środa, 5 listopada 2025
"Kocina. Zapiski z Doliny" Berenika Kołomycka
Miłośnicy Malutkiego Liska i Wielkiego Dzika będą zachwyceni! Oto nadchodzi Kocina - łącznik między ludzkim światem autorki a komiksowym światem zwierzątek z Doliny. Ma on nam, czytelnikom, opowiedzieć WSZYSTKO. Zaczyna od mapy Doliny, potem przedstawia jej mieszkańców, tych dużych i malutkich, a potem po prostu w tej Dolinie jest.
środa, 9 czerwca 2021
"Kasia i jej kot. Tom 3" Christophe Cazenove, Hervé Richez, Yrgane Ramon
Dla kogo jest ten komiks? Przede wszystkim dla tych, którzy uwielbiają dobrą zabawę. Także dla tych, którzy lubią koty i przedziwne sytuacje z nimi związane (hej, miłośnicy kota Simona, macham do was!). Także do tych, którzy chcą wytłumaczyć dzieciom, na czym polega rodzina patchworkowa. Poza tym dla dzieci! I dla całych rodzin (wypróbowałam)!
"Kasia i jej kot" to dalsza część opowieści o Kasi, która musi umościć się jakoś w nowej rzeczywistości. Jej tata odnalazł miłość swojego życia: Samantę, rudowłosą piękność i dwie rodziny (Samanta ma syna) zamieszkały razem. Jak się okazało, przywyknięcie do tego, że kot w tym nowym domu odgrywa niepowszednią rolę, zajęło Samancie i Wojtkowi trochę czasu. Nie obyło się bez paru spięć, wszystkie jednak zostały pomyślnie załagodzone.
czwartek, 24 września 2020
"Folwark zwierzęcy" powieść graficzna. George Orwell, Odyr
"Folwark zwierzęcy" to właściwie już klasyka. Historia o tym, jak to zwierzęta z farmy buntują się przeciwko wyzyskowi i pozbywają się ludzi budzi sporo emocji. Niech im się uda, myślimy, zasługują na to. Choć to przecież utopijny pomysł, by zwierzętom udało się prowadzić farmę. Utopia! Słowo klucz.
"Folwark zwierzęcy" jest antyutopią. Powieścią, która opowiada o tym, jak bardzo miało być pięknie i jak rozpaczliwie pięknie nie było. Niektóre ze zwierząt, te inteligentniejsze, wykoncypowały sobie, że mogą się w nowej rzeczywistości dobrze ustawić, sprytnie delegując pracę na innych i jeszcze sprytniej przydzielając sobie coraz więcej dóbr. Stopniowo ograniczane są wszystkie prawa, pojawia się przemoc.
sobota, 7 marca 2020
"Kasia i jej kot. Tom 2" Christophe Cazenove, Hervé Richez, Yrgane Ramon
Gdy pisałam o pierwszym tomie tego komiksu, dawałam do zrozumienia, że mimo nośnego tematu komiks u nas "nie chwycił". Otóż, jak się okazało, wystarczyło tylko dać mu nieco więcej czasu, a dzieci polubiły Kasię i zawadiakę Sushiego.
Ten tom przygód zakoconej rodzinki zaczyna się mocnym uderzeniem - przeprowadzka! Sami wiecie, jaki przy tym potrafi zrobić się bałagan, do tego zmiana otoczenia, sąsiadów... autor nadmuchuje ten balonik, po czym okazuje się, że nowy dom jest... (ach, jeden spoiler wam uczynię).
wtorek, 13 sierpnia 2019
"Kasia i jej kot. Tom 1" Christophe Cazenove, Hervé Richez, Yrgane Ramon
Testujemy komiksy egmontowe dla dzieci i czasem trafiamy na perełki, a czasem nie. Komiks "Kasia i jej kot" plasuje się w górnej strefie stanów średnich (jak raport ze stanu wody na rzekach).
Teoretycznie powinien to być hicior w naszym domu. Wyrazista bohaterka, kot z masą energii, pomysły na scenki wzięte z życia, humor zrozumiały i uniwersalny, fajne wyraziste kolory, mnóstwo dynamiki w scenach. Przeczytaliśmy komiks z zadowoleniem, pośmialiśmy się, ale jakoś, gdy moje dziecko ma sięgnąć po komiks, rzadziej wybiera "Kasię..." niż inne komiksy.
