, do tego jeszcze doszli lekarze i sędziowie. Wykazał spore zaangażowanie, ta Daphne musiała być naprawdę piękna.

Kiedy zwątpiłam w Masona? Kiedy dowiedziałam się, że dziewczyna nie jest wcale bratanicą staruszka, tylko córką jego gosposi, kiedy Horacy znika z zakładu i kiedy Daphne zaczyna ukrywać przed Masonem swoje poczynania. Czyli było gdzieś tam drugie dno. Rychło się okazało, że i trzecie, i czwarte nawet.
Zakończenie jest słodkie, a tego trupa, co padł przy okazji (chyba tylko po to, by klientkę Masona wkręcić w więzienie) nikt nie żałował.

Cytat piękny sobie wynotowałam. Drake mianowicie namawia Masona, żeby spalił pewien dokument, a Mason na to:
"Nie, Paul. Po pierwsze, jako urzędnik sądowy nie mogę fałszować dowodów. Ty, jako licencjonowany detektyw, też nie możesz. Po drugie, za każdym razem się przekonuję, że prawda jest najsilniejszą bronią w arsenale adwokata. Problem w tym, że często prawnicy nie docierają do prawdy. Z zebranych dowodów i relacji klientów konstruują półprawdy i na ich podstawie próbują coś robić." *

---
* - "Sprawa pięknej żebraczki" E.S. Gardner, tłumaczenie Anna Rojkowska, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2004, s. 124.

P.S. Jeśli ktoś dysponuje jakimś tytułem z poniższej listy, chętnie pożyczę do przeczytania!

A oto poszukiwane tytuły:
"Sprawa wyjącego psa"
"Sprawa sztucznego oka"
"Sprawa fałszywego biskupa"
"Sprawa podmienionego zdjęcia"
"Blondynka z podbitym okiem"
"Torebka szantażystki"
"Zalotna rozwódka"
"Sprawa jednookiego świadka"
"Sprawa zielonookiej siostry"
"Sprawa zdenerwowanej wspólniczki"
"Adorator panny West"
"Sprawa upolowanego wilka"
"Sprawa znikającej staruszki"
"Sprawa przebiegłej laluni"
"Sprawa rezolutnej rozwódki"
"Sprawa władczej klientki"

czwartek, 28 maja 2015

"Pięć dni w Madison City" E.S. Gardner - plus prośba o pożyczkę!


Wielokrotnie przyznawałam się do fascynacji gardnerkami (kryminałami Gardnera), ach, moim marzeniem jest przeczytanie wszystkich wydanych w Polsce... no cóż, jeszcze sporo mi brakuje. Wzdech.
A może ktoś ma i mógłby pożyczyć? Na końcu wpisu podam listę tytułów, które jeszcze nie wpadły w moje ręce.

"Pięć dni..." jest częścią miniserii, której głównym bohaterem jest Doug Selby, były prokurator okręgowy hrabstwa Madison. Selby jest właśnie na kilkudniowej przepustce (powołano go bowiem do wojska), którą spędza bardzo aktywnie, bo szuka mordercy. Nieco nieoficjalnie, bo przecież teraz jest wojskowym, nie prokuratorem, ale nie może się powstrzymać, by nie pomóc starym przyjaciołom: prawniczce Inez Stampleton i szeryfowi Rexowi Brandonowi. No bo jakże im nie pomóc, skoro szeryf to dusza człowiek, a Inez jest wyjątkowo uczciwą osobą?

Selby dzięki dociekliwemu umysłowi potrafi rozwiązać zagadkę, ale JAK on to robi! Rzutem na taśmę, wspaniały finisz na sali sądowej, sprawiedliwość triumfuje, zgnębionemu przeciwnikowi odlatują sprzed nosa grube miliony, o jakie szła gra, publiczność wiwatuje. Mason co prawda też tak potrafi, ale...

Ale to Selby staje jedną nogą na stopniu wagonu, jednocześnie całując gorące usta... nie, nie Inez. Sylwii, dziennikarki. I odjeżdża w siną dal, wykańczać Japończyków. Ten to ma fantazję!

"Pięć dni w Madison City" E. S. Gardner, tłumaczenie Irena Doleżal-Nowicka, Iskry, Warszawa 1970.

A oto poszukiwane tytuły:
"Sprawa wyjącego psa"
"Sprawa sztucznego oka"
"Sprawa fałszywego biskupa"
"Sprawa podmienionego zdjęcia"
"Blondynka z podbitym okiem"
"Torebka szantażystki"
"Zalotna rozwódka"
"Sprawa jednookiego świadka"
"Sprawa zielonookiej siostry"
"Sprawa zdenerwowanej wspólniczki"
"Adorator panny West"
"Sprawa upolowanego wilka"
"Sprawa znikającej staruszki"
"Sprawa przebiegłej laluni"
"Sprawa rezolutnej rozwódki"
"Sprawa pięknej żebraczki"
"Sprawa władczej klientki"
 


środa, 13 maja 2015

"Sprawa niedobudzonej żony" E.S. Gardner

Kolejny gardnerek za mną. I chociaż nie znalazłam w nim nic, co by mną potrząsnęło, to przeczytałam z przyjemnością.

