czwartek, 30 lipca 2015

[Thorgal] "Kah-Aniel" Rosiński, Sente - żegnaj, Thorgalu!

To jest OSTATNI tom z serii Thorgal. Zdejmijmy kapelusze i postójmy chwilę w milczeniu.


Właściwie wcale nie ostatni, ale tu na blogu ostatni na długi czas. Mam jeszcze na półce parę tomów pożyczonych od Janka, ale na razie stoją, a ja na wakacje biorę sobie grubsze egzemplarze. A może jednak wziąć i Thorgale? Teraz będę się bić z myślami...

Nie będę się rozpisywać. Thorgal w poszukiwaniu Aniela trafia na Bliski Wschód. Niestety w moim odczuciu  historia robi się nudna i bezbarwna. Panie Sente, no jak to tak? Wątek wędrówki Thorgala po pustyni w poszukiwaniu Czerwonych Magów jest mdły jak niesłony rosół. Ta szczypta pieprzu, jakim jest szybki numerek łucznika z czarnooką Salumą, nie poprawia sytuacji.

Za to Rosiński wspina się na wyżyny. Mistrzostwo świata. To już nie kadry, to obrazy!
Cudowna burza piaskowa, panorama miasta Bag Dadh, gwarny suk - przepiękne.
Wzdech.

P.S. Ach, byłabym zapomniała. Aniel stał sie Kah-Anielem, co jakoś mało mnie obeszło.

"Kah-Aniel" tom 34. serii Thorgal,  rysunki Grzegorz Rosiński, scenariusz Yves Sente, tłumaczenie Wojciech Birek, Egmont Polska 2013.

środa, 29 lipca 2015

"Piotruś Pan" James Matthew Barrie. Kto chce pocztówkę z Nibylandii?


Dorwałam kiedyś super książkę: "1001 filmów, które musisz zobaczyć". Z ciekawości zaczęłam liczyć, ile z tego tysiąca mam obejrzane. I, o dziwo, natknęłam się na takie tytuły, co do których wcale nie byłam pewna, czy film oglądałam. Tytuły tak znane, że aż stały się ikonami stylu czy epoki, czy też nakręcone na podstawie książek, które znam, czy też oglądane fragmentami, a nigdy w całości. Czemu o tym piszę? Ponieważ "Piotruś Pan" należy do tego samego gatunku. Jest tak znany, że aż nie wiadomo, czy się go czytało.
Doczekał się mnóstwa adaptacji filmowych, animowanych i  teatralnych. Były też przeróbki tekstu na książeczki dla dzieci - takie wiecie, żeby było leciutko, króciutko i nie za krwawo, bo się dzieci wystraszą.
Nie mogę nie wspomnieć też o "syndromie Piotrusia Pana" obecnym w psychologii.

Jak widać, sporo narosło na tej książce. Może warto więc czasem sięgnąć do źródła, czyli do oryginalnego tekstu, żeby zobaczyć, co to za żyzna gleba, na której urosło tak wiele?  Wydawnictwo Media Rodzina wypuściło na rynek nowe wydanie klasycznej opowieści, z nowym przekładem i pięknymi ilustracjami, nad którymi się później pochylę.

Historia o Piotrusiu w wielkim skrócie wygląda tak: żyje sobie Piotruś Pan na wyspie Nibylandii, towarzyszą mu zagubieni chłopcy, a oprócz nich na wyspie mieszkają jeszcze piraci, czerwonoskórzy  oraz elfy (w tym Dzwoneczek). Do całej tej gromady dołącza Wendy z braćmi.
Piraci z kapitanem Hakiem wciąż zagrażają chłopcom i w końcu dochodzi do konfrontacji - walkę może przeżyć tylko jeden z przywódców. Oczywiście ten dobry (tylko że, hm, po przeczytaniu książki miałam pewne wątpliwości, czy naprawdę Piotruś Pan był lepszy od Jakuba Haka). Potem rodzeństwo wraca do stęsknionych rodziców, zabierając ze sobą zagubionych chłopców, żeby się wreszcie odnaleźli. Piotruś Pan zostaje w Nibylandii, przylatując od czasu do czasu do Wendy, później do jej córki Jane, później córki Jane - Margaret - i tak to się kręci.