Chciałam szukać przyczyn takiego stanu rzeczy, ale właściwie po co? Każdy ma swoje upodobania. Opowiem wam po prostu o komiksie.
czwartek, 23 marca 2017
"Maus. Opowieść ocalałego" Art Spiegelman
Art Spiegelman narysował komiks o tym, co się przydarzyło jego żydowskiej rodzinie w czasie drugiej wojny światowej. Napisałam jedno zdanie, a zawiera ono w sobie ogrom treści, pojęć i emocji. Wszyscy bowiem wiemy, co działo się z Żydami w tym czasie. Uczymy się w szkołach o Holokauście, jeździmy na wycieczki do Oświęcimia. Miliony zamordowanych zbijają się jednak w świadomości w jakąś szarą bezosobową masę. Dopiero gdy przyjrzymy się jednej rodzinie czy osobie, zyskamy wyraźny, ostry jak brzytwa obraz nienawiści, okrucieństwa i zła...
piątek, 26 czerwca 2015
"Kotek Mamrotek" Piotr Olszówka, Kacper Dudek
Po raz pierwszy w życiu widzę takiego kota! Pokraczny jak mało co: wielka paszcza z wystającymi kłami, ogromny nos, zezowate oczy, różnego koloru uszy i niezgrabne, chude kończyny bez pazurów. Karykatura kota! A jednak mimo tych pokraczności to bardzo miły kot! Trochę przewrotny, ociupinę naiwny i dobroduszny, biorący wszystko za dobrą monetę, czasem nieco złośliwy.
Bardzo mocno oddzielają się tu dwie warstwy: słowna i wizualna. Przy czym obydwie są tak nietypowe, oryginalne i zaskakujące, że ich połączenie daje mieszankę naprawdę nietuzinkową.
Co z tym elementem słownym? Ano, to przysłowia, aforyzmy, czasem takie, jakie znamy ze słyszenia czy z książek, a czasem odrobinę przekształcone, dopasowane do kociej pomysłowości czy do kociego rozumu. Za każdym razem czytałam z przyjemnością te celne, trafne i zabawne puenty.
Jeśli chodzi o warstwę wizualną, to określę ją jednym słowem: niezwykła. Mocno kontrastowa, tylko czerń i biel. Mocno geometryczna (och, deszcz padający pod linijkę jest cudny) i nieco przerysowana. Brak niuansów, półcieni, odcieni szarości sprawia, że oko się czasem gubi i nie wie, jak sobie uporządkować to, co widzi.
![]() |
| Źródło: komiks.gildia.pl |
Takie problemiki z uporządkowaniem miałam ja, natomiast moje dzieci przepadają za pokracznym kotkiem Mamrotkiem i jego kumplem psem. Książka przeczytana wzdłuż i w poprzek. Dobrze, że mamy jeszcze Wielką Księgę Świerszczyka, a tam jest jeszcze trochę kotka.
Bardzo dziękuję za książkę Wydawnictwu Nasza Księgarnia!
"Kotek Mamrotek" Piotr Olszówka, ilustracje Kacper Dudek, Wydawnictwo Nasza Księgarnia, Warszawa 2015.
środa, 2 kwietnia 2014
"Blacksad. Amarillo" - normalnie kocham tego kota!
To nie był całkiem dobry pomysł, żeby trzy tomy Blacksada czytać ciurkiem, ale jak już złapałam za jeden album, następne same wskakiwały do ręki. Czysty magnetyzm.
Amarillo jest złote, jest słoneczne i piaszczyste. Jest drogą, jest horyzontem, jest stacją benzynową na poboczu, jest gangiem motocyklowym, jest Ameryką małych miasteczek, nieśpiesznym, lekko leniwym krajem. Oto Amarillo.
Canales tym razem wymyślił historię, której akcja dzieje się z daleka od zatłoczonych i dusznych miast, a Guarnido, mam wrażenie, z radością to zilustrował.
Co prawda to wciąż kryminał, więc są trupy, pościgi i ucieczki, wszystko to jednak w takiej oprawie, że jakoś nie traciłam humoru, zwłaszcza że ginęli mało pozytywni bohaterowie (ok, oprócz ostatniej ofiary, której było mi szczerze żal).
Amarillo zaczyna się na lotnisku w Nowym Orleanie, a kończy na dworcu w Chicago, blisko tysiąc mil, ładny kawałek drogi, spięty życiem, poezją, śmiercią i miłością.
