Pokazywanie postów oznaczonych etykietą belgijska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą belgijska. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 kwietnia 2023

"Ptyś i Bill 10. Nie ma jak leniuchowanie" -komiksy są super!


 "Nie ma jak leniuchowanie" to dziesiąty tom z serii "Ptyś i Bill".  Ciekawe, skąd wziął się tytuł, bo w komisie bardzo trudno znaleźć leniuchowanie. O nie, Bill jest spanielem pełnym energii, zapału i dzikich pomysłów. 

sobota, 4 marca 2023

"Ptyś i Bill 9. Koncert na trzy osoby i psa" - komiksy są super!


To 9 tom serii i  wciąż jest doskonale! Jeśli koncert, to będzie muzyka, oczywiście. Nie zawiodłam  się okładką,  w rodzinie Ptysia uwielbia się instrumenty, toteż i rodzinne koncerty są na porządku dziennym (albo jednorazowym, bo tak naprawdę nikt nie  potrafi porządnie grać).


 

sobota, 17 kwietnia 2021

"Ptyś i Bill 8. Zabawy Billa" Jean Roba

 


To już ósmy tom "Ptysia i Billa", a bawi tak samo, jak na początku naszej (mojej i córki) przygody z tym cyklem. 

Ptyś to chłopiec, który jak Calvin Wattersona w ogóle się nie starzeje, wciąż jest pełen zapału i niespożytej energii do robienia psot. Bill jest jego psem, uroczym spanielem, który ma swoje zdanie na wiele różnych tematów.

wtorek, 1 grudnia 2020

"Ptyś i Bill 6. Bill, na psa urok!" - Komiksy są super!


 To już szósty tom przygód sympatycznego chłopca Ptysia i jego przeuroczego psa, spaniela Billa. Myślałam, że to kolejny zbiór komiksowych plansz z zabawnymi przygodami Ptysia i jego rodziny, raczej luźno ze sobą powiązanych, jak to wcześniej bywało. Czytam z ukontentowaniem, aż tu nagle trafiam na rozdział pod tytułem "Globtroterzy" i całkiem wsiąkłam. 

wtorek, 10 marca 2020

"Ptyś i Bill 4. Psi nos", "Ptyś i Bill 5. Przygody spaniela" - komiksy są super!


Gdzieś w okolicach trzeciego tomu Ptyś i Bill zaczęli mnie trochę nużyć. Brakowało mi tam zarysu jakiejś fabuły, pokazanie, że Ptyś rośnie i trochę się zmienia, czegoś, co pozwoliłoby mi spojrzeć na te komiksy z góry i umiejscowić je w czasie. A tu nic, wciąż te oderwane od siebie komiksowe paski, mnogość zabawnych scenek, przewrotne puenty. No i tyle.

wtorek, 3 marca 2020

"Za tamą. Fantastyka niderlandzka w praktyce i w teorii" antologia niedokończona


Ściągnęłam sobie kiedyś na czytnik antologię opowiadań fantastycznych, uwaga, niderlandzkich! Bardzo niszowe, prawda?  Chciałam sprawdzić, co to będzie. Antologii nie doczytałam do końca, zmęczyła mnie bardziej, niż zainteresowała, trudno, bywa. Jako że podczas czytania notowałam sobie na bieżąco wrażenia z poszczególnych opowiadań, nie chciałabym, żeby to przepadło w pamięci czytnika, jak łzy w deszczu. Dlatego też zebrałam je poniżej.

Oprócz uwag do tekstów czyniłam też uwagi do ilustracji, przygotowanych specjalnie do każdego z opowiadań. Dwie lub trzy pozwolę sobie przytoczyć, żeby było wiadomo, o czym mówię. 


poniedziałek, 4 lutego 2019

"Morze ciche" Jeroen Van Haele


" - Nasz najstarszy jest głuchy, lekarze tak powiedzieli, a przecież to nawet nie jest rodzinne. - Pewnie tak właśnie powiedzieli, już to widzę. A potem wzięli mnie pod pachę i opuścili porodówkę. Niemowlę Emilio wyruszało w świat ciszy". [s.9]

czwartek, 3 stycznia 2019

"Ptyś i Bill. Śmiech to zdrowie! Tom 2" Jean Roba

Z komiksami, które kiedyś drukowane były w gazetach w odcinkach (a sądzę, że tak było z Ptysiem i Billem) jest problem. Otóż samodzielne historyjki, zawierające cały pomysł na jednej stronie, a zebrane później w jednym tomie, nie sprawiają wrażenia spójnej całości.

piątek, 16 września 2016

"Staruszek Anderson" Hermann, Yves H.