Jest sobie wyspa wystawiona na sprzedaż. Właścicielka liczy na zysk, w końcu wyspa to nie stary samochód, aż tu nagle jak diabełek z pudełka wyskakuje biznesmen, wymachując dawno wygasłą umową dzierżawy i krzycząc "liberum veto!". No jasne, chce wykroić dla siebie kawałek tortu. Właścicielce to nie w smak, jej siostrzenicy też, bo liczyła na pożyczkę od cioci. Nabywca wyspy również się krzywi, bo to mu komplikuje interesy, zaś żona biznesmena zaczyna podejrzewać, że jej mąż oprócz kasy ma na oku także pewną zielonooką blondynkę.
Sami niezadowoleni.

Spotykają się wszyscy na jachcie (Mason też został zaproszony) i wtedy ten wrzód na tyłku, tfu, przepraszam, ten biznesmen, ginie. Tylko kto go sprzątnął? Motyw mieli wszyscy... ok, oprócz Masona.  A Perry dzięki temu, że był  na miejscu, mógł od razu rozpocząć śledztwo



"Sprawa niedobudzonej żony" E.S. Gardner, tłumaczenie Łukasz Witczak, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław, 2007.

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

"Sprawa mądrych małp" E.S. Gardner


Oj, oj, oj. Przeciętniaczek z tego kryminału.

Jest sobie pisarka, która wysyła sekretarkę z misją,  a ta natyka się na trupa. Obie trafiają do Masona, jedna mocno kręci, bo się czegoś boi, druga tylko się boi, bo może zostać oskarżona o morderstwo.
Sprawa zatacza coraz szersze kręgi, pojawiają się szemrani biznesmeni z gruboskórnymi ochroniarzami, pojawiają się zdradzane żony, pojawiają się w końcu  tajni agenci federalni. Dużo wątków, uciechy z czytania mało.

Ech, nawet nie iskrzy między Dellą a Masonem...

Mądre małpy to nadruk na apaszce znalezionej na miejscu zbrodni. Z tego zrobić tytuł, kręcę głową w niedowierzaniu.

"Sprawa mądrych małp" E.S. Gardner, 59. tom cyklu Perry Mason, tłumaczyła Magda Białoń - Chalecka, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2008.

niedziela, 25 maja 2014

"Sprawa szczęśliwego hazardzisty" E.S. Gardner - właściwie sprawa wiecznego pióra


Perry Mason w tę sprawę został wprowadzony niejako tylnymi drzwiami. Najpierw odbiera telefon od tajemniczej kobiety, która chce mu zapłacić za siedzenie na sali sądowej w charakterze widza, a zaraz potem zostaje wynajęty jako obrońca dopiero co obserwowanego oskarżonego. Oskarżony to miły, nieco bezbarwny birbant, który przez większą część powieści jest oszołomiony i nie wie, co się z nim dzieje. Daleko bardziej interesująca jest jego rodzina: śmiertelnie chory, kostyczny stryj - potentat finansowy, drugi stryj archeolog amator oraz jego żona, wyjątkowo reprezentacyjna babka.
"Krótko mówiąc, jest typową drugą żoną milionera, kosztowną zabawką. Ale przyznaję, że pan Guthrie Balfour musiał długo oglądać wystawy sklepów, zanim kazał ją sobie zapakować".[1]

Sprawa, której podjął się Mason, czyli sprawa zabójstwa upozorowanego na nieszczęśliwy wypadek, jest wyjątkowo trudna, a to za sprawą jednego ze świadków. Kłamie gość przed sądem bezczelnie i ze znawstwem, trudno podważyć jego zeznania. Na szczęście adwokat ma swoje źródła informacji, czyli nieocenionego Paula Drake'a. Oprócz tego:
"-Mam w ręku jedną broń - odparł Mason. - Jest to broń bardzo skuteczna. Ale trudno się nią niekiedy posługiwać, bo po prostu nie wiadomo, za który koniec ją złapać. 
- Jaka to broń? - spytała Della Street.
- Prawda - odrzekł Mason".[2]
Prawda nas wyzwoli!