Ten tom, piąty z kolei, chyba najbardziej mi się podoba - przypomniał mi stary kryminał z Lwem Archerem w roli głównej, daleko co prawda posępniejszym, ale też ze złotymi piaskami w tle.
Janku - bardzo dziękuję za pożyczkę.
A tutaj trailer zapożyczony ze strony sklep.gildia.pl
P.S. Obłędny pomysł, by wyklejkę z tyłu urozmaicić zdjęciami z podróży czarnego kota, zwłaszcza jak się zdążyło prawie zapomnieć, że Blacksad dostał aparat fotograficzny w prezencie od Weekly'ego.
"Blacksad. Amarillo". Scenariusz: Juan Díaz Canales, ilustracje: Juanjo Guarnido, tłumaczenie: Joanna Jabłońska, Wydawnictwo Egmont, Warszawa 2013.
niedziela, 16 marca 2014
"Blacksad. Czerwona dusza" Canales, Guarnido - ładny portret USA
Kolejny kryminał noir pod szyldem czarnego kota. E, zaraz, stop. Tym razem to nie jest do końca kryminał, choć jest i tajemnicze zniknięcie, i morderstwo, no i oczywiście rozwiązywanie zagadki. Ale akcent jest trochę przesunięty, jakby autorzy bardziej skupili się na oddaniu pewnego stanu ducha, jaki ogarnął Amerykę w latach 50. i 60. ubiegłego wieku.
Nad Ameryką wisiała wtedy jak miecz Damoklesa groźba światowego konfliktu, zimna wojna mroziła aż miło, a nuklearne wybuchy oglądało się jak dobrą rozrywkę (na przyjęciach, z okularami przeciwsłonecznymi na nosach). Listy czarownic, szukanie komunistów, nagonka i histeria.Echa drugiej wojny światowej brzmią jeszcze całkiem głośno. I na przykład taki jeden profesor z ciemną nazistowską przeszłością zostaje z hukiem strącony z piedestału naukowego splendoru, gdy tylko ta przeszłość wyjdzie na jaw. Ale przecież u Canalesa nic nie jest całkiem czarne lub białe lub czerwone. Profesor jest... skomplikowany.
No dobrze, ale gdzie w tym wszystkim Blacksad? Ach, głównie romansuje i filozofuje.Jego rozważania, właściwie dialog z naczelnikiem policji nad wieczorną amerykańską ulicą jest mocno inspirowany Eisnerem i to mi się podoba*. Tak jak i tonacja całego albumu, czerwienie, brązy, nasycone, mocne kolory, jak krwisty stek.
P.S. Faceci zwierzęta są zwierzęcy, przynajmniej w tej widocznej spod ubrania części, natomiast kobiety mają zawsze gładkie, delikatne buzie, dozwolony jest co najwyżej lekki wąsik. Urocza niekonsekwencja, ukłon w stronę dam.
* - Tak naprawdę bardziej podoba mi się to, że udało mi się to zauważyć :P
"Blacksad. Czerwona dusza". Scenariusz: Juan Díaz Canales, ilustracje: Juanjo Guarnido, tłumaczenie: Maria Mosiewicz, Wydawnictwo Egmont, Warszawa 2007.
Bardzo dziękuję Oisajowi za pożyczenie komiksu do czytania!
czwartek, 6 marca 2014
"Blacksad. W śnieżnej bieli" Canales, Guarnido - czarny kot tylko dla pełnoletnich!
Mam takiego malutkiego literackiego bzika, bziczka właściwie - otóż im mroźniej jest w powieści, im więcej śniegu i lodu - tym bardziej notowania powieści rosną. Kiedy zobaczyłam okładkę drugiego tomu "Blacksada", aż sapnęłam z zachwytu (nie westchnęłam, za stara jestem na sentymentalne wzdychania): zima, śnieg, zawierucha! I w tym wszystkim czarny kot. Piękne.
Środek mnie z tym śniegiem trochę zawiódł, bo nie było tyle, ile chciałam, ale mniejsza z tym, pierwszy kadr mnie zachwycił z jeszcze innego powodu. To widok pióra sunącego po papierze - Blacksad stoi na rogu ulicy i notuje, co mu w duszy gra. Notesy, pióra wieczne i ręczne notatki to moja pasja, toteż ten tom serii od razu stał mi się szczególnie bliski (dopóki nie przeczytałam... ale nie uprzedzajmy faktów).
