Pokazywanie postów oznaczonych etykietą manga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą manga. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 lipca 2025

"Kształt twojego głosu" Yoshitoki Oima - manga


 Pierwszy tom (boję się sprawdzać, jaki numer ma tom ostatni) mangi, gdzie jest poruszany temat deficytu słuchu. 

Japońska szkoła, dzieciaki mniej więcej jak nasi szósto-ósmoklasiści, tradycyjnie znajdzie się tam paczka narwańców łobuziaków, tradycyjnie także grupka dziewczyneczek przyjaciółeczek - jak wszędzie.

Prym w paczce łobuziaków wiedzie Shoya Ishida, trochę bezczelny, trochę zwariowany, mocno egoistyczny i często bezkrytyczny. Ma się za ważniaka. 

czwartek, 9 czerwca 2016

"Fullmetal Alchemist" Hiromu Arakawa


Milion lat temu pożyczyła mi moja blogowa koleżanka Szyszka parę komiksów, to znaczy mang. To też komiksy, tylko japońskie. Ciekawe, czy chińskie komiksy też mają swoją odrębną nazwę? Słyszał ktoś coś o chińskich komiksach?

Fullmetal Alchemist to Stalowy Alchemik, piętnastoletnie inteligentne chłopię imieniem Edward, podróżujące po kraju wraz z młodszym bratem Alem, czyli duszą zaklętą w pustej zbroi. Alchemik też nie do końca jest kompletny, brakuje mu jednej ręki i jednej nogi. Jak doszło do tak znaczącego ubytku zawartości żywego ciała u braci?

sobota, 15 sierpnia 2015

"Silver Spoon" Hiromu Arakawa, tom 4 i 5


Tym razem dwa tomy potraktuję zbiorczo, a do tego w ekspresowym skrócie. To dlatego, że chyba mi ten zachwyt nad serią nieco skląsł i uwiądł. A może zaczęli mnie irytować bohaterowie?

Co się dzieje w tych tomach? Po pierwsze i najważniejsze: milutki prosiaczek Wieprzowinek stał się dużą świnią i został przerobiony na mięso. Hachiken bekon rozsyła, sprzedaje, trochę też zjada. Z kumplami (jeśli chodzi o darmową wyżerkę, kumpli ma się momentalnie mnóstwo).
Chłopak angażuje się w masę projektów:
- zostaje wiceprzewodniczącym klubu jeździeckiego,
- intensywnie trenuje skoki przez przeszkody,
- znajduje i przygarnia psa,
- przygotowuje się do zawodów klubowych,
- przygotowuje atrakcje na jarmark organizowany przez szkołę (z ramienia klubu jeździeckiego)
- to samo, ale z ramienia klasowego,
- bierze udział w nocnej nielegalnej eskapadzie
- dopinguje Komasę (kolega) na boisku do baseballa,
- jest świadkiem, jak Mikage wypłakuje się Komasie w rękaw.

I tu stop. Szyszka zadała mi onegdaj na blogu pytanie, czy domyślam się, dlaczego Mikage płakała. Odpowiedziałam, że nie wiem, ale się dowiem. Odwołuję. Nie dowiem się, bo zupełnie przestało mnie to interesować. Chyba dlatego, że autorka co i rusz trąca ten wątek, każąc Hachikenowi a to wypytywać Mikage, a to Komasę, a to samemu o tym rozmyślać. Przypomina mi to nieco "Modę na sukces", gdzie jakiś newralgiczny motyw wałkowany jest przez kilkanaście odcinków z kilkunastu różnych stron, przez co zamiast interesować -  odrzuca na kilometr.
Nie będę się domyślać, czemu Mikage płakała. Pewnie to jakaś błahostka. Poza tym ta dziewczyna jest dziwna. Słodka aż do mdłości. Wiecznie uśmiechnięta, uroczo naiwna, pomocna i przyjacielska, wyrozumiała. Takie ideały nie istnieją, mam wrażenie, że coś z nią jest nie tak. Mocno nie tak.