Jaka ja jeszcze zielona jestem w komiksowym świecie! Oto trafił w moje ręce "Staruszek Anderson", a ja ani scenarzysty, ani rysownika dotąd nie znałam. Aż głupio. Chociaż nie, nie głupio, przecież poznaję teraz, nigdy nie jest za późno na nawiązywanie znajomości.

Anderson jest olbrzymim, zwalistym Murzynem w podeszłym wieku. Prowadzi spokojne, uporządkowane życie: dom, żona, knajpa, starzy przyjaciele. Skorupka codzienności, a pod nią zastarzała i utajona gorycz. Rana po zaginionej wnuczce wciąż krwawi.
Pewnego dnia umiera, złamana zgryzotą, żona Andersona, a on zostaje sam na świecie - i to chyba daje mu impuls, by pokusić się o rozwiązanie sprawy, która nie daje mu spokoju. Chodzi właśnie o wnuczkę: dlaczego zaginęła, i kto może mieć coś z tym wspólnego.

sobota, 2 czerwca 2012

"Osobliwe przygody Dyla Sowizdrzała" Karol de Coster - prawie zakichałam się na śmierć


Czemu zakichałam?  Bo to staroć, przysypany kurzem wieków. Sto lat temu, jak jeszcze byłam w ciąży z Krzysiem, odwiedziliśmy znajomych w dalekim Krakowie - oczywiście przejrzałam ich półki z książkami i wydłubałam Dyla. Pożyczyłam sobie to od nich, bo zaintrygował mnie rok wydania: 1949, toż przecież Polska ledwie co się z turbulencji wojennych otrzepała! Biorę, poczytam, mówię do znajomych, wzięłam, ale jak widać, musiało odleżakować parę lat na półce, zanim się za to wzięłam.

Cóż, ze smutkiem muszę stwierdzić, że przeczytałam całość tylko z dwóch powodów. Byłam ciekawa, jak mi się książkę będzie czytać (dlatego zaczęłam) oraz jak się historia Dyla rozstrzygnie (dlatego skończyłam).
W skrócie: Dylu to wesoły i roztropny chłopak, który po świecie wędruje i z wszystkich sobie dworuje. Przestaje, gdy inkwizycja pali na stosie jego ojca, ale tylko dworować, wędruje nadal, tylko teraz zajęty walką z systemem, królem i inkwizycją. Towarzyszy mu przyjaciel, Maciek Brzuchacz, który uparcie szuka żony, co mu uciekła. Sporo im przytrafia przygód, miłych i niemiłych, ale oczywiście w końcu znajdują drogę do domu i żyją sobie szczęśliwie ze swoimi paniami. Nie wiem, czy długo, książka się skończyła.

Całość mnie odrobinę znudziła, urozmaicałam więc sobie czytanie zaznaczaniem cytatów. Na przykład na temat osób ważnych:

Opowiadano mi po drodze, że zwie się Juliusz III, że jest rozpustnikiem, usposobienia wesołego i rozrzutnego, że jest wymyślny w zabawie i bystry w rozmowie. Opowiadano mi także, że jeszcze jako kardynał rozmiłował się ponad wszelką miarę w pewnym małym, czarnym, brudnym i nieobyczajnym chłopcu, który się włóczył z małpą po mieście i żebrał. A kiedy został papieżem, uczynił z owego włóczęgi kardynała, zawiadującego skarbem papieskim. [1]
Tu notka wikipedyczna, daleko mniej surowa ;)

W owym czasie żył król Filip pogrążon jak zwykle w niesamowitym smutku.[...] I rozmyślał też z nienawiścią o swym synu, Don Karlosie, osobliwie, odkąd ów zająć miał w Niderlandach miejsce księcia Alby i jak się król Filip obawiał, mógłby tam po najwyższą władzę sięgnąć. [...] Dworzanie zaś dworu, tak króla Filipa, jak i jego syna Don Karlosa, nie wiedzieli, kogo im z dwóch bardziej lękać się wypada: okrutnego i obmierzłego syna, co paznokciami swe sługi rozdzierał, czy tchórzliwego i podstępnego ojca, co używał drugich za narzędzie zła, które czynił, a żył jakoby hiena padlinie.
[...] Don Karlos został uwięziony jako obwiniony o zdradę stanu [...] pani Izabella Francuska płacze ustawnie. [...] Infantowi Don Karlosowi podano w więzieniu zielone figi, od których drugiego dnia ducha wypuścił jakby usnął. [...] Król Filip począł potem pozierać pożądliwie na księżnę Eboli, co była za mężem; żądał od niej miłości, a ona mu jej nie odmówiła.
Pani Izabella Francuska, o której mówiono, iż sprzyjała zamysłom zmarłego Infanta na Niderlandy, naraz chudnąć poczęła i niedomagać. Włosy wypadać jej poczęły całymi promieniami, cierpiała wielce od częstych wymiotów, paznokcie u jej rąk i nóg odpadły - aż wreszcie ducha w mękach oddała. Aliści król Filip ni jednej łzy nie uronił.
I książęciu Eboli włosy też wypadły i stał się książę usposobienia melankolicznego. Odpadły mu też paznokcie u rąk i nóg. I zgasł równie rychło jako pani Izabella. Król Filip przykazał go pogrześć, a księżnej Eboli żałobę hojnie zapłacił. [2]
Niezły ten król, prawda? Mowa o Filipie II Habsburgu. Don Carlos też tam jest wymieniony, ale Izabelli Francuskiej nie zidentyfikowałam.