Caneles w tym komiksie wziął na warsztat temat rasizmu i faszyzmu, szeroko komentowany w literaturze, ale chyba skąpo reprezentowany w komiksie. Kot detektyw z rasizmem styka się przy okazji rozwiązywania zagadki zniknięcia małej dziewczynki, ale jak już się styka, to na całego. Wiece, na których biały lis wywrzaskuje, zapluwając się:
"Już niedługo świat znowu będzie należał do białych, tych, których sam Bóg ustanowił na ziemi, żeby panowali nad innymi". *Ulotki propagandowe, bary z napisem "No colored-people ALLOWED" (ej, jakich people?), Ku-Klux-Klan ze spiczastymi kapturami i płonącym krzyżem... Złe to wszystko i Canales jednoznacznie to piętnuje, ale... idzie też krok dalej, a właściwie to cofa się o krok, by mieć lepszy widok na CAŁOŚĆ sytuacji. Nie każdy bowiem pamięta o drugiej stronie, czyli o tych gnębionych i upokarzanych - w tym przypadku czarnych - którzy nienawidzą, uwaga, nie gnębicieli, a wszystkich białych, niezależnie od światopoglądu. Sensowniej byłoby napisać - nienawidzą wszystkich oprócz czarnych.
Jako kryminał noir, czym przecież "W śnieżnej bieli" jest, komiks sprawuje się idealnie przeciętnie. Intryga kryminalna mało wyrazista, taka do szybkiego zapomnienia. Co więc ma zostać w pamięci? Otóż rysunki. Oisaj zwrócił mą uwagę jeszcze na przejścia kolorów w miarę rozwoju akcji, przyznam się, że puściłam to mimo oczu, bo zafascynowały mnie szczegóły. Zresztą mam wrażenie, że i autor, Guarnido, chciał zwrócić na szczegóły uwagę, nie na kolor, cały album utrzymany jest bowiem w tonacji bieli, brązu, sepii.
Rysunki. Takie jak dumnie wyprężony ogon lisa, biorącego w posiadanie, hm, kobietę, samicę (?) na stronie 22.
Takie jak delikatny haft na figach w kolorze śniegu. Bez podtekstów seksualnych proszę, figi okrywają zwłoki (s. 24).
Takie jak przepiękne sceny pogrzebu w padającym śniegu, z krwistoczerwonymi różami (s. 48-49).
Oraz ostatnie strony, śnieg w słońcu, coś, co pozwala uśmiechnąć się na koniec (s. 54-56).
Świetny pierwszy kadr, malarsko piękny ostatni. Gdzie przycisk "Lubię to"?
---
[*] "Blacksad. W śnieżnej bieli". Scenariusz: Juan Díaz Canales, ilustracje: Juanjo Guarnido, tłumaczenie: Marta Jordan, Wydawnictwo Siedmioróg, Wrocław 2003, s. 7.
Bardzo dziękuję Oisajowi za pożyczenie komiksu do czytania!
poniedziałek, 10 grudnia 2012
"Blacksad. Piekło, spokój" Juan Díaz Canales i Juano Guarnido
Pisałam niedawno i pierwszym tomie z serii, teraz czas na tom czwarty (jestem przekonana, że tom drugi z trzecim wcześniej czy później wpadną w moje ręce).
Postacie tak samo fantastycznie narysowane, natomiast miejsce akcji się zmienia, z wielkiego miasta typu Nowy Jork przenosimy się do Nowego Orleanu w stanie Luizjana, kolebki jazzu. Fabuła dotyczy muzyki, Blacksad otrzymuje zlecenie od właściciela wytwórni płyt, Fausta - ma znaleźć uzdolnionego pianistę uzależnionego od heroiny. Musi się spieszyć, bo Fausto umiera na raka, a pianista też już ledwo ciągnie.
Fabuła jest bardziej skomplikowana, co (moim zdaniem) wcale nie wyszło komiksowi na dobre. Dodatkowo autorzy kilkukrotnie urywali wątek jak Tatarzy hejnał mariacki, w filmach jakoś mnie to nie razi, a tu tak.
Zwróciłam za to uwagę, jak doskonale w tej książce są sportretowani Murzyni (czy to aby słowo poprawne politycznie?). Wcale bym tego nie zauważyła, gdyby nie notka na blogu Outline o opracowaniu "Black images in the comics" Frederika Strömberga, z której wynika, że wierne i bez zafałszowań i stereotypów rysunki Murzynów są dość rzadkie.