Z ciekawostek (ponieważ lubię pisać wiecznym piórem) wydłubałam sobie dla siebie historię o tym, jak pewna kobieta, jadąc za zataczającym się pijacko samochodem, zapaliła sobie światełko w samochodzie, wyciągnęła notes z torebki i otworzyła do na ostatniej zapisanej stronie, następnie wyciągnęła wieczne pióro, takie z odkręcaną skuwką, odkręciła je, starannie zapisała równiutkim pismem numer rejestracyjny samochodu w notesie położonym na kolanach, po czym zakręciła pióro i schowała je wraz z notesem do torebki. To wszystko jedną ręką, prawą, lewa spoczywała na kierownicy, zaś kobieta cały czas jechała za tym samochodem. Gigantka, nie?




"Sprawa szczęśliwego hazardzisty" E.S. Gardner, przełożył Michał Ronikier, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 1996. Tom 53. cyklu o Masonie, [1]- s. 55, [2] - s. 187

środa, 4 grudnia 2013

"Sprawa szkarłatnego pocałunku" E.S. Gardner - a pfe


Jak pragnę zdrowia, poczułam się niecnie oszukana po przeczytaniu tej książeczki! To nie kolejna powieść o Perrym Masonie, tylko zbiorek nowel czy też opowiadań, z których tylko pierwsza ma za bohatera mojego ulubionego adwokata. Reszta to jakieś barachło, zapchajdziury. 

Z kronikarskiego obowiązku wymienię tytuły opowiadań:
1. Sprawa szkarłatnego pocałunku
2. Palce Fonga
3. Dolina małych strachów
4. Piorun
5. Interes na dystans

Obraziłam się, nie lubię takich zagrań. Co do tytułu - szkarłatny pocałunek to odcisk mocno umalowanych kobiecych ust na czole denata znalezionego w luksusowym apartamencie. A po odcisku można dojść do  kłębka, czyli do ust. Bowiem, drogie panie, z takimi odciskami jest tak jak z odciskami palców, są niepowtarzalne.

Całujcie tylko mężów!


"Sprawa szkarłatnego pocałunku" E.S. Gardner, przełożyła Anna Rojkowska, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2002. Tom 82. cyklu o Masonie (pfff).

sobota, 28 września 2013

"Sprawa podwójnej tożsamości" E.S.Gardner - czy wiecie, kto jest najlepszym przyjacielem kobiety?


Targi targami, nabytki nabytkami, a książki do opisania czekają! Oto kolejny "gardnerek", kryminał, który kupiłam, żeby móc poczytać w oczekiwaniu na jedzenie w knajpie. Spełnił moje oczekiwania.

Główną bohaterką jest dziewczyna, której majętny i ponętny narzeczony okazał się oszustem, a ona wstydzi się tego tak bardzo, że chciałaby zapaść się pod ziemię. No i robi to, może nie aż tak dosłownie. Wrzuca po prostu torebkę do auta i jedzie w siną dal, po drodze zabierając autostopowiczkę.

Bach! Wypadek, autostopowiczka ginie, a dziewczyna, niewiele myśląc, przejmuje jej tożsamość, w nadziei, że to załatwi jej problemy. Nie załatwiło, przysporzyło tylko kolejnych, z których oczywiście tylko Mason może ją uratować.

Do zapamiętania: najlepszym przyjacielem kobiety wcale nie jest diament.

" - Zaczekaj tu, Mildred. Wychodzę, ale za chwilę wrócę  ze szpikulcem do lodu.
- Szpikulcem do lodu?! - wykrzyknęła przerażona Mildred.
Kitty pokiwała głową.
- To najlepszy przyjaciel kobiety, najlepsza broń, jaką możesz mieć. Poleciła mi go przyjaciółka. Ona z kolei usłyszała o tym od pewnego policjanta. W przeszłości tradycyjną bronią kobiety była szpilka do włosów i, wierz mi, że to była skuteczna broń. Mężczyzna instynktownie cofa się na widok czegoś długiego i ostro zakończonego. Moja przyjaciółka mieszkała w okolicy, w której grasowali ekshibicjoniści. Policjant poradził kobietom, którym zdarzało się wracać do domu samotnie po ciemku, żeby nosiły przy sobie szpikulce do lodu. Na czubek szpikulca można nałożyć kawałek korka i nosić go w torebce. Wierz mi, jeśli kiedykolwiek znajdziesz się sama na ciemnej ulicy, przyznasz, że szpikulec może być wart tyle złota, ile waży!" *

Tak więc, kochane czytelniczki, w te pędy do sklepu i kupujemy szpikulce.
---
* "Sprawa podwójnej tożsamości" E.S.Gardner, przełożyła Anna Kosińska, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław, rok wydania nieznany, s.50.
Tom 56.cyklu o Masonie.

sobota, 6 lipca 2013

"Sprawa opanowanej złodziejki" E.S. Gardner


"Około siódmej trzydzieści Mason siedział w koktajlbarze hotelu, w którym rezydował [...]" - szczerze się zdziwiłam, jak to przeczytałam, to Mason, wzięty i z pewnością zamożny adwokat, nie miał własnego mieszkania? Chyba że mieszkanie w hotelu było wygodniejsze?...

"My, sędziowie przysięgli, wyznaczeni do sprawy, uznaliśmy, że [oskarżona] jest winna/niewinna [nie mogę tego zdradzić] zarzucanej jej zbrodni. Jednocześnie sędziowie przysięgli proponują, aby prokurator okręgowy bezzwłocznie aresztował [kogoś innego] i przeprowadził dochodzenie, lecz w sposób bardziej inteligentny niż w przypadku tej sprawy." - hehe, śliczny przytyk w kierunku prokuratora okręgowego, jego zastępca bowiem, Larry Sampson, robi z siebie na sali sądowej idiotę.

Fabuła jest dość skomplikowana, zaczyna się od prawie-że-przyłapania w sklepie złodziejki, starej pani, Sarah Breel. Jej bratanica, Virginia Trent, umiera ze wstydu. Ale to tylko przygrywka, bo dopiero potem zaczyna się dziać! Brat pani Breel, George Trent, zajmuje się zawodowo diamentami, ma też pewne alkoholowe ciągotki i co jakiś czas idzie w tango. Właśnie poszedł, a jego siostra odkryła, że zniknęły cenne brylanty, które oddała Trentowi pani Ione Bedford za pośrednictwem Austina Cullensa.

Gdzie ich szukać? Kto zabił Trenta? Kto zabił Cullensa? Czyje naprawdę były brylanty i kim jest Pete Chennery? Och, tyle pytań, ale od czego jest Mason, nieprawdaż. :)

Przełożył Paweł Kruk. Tom 12. cyklu o Masonie.

czwartek, 27 czerwca 2013

"Sprawa nerwowej żałobniczki" E.S. Gardner


Ten kryminał gardnerowski podobał mi się mniej niż poprzednie. Po pierwsze - nietrafiony tytuł. Ta nerwowa żałobniczka co prawda co prawda odgrywa pewną rolę, ale wcale nie taką kluczową. Po drugie - miejsce akcji. Nie w mieście, gdzie głównie działa Mason, tylko w górach, gdzie udał się na odpoczynek. Może to i miała być jakaś odskocznia, ale chyba autor (tak, tak, autor) w takiej scenerii nie czuje się najlepiej.

To okolice Góry Niedźwiedziej i jakiegoś górskiego jeziora na wysokości prawie mili nad poziomem morza. "Ta niegdyś rolnicza okolica stawała się modnym zimowym kurortem".  Mason spędza urlop w górskiej chacie, ale bezczynność mu bardzo doskwiera i gdy tylko pojawia się trup na horyzoncie, jest wniebowzięty; no dobra, może za dużo powiedziane, umiarkowanie zadowolony i momentalnie ściąga do siebie ludzi.

"Zadzwoń na lotnisko i niech grzeją silniki. Tu pogoda jest dobra, widoczność doskonała. Zimno, mroźnie i słonecznie, ani jednej chmury nad górami. Dolecisz tu w godzinę, ludzi możesz zebrać i dojechać na lotnisko w pół godziny albo czterdzieści pięć minut".

Do licha, Perry jest tak podekscytowany, że Paulowi Drake robi pyszne śniadanko, co mnie zdumiało, gdy sobie przypomniałam, co wyprawiał w "Sprawie niebezpiecznej wdówki".
"[...] Mason nastawiał kawę, wbijał jajka na patelnię, wkładał grzanki do tostera i otwierał puszkę z sokiem pomarańczowym. Bekon smażył się powoli. [...]  Mason [coś tam gadał do Paula], polewając jajka tłuszczem z bekonu. [...] Mason delikatnie przeniósł jajka z patelni na ogrzany talerz, dołożył boczek i posmarował grzankę Paula roztopionym masłem."
Sama zrobiłam się głodna!


A fabuła? Arthur B. Cushing, playboy, ma w zwyczaju nachalnie podrywać panienki,, a w końcu jedna taka, Carlotta Adrien, daje mu w twarz i opuszcza z godnością dom Cushinga. Potem pada strzał, który ze zgrozą słyszy (bo mieszka niedaleko) mamusia Carlotty, Belle Adrien. Mamusia leci pędem na miejsce zbrodni. Myśli, że córeczka popełniła jakieś głupstwo, więc czyści ślady, jakie tylko znajdzie. Potem okazuje się, że obróciło się to przeciwko niej, ale na szczęście trafia pod skrzydła Masona. Pojawia się nerwowa żałobniczka, a na końcu okazuje się, że motywem była zemsta.