To bardzo ciekawa powieść. Prowokuje do myślenia o istocie dzieciństwa i o potrzebie dorastania. O odpowiedzialności i jej braku. A dzieciom podoba się Nibylandia. Niestety, ja jestem dorosła i mimo największych chęci nie jestem już w stanie spojrzeć na tę opowieść inaczej niż z dorosłego punktu widzenia. Jestem panią Darling, drżącą o losy swoich dzieci - i nic już tego nie zmieni. Podejrzewam, że macierzyństo zmienia trochę połączenia neuronowe w mózgu.

Nie potrafię znaleźć w sobie zbyt wiele przychylności dla Piotrusia Pana: zarozumiałego, bezdusznego i aroganckiego chłopaka. Oczywiście, są okoliczności łagodzące, ale co tam takie okoliczności (z okazji "Pachnidła" pisałam, że nie uznaję trudnego dzieciństwa za okoliczność łagodzącą). Może więc bezpieczniej będzie potraktować Piotrusia Pana jako symbol? Czegoś, co drzemie w każdym z nas, płytko lub głęboko zakopane; czegoś co każe nam puszyć piórka i domagać się pochwał za zasługi; czegoś, co każe nam piać z zachwytu.

Tęsknota za Nibylandią, krainą wyobraźni chyba gdzieś w nas drzemie, inaczej po co czytalibyśmy książki? W powieściach szukamy jej śladów. Tylko że coraz trudniej jest ją znaleźć albo rozpoznać. Przyznam się, że jak byłam mała, podczas czytania potrafiłam tak totalnie zagłębić się w powieściowy świat, że głuchłam i ślepłam na wszystko inne. Rodzina się ze mnie śmiała, że odleciałam. Może właśnie wtedy odlatywałam na trochę do Nibylandii? Teraz, jak czytam, zawsze mam obie nogi na ziemi, zawsze jedno oko rozgląda się i jedno ucho nadsłuchuje i sprawdza poprawność świata wokół.

Teraz o ilustracjach. Autorem jest Quentin Gréban. Pięknie rysuje i znakomicie operuje kolorem, światłem, głębią ostrości i perspektywą. Jego ilustracje, te całostronicowe, to tak naprawdę małe obrazy. Wcale nie obraziłabym się, gdyby na ścianie zawisła mi w pięknych ramach Wendy patrząca na Dzwoneczka.

s. 27
Elf się wykrzywia i pokazuje język. Wendy jest zaciekawiona i zdumiona jednocześnie.
Gréban ma delikatną kreskę, którą zaznacza kontury postaci czy przedmiotów, potem wypełnia te kontury kolorem i domalowuje tło. Kolory ma nieco zgaszone, a może rozproszone, zero nachalności. Nie mam pojęcia, co to za technika, ale przypomina nieco pastele.

Piękne są te ilustracje, choć nieco przeszkadza mi to, że Gréban rysuje twarze prawie wszystkich w dziecięcy sposób: duże oczy, wysokie czoła, zadarte noski. Czerwonoskóry z zadartym nosem? Dziwne.

s. 51
Dorosła pani Darling z dziecięcą buzią? Dziwne.

s. 15
Ale mniejsza z tym, ilustracje są naprawdę piękne i jest ich tak wiele, że można sporo czasu spędzić tylko na ich oglądaniu.

Piękna książka w pięknym wydaniu.

Dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina za egzemplarz powieści.

Ach, do książki miałam jeszcze dołączone dwie pocztówki z ilustracjami z książki. Są tak cudne, że wzdech. Są tak cudne, że warto pokazać je jeszcze komuś. Czy ktoś chce pocztówkę?  Jeśli tak, napiszcie o tym w komentarzu. W niedzielę wylosuję dwie osoby i pocztówki z wakacji w Nibylandii pofruną właśnie do nich.

"Piotruś Pan" James Mteehew Barrie, ilustracje Quentin Gréban, tłumaczył Andrzej Polkowski, Media Rodzina, Poznań 2015.

poniedziałek, 27 lipca 2015

Złota Zakładka - moje nominacje

Przejrzałam skrupulatnie swoje zapiski i wybrałam kilka książek, które moim zdaniem, zasługują na to wyróżnienie.



