środa, 4 sierpnia 2010

"1001 filmów, które musisz zobaczyć" pod red. Stevena Jaya Schneidera

Nie uważam się za filmomaniaczkę, ale lubię dobre kino, toteż z przyjemnością wzięłam do ręki opasły tom. Postanowiłam bowiem sprawdzić, ileż to z tych tysiąca zachwalanych filmów znam i ile jeszcze przede mną. Z obliczeń wynikło, że obejrzałam 170 tytułów. A z lektury (pobieżnej, bo dokładne przeczytanie tej prawie tysiącstronicowej książki odłożyłam na później) wyciągnęłam kilka wniosków.

Po pierwsze, chętniej czytałam o filmach mi znanych, oczywiście konfrontując (a czasami przypominając sobie) swoje wrażenie z seansów z tym, co napisano w książce. Pamiętacie film Rejs i Mamonia? "Proszę pana ja jestem umysł ścisły. Mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem. Po prostu. No... To... Poprzez... No reminiscencję. No jakże może podobać mi się piosenka, którą pierwszy raz słyszę." No właśnie!

Po drugie, mam wrażenie, właściwie miałam, że autorzy uprzywilejowali w zestawieniu kino amerykańskie. Wrażenie przeszło mi nieco, gdy uprzytomniłam sobie, jak wiele pojawiło się w książce filmów z wszystkich stron świata. Po prostu w Ameryce wyspecjalizowali się w robieniu filmów i kręcą ich diablo dużo, nic dziwnego, że w statystykach wypadają znakomicie.

Po trzecie, każdy film opisany jest ciekawie i na pewno nie są to zwykłe streszczenia, tylko krótkie opisy plus wskazanie, dlaczego akurat ten film warto obejrzeć: bo nowatorski, bo fantastyczne zdjęcia, bo aktorzy, bo klimat, bo scenariusz, bo... itd.

Po czwarte: podczas czytania, a właściwie już po, ma się milion myśli w stylu: dlaczego taki (tu wstawić dowolny tytuł z zestawienia) film jest w wykazie, oglądałam go i wcale nie jest za specjalny, a taki świetny (tu wstawić dowolny tytuł, ale nie z zestawienia) jest pominięty. To jest świetne, bo prowokuje do analiz, porównań, przemyśleń. Kwestie wyboru tytułów tych "naj" zawsze należą do wybierających i nie ma co rzucać w nich kamieniami.

Po piąte, zauważyłam rzecz dziwną, czasem łapałam się na tym, że nie wiedziałam, czy dany film oglądałam, czy też nie! Dotyczy to tych klasycznych tytułów, tak znanych, że doskonale wiem, o co w filmie chodzi, znam bohaterów i poszczególne wątki - ale czy obejrzałam go kiedyś w całości od początku do końca - nie wiem! Na przykład "Siedmiu samurajów" Kurosawy - wiem na pewno, że kiedyś widziałam początek, ale czy całość? Albo "Tramwaj zwany pożądaniem" czy "Buntownik bez powodu", też są dla mnie zagadką.

Po szóste, naprawdę polecam, także ze względu na zdjęcia z filmów, osobiście uwielbiam oglądać fotosy filmow, a tu jest ich mnóstwo, niektóre na cała stronę, miodzio!

Ocena: 4,5/6.

2 komentarze:

  1. Świetne są te zestawienia, tylko piekielnie drogie. Chętnie postawiłabym na swojej półce "1001 książek...", ale cena skutecznie odstrasza. Zachęciłaś mnie, i chyba poszukam "1001 filmów..." w bibliotece, a nuż się uda wypożyczyć.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja się kiedyś wykosztowałam i kupiłam siostrze na gwiazdkę, fajnie, będę mogła jeszcze kiedyś to od niej pożyczyć.

    OdpowiedzUsuń