Pewnego dnia był król Filip bardziej niż zazwyczaj ponury i przez melankolię żarty, bowiem objadł się marcepanami. [3]
Tu się przeraziłam, albowiem uwielbiam marcepan.

Ale zostawmy już w spokoju możnych i bogatych, prości ludzie są daleko bardziej zabawni. Oto dialog pomiędzy Dylem a Maćkiem:

"O!  jasne słoneczko, dziękuję ci, żeś rozgrzało nasze ciała i tobie, cząsteczko popiołów Klasa, dzięki, żeś rozgrzała moje serce i szepczesz mi, że błogosławieni ci, co biegają po gościńcach i lasach dla oswobodzenia ojczyzny."
"Jeść mi się chce" - rzekł Maciek. [4]
Cóż za pragmatyzm! Tak przy okazji - trochę trwało, zanim przyzwyczaiłam się do takiego zapisu dialogów, nie za pomocą myślników, tylko cudzysłowów.

 Że to pustka była już w misach i na stole, Maciek wpadł w smutną zadumę; a to odkrywszy na dnie jednej z mis jedyną i już ostatnią ćwiartkę kapłona wsunął ją melankolicznie w czeluść pomiędzy swymi szczękami. [5]
Melankolicznie czy nie melankolicznie, jeść trzeba.

 
---
[1] "Osobliwe przygody Dyla Sowizdrzała" Karol de Coster, z przedmową Romain Rollanda, tłumaczył Przecław Smolik, Książka i Wiedza, Warszawa 1949, s.106-107
[2] Tamże, s. 302-304
[3] Tamże, s. 367
[4] Tamże, s. 289
[5] Tamże, s. 299

sobota, 1 sierpnia 2009

"Adriaen Brouwer" Felix Timmermans

Adriaen Brouwer to malarz flamandzki, o którym nie wiedziałam zupełnie nic przez wzięciem do ręki jego biografii (jedynie to, co z notki na okładce: iż żył w latach 1605-1638, czyli był malarzem z epoki, kiedy tworzyli artyści tacy jak Brueghel, van Dyck czy Rubens). Po wzięciu i przeczytaniu dowiedziałam się jednego - jak żyje, jak czuje, jak myśli prawdziwy artysta. Przy czym miarą artyzmu nie jest tu sława, bogactwo, czy też godności w kręgach arystokracji. Nie, miarą artyzmu jest pasja, wiecznie gorejący płomień w sercu, który każe tworzyć, mimo wszystko, mimo biedy, mimo więzienia, pijaństwa, mimo łask możnych i bogatych, mimo mieszkania w pałacach... Tak, świadomie napisałam "mimo łask" - bo malarzowi względy możnych w tworzeniu, o dziwo, nie pomagały. Przez pewien czas Brouwer mieszkał u Rubensa, malował dla niego (oczywiście za pieniądze), był jego ni to uczniem ni to współpracownikiem - powinien czuć się dobrze, odciążony od trosk finansowych, ale on się dusił, jak w złotej klatce.Namieszane? Oczywiście, wszak sam Adriaen namieszał w swoim życiu. Jego losy przypominają huśtawkę. Raz ulatywał wysoko, mając w kieszeni krocie za swoje obrazy, to znów spadał na sam dół, przehulawszy wszystko w szynkach i gospodach. Ale nie dbał o to. Najważniejsze było dla niego malarstwo. "Adriaen Brouwer" to mała, cienka książeczka, w porównaniu z opasłymi beletryzowanymi biografiami Irvinga Stone'a wydaje się wręcz znikać. Otwórzmy ją jednak, wczytajmy się, a pasji, artyzmu i radości życia znajdziemy w niej tyle, co w "Udręce i ekstazie".