Najlepsza literatura faktu:
"Łowca androidów: Słowa i obrazy" Andrzej Tuziak, Instytucja Filmowa "Silesia-Film", Katowice 2014

Najlepsza książka dla dzieci i młodzieży:
"Opowiem ci mamo, co robią auta" Marcin Brykczyński, ilustracje Artur Nowicki, Nasza Księgarnia, 2014
"Wigilia Mamy Mu i Pana Wrony" Jujja Wieslander, ilustracje Sven Nordqvist, Zakamarki, Poznań 2014

Najciekawsza książka z przeszłością w tle:
"Oblubienica z Azincourt" Joanna Hickson, Wydawnictwo Literackie, 2014

Najbardziej wzruszająca powieść:
"Ostatnie przedstawienie panny Esterki" Adam Jaromir, ilustracje Gabriela Cichowska, Media Rodzina, 2014

Najlepsza powieść fantastyczna:
"Nomen Omen" Marta Kisiel, Uroboros, Warszawa 2014
"Ciemny Eden" Chris Beckett, Wydawnictwo MAG, Warszawa 2014,
"Polaroidy z zagłady" Paweł Paliński, Powergraph, Warszawa 2014


Najciekawsza intryga:
"Zobaczyć Sorrento i umrzeć" Katarzyna Kwiatkowska, Rozpisani.pl, Warszawa 2014
"Odwlekane porządki" Marcin Borkowski, wydane przez BPP Marcin Borkowski, Warszawa, 2014
"Gdzie się cis nad grobem schyla" Alan Bradley, Wydawnictwo Vesper, Czerwonak, 2014

Wysyłajcie też swoje nominacje na zlotazakladka@silesiaczyta.pl!
Więcej tu:Złota Zakładka

niedziela, 26 lipca 2015

[Thorgal] "Statek - miecz" Rosiński, Sente


Jeszcze tylko ten i jeszcze jeden wpis o Thorgalu i zamilknę na dłużej o wikińskim łuczniku. No bo ileż można? ;)

Kocham okładki Rosińskiego. Ta jest świetna, psy za chwilę mnie stratują. Zima, zimno - to lubię. Ale tylko w książkach.

Co w środku?
Jolan po wypełnieniu misji w Asgardzie chciałby już urwać się ze służby u Manthora. Gorąca krew. Ale sprytny czarownik stawia przed młodym padawanem nowe wyzwanie.
"Przepędzicie najeźdźców, ocalicie ludzi i wiarę ziem północy! Gdyż tylko ocalenie wiary ludzi północy może uratować Asgard!" [s.10]
A jakież to zagrożenie? Otóż - nowa wiara w jednego boga. Od razu przypomniały mi się "Mgły Avalonu". Tam też walczyli z nowym bogiem, z wiarą chrześcijan. I co im z tego przyszło?... No właśnie.
Mamy więc zajawkę przyszłych walk, scenarzysta sprytnie przygotował sobie grunt.

Można więc wrócić do Thorgala i popatrzeć, jak się szlaja po mrozie i śniegu. Niby szuka Aniela, ale udaje mu się znaleźć Lehlę, łowi berło króla, wchodzi w zatarg z handlarzami niewolników i błyskawicznie uczy się powozić psim zaprzęgiem. Uwalnia z niewoli Lehlę, w gratisie dostaje czarnooką zakwefioną piękność. Ciąg dalszy z pięknością nastąpi niewątpliwie.

Rysunkami, kadrami zachwycam się bez przerwy. Oko orki z celującym do niej z łuku człowiekiem - czad. Gdzieś to widziałam w filmie, ale gdzie? Szczęki?
Biel i błękit śniegu - ach, jak ja to kocham. No i obłoczki pary ulatujące z ust na mrozie są obłoczkami pary, a nie białymi plamami na kartce.

"Statek- miecz" tom 33. serii Thorgal,  rysunki Grzegorz Rosiński, scenariusz Yves Sente, tłumaczenie Wojciech Birek, Egmont Polska 2011.

piątek, 24 lipca 2015

Konkurs na opowiadanie fantastyczne - napiszcie i przyślijcie, będę to czytać!

