Doprawdy, sama nie wiem. Czasem komiksowe adaptacje literatury komiksowej są takie, że klękajcie narody ("
Niezwyciężony" czy "
Diuna"). Tutaj jest odrobinę inaczej, mocno nad tym myślałam i doszłam do wniosku, że mój odbiór tego komiksu, taki z rezerwą, wynika z tego, że nie czytałam książkowego oryginału. To stwarza bardzo ciekawy asumpt do rozmyślań: czy aby dobrze zrozumieć komiksową adaptację powieści, trzeba znać książkowy pierwowzór? W przypadku powieści biograficznych, obyczajowych czy podobnych chyba nie. Z powieściami fantastycznymi jest nieco trudniej, tak mi się wydaje. Są w nich zawarte pewne idee, zjawiska, obserwacje, które wymagają od czytelnika pewnej gimnastyki umysłowej. Od dziecka ćwiczyłam tę gimnastykę, karmiąc się literkami i wytwarzając sobie w głowie obrazy. Teraz dostałam gotowe obrazy (podbudowane oczywiście niezbędnymi dialogami i pewnym wprowadzeniem) i miałam sobie z nich sama wykoncypować ciąg literek. Chyba ta odwrócona kolejność mnie zaskoczyła i zdezorientowała. A jednocześnie pozwoliła zdać sobie sprawę z moch osobistych uwarunkowań i ograniczeń.