Przełożył Bartłomiej Madejski. Tom 38 cyklu.

poniedziałek, 24 czerwca 2013

"Sprawa niecierpliwych spadkobierców" E.S.Gardner


"Nagle zwrócił się do Delli Street i zakrył swoją ręką jej dłoń.
- Dziękuję ci za twoją lojalność, Dello. Nie mówię o tym często. Pewnie traktuję twoją obecność i pomoc jako coś oczywistego, jak powietrze, którym oddycham, jak wodę, którą piję, ale to nie znaczy, że nie doceniam wszystkiego, co robisz. 
Pogłaskał jej dłonie.
- W twoich rękach jest tyle otuchy, masz pewne dłonie. To są drobne, kobiece rączki, a jednocześnie silne ręce".

Ach, jak romantycznie! Przecież wiadomo, że Perry i jego sekretarka Della mają się ku sobie. To znaczy balansują na krawędzi flirtu chyba od początku serii, ale nigdy nie było wyraźnie powiedziane, że są ze sobą. Powyższy fragment zdaje się być wstępem do poważnej deklaracji i w oku mi zabłysło. Niestety, szybko zgasło, bo ciąg dalszy brzmi:
"Ścisnęła na moment jego rękę i, czując, że przyciągają uwagę, cofnęła dłoń.
Mason znowu wpatrywał się w odległe światła i nagle zrobił okrągłe oczy.
- Olśnienie? - spytała".

Ech, no właśnie. Urokliwe chwile były tylko zabiegiem autora. Mason miał wpaść na to, że silne ręce maszynistki z czymś mu się kojarzą, więc dlatego Gardner kazał mu tak te ręce Delli ściskać. Ot i tyle pozostało z romantyzmu.

A fabuła? Dużo zdradza tytuł. Jest sobie majętna starsza pani, LAuretta Trent, która co jakiś czas ląduje w szpitalu, cierpiąc na ostre zapalenie żołądka. Jak się później okazuje, to nie zapalenie, tylko arszenik. Czy to sprawka rodzinki: dwóch sióstr, których mężowie okazali si wyjątkowo niezaradni finansowo i wszyscy razem siedzą starszej pani na głowie? Szkopuł w tym, że testament pani Lauretty wcale nie jest dla nich korzystny. Nie szkodzi, nie takie rzeczy ze szwagrem my robili, mówi jeden szwagier do drugiego szwagra.

Po drodze osobą poszkodowaną staje się była sekretarka dawno zmarłego notariusza. Zwraca się o pomoc do Masona po  tym, jak została niesłusznie zaaresztowana za przemyt narkotyków. Ten poszperał gdzie trzeba, włączył myślenie (i olśnienie) i już, gotowe. Niecni rzezimieszkowie  zostaną przykładnie ukarani.

Tłumaczył Andrzej Milcarz. Tom 73 cyklu.

wtorek, 18 czerwca 2013

"Sprawa śmiercionośnej zabawki" E.S. Gardner - dzieci nie powinny bawić się bronią


Zaczyna się mocnym uderzeniem, dosłownie:
"Z grzecznością, charakterystyczną dla wszystkiego, co robił, Mervin Selkirk rzekł do Nordy Allison:
- Przepraszam bardzo.
Po czym pochylił się i z całej siły uderzył otwartą dłonią dziecko w twarz.
- Dobrze wychowani chłopcy - rzekł do swego siedmioletniego syna - nie przerywają dorosłym w rozmowie."

Ych, kanalia jedna. Świetnie, że dosięgła do sprawiedliwość dziejowa i zszedł z tego świata w sposób, hm, nagły. Mniej świetnie, że początkowo wygląda na to, iż zrobił to przypadkowo, wzmiankowany wyżej siedmiolatek, posłużywszy się pistoletem kalibru 22.
Chłopczyk ten miał w zwyczaju bawić się prawdziwą bronią, na co pozwalała mu opiekunka, a potem także rodzice. Nawet nie można zakrzyknąć ze zgrozą: "Gdzie byli jego rodzice?!"
Ach, ta Ameryka, gdzie pistolety i rewolwery poniewierają się po wszystkich możliwych zakamarkach; w szufladach nocnych szafek, pod poduszkami, na stolikach, w damskich torebkach, męskich kieszeniach i dziecięcych namiotach. No gdzie popadnie! To oburzające, taka lekkomyślność, aż dziw, że się ci wszyscy Amerykanie przez przypadek nie wytłukli.

Ale już wracam do fabuły. Mervin ginie, oficjalne podejrzenia padają na Nordę, jego byłą narzeczoną, nieoficjalne na jego małoletniego syna, Roberta, mieszkającego z matką, Lorraine Selkirk Jennings i jej drugim mężem, Bartonem Jennnings. W sprawę wpycha się dziadek Roberta, milioner Horacy Livermore Selkirk, który chce odebrać dziecko matce i wychować go sam. To jednak nie podoba się Masonowi, bo nie lubi, jak ktoś go straszy i rozstawia po kątach.