Wydawnictwo Genius Creations ogłosiło właśnie konkurs na opowiadanie fantastyczne - zerknijcie na http://geniuscreations.pl/dobro-zlem-czyn/

I nadsyłajcie opowiadania!

Będę je czytać :) I oceniać.

To co, ktoś się skusi?

środa, 22 lipca 2015

"Monster" t.1 Naoki Urasawa


Czytam te mangi od Szyszki jedne po drugich - i co się okazuje? Że to właściwie całkiem normalne komiksy, tematykę mają różnorodną, są lepsze i gorsze. Trzeba się tylko przyzwyczaić do odwrotnego czytania oraz wielkich oczu i jest git.

"Monster" to historia japońskiego lekarza Kenzo Tenmy osiadłego w Niemczech. Piekielnie zdolny neurochirurg robi karierę w szpitalu w Dusseldorfie pod opiekuńczymi skrzydłami dyrektora (przy okazji - córeczka dyrektora romansuje z Kenzo). Kiedy jednak polityczno- finansowe gierki przeszkadzają mu czuć się prawdziwym lekarzem, Tenma ośmiela się przeciwstawić przełożonym, za co natychmiast zostaje ukarany.
Potem zaczyna się dziać. Kierownictwo szpitala (trzy osoby) schodzą dość gwałtownie z tego łez padołu, pacjenci doktora Tenmy znikają ze szpitala, a sam doktor gubi się w domysłach. Podobnie policjanci, też się gubią. Japoński doktorek szybko otrząsa się z szoku, bo zostaje ordynatorem chirurgii i rzuca się w wir pracy. Zapomina o zagadkowych wydarzeniach na dziesięć lat.

Po dziesięciu latach...
Nie nie nie. Nie zdradzam faktów, zainteresowani sobie przeczytają.

Ten komiks miota się pomiędzy kryminałem i thrillerem. Lubię te gatunki, ale, no właśnie, coś mi tu nie gra. Pierdółki, ale jak się je poskłada do kupy, to "Monster" nie ma szans, by stać się moim ulubionym komiksem.

Po pierwsze, doktorek jest genialnym lekarzem, ale gdy tylko zabiera się do śledztwa, poziom genialności mu  drastycznie spada, wnioski wyciąga opierając się na na emocjach, a nie na logice. Do tego Japończycy znani są z tego, że trzymają się w ryzach - a tu w ryzach trzymają się Niemcy (zwłaszcza diaboliczny funkcjonariusz federalnej policji kryminalnej Niemiec), a doktor miota się, traci panowanie nad sobą, zaniedbuje się. I taki wymięty, nieświeży i nieogolony nie budzi mojej sympatii.
Po drugie - jakieś takie niejasności scenariuszowe dotyczące braku zainteresowania losem pewnego chłopca w kolejnych rodzinach zastępczych.
Trzecia rzecz - jeden z bohaterów komiksu zostaje postrzelony w głowę, podczas operacji ruszano mu kości czołowe, grzebano w czaszce, żeby wyjąć pocisk - po dziesięciu latach na gładkim czole byłego pacjenta nie pozostał nawet najlżejszy ślad grzebania.

To jest pierwsza część, ale prawdę mówiąc, jakoś nie mam parcia na to, żeby czytać resztę i dowiedzieć się, jak będzie doktorkowi szło śledztwo.

Co mi się podobało? Operowanie kolorem (tak, pojawia się kolor!) i jego brakiem. Onomatopeje lepiej oddane niż w "Emmie". Jest "E..." i "O..." zamiast "...", hehe. Ale jest i "tup top" czy "dum dum". A gdzieniegdzie pojawia się smakowity japoński dymek, z drżącymi liniami opadającymi z góry na dół, jakby człowiek chciał coś powiedzieć, już otwiera usta, ale głosu z siebie wydobyć nie może.
Plusik także za zamieszczenie ściągi sposobu czytani dla niezorientowanych.

Dzięki, Szyszka!

"Monster" t.1 Naoki Urasawa, tłumaczenie Radosław Bolałek, Wydawnictwo Hanami. Rok wydania ukryty tak sprytnie, że nie znalazłam.

wtorek, 21 lipca 2015

Złota Zakładka raz jeszcze - nudziarstwa :) Albo wcale nie!