Tak czy siak, podobało mi się. I chylę czoła przed planszami z uliczną paradą, spędziłam nad nimi dłuższą chwilę, wpatrując się z upodobaniem w szczegóły.
Plansza stąd, w linku więcej, polecam.
"Piekło, spokój", scenariusz: Juan Díaz Canales, ilustracje: Juano Guarnido, przekład z języka francuskiego: Joanna Jabłońska, Wydawnictwo Egmont, Warszawa 2010.
poniedziałek, 3 grudnia 2012
"Blacksad. Pośród cieni" Juan Díaz Canales i Juano Guarnido - MRAU.
Przypadkowo nie wpadł, Julka pożyczyła mi kilka komiksów, wśród których znalazł się czwarty tom serii Blacksad. Zanim się do niego zabrałam, wyciągnęłam z regału tom pierwszy, dla przypomnienia i wczucia się w klimat.
Jest się w co wczuwać, mrau, mroczne zaułki wielkiego miasta, zadymione spelunki, zaplute komisariaty, mrau po raz drugi. Jest wszystko, co trzeba: prywatny łaps, czyli tytułowy Blacksad; jego była kochanka występująca jako gustownie upozowany trup; jest wielki i solidnie wyglądający policjant; jest wysoko postawiony podejrzany i jego ochroniarze, potężni i zwaliści.
Z fabułą jest tak samo, wszystko, co trzeba: ona ginie, policja ma nieco skrępowane ręce, łaps powodowany sentymentami wkracza do akcji, trochę się dowiaduje, po czym dostaje w michę, ale taki drobiazg jak sklepana micha przecież go nie powstrzyma.
Blacksad jest bardzo bardzo bardzo typowym prywatnym detektywem (twardziel o miękkim sercu), że aż można się pod nosem pouśmiechać, że stereotyp. Ale jednocześnie jest bardzo bardzo bardzo nietypowy. Jest kotem, czarnym kotem.
Och, uczynienie zwierząt bohaterami jest strzałem w dziesiątkę, zwłaszcza w tak znakomitym wykonaniu. Szef policji to wilk, jego podwładni to psy, ochroniarze - nosorożec i niedźwiedź, i tak dalej i tak dalej. Sami zobaczcie
[plansza pochodzi stąd - zajrzyjcie koniecznie]
Sam autor tłumaczy taką właśnie konwencję słowami:
"To dżungla, w której cieniu wielki pożera małego, a ludzie zachowują się jak zwierzęta". *
Podobają mi się te postacie, podobają mi się kolory, sepia, ochra, jak na starych zdjęciach, czar czasu. Podoba mi się ten komiks.
P.S. Komiks należy do literatury francuskiej, choć obaj autorzy to Hiszpanie. Ciekawe.
[*] - "Blacksad. Pośród cieni", scenariusz: Juan Díaz Canales, ilustracje: Juano Guarnido, tłumaczenie: Arno, Wydawnictwo Siedmioróg, Wrocław 2001, s.48.
Drukowane na kredowym papierze we Francji.
poniedziałek, 14 listopada 2011
"Kot Simona i kociokwik" Simon Tofield - błogość dla mej komiksowej duszy
Autor, Simon Tofield, ma cztery koty. Pierwszą książkę (komiks) napisał (narysował) o jednym z nich, drugą tak samo, w trzeciej (tej właśnie) dorzucił drugi koci egzemplarz. Jeśli w takim tempie będzie dokładał kolejne koty do komiksów, mamy zapewnioną stałą dostawę rozrywki, z czego należy tylko się cieszyć, bo wszystkie tomy nieustająco trzymają znakomity poziom.
Dlaczego? Bo to sama prawda, po pierwsze. Po drugie, prawda narysowana przez człowieka z poczuciem humoru. Wiecie, można opowiedzieć ten sam dowcip tak, że słuchacze tylko bąkną pod nosem "he, he" i to tylko dlatego, że słyszeli go już wcześniej i sobie przypomnieli, jak się śmiali za pierwszym razem; a można opowiedzieć tak, że słuchacze spadają z krzeseł, trzymając się za brzuchy (dygresja mała: znakomitych opowiadaczy dowcipów jest wielu, ale absolutnego mistrza spotkałam raz w życiu; najgorszą chałę i badziew, najdurniejszą opowiastkę przedstawiał tak, że turlałam się ze śmiechu - to musi być dar od Najwyższego, bez wątpienia).
