Pokazywanie postów oznaczonych etykietą romans. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą romans. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 3 października 2023
"Zanim się pojawiłeś" Jojo Moyes
Przyznam się, że najpierw trafiłam na fragmenty filmu pod tym tytułem i absolutnie zachwyciła mnie główna bohaterka grająca rolę Louisy Clark. Dałabym jej Oscara za najbardziej ruchliwe i plastyczne brwi świata (jak ktoś potrafi je wygiąć w znak zapytania, to jest coś na rzeczy). Dopiero po bardzo długim czasie wpadłam na to, skąd znam tę twarz, bosz, to przecież Daenerys Targaryen! Zmylił mnie kolor włosów, ot co.
piątek, 30 sierpnia 2019
"Różany eter" Julia Gambrot
Dałam się skusić notce wydawniczej mówiącej, że "miłość, medycyna i fascynująca podróż w czasy belle époque". Lubię bowiem medycynę w książkach, lubię belle époque, a i miłość, dobrze napisaną, przeczytam z chęcią.
Róża Zimmerman, sierota wychowana w klasztorze, właśnie zaczyna studia medyczne w mieście nad Odrą. To pierwszy rok, kiedy kobiety mogą kształcić się na lekarzy i niektórzy z wykładowców jeszcze nie przyjęli tego do wiadomości. Tak jak i inni studenci. Róża nie czuje się jednak samotna, ma dwie koleżanki na roku, uczy się pilnie, chodzi na wykłady i ćwiczenia, przeprowadza sekcje żab i udaje jej się to wszystko ogarniać. Jednocześnie nawiązuje nowe znajomości, flirtuje, no i cały czas próbuje zdobyć jakieś wiadomości o rodzinie: dano zmarłej matce i ojcu, który podrzucił ją na próg sierocińca. Do tego dziewczę pomaga potrzebującym jak dobra samarytanka, a także obserwuje (trochę ze zgrozą) przypadki tajemniczych śmierci wśród bezdomnych.
poniedziałek, 17 września 2018
"Alyssa i czary" A.G. Howard
Czary mary, czy Alicja z Krainy Czarów jest czarownicą? Oczywiście! Potrafi czarować, zmieniać swoją postać, wpływać na innych, latać... ops, zaraz, piszę Alyssie, nie o Alicji! Tylko że nie da się pisać o Alyssie, nie nawiązując do Alicji - wszak to jej daleka przodkini. Tak, Alicja Liddell z Anglii jest prapraprababką Alyssy Victorii Gardner mieszkającej w Ameryce. Dziewczyną opiekuje się ojciec, a jej matka przebywa w zakładzie psychiatrycznym (ma obsesję na punkcie Alicji z Krainy Czarów). Jeszcze jedna informacja o naszej bohaterce: w wolnym czasie zajmuje się tworzeniem mozaik, wykorzystując do tego owady. Humanitarnie je przed tym uśmierca. Owady giną, ponieważ przemawiają do Alyssy, a to mocno ją irytuje i przeraża.
środa, 14 czerwca 2017
"Zatrzymać gwiazdy" Katie Khan
Pisałam całkiem niedawno o książce "Dzień dobry, północy", której akcja częściowo dzieje się w kosmosie. Nie minęło wiele czasu, a trafiła do mnie książka, która także eksploruje kosmos, choć w dalece bardziej dramatyczny sposób.
Oto Carys, astronautka, oto Max, jej partner - zarówno na statku kosmicznym, jak i w życiu. Dryfują w przestrzeni kosmicznej i powoli, ale nieubłaganie oddalają się od statku, z którego wyszli, by naprawić uszkodzenia. Powietrza starczy im na 90 minut. Co można zrobić przez półtorej godziny?
sobota, 21 stycznia 2017
"Death Bringer" Adrianna Biełowiec
"Death Bringer" to książka, którą niezwykle trudno mi określić gatunkowo*. Zawiera elementy fantastyczne (przy czym chodzi mi o s-f), fantasy czy wręcz baśni (złota rybka spełniająca życzenia), a do tego wszystkiego jeszcze jest dołożony romans.
Czy to pomieszanie gatunków wyszło książce na dobre?