Albowiem ponieważ zacofany w lekturze upominał się o nudziarstwa w stylu regulamin czy zasady, informuję, że na stronie Śląskich Blogerów Książkowych (ha, mamy stronę!) uruchomiliśmy podstronę ze Złotą Zakładką:
http://silesiaczyta.pl/zlota-zakladka/

Ale jak komuś się nie chce czytać, a chce ZZ w pigułce, to:

20 lipca – 20 sierpnia 2015 r. - w tym terminie można przysyłać na adres zlotazakladka@silesiaczyta.pl nominacje, maksymalnie 3 tytuły w każdej kategorii, a kategorie są takie:
     1. Najlepsza literatura kobieca.
     2. Najzabawniejsza książka.
     3. Najlepsza literatura faktu.
     4. Najlepsza książka dla dzieci i młodzieży.
     5. Najciekawsza książka z przeszłością w tle.
     6. Najbardziej wzruszająca powieść.
     7. Najlepsza powieść fantastyczna.
     8. Najciekawsza intryga.
     9. Najmroczniejsza powieść.
     10. Najbardziej apetyczna książka.

26 sierpnia – 26 września 2015 r - wtedy odbędzie się głosowanie. 

Kto może nominować i głosować? Blogerzy książkowi. 

Co nominujemy? Książki wydane w 2014 roku. 

Zachęcam serdecznie do zapoznania się ze stroną, do dołączenia do wydarzenia na FB (link), do zgłaszania i nominowania.  Warto nagradzać dobre tytuły. Prawda? :)


poniedziałek, 20 lipca 2015

[Masza i Niedźwiedź] "Nie budzić do wiosny", "Wielkie pranie"

"Nie budzić do wiosny"

Wydawnictwo Egmont nie ustaje w w wydawaniu Maszy i bardzo dobrze. Masza pomaga moim dzieciom zasnąć. Czytam Krzysiowi i Mariance przed snem, potem Krzyś zamyka oczy i zasypia, Marianka zaś bierze książkę do swojego łóżka, trochę ją ogląda, a gdy zgaszę już światło, otwartą książeczkę kładzie sobie na twarz i tak zasypia. Serio. Po jakimś czasie z pokoju dzieci dobiega niegłośne stuknięcie - to książka właśnie wylądowała na podłodze.

Tyle tytułem wstępu, a teraz o Maszy, co zbroiła tym razem. Nic takiego, biega po lesie jesienią, zaczepia jeża i zająca, które właśnie szykują zapasy na zimę, w końcu dociera do domku Niedźwiedzia, z którym chce się pobawić. Tyle że miś właśnie układa się do zimowego snu i nie ma ochoty na zabawy. Masza ma jednak swoje sposoby i miś nie ma wyjścia, musi wyleźć z łóżka i zająć się małą.

Drodzy rodzice energicznych dwu, trzy i czterolatków!

Koniecznie zajrzyjcie chociaż do jednej książeczki o Maszy. Możecie też obejrzeć jeden czy dwa odcinki bajki w telewizji. Gwarantuję, że buzia wam się uśmiechnie, to po pierwsze, a po drugie, będziecie głęboko szczęśliwi, że wasze dzieci nie broją tak jak Masza. Nie włażą do lodówki, nie ścigają się z zającem i nie bawią się pszczołami. Odetchniecie z ulgą, że macie tak megagrzeczne dzieci. Naprawdę.

Plusiki jeszcze za: twardą oprawę i poręczny format, taki akurat na buzię dziecka. ;)

"Wielkie pranie"

Ta pozycja jest większego formatu i nieco się różni od tych w twardej oprawie. Ma większą czcionkę, czyli nadaje się do samodzielnego czytania przez dziecko. Moje jeszcze nie czytają, ale za to sprawnie naklejały naklejki  na puste miejsca w ilustracjach. Marianka wyciągała naklejki z wkładki i naklejała gdzie popadnie, Krzyś pracowicie je odklejał i przyklejał na właściwych miejscach. I tu należy się pochwała za jakość kleju, bo daje się odkleić od papieru (a wiecie, że nie zawsze jest to możliwe, co mocno irytuje dzieci, które chcą, by naklejka była perfekcyjnie naklejona).

