Och! Oto dostałam w swoje ręce audiobooka, który mnie porwał bez reszty!
Christine budzi się i nie wie, gdzie jest, kim jest facet obok niej w łóżku i przede wszystkim - dlaczego ma o dwadzieścia lat więcej, niż pamięta. No właśnie. Pamięć. Kluczowe słowo dla całej tej powieści. Christine nie pamięta, nie pamięta niczego, co się zdarzyło w ciągu ostatnich dwudziestu lat, a gdy położy się i zaśnie, po przebudzeniu nie pamięta, co robiła poprzedniego dnia.
Tu dygresja. Pamiętam, widziałam kiedyś film z Drew Barrymore i Adamem Sandlerem, ona cierpiała na tę samą przypadłość co Christine, on się w niej zakochał. Teraz uwaga, bo popełnię potężny spoiler co do filmu - on znalazł sposób, by uzyskać wzajemność i się z nią ożenić, znalazł też sposób na codzienne funkcjonowanie ich rodziny - tuż po przebudzeniu wyświetla jej film ze streszczeniem jej życia. Koniec dygresji.
Christine nie ma wyświetlanego filmu, ma za to w łazience, wokół lustra zdjęcia. Ona i ten obcy facet, tylko ona, starsza, młodsza, różne scenerie i sytuacje, których nie pamięta, ale które musiały się zdarzyć, skoro są udokumentowane na fotografiach. Kobieta ogląda zdjęcia, potem ten obcy facet tłumaczy jej, że jest jej mężem Benem, że miała wypadek, że straciła pamięć, że to, że tamto. I że przerabiają to każdego dnia, tylko ona o tym nie pamięta.
I tak w koło Macieju. To znaczy tak by było, gdyby nie to, że Christine nawiązuje kontakt z lekarzem neurologiem, który chce pomóc jej odzyskać pamięć. Gdyby nie to, że zaczyna prowadzić pamiętnik. Zaś na pierwszej stronie jak wół stoi "NIE UFAĆ BENOWI!".
Ta książka to thriller, tak znakomicie napisany, że można się zatchnąć, w napięciu oczekując, co dziś odkryje Christine ze swojej przeszłości, co jej się przypomni, co z czym skojarzy i jakie wnioski wyciągnie. Czasem ta biedna kobieta miota się jak we mgle, a ja razem z nią. Czasem opada jakaś zasłona, a ja podskakuję ze zdumienia. I szczerze, SZCZERZE współczuję Christine, bo wiem, że to wszystko, co odkryła na swój temat - jutro zapomni. I może znajdzie swój pamiętnik, a może nie, może doktor zadzwoni, a może nie.
Och, dawno się tak nie utożsamiałam z bohaterką, od początku do samiutkiego końca książki, nie odpuściłam ani na moment. Dodam - bardzo zaskakującego końca książki. Aż się chce dodać cytat z filmu "Twin Peaks": "Sowy nie są tym, czym się wydają". Może to zasługa, choćby po części, lektorki. Lektorki-aktorki, bo czyta Joanna Jeżewska, pewnie znacie, choćby z widzenia. Pani Joanna nie czyta, ona gra, monodram prawie się z tego robi. Zwykle jestem przeciwna, bo lektor to jest od czytania, ale w tym przypadku zmieniam zdanie, bo książka się do tego idealnie nadaje, by być monodramem.
Pięknie to wyszło, pięknie!
Audiobooków przeważnie słucham w samochodzie, wrzucam w odtwarzacz i mam półtorej godziny dziennie słuchania. "Zanim zasnę" pieczołowicie przegrałam na odtwarzacz przenośny i dosłuchiwałam po kawałku podczas wolnych chwil na
Zlocie w Wiśle. Na przykład o piątej nad ranem, kiedy córa mnie wybudziła i nie umiałam z powrotem zasnąć. Dosłuchałam wtedy książki do końca, a myśli mi sie tak kłębiły w głowie, że o spaniu nie było mowy...
Więcej takich książek proszę!
"Zanim zasnę" S.J. Watson, tłumaczyła Ewa Penksyk-Kluczkowska, Wydawnictwo Sonia Draga, 2012.