Kto naprawdę zabił Selkirka, tego zdradzić nie mogę, powiem za to, że chłopczyk został oczyszczony z zarzutów, chwała Bodu, i tak nie miał zbyt szczęśliwego dzieciństwa. Mam nadzieję, że ciągoty do broni palnej mu przejdą.

 A teraz coś o mnemotechnice:
"Przypomnieli sobie, że padło nazwisko opiekunki [...] Ale nazwisko nic nie mówiło, więc go nie zapamiętali. Najpierw powiedzieli, że Fish [ryba], a potem, że może Trout [pstrąg]. I w końcu kobieta przypomniała sobie, że to Bass [okoń]. Chodzili na jeden z tych kursów, gdzie uczą zapamiętywać poprzez tworzenie skojarzeń."
Chodzenie na kursy to pożyteczne i chyba popularne zajęcie, Elsa Grifiin z poprzedniego kryminału ukończyła korespondencyjny kurs daktyloskopii.
Sama myślę o kursie języka migowego.

Przełożył Bartłomiej Madejski. Tom 58 cyklu.

czwartek, 13 czerwca 2013

"Sprawa szantażowanego męża" E.S. Gardner


Moje kochane Gardnerki. Tak nazywam te kryminałki, które czytam z prawdziwą przyjemnością i niezobowiązująco, znakomite są też na przełamanie tak zwanego czytelniczego impasu (znacie pewnie taki impas, jak nic nie wchodzi). Jeden czy dwa trupy przeważnie są z gatunku tych, co to dostali za swoje, no a rozprawy sądowe są rewelacyjne, tam co drugie zdanie pada:
"Zgłaszam sprzeciw. Pytanie nieistotne, niedopuszczalne i nie mające związku ze sprawą, niewłaściwie prowadzone przesłuchanie, obrona próbuje oprzeć się na dowodzie ze słyszenia".

Głównym bohaterem jest  tu Stewart G. Bedford, biznesmen, który w wieku pięćdziesięciu lat zakochał się szczęśliwie w kobiecie o dwadzieścia lat młodszej i ją poślubił. Idylla. Niestety, okazało się, że Anna Roann Bedford to kobieta z tak zwaną przeszłością, co wywąchał szantażysta, Binney Denham, i postanowił wyłudzić od jej męża trochę gotówki na tę okoliczność. Mąż się godzi, bo żonę niezmiernie kocha i pragnie oszczędzić jej skandalu towarzyskiego. Podejmuje z banku 20 000 USD w czekach podróżnych i z neseserem pełnym czeków (plus rewolwer kalibru 38) jedzie z wspólniczką szantażysty, Geraldine Corningc (a naprawdę Grace Compton) do motelu i tam czeka, aż Denham upłynni czeki.

W międzyczasie do motelu przyjeżdża Elsa Griffin, sekretarka Bedforda, po to, aby pomóc szefowi, a może żeby zagmatwać całą sytuację. Pada strzał, trupem kładzie się szantażysta, trafiony z rewolweru kalibru 38, Bedford budzi się z narkotycznego snu i ucieka gdzie pieprz rośnie. Po czym wynajmuje Perry'ego Masona, a on z kolei Paula Drake'a. Razem pracują nad tym, by ich klient nie został skazany. Pracują z niesamowitym poświęceniem - na przykład Perry i Della zostają na noc w biurze i żywią się, o zgrozo, fastfoodem.
"Kawa, pączki, cheeseburgery i chrupki ziemniaczane - powiedział Mason i wzdrygnął się. - Co za koszmarna mieszanka na noc".

W sprawę oprócz sekretarki zostaje też bezpośrednio wmieszana żona biznesmena oraz jej odciski palców, a także właściciel motelu.

Kończy się jak zwykle - czyli klient Masona okazuje się być niewinny, co zresztą było wiadome od samego początku, ale Mason udowadnia to w spektakularny sposób, dodatkowo, jakby mimochodem, wyławia z ludzkiej populacji właściwego zabójcę.

Bardzo dobrze się czytało na Kundelku.

Przełożyła Anna Rojkowska. Tom 50 cyklu.

wtorek, 21 lutego 2012

"Sprawa samotnej dziedziczki" E.S. Gardner


Tak naprawdę to piszę te notki o przeczytanych lekturach dla siebie. Albowiem pamięć mam znakomitą, tyle że dość krótką - a tak to sięgnę sobie po latach i zobaczę, co na temat tej czy innej książki zapisałam.