Powieść zaczyna się bardzo obiecująco - grupka dzieci porywa prototyp pojazdu latającego i udaje się zwiedzać okolice bardziej dalsze niż bliższe. Wyprawa kończy się mocno nieoczekiwanie i nie do końca dobrze. "Porywacze" są bowiem dziećmi rebeliantów (oho, lampka mi się zapala, czy to SW?), a podczas wycieczki udaje im się wpaść na oddział wrogich im Kiritian. Kiritianie nazywani są najeźdźcami, podbijają bowiem układ planetarny za układem, z powodów bardzo ideologicznych i mało ekonomicznych. Dzieci z tego spotkania wychodzą cało fizycznie, ale bardzo pokiereszowane psychicznie.
Czy to pomieszanie gatunków wyszło książce na dobre?
Powieść zaczyna się bardzo obiecująco - grupka dzieci porywa prototyp pojazdu latającego i udaje się zwiedzać okolice bardziej dalsze niż bliższe. Wyprawa kończy się mocno nieoczekiwanie i nie do końca dobrze. "Porywacze" są bowiem dziećmi rebeliantów (oho, lampka mi się zapala, czy to SW?), a podczas wycieczki udaje im się wpaść na oddział wrogich im Kiritian. Kiritianie nazywani są najeźdźcami, podbijają bowiem układ planetarny za układem, z powodów bardzo ideologicznych i mało ekonomicznych. Dzieci z tego spotkania wychodzą cało fizycznie, ale bardzo pokiereszowane psychicznie.
wtorek, 5 lipca 2016
"Ognisty pocałunek" Jennifer L. Armentrout
Dlaczego ognisty, skoro żaden płomień się tam nie pojawia? Może to dlatego, że tam tak iskrzy między postaciami?
Najważniejszą postacią w powieści jest siedemnastoletnia Layla, która jest w połowie demonem, w połowie strażnikiem (nie, to nie "Anioły i demony" Browna). Z pewnością wszyscy orientują się, kim są demony, pojęcie strażnika wymaga objaśnienia: otóż to osoba, która ocala świat przed zalewem małych i większych paskud prosto z piekła.
Layla wychowuje się w rodzinie strażników i stara się być taka jak oni. Z wiekiem jest jej coraz trudniej, bo odzywa się mroczna strona jej natury. Ta mroczna strona każe jej wysysać dusze z ludzi. Brr, straszne! Jak się z taką dziewczyną całować, skoro może przez usta wyciągnąć duszę kawałek po kawałku?
sobota, 19 maja 2012
"Tatiana i Aleksander" Paullina Simons, romansu ciąg dalszy
Tom drugi o tych namiętnych kochankach przeczytałam jak burza. Wcale nie dlatego, że takie super wciągające, tylko zwyczajnie chciałam wiedzieć, jak to się skończy i przerzucałam kartki, byle prędzej.
Aleksander został uwięziony, a Tatianie udało się uciec z Rosji. Rozłąka to woda na młyn pani Simons - z zapałem opisuje a to wierną i oddaną Tatianę, nie ustającą w wysiłkach, by odnaleźć męża; to niezłomnego i bohaterskiego Aleksandra, który jest żywotny i ruchliwy jak wesz na grzebieniu, ani władza ludowa nie zdołała go utłuc, ani wróg.
Ten tom był wyjątkowo nudny. Głowna bohaterka jest nudna i bezbarwna, nic tylko prowadzi cnotliwe życie aniołka i szuka męża. Mąż nic, tylko się szlaja po krajach i udaje McGyvera. Nawet tracheotomię umie robić, skubany.
Czy im się uda? No przecież to romans, musi im się udać.
"Tatiana i Aleksander" Paullina Simons, tłumaczyła Katarzyna Malita, Świat Książki, Warszawa 2007.
![Tatiana i Aleksander [Paullina Simons] - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE](http://cyfroteka.pl/images/BRD.png)
piątek, 18 maja 2012
"Jeździec miedziany" Paullina Simons - ognisty romans, pfe
Pierwszy tom epopei nienarodowej. Zabrałam się za to z ochotą, skuszona nadzwyczaj wysoką oceną na biblionetce.