Poza tym skreśliłam ją z ulubionych postaci w momencie, gdy zwierzała się Hachikenowi, jak będzie
wyglądała jej przyszłość. Jako jedynaczka będzie kiedyś musiała przejąc gospodarstwo rodziców. To farma krów, jest też kilka koni. Mikage woli konie i właśnie nimi chciałaby się zajmować w przyszłości. Ale, uśmiechając się słodko do kolegi, mówi "ale krowy też są słodkie". No błagam! Krowy nie są słodkie. Nikt normalny pracujący z krowami na co dzień, od dziecka, nie będzie twierdził, że krowy są słodkie! Są wielkie, obojętne na cały świat, jedne nieco tępe, inne złośliwe - i śmierdzą obornikiem. NIE SĄ SŁODKIE.
Mikage jest nienormalna. Pewnie jest zaprogramowanym androidem, w dodatku aseksualnym.

Hachiken też ziółko, ech - bierze na siebie coraz więcej obowiązków, niewątpliwie kwalifikuje się (i to w trybie pilnym) do szkolenia z asertywności. Kiedyś padnie z przepracowania, mówię wam!

Normalny to tam jest Komasa. Tego lubię, konkretny gość.

"Silver Spoon" Hiromu Arakawa, tłumaczenie Janek "Jonas" Świderski i Aleksandra Kuklińska, Waneko, Warszawa, 2014.

piątek, 14 sierpnia 2015

"Silver Spoon" Hiromu Arakawa, tom 2 i 3

Tom 2.

Pamiętacie, jak pisałam o Hahikenie? Nastolatku, który chodzi do szkoły rolniczej, choć nie czuje powołania do pracy na roli. Właśnie mam za sobą drugi i trzeci tom jego przygód i pokrótce je sobie opiszę, zanim zabiorę się do kolejnej części.

Jest wiosna, uczniowie są właśnie po wielkim sprzątaniu, a Hachiken zastanawia się, czy stary kamienny piec znaleziony pod śmieciami da się do czegoś wykorzystać. Da się. Do wypieku pizzy. Chłopak się za to zabiera, choć nie ma pojęcia o robieniu pizzy, ale od czego jest internet (przepis) i zasoby szkoły (składniki). I tu zaczyna mi się krystalizować rola Hachikena w klasie i szkole. Jest świetnym katalizatorem. Nie przywódcą, nie ma takich ambicji, ale właśnie katalizatorem, czyli osobą, która sprawia, że wszyscy wokół angażują się, łączą siły i razem są w stanie osiągnąć naprawdę dużo. Ot, choćby upiec pizzę w japońskiej rolniczej szkole.

Ferie, czyli wakacje w japońskiej szkole trwają nie za długo: od 25 lipca do 16 sierpnia. Yugo nie chce wracać  do domu, skwapliwie korzysta więc z propozycji Mikage (to dziewczyna, która mu się podoba), że spędzi wakacje u niej jako pracownik sezonowy. Ileż ciekawych rzeczy go tam spotyka! Wszystkie nowe: sprawianie sarny, błądzenie w ciemnym lesie w górach, gra w baseball, odwiedziny na olbrzymiej farmie mleczarskiej... Te nowe doświadczenia chłopak przyjmuje z szeroko otwartymi oczami, całym sobą. Jego sposób patrzenia na świat jest naprawdę bardzo odświeżający. Ale o tym będzie dokładniej w następnym tomie i znajdę odpowiedni cytat.
Koniec tomu drugiego.

Tom 3. 

Jest gładką kontynuacją drugiego tomu. Hachiken nadaje imię nowo narodzonemu cielakowi - od teraz cielątko jest Befsztykiem. Historia się powtarza, wcześniej chłopak nazwał jedno z prosiątek Wieprzowinkiem, czym wzbudził niemałą sensację w szkole. Poza tym Yugo coraz lepiej poznaje Mikage, pomijam już fakt, że ona mu się podoba, bardziej chodzi mi o to, że jest ciekaw jej planów i pragnień - a to wcale nie są rzeczy tożsame, wcale nie...
Całkiem nieźle dogaduje się też z jej rodziną, ojciec jest hałaśliwym wyjątkiem, ale wiadomo, ojcowie zawsze chronią jedynaczki.

Fantastycznym epizodem w tym tomie jest wizyta na farmie Mikage brata Hachikena. Shingo właśnie rzucił studia na prestiżowym uniwersytecie, pragnie na stałe związać się z gastronomią, a aktualnie objeżdża Japonię w poszukiwaniu lokalnych smaków.
Podoba mi się rozmowa Shingo z ojcem:
"- Dlaczego rzuciłeś szkołę?
- Żeby cię wkurzyć! Chciałeś, żebym dostał się do dobrej szkoły i się dostałem, co nie? Dałem ci twój powód do dumy, więc sorry, ale teraz będę robił to, co mi się podoba." [s.55]
Brawo!

Ferie się kończą, Hachiken i cała reszta wraca do szkoły. Zadziwia transformacja Tanako (jedna z klasowych koleżanek naszego bohatera) z pulchnej podusi w gibką laskę. I w niedługim czasie z powrotem. Spektakularny efekt jo-jo czy siostra bliźniaczka? A może mama bliźniaczka?

Absolutnie nietypową rzeczą, która wydarza się w szkole, jest zakup Wieprzowinka. Kto mógł kupić Wieprzowinka? Tak, zgadliście, Hachiken.
"Jeżeli dodać kogoś takiego jak Hachiken do grupy osób, które mają swój utrwalony sposób patrzenia na świat. to można być świadkami dyskusji, której w innym przypadku nigdy by nie było". [s.140]
Tak mówi jedna z nauczycielek w Ezono.
"Dzięki innej perspektywie wszyscy mogą się rozwijać".[s.141]
To jest właśnie ten cytat, który miałam znaleźć.

Bardzo podoba mi się sposób wyrażania ekspresji przez autorkę. Rysunkowo. Strumienie łez rozpaczy, czarne plamy zamiast ust, drobne łzy wzruszenia. I od czasu do czasu gejzery ironii i dowcipu, choć czasami to humor bardzo ciężki (jak wyłożenie się na krowim placku), to i tak ubawiłam się setnie.

A oczy mi się spociły, gdy Hachiken z kumplami odprowadzali Wieprzowinka do ciężarówki mającej zawieźć go do rzeźni. Och.

Koniec tomu trzeciego.

P.S. Szyszko, o łzach Mikage będzie w jeszcze następnych odcinku.

"Silver Spoon" Hiromu Arakawa, tłumaczenie Janek "Jonas" Świderski i Aleksandra Kuklińska, Waneko, Warszawa, 2014.

środa, 22 lipca 2015

"Monster" t.1 Naoki Urasawa


Czytam te mangi od Szyszki jedne po drugich - i co się okazuje? Że to właściwie całkiem normalne komiksy, tematykę mają różnorodną, są lepsze i gorsze. Trzeba się tylko przyzwyczaić do odwrotnego czytania oraz wielkich oczu i jest git.

"Monster" to historia japońskiego lekarza Kenzo Tenmy osiadłego w Niemczech. Piekielnie zdolny neurochirurg robi karierę w szpitalu w Dusseldorfie pod opiekuńczymi skrzydłami dyrektora (przy okazji - córeczka dyrektora romansuje z Kenzo). Kiedy jednak polityczno- finansowe gierki przeszkadzają mu czuć się prawdziwym lekarzem, Tenma ośmiela się przeciwstawić przełożonym, za co natychmiast zostaje ukarany.
Potem zaczyna się dziać. Kierownictwo szpitala (trzy osoby) schodzą dość gwałtownie z tego łez padołu, pacjenci doktora Tenmy znikają ze szpitala, a sam doktor gubi się w domysłach. Podobnie policjanci, też się gubią. Japoński doktorek szybko otrząsa się z szoku, bo zostaje ordynatorem chirurgii i rzuca się w wir pracy. Zapomina o zagadkowych wydarzeniach na dziesięć lat.

Po dziesięciu latach...
Nie nie nie. Nie zdradzam faktów, zainteresowani sobie przeczytają.

Ten komiks miota się pomiędzy kryminałem i thrillerem. Lubię te gatunki, ale, no właśnie, coś mi tu nie gra. Pierdółki, ale jak się je poskłada do kupy, to "Monster" nie ma szans, by stać się moim ulubionym komiksem.

Po pierwsze, doktorek jest genialnym lekarzem, ale gdy tylko zabiera się do śledztwa, poziom genialności mu  drastycznie spada, wnioski wyciąga opierając się na na emocjach, a nie na logice. Do tego Japończycy znani są z tego, że trzymają się w ryzach - a tu w ryzach trzymają się Niemcy (zwłaszcza diaboliczny funkcjonariusz federalnej policji kryminalnej Niemiec), a doktor miota się, traci panowanie nad sobą, zaniedbuje się. I taki wymięty, nieświeży i nieogolony nie budzi mojej sympatii.
Po drugie - jakieś takie niejasności scenariuszowe dotyczące braku zainteresowania losem pewnego chłopca w kolejnych rodzinach zastępczych.
Trzecia rzecz - jeden z bohaterów komiksu zostaje postrzelony w głowę, podczas operacji ruszano mu kości czołowe, grzebano w czaszce, żeby wyjąć pocisk - po dziesięciu latach na gładkim czole byłego pacjenta nie pozostał nawet najlżejszy ślad grzebania.

To jest pierwsza część, ale prawdę mówiąc, jakoś nie mam parcia na to, żeby czytać resztę i dowiedzieć się, jak będzie doktorkowi szło śledztwo.

Co mi się podobało? Operowanie kolorem (tak, pojawia się kolor!) i jego brakiem. Onomatopeje lepiej oddane niż w "Emmie". Jest "E..." i "O..." zamiast "...", hehe. Ale jest i "tup top" czy "dum dum". A gdzieniegdzie pojawia się smakowity japoński dymek, z drżącymi liniami opadającymi z góry na dół, jakby człowiek chciał coś powiedzieć, już otwiera usta, ale głosu z siebie wydobyć nie może.
Plusik także za zamieszczenie ściągi sposobu czytani dla niezorientowanych.

Dzięki, Szyszka!

"Monster" t.1 Naoki Urasawa, tłumaczenie Radosław Bolałek, Wydawnictwo Hanami. Rok wydania ukryty tak sprytnie, że nie znalazłam.

środa, 24 czerwca 2015

"Emma" Kaoru Mori


Druga manga, za jaką się złapałam i... i to jest naprawdę świetne! Mam co prawda trochę zastrzeżeń, o których napiszę, ale czyta się to i ogląda znakomicie.

Emma jest pokojówką u emerytowanej guwernantki. Jest śliczna, słodka, cicha, pracowita i bardzo przywiązana do swojej pracodawczyni. Jej jedyną wadą jest wada wzroku. Pff, ta wada dodaje jej jeszcze uroku, gdy patrzy na świat wzrokiem zranionej sarenki. Nic dziwnego, że ma adoratorów na pęczki. Ale (wzorem Stefci Rudeckiej) wybrała najbogatszego i wysoko ustawionego młodzieńca. No dobrze, wysoko ustawiony to nie dobrze urodzony, Thomas pochodzi z rodziny kupieckiej, tyle że z ambicjami.
A że takie rodziny, świeżo przyjęte do elity, są bardzo czułe na uchybienia towarzyskie, miłość Thomasa, najstarszego syna,  do Emmy jest dla nich nie do zaakceptowania. Pierworodny się niby buntuje, ale jakoś nawet na porządny bunt go nie stać. Rozpieszczony? Obowiązkowy? Za mało zakochany?
Ona wyjeżdża, on ją bardzo niemrawo goni, podążając na dworzec, po czym smutno patrzy na puste tory. Ona w tym samym czasie smutno patrzy przez okno w dal.
Smutasy, nie?

Ale i tak mi się to podoba niezmiernie, bo bardzo w epoce wiktoriańskiego Londynu. Niewinne
spojrzenia, konwenanse, dobre maniery i angielska herbata - przepadam za tym światem!
Do tego autorka genialnie złamała poukładany londyński światek egzotycznym gościem z Indii. Czy wiecie, że Hakim przyjechał do swojego przyjaciela Thomasa na słoniach i ze świtą godną księcia? Czad. Oczywiście jego też zauroczyły łagodne oczy Emmy, myślałam, że to będzie pretekst do jakiegoś pojedynku, ale nie. Środek ciężkości zawsze spoczywa na Emmie  i Thomasie.

Cudna opowieść i bardzo bym chciała poznać jej zakończenie. Pobawię się nieco, jak może potoczyć się ta historia.
1. Panicz może ożenić się z pokojówką, rodzina się go wyrzeknie, więc będą sobie mieszkać w lichej dziurze i klepać słodką biedę.
2. Może też powtórzyć się motyw z "Trędowatej" - Emma zostanie (siłą) wprowadzona na salony, ale zadziobią ją kruki i wrony. Umrze.
4. Co jeszcze? Z rozmachem: Emma okaże się dawno zaginioną brytyjską następczynią tronu i w świetle powyższego małżeństwo z kupcem będzie dla niej poniżej godności.
4. Thomas, zacisnąwszy zęby, dla dobra rodziny rezygnuje z Emmy, a wtedy Hakim skwapliwie korzysta z okazji i wywozi dziewczynę do Indii.
Uff, to na razie tyle, zobaczymy, co będzie, ale w międzyczasie podpytałam Szyszkę i chyba nic z tego, co powyżej, nie sprawdzi się.