Treścią bajki, najogólniej mówiąc, jest rozważanie nad istotą brudu. Czyli jak mocno dzieci potrafią się upaprać. Masza, jak ta mucha z wiersza Brzechwy  po kolei jest wyciaprana w:
- błocie
- mleku
- kaszy
- sadzy
- malinach
- szlamie i wodorostach
- oleju maszynowym
Zaś prosiaczek, który jej towarzyszy w zabawie, wciąż jest czyściutki i różowiutki. A mówią "brudny jak świnka" - co za bzdura, świnie to bardzo czyste stworzenia.
Marianka uciaprana tylko trochę i bardzo szczęśliwa, lato 2014

Chciałam tu trochę porozwodzić się nad świętą cierpliwością Niedźwiedzia, ale to może kiedy indziej, teraz po prostu powiem, że Niedźwiedź ma świętą cierpliwość i bardzo bym chciała być taka jak on, bo czasami mi nerwy puszczają...  Tyle że wiecie- on zawsze może odesłać Maszę do domu, a ja co? ;)

Bardzo dziękuję za książki wydawnictwu Egmont!

sobota, 18 lipca 2015

"Virion" Joanna Patrzylas

"Virion" jest debiutem literackim Joanny Patrzylas, dostałam egzemplarz od autorki z prośbą o opinię. Przeczytałam, napisałam, opinia niżej.

Akcja powieści toczy się w dalekiej przyszłości, ale niestety - wcale nie zaawansowanej technologicznie, tylko cofniętej w rozwoju do etapu średniowiecza. Po drodze pojawił się kataklizm i skutecznie unicestwił wszelkie zdobycze cywilizacji. Zostały księgi w niewielkiej ilości (zawsze byłam zdania, że książka przetrwa wszystko, tysiące lat to pestka).
Ludzie żyją w małych państewkach i jakoś sobie radzą, a raczej radzili, bo pojawia się coś, z czym nie mogą sobie poradzić. Virion, zielona mgła, zła energia, czar, urok - jak zwał, tak zwał - źle wpływa na ludzi. Trzeba ją jakoś zwalczyć i zabierają się za to mieszkańcy jednego z państwek, Thymeńczycy. Mają neutralizatory. Mają księgi. A przede wszystkim mają świadomość zagrożenia.

Rusza więc drużyna pierścienia w podróż, do społeczności Archenów. Krępe, przysadziste istoty bardziej przypominają hobbitów niż ludzi, tyle że są bardziej uduchowieni, dysponują telepatią i telekinezą. Archenowie nie bardzo są w stanie pomóc w walce z virionem, ale ochoczo włączają do drużyny dwóch swoich przedstawicieli i wszyscy wędrują dalej, do księżniczki sąsiedniego państewka. Walczyć z virionem? Nie. Księżniczka prosiła o pomoc, względy państwowe nie pozwalają odmówić.

Drużyna dociera na miejsce, po czym natychmiast dziedzic tronu Thymenu zakochuje się w księżniczce, a księżniczka w nim. Virion idzie w odstawkę, teraz  drużyna będzie szukać zaginionego ojca księżniczki, toteż wędrują dalej...

Jakoś mi nie leżała ta powieść. Osadzenie w dalekiej przyszłości z jednoczesnym wprowadzeniem zjawisk nadprzyrodzonych - to mi się gryzło. I jeszcze: tysiąc lat temu był sobie kataklizm, co to zmiótł z powierzchni ziemi absolutnie wszystkie zdobycze cywilizacji, że tylko kilka książek zostało?
Ok, przypuśćmy, że tak. W takim razie spójrzmy inne zagadnienie: virion jest zagrożeniem dla całego świata i ludzkości, a ci, którzy zdają sobie sprawę z zagrożenia skupiają się na wędrówkach po państwach ościennych w celach niemalże towarzyskich? Ech. Tak, na koniec okazuje się, że to miało cel i sens, wszystkie te wizyty miały znaczenie, ale... autorka jakoś tak niezręcznie podchodzi do sprawy.