Czytam więc, zaczyna się znakomicie - oto Leningrad i jego mieszkańcy, którzy właśnie dowiedzieli się, że Związek Radziecki przystąpił do wojny. Rodzina Mietanowów: Dasza, Tatiana, Pasza oraz ich rodzice zastanawiają się, co robić, bo coś robić trzeba. Pasza, brat bliźniak Tatiany, zostaje wysłany na obóz młodzieżowy w nadziei, że tam będzie bezpieczny i nie zostanie wcielony do wojska. Dasza, wbrew okolicznościom, jest szczęśliwa, bo właśnie się zakochała w wyjątkowym chłopaku. A Tatianę wysłano na zakupy. Trzeba się zaopatrzyć na wojnę, tylko skąd siedemnastolatka ma wiedzieć, co się przyda w czasie wojny? Nie wie. Ale nie przejmuje się tym za bardzo, siada na ławce, je lody i cieszy się pięknym, słonecznym dniem. Śliczna, promienna, w białej sukience w czerwone róże - istna Wiosna.
Taką ją zobaczył Aleksander i zakochał się z miejsca. Z wzajemnością.
Bum, bum! Właśnie autorka kafarem wbiła wielgachny filar, na którym opiera się cały "Jeździec miedziany", "Tatiana i Aleksander", a zapewne też i "Ogród letni". Wielka miłość Tatiany i Aleksandra to ten filar. Natomiast wspaniały obraz Leningradu to tylko tło, szkoda, bo świetnie (nie mówię, że z przyjemnością, tylko że świetnie) się czytało o oblężonym i głodującym mieście. Widziałam kiedyś film osadzony w tym samym miejscu i tym samym czasie - te głodowe przydziały na kartki, chleb z trocin, napady, rabunki, morderstwa... Co za przejmujące oblicze wojny.
Na tym tle - Tania.Anioł w ludzkiej skórze, dzielna, wytrwała, niezłomna, maszerująca codziennie rano po przydziałowy chleb, opiekująca się rodziną, ukradkiem dokarmiająca dziecko sąsiadów i do tego opatrująca rannych w szpitalu. Napisałabym, że Matka Teresa z Kalkuty, ale ona była zakonnicą, a Tania zakonnicą nie jest, bo kocha Aleksandra nad życie. Do tego ta miłość jest z przeszkodami, bo Aleksander okazuje się tym wyjątkowym chłopakiem Daszy, a Tania, jako idealna siostra, nie zabierze przecież Daszy chłopaka.
No i tak to się toczy, oni się kochają, ukrywając wzajemną fascynację przed wszystkimi, Leningrad przymiera głodem i wymarza, rodzina Tatiany mimo jej starań i pomocy Aleksandra powoli, acz nieubłaganie wymiera...
... i tu właściwie chciałam streszczać fabułę dalej, co by mi zajęło mnóstwo słów, a i tak by nikt nie czytał, ale się zreflektowałam w porę. Bo tak naprawdę to chciałam napisać o tym, że to wyjątkowo rosyjski i wyjątkowo przerysowany romans. Aż mi zgrzytało w zębach podczas czytania. Bo ileż można tłuc o tym, jaki to z Tani dobry duch, ideał bez skazy. Ileż można o tym, jaki to ten Aleksander męski, jak kocha, to na zabój, a jaki zazdrosny, hoho, jak się wścieknie, to dziurę w ścianie pięścią wybije (co nie świadczy najlepiej o stanie budownictwa mieszkaniowego w Rosji), i w ogóle. Za dużo, za mocno, za bardzo.
Do tego te opisy rozpasanego i namiętnego seksu zdały mi się wulgarne, no ale po przepięknych opisach pióra pani Cherezińskiej w "Sadze Sigrun" to było nieuniknione.
Tuż po skończeniu "Jeźdźca miedzianego" zanotowałam sobie na gorąco o Tani "Ona wszystkim robi dobrze", heh, teraz widzę, jak dwuznacznie to zabrzmiało. Co do Aleksandra: "Jak Stalin: jak się wścieknie, może zabić".
P.S. Zaznaczyłam sobie podczas pisania kilka cytatów, ale nie przepisuję, szkoda czasu.
"Jeździec miedziany" Paullina Simons, tłumaczył Jan Kraśko, Świat Książki, Warszawa 2007.
