W pogardzie mając zalecaną kolejność czytania książek z serii "Martin Servaz", po przeczytaniu pierwszej części "Bielszy odcień śmierci" (i to ładnych parę lat temu) zabrałam się za część szóstą, czyli "Dolinę". Albowiem czemu nie.
Komendant Martin Servaz właściwie nie jest komendantem, czeka go komisja dyscyplinarna za grzeszki popełnione w poprzednim tomie. Zanim jednak komisja się zbierze, Martin jedzie do górskiej doliny, dokąd telefonicznie wzywa go Marianne, jego dawna sympatia. To nokaut dla policjanta, Marianne była porwana kilka lat temu i już uznano ją za zaginioną, a tu proszę telefon! Jedzie, oczywiście, że jedzie, rzuca wszystko i jedzie do doliny, a na miejscu, zamiast Marianne, zastaje trupy. Ktoś bestialsko morduje ludzi, ktoś wysadza jedyną drogę prowadzącą do doliny, miasteczko staje się odcięte od świata, radź sobie, Servaz, no dajesz.
Mroczny, niepokojący i błyskotliwy kryminał. Trochę chciałam go zaliczyć do "zimnych książek", ale nie wyszło, jedne przymarznięte do jeziora zwłoki to za mało.
Jednakowoż interpretacja tej książki poczyniona przez lektora Piotra Grabowskiego ujęła mnie bardzo! Tak bardzo, że słucham teraz audiobooka "Krąg" (tom drugi tego cyklu). Czniać właściwą kolejność. Dobrze się słucha.
"Dolina" Bernard Minier, tłumaczyła Monika Osiecka, czytał Piotr Grabowski, Dom Wydawniczy Rebis, 2020. Tom 6 cyklu "Martin Servaz.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz