Nie są mi obce słowiańskie motywy w literaturze, ale chyba dopiero w pierwszym tomie cyklu "Kwiatu paproci" poczułam, jak mocno się w nich zanurzyłam.
Słowiańskie fantasy, wiek XXI, ale Mieszko I nigdy nie przyjął chrztu, w kraju nad Wisłą wierzy się w bogów słowiańskich (albo i nie, przymusu nie ma), a osoby, które chcą zostać lekarzami, zobowiązane są do odbycia rocznych praktyk u szeptuchy, czyli znachorki. Tak właśnie musi uczynić Gosława Brzózka, choć wcale nie ma na to ochoty.