![Jeździec Miedziany [Paullina Simons] - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE](http://cyfroteka.pl/images/BRD.png)
czwartek, 23 lutego 2012
"Klaudyna" Colette - irytująca trzpiotka
Już nie pamiętam, kto zaczął, ale jakiś czas temu przetoczyła się po blogach fala zachwytów nad Colette i jej Klaudyną. Wrzuciłam na próbę pierwszy tom do schowka, tak się jednak stało, że pożyczono mi tom zawierający wszystkie części. No i dobrze, myślę sobie, spodoba się, to przeczytam całość i już.
Zaczynam więc lekturę "Klaudyny w szkole", czytam o kilkunastoletniej, inteligentnej, ładnej, a do tego koszmarnie rozpuszczonej pannicy i powoli cholera mnie trzaska. To nie do pojęcia, jak mnie ta trzpiotka irytowała. Ojciec, bez pamięci zatopiony w żabach (podobny pod względem roztargnienia do ojca Flawii de Luce), folguje jej pod każdym względem. Jeśli tylko coś się Klaudynie zamarzy, tatuś przyzwalająco kiwa głową i natychmiast zapomina o całej sprawie.
Co się marzy Klaudynie? Śliczna młoda nauczycielka ze szkoły. Brylowanie w klasie. Piękne stroje. Głupotki i bzdetki, nic ważnego. No i koleżanka, Łusia - ale tylko do bicia i dręczenia, na niej bowiem z dziecięcym okrucieństwem mści się Klaudyna za zdradę młodziutkiej nauczycielki (która wolała starszą dyrektorkę szkoły, ha).
Irytowała mnie nie tylko Klaudyna, ale to wszechobecne damsko-damskie figo-fago. Pocałunki, objęcia, powłóczyste spojrzenia, domysły, ploteczki... Jakie to wszystko babskie, jakie niezdecydowane!
Na szczęście bohaterka wyjeżdża do Paryża i wyrywa się z tego zaklętego sfeminizowanego kręgu. Ba! Zaraz jednak trafia na kuzynka, Marcela, który jest okropnie zniewieściały, a to tego uwikłany w związku, oczywiście, męsko-męskim. Ech. Colette daje czadu.
Kiedy zaś Klaudyna wychodzi za mąż, za (o chwała ci Panie) mężczyznę, po krótkim okresie zachłyśnięcia się szczęściem i mężem, nawiązuje romans. Tak, można się domyśleć, że z przyjaciółką.
Czwarty tom, czyli "Klaudyna odchodzi", był dla mnie sporym zaskoczeniem, nagle bowiem to nie Klaudyna jest narratorem, tylko ktoś zupełnie inny, a Klaudyna jest tam gdzieś w tle, ważna, ale nie najważniejsza. Najważniejsza zaś staje się zdolność do odzyskania samej siebie. Mówię tu o Annie, nowej narratorce, całkowicie stłamszonej przez męża. Oby jej się udało wyprostować.
No dobrze, irytacja irytacją, ale jednak Klaudyna da się polubić. Nie jest zła czy zawistna, czasem po prostu nie myśli. No i... lubi lasy. I chyba za to ją polubiłam.
"Kochane lasy! [...] Zarośla, gdzie gałęzie niskich drzew czepiają się złośliwie twarzy, pełne są słońca, poziomek, konwalii, a także i węży"[1].
"Czasem w lesie zaskoczy ulewa; skuliwszy się pod dębem gęściejszym od innych można w tym bezpiecznym schronieniu słuchać, jak deszcze bębni w górze jak po dachu; gdy wynurzyć się potem z tych głębin, światło olśniewa, a świat wydaje się dziwny zachwyconym oczom"[2].
Trzy pierwsze tomy oceniam na 4/6, ostatni na 4,5/6.
---
[1] Colette, "Klaudyna w szkole" "Klaudyna w Paryżu" "Małżeństwo Klaudyny" "Klaudyna odchodzi", przełożyła Krystyna Dolatowska, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1993, s. 11.
[2] Tamże, s. 12
wtorek, 11 października 2011
"Markiza Angelika" Anne Golon (słodziutko, że ach i och, uwaga!)