W przypadku Gardnera zwykle chodzi o skreślenie fabuły w kilku zdaniach, bo nie zawsze po samym tytule można ją sobie przypomnieć. Tutaj, jak  na zawołanie, zarys fabuły już jest, gotowy, jakby specjalnie dla mnie! Proszę:
"Zagadkowy anons w rubryce towarzyskiej staje się początkiem podejrzanej sprawy, która ląduje na biurku Perry'ego Masona. Sprawa dotyczy niejakiej Marilyn Marlow, której matka odziedziczyła fortunę po zamożnym pracodawcy. Wkrótce po śmierci testatora, matka Marilyn ginie w wypadku, a majątek przechodzi w ręce dziewczyny. Niestety, najbliżsi krewni zmarłego zrobią wszystko, żeby obalić testament i zostawić Marilyn na lodzie. ten, komu uda się przekonać Rose Keeling, świadka podpisania testamentu, wygra wszystko. Marilyn zamieszcza w gazecie tajemniczy anons. Zamierza znaleźć dla Rose idealnego kandydata, który zawróci jej w głowie, a jednocześnie pomoże Marilyn odzyskać jej fortunę. Gdy Rose zostaje zamordowana, Perry Mason wyrusza na poszukiwanie tego, kto zabrał ją na ostatnią randkę..."[1].

Podkreślenie w tekście pochodzi ode mnie, bo ta właśnie kwestia zwróciła moją uwagę. Oto co mówi na ten temat sama Marilyn:
"Dlatego szukałam człowieka określonego rodzaju. Chciałam znaleźć takiego, który zakochałby się we mnie, a jednocześnie zgodziłby się na romans z Rose Keeling. Wtedy ona zdradzałaby mu wszystkie swoje sekrety, a ja znałabym całą prawdę. Nie mogłam pozwolić sobie na takiego, który zakochałby się w Rose, a mnie wystawił do wiatru. Dlatego zanim by się poznali, chciałam, żeby... żeby najpierw zakochał się we mnie"[2].

Czy to nie głupi pomysł? Manipulacja ludźmi i ich uczuciami nie jest oczywiście niemożliwe, ale do tego trzeba po pierwsze zdolności, po drugie wprawy, o czym zaświadczyć mogą markiza de Merteuil oraz wicehrabia de Valmont. Ale taka młoda dziewczyna jak Marilyn? No nie wiem i jestem pełna wątpliwości. Jednakowoż reszta intrygi bez zarzutu, a Mason oczywiście jak zwykle bezkonkurencyjny. Oraz piękne, klimatyczne zdjęcie na okładce - dworzec kolejowy malowany światłem. Tak, tu skuchy nie ma, to jedno z miejsc, gdzie toczy się akcja. Dobry wybór na okładkę.

---
[1] "Sprawa samotnej dziedziczki" E.S. Gardner, przełożyła Anna Kloczkowska, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2007, s. 4
[2] Tamże, s. 50-51.
Zdjęcie na okładce: Bas Slabbers
Tom 31 cyklu.

niedziela, 12 lutego 2012

"Sprawa przedziwnej mężatki" E.S. Gardner - nie pamiętam jej prawie


Z moich starannych notatek wynika, że przeczytałam ten kryminał tuż przed Wigilią - 23 grudnia (tak, mogłam sobie pozwolić na swobodne czytanie dzięki moim siostrzenicom, które bardzo mi pomogły w przygotowaniach do świąt). Ale, być może, ten właśnie, mimo wszystko gorący, przedświąteczny okres wpłynął na to, że, po ponad miesiącu nic a nic nie pamiętam z fabuły! (i na dokładkę pogubiłam się całkiem w przecinkach).

Okładka też nie pomaga - zblazowana blondynka w ślubnej sukni z papierosem w ręce - nic mi to nie mówi, poza tym jest politycznie niepoprawna.

Wielkim wysiłkiem woli przypominam sobie, iż ta mężatka to była przedziwna dlatego, że była wręcz bezgranicznie lojalna w stosunku do męża. Mąż zaś od pierwszego czytelniczego wejrzenia był łajdakiem i szują. No ale wiadomo - zakochana kobieta jest ślepa. Dopiero kiedy pada jakiś tam trup (bo zawsze u Masona pada trup), a mężatka staje się podejrzaną, to otwierają jej się oczy na prawdziwą naturę małżonka - głównie dlatego, że mąż ochoczo składa obciążające ją zeznania.
Reszta fabuły przepadła w mrokach mojej pamięci, nawet nie pomachawszy (niewdzięczna!) na pożegnanie.
Oceniłam na 3,5, ale ze względu na powyższe oraz nijakość książki, obniżam do 2,5.

"Sprawa przedziwnej mężatki" E.S. Gardner, tłum. Marian Stawiński, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 1996. Tom 5 cyklu.

poniedziałek, 23 stycznia 2012

"Sprawa niebezpiecznej wdówki" E.S. Gardner - uwaga! Mason jest goły!