Tofield opowiada kocie historie tak, że można się szczerze uśmiać. Te historie na dodatek tworzą spójną całość: opisują to, co się dzieje w domu od momentu przybycia małego kociego nieszczęścia: poznawanie nowego miejsca i otoczenia przez to małe kocię, aż po dzikie harce i psikusy, właściwe kociemu dzieciństwu. W tym wszystkim musi się odnaleźć kot Simona - już nie taki młody, trochę zasiedziały, trochę upasiony i mało skoczny. Jak podejść do małego kociego kłębka? Tak, jak to się odbywa w tysiącach dokoconych domów: najpierw nieufnie, z prychaniem i pacaniem, potem w miarę zgodnie, a jeszcze potem to duży kot daje się za małego pokroić.
Po trzecie (bo tam było po pierwsze i drugie) kot Simona jest uniwersalny, bez słów, same obrazki tak samo przemawiające do kotolubnych w Chinach, na Jamajce, w Polsce i Meksyku. To wielka sztuka tak rysować i nie ulegać pokusie wtykaniu tu i ówdzie słowa pisanego.
I filmik z małym kociakiem.
"Kot Simona i kociokwik" Simon Tofield, wydawnictwo W.A.B. 2011.
czwartek, 27 stycznia 2011
"Za płotem" Simon Tofield (kici, kici, koteczku)
Kota Simona zna mnóstwo osób, filmiki na youtube biją rekordy popularności i mam wrażenie, że kot z Heyah to po części kot Simona.Pierwsza książka, czyli "Kot Simona sam o sobie" traktowała o kocie domowym. Ta natomiast opowiada o tym, co spotyka kota za płotem. Bo kot zdegustowany tym, że właściciel postanowił go wykąpać (no kto normalny pierze kota?), obraża się, pakuje dobytek do węzełka i z godnością odchodzi w siną dal. Godność mu trochę klęśnie, gdy okazuje się, że w węzełku zaplątał się pasażer na gapę - jeż, który zapewne wypił za dużo na imprezie pożegnalnej.
No a potem jest bardzo ciekawie: kot Simona kibicuje wyścigom ślimaków, karmi balonem żabę (nie myślcie o razu o scenie ze Shreka, kot po prostu przywiązał robaczka do sznurka balonikowego, żaba zeżarła robaczka, po czym odleciała unoszona balonikiem), zostaje królem polnych myszy, próbuje dogonić zająca na polu (kończy się to ciężką kocią zapaścią i radosnym rechotem w ogóle nie zmęczonego zająca) - same zabawy! Dopóki kot Simona nie trafi na psa pasterskiego, który umiejętnie (w końcu to jego zawód) zagania go do stadka nie tylko owiec, ale całej gromadki zwierząt gospodarskich.
Oto więc nowy rozdział w podróży, nowi znajomi, nowe wyzwania. Jak ukraść jajko, żeby się kura nie zorientowała, albo jak skłonić krowę do oddania kapki mleka - tego miastowy, domowy kot nie potrafi, ale od czego ma się kumpli. Bo kot Simona nawiązuje całą masę nowych znajomości - wioskowy kot zabijaka, owce, psy, krowy, myszy; a wychodząc poza zagrodę: bażanty, sowy, wydry, wróble, borsuki, nie mówiąc już o zającach, jeżach i ślimakach. Super koledzy!
Warto ich pokazać Simonowi.
Ocena: 6/6.
sobota, 9 stycznia 2010
"Kot Simona sam o sobie" Simon Tofield
Kot Simona jest kotem w całej swojej kociej kociowatości aż do granic swej kociej duszy, o czym przekonuje nas jego właściciel, Simon, w swoich rysunkach. Kot buszujący w ksozu na śmieci, czy domagający się wyraziście jedzenia, czy też drapiący nie to, co mu wolno - no przecież każdy kot tak robi. Autor nie poprzestał jednak tylko na tym, poszedł krok dalej, jakby w kierunku Garfielda (w sensie personifikacji) i mamy kota Simona przebierającego się za budkę dla ptaszków czy też zaprzyjaźniającego się z ogrodowym krasnalem. Osobiście wolałabym więcej tego pierwszego, ale świat nie jest doskonały, a tak w ogóle to może kiedyś powstanie drugi tom kota Simona i ja go na pewno kupię, o.
Ocena: 6/6.
No i proszę, śnieżny kot:
