Choćby to zadurzenie księcia w księżniczce. Zero finezji, ich charaktery i upodobania nie mają nic do rzeczy, mają tylko na siebie spojrzeć i zakochać się na zabój, bo ta miłość będzie potem potrzebna.

Niestety, nie mogę także nic dobrego powiedzieć o języku powieści. Bo ta historia napisana jest kompletnie bez dynamiki, bez akcji, bez iskry, aż mi szkoda. Skupiła się autorka mocno na opisach postaci, mijanych miejsc, okolicznościach przyrody, a gdy przychodzi do pogłębienia rysu charakterologicznego jednego czy drugiego bohatera - klęska. Gdy trzeba jakąś walkę czy potyczkę opisać - też bez werwy, nijako. Z całą pewnością styl wymaga dopracowania.

I trzeba, autorko, nieco przyjrzeć się szczegółom tekstu, żeby uniknąć nieścisłości w stylu:
"[...] kręcone włosy opasywała złota opaska, w której nad czołem połyskiwał błękitny diadem" [s. 25]
Diadem czy diament?
"[...] ze szczeliny wysuwał się [...] pergamin"
"Saul [...] przytrzymywał wysuwający się papier" [s. 36]
Albo jedno, albo drugie!

Rany, wyszło, że czepiam się wszystkiego. Trudno. Ale to się po prostu nie czyta. Nie wciąga, nie porywa, nie zaciekawia.
Nad książką trzeba by jeszcze popracować. Mocno.

Virion [Joanna Patrzylas]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

"Virion" Joanna Patrzylas, Novae Res, Gdynia 2015.

czwartek, 16 lipca 2015

Złota Zakładka - nagroda blogerów książkowych


Na stronie naszej grupy na FB ukazała się nota zapowiadająca powrót Złotej Zakładki, notę pozwolę sobie wkleić poniżej. Hehe, sama ją pisałam. Ale  że nieco sucha, jeszcze poniżej będzie... a, to samo zobaczcie.

Złota Zakładka jest nagrodą przyznawaną przez blogerów książkowych, czyli czytelników. To nie jest nowy projekt, ZZ została już dwukrotnie przyznana. Śląscy Blogerzy Książkowi ogłaszają reaktywację nagrody! Będzie ona informować o rzeczywiście czytanych i docenianych książkach, nie ma bowiem jury czy komisji, decydują tylko i wyłącznie czytelnicy. To oni będą zgłaszać powieści do ZZ, oni też będą decydować, która z nich zdobędzie statuetkę. Kryterium, jakie ma spełniać książka, jest tylko jedno - ma być wydana (po raz pierwszy) w 2014 roku. Jeśli zaś chodzi o możliwość oceniania, będą to mogli czynić blogerzy z półrocznym stażem, publikujący posty nie rzadziej niż raz na miesiąc. Już niebawem poinformujemy, w jaki sposób będzie można zgłaszać swoje typy. Można już teraz pomyśleć nad tym, które książki zasługują na nagrodę. Przyznanie nagród odbędzie się częściowo na Festiwalu Pióro i Pazur, a częściowo na Targach Książki w Krakowie.
Tej nagrodzie sekundowałam od początku, uczestniczyłam w  nominowaniu i głosowaniu. Udało mi się też być na imprezie, gdzie Złote Zakładki były wręczane po raz pierwszy. To były Targi Książki w Katowicach, 22 października 2011 roku. Wybrałam się i byłam zachwycona targami. Udało mi się poznać mnóstwo ludzi znanych tylko z internetu. A Złotą Zakładkę (no dobrze, jedną z wielu) zdobyła wtedy Marta Kisiel, moja ulubiona autorka. Udało mi się poznać ją osobiście, jak mnie to ucieszyło, nie macie pojęcia.

W środku Marta Kisiel ze Złotą Zakładką
Jakoś mam do tej nagrody sentyment. Może i wy, czytelnicy mojego bloga, blogerzy, także będziecie mieli? Przejrzyjcie swoje spisy lektur, zobaczcie, która z nich (wydana w 2014 roku) zasługuje na wyróżnienie.

Warto nagradzać. Serio serio.