 Na dzień dobry czepnę się dwóch rzeczy: okładki i tytułu. Okładka, jak widać obok, przedstawia ciemny zaułek, kocie łby w nim i jakąś bliżej nieokreśloną sylwetkę kobiecą. Nijak, powtarzam, nijak to się ma do treści książki, którą, do licha, równie "celnie" ilustruje tytuł - sprawa niebezpiecznej wdówki, wdówka jest niby klientką Masona, ale tak marginesową postacią, że ojej.
Na całe szczęście ktoś dodał na okładce "Mason i zbrodnia w pływającym kasynie" i chwała mu za to, bo wystarczy spojrzeć i ma się przebłysk, o czym to było.

Wdówka to babunia (nawiasem, wyjątkowo energiczna babcia), która się martwi o wnusię hazardzistkę, bo jak wyjdzie na jak, że wnusia narobiła sobie długów w kasynie, to o rety. Mąż wnusi się z nią rozwiedzie i zabierze jej dziecko, jako nieodpowiedzialnej, ulegającej nałogom matce.
No i bach, pada trup - właściciel wspomnianego kasyna pada od kuli, wnusia jest podejrzana, hm, nie ona jedna, ale tych szczegółów dowiadujemy się w miarę czytania i nie będę tu od razu wykładać kawy na ławę, bo kto zna Perry'ego Masona, ten wie, o co chodzi.

Ale znalazłam dwa takie fajniutkie fragmenciki. Po pierwsze: szokujące, wstrząsające i łał: Mason robi striptiz!
"- Co pan robi? - zapytał Perkins.
- Rozbieram się - odparł Mason. - A pan dokładnie przeszuka każdy cal mojego ciała, przepatrzy najmniejszy szew ubrania. [...]
Mason zdjął buty, ściągnął podkoszulek i bokserki, po czym pochylił się, by rozpiąć podwiązki"[1].
Podwiązki do skarpet! Egzotyczna część garderoby, dziś już niespotykana :)
Drugi fragmencik za długi jest, by go przytaczać w całości, ale jest o tym, jak to Mason przez zaczytanie niszczy sobie śniadanie przygotowane mu przez sekretarkę.
" - Kawa w ekspresie, sok pomarańczowy w lodówce, jajka wrzucisz tylko do wrzątku na kuchence, pokrojony chleb leży przy opiekaczu, obok masło i dżem truskawkowy, podsmażony boczek w piecyku" [2].
Mason napił się kawy, jajka na miękko gotował kwadrans, spalił grzanki w opiekaczu i zapomniał na śmierć o bekonie, bo zaczytał się w gazecie. Ot, mężczyzna.

---
[1] "Sprawa niebezpiecznej wdówki" Erle Stanley Gardner, tłum. Barbara Cendrowska, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2008, s.61/62
[2] Tamże, s.110.

Tom 10 cyklu.

środa, 10 sierpnia 2011

"Sprawa haczyka z przynętą" E.S. Gardner


W książkach o Perrym Masonie uwielbiam kilka drobiazgów, o których już kiedyś pewnie wspominałam, ale najwyżej się powtórzę.

1. Trudna praca detektywów, którzy w celu zdania szefowi relacji z postępów w pracy musieli szukać stacji benzynowej, drogerii czy budki z telefonem.
2. To, że można kupić bilet na samolot i wsiąść na jego pokład pięć minut przed odlotem.
3. Spisy osób na samym początku książki, gdzie Dellę Street określa się jako "sekretarkę par excellence*", a takiego na przykład Arthmonta A Freela jako "szacownego szantażystę".
4. Sposób porozumiewania się wykorzystujący ogłoszenia w gazetach.
5. Krzyżowy ogień pytań na sali sądowej w wykonaniu Masona.
6. To, że w obiegu są banknoty o nominale dziesięciu tysięcy dolarów (to nie fantazja autora, istnieją takie)

W "Sprawie haczyka z przynętą" występuje na pewno punkt 1, 3, 4 oraz 6. Dziesięć tysięcy dolarów ma stać się honorarium adwokata, ale póki co, zostaje rozcięte na pół. Jeden kawałek banknotu zostaje u Masona, a drugi zatrzymuje zamaskowana kobieta. Zanim Mason odkryje, kim ona jest, ginie człowiek, w powietrzu fruwają machlojki z papierami wartościowymi, mignie szantażysta, przewinie się kilka kobiet, a co jedna, to ładniejsza i bardziej bezwzględna.

Nie ulega jednak wątpliwości, że Mason sobie poradzi. Zawsze sobie radzi.Mrau.


"Sprawa haczyka z przynętą" E.S. Gardner, tłum. Bartłomiej Madejski, Wydawnictwo Dolnośląskie 2006. Tom 16 cyklu.
---
* - par excellence - w całym tego słowa znaczeniu, w najwyższym stopniu