Ponieważ zbliża się termin zwrotu, muszę szybciutko naskrobać kilka słów. Tomów o markizie jest trzynaście, do przeczytania dostałam dwa, zdołałam przeczytać jeden. Tyle statystyka.
A sama Angelika? No świetna babka, szlachcianka, piękna od urodzenia, wcześnie dojrzała, mądra, bystra, kochająca rodziców, bratająca się beztrosko z ludem pracującym, uczciwa, słodka i powabna.
W pierwszym tomie śledziłam jej losy od czasów, kiedy była małą dziewczynką, aż do momentu, kiedy wyszła za mąż i urodziła synka. Angelika przeszła w tym czasie długą drogę, najpierw taplała się w biedzie na dworze, gdzie ojciec, mimo szlachectwa, ledwo wiązał koniec z końcem mając do wyżywienia całe mnóstwo dziatek (bardzo bowiem kochał swoją żonę); potem spędziła trochę czasu w klasztorze, ucząc się u zakonnic (wysłano ją tam dość pośpiesznie, bo szybko dojrzała, rozkwitła i zaczęła przyciągać spojrzenia i ręce mężczyzn); aż w końcu wyszła za mąż, bardzo bogato i kompletnie bez miłości. Nie, nie za obleśnego starca (ci, co oglądali serial, pewnie pamiętają), tylko za markiza, młodego, kulawego i ze zeszpeconą twarzą. Piękna i bestia.
Co dalej? Jak chcecie wiedzieć, to przeczytajcie. Jak nie chcecie czytać, to obejrzyjcie serial, gdzie główną rolę grała Michèle Mercier, wielkooka i ponętna. Ja tam sobie poprzestanę na tym jednym tomie. I żeby było jasne, nie mówię, że to bezwartościowe romansidło, bo losy Angeliki przedstawione są na tle epoki, a epokę odmalowała autorka uczciwie i gęsto. No ale co z tego, skoro całość dla mnie nie do przyjęcia, bo słodka jak tort z kremem, lukrem i bezą. I kandyzowaną wisienką.
Dlaczego w ogóle skończyłam, zamiast tę całą słodycz odłożyć starannie na półkę do oddania? Bo znam osobiście tłumaczkę, Olę, i chciałam sobie z nią pogadać o tej lekturze przy kawie. To nam się udało, co z przyjemnością stwierdzam.
I słodziutki cytacik:
"Po chwili krew zaczęła żywiej krążyć w jej żyłach. Iskierka rozkoszy rozżarzyła się w najgłębszych głębiach jej istoty i rozprzestrzeniła się po całym ciele". *
---
* "Markiza Angelika" Anne Golon, tłum. Aleksandra Jagiełowicz, Świat Książki, Warszawa 2010, s. 293.
piątek, 18 grudnia 2009
"Flirty bez znieczulenia" Lisa Cach

Jako że jakiś czas temu wybierałam się w podróż, potrzebowałam jakiegoś czytadełka na drogę, tak na dwie, trzy godzinki. Wpadłam więc do kiosku, rozejrzałam się i wypatrzyłam Wyborczą, a do niej przynależną w/w książkę, z cyklu "Literatura na szpilkach".
No i padło na czysty nowoczesny harlekin. Jest Ona, co to dobiega trzydziestki, a nie ma przy niej jeszcze tego księcia z bajki, ma przyjaciół, w tym Jego, który oczywiście jest TYLKO przyjacielem. Ona rzuca się w wir internetowych randek, by znaleźć kogoś odpowiedniego, przekomiczne są te jej próby, zwłaszcza, że na pierwszej randce natyka się na geja, co jest przekomiczne, potem są inni, równie niedopasowani do niej.
Koniec oczywiście jest słodki, szczęśliwy, On i Ona w końcu wpadają na to, że są dla siebie stworzeni i jest uroczo.
Czemu o tym piszę? Że niby polecam? Nieee... Piszę, bo jakbyście mieli jechać gdzieś przez dwie godzinki, to spokojnie możecie przydrzemać, zamiast to czytać.
czwartek, 27 sierpnia 2009
"Klejnoty" Danielle Steel

Subskrybuj:
Posty (Atom)