"Wyżej niż kondory" Wiktora Ostrowskiego czytałam szesnaście lat temu i bardzo ze mną współgrała (nie to, że pamiętam po takim czasie, po prostu zajrzałam do notki), dlatego zwróciłam uwagę na komiks.
Juliusz Cezar wysyła do galijskiej wioski nikczemnika imieniem Tuliusz Destrukcjusz.
"Zobaczysz sam, o Cezarze, co to za ohydna kreatura. Ale jaka skuteczna w działaniu! Gdzie się tylko pojawi, rozrzuca kości niezgody i wszystko wokół zielenieje ze złości. To prawdziwy wybryk... Nie! Cud natury!"
Narratorką w powieści jest Georgie, matka Sama, świeżo upieczonego męża. Sam i Lauren pobrali się całkiem niedawno, po wieloletniej znajomości (poznali się w przedszkolu, no coś takiego). Georgie jest happy, młodzi są happy, rodzice młodej mężatki są happy, sama radość. Do momentu tragicznego zgonu Lauren.
Oto przed nami "Zeszyt na naklejki, których nigdy nie użyję"!
Format B5 (25x19 cm ze spiralą), kołonotatnik na spirali, plastikowe okładki, silikonowane białe kartki wielokrotnego użytku, dwustronne, w liczbie 50 sztuk.
Kartki mają logo i napis Ink House, spory margines z każdej strony i przyjemny śmietankowy odcień papieru. Liniatura to kratki o boku 15 mm, każda podzielona na osiem części. Linie ciemnoszare, wyraźne i precyzyjne. Liniatura jest nadrukowana tylko na jednej stronie kartki.
Trochę poszłam więc z modą, a trochę nie, wypożyczyłam sobie bowiem książkę dla młodzieży autorstwa Marty Fox "Moja Ołowianko. Dochtórka śląskiego Czarnobyla" (wersja książkowa, którą też miałam w ręku, to "Moja Ołowianko, klęknij na kolanko"), która także opowiada o pani doktor Jolancie Wadowskiej-Król.