Teraz zastrzeżenia, bo obiecałam napisać. Też w punktach.
1. Mało oryginalna fabuła dla tych, co znają Stefcię Rudecką.
2. Twarze rysowane są na jedno kopytko (do czego zresztą autorka szczerze się przyznaje), a postacie rozróżniałam po fryzurze, ubraniu i kontekście.
3. Mnogość niemych dymków! Zatrzęsienie! Nieme dymki to są dymki z trzema kropkami. Szyszka mówi, że w oryginale są znaki przedstawiające jakieś odgłosy: ciche westchnienie, zawstydzone milczenie i takie tam. Po polsku wszystko to wpycha się do trzykropkowego wora.

Co nie zmienia faktu, że to super komiks! Do tego fajny jest zamieszczony na końcu (początku) odautorski, rysunkowy komentarz do prac. Dowcipny, szczery i bardzo ciekawy.

Na koniec: przeczytałam dwa tomy, a potem popatrzyłam na kolorowe okładki (sam komiks jest czarno-biały). Ach. Gdyby całość była kolorowa, byłoby to mistrzostwo świata.

Szyszka, dzięki!

"Emma" Kaoru Mori, tom  1 i 2, tłumaczenie Paulina Ślusarczyk, Wydawnictwo Studio JG, Warszawa 2013.

poniedziałek, 15 czerwca 2015

"Silver Spoon" Hiromu Arakawa - manga!


Moje pierwsze spotkanie z mangą! Dotychczas broniłam się rękami i nogami. Bo wiecie, te mangi, to mają stronę tytułową z tyłu! Do tego postacie jak krzyczą, to im się jama gębowa rozciąga piętnastokrotnie. A dziewczyny mają oczy na pół głowy i kreskę zamiast ust. Dzikie, nie?
Ponieważ jednak koleżanka Szyszka postawiła mnie przed kilkoma mangami  i powiedziała "spróbuj", a nie było gdzie uciekać, to spróbowałam.

Co z tego wyszło? Hehe, radocha. Główny bohater dostarczył mi sporo uciechy. Hachiken Yugo, nastolatek świeżo po gimnazjum trafia do szkoły średniej. To szkoła rolnicza, ma własne uprawy, hodowlę krów, świń, stajnie i kurzą fermę. Chłopak o rolnictwie wie tyle, że istnieje, a szczegółów dowiaduje się od kolegów (pochodzących w większości z gospodarskich rodzin), albo od wykładowców. Nieładnie jest się tak wyśmiewać z niewiedzy, biję się w piersi ze skruchą, ale doprawdy, przerażenie Hachikena dowiadującego się, skąd się biorą jajka, jest przekomiczne.

Dobrze, skąd on tam się wziął w takim razie? Tego na razie nie wiem, wiadomo jedynie, że chłopak chciał wyjechać jak najdalej od domu. Węszę tu jakąś mroczną rodzinną tajemnicę lub też ekstremalny przypadek młodzieńczego buntu, w ostateczności może to też być molestowanie seksualne.

Powracając do mangi: rozwija się całkiem nieźle, choć i schematycznie. Najpierw Hachiken czuje się obco, potem poznaje otoczenie i ludzi, pojawia się dziewczyna, pojawiają się też zainteresowania i różne osiągnięcia.  Rety, aż mi się czasy szkoły średniej przypomniały! Też tak miałam - najpierw samotność (mieszkałam w internacie, daleko od domu), potem jakoś się poukładało i poszło w dobrym kierunku.  Ciekawam, jak pójdzie Hachikenowi.

Przyznam się, że cholernie trudno było przestawić się na czytanie od tyłu i od prawej do lewej. Uff, dobrze, że nie od dołu do góry!

"Silver Spoon" Hiromu Arakawa, tłumaczenie Janek "Jonas" Świderski i Aleksandra Kuklińska, Waneko, Warszawa, 2013.