Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ekumena. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ekumena. Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 lipca 2017

"Sześć światów Hain. Miasto złudzeń" Urszula Le Guin


Pod koniec tej powieści zanotowałem w czytniku "obłedne. czy bardziej podziwiac Rammena czy kochać Falka?"

A Wy co myślicie? Który z tych dwóch facetów jest bardziej interesujący? Pomijając oczywiście fakt, że to ta sama osoba...

"Miasto złudzeń" - oto trzeci świat z sześciu światów Hain stworzonych przez Urszulę. Przez to, że powieści z tego Uniwersum zostały umieszczone w jednym tomie, wciąż łapię się na tym, że szukam powiązań pomiędzy jednym a drugim światem. Już mi się wydawało, że znalazłam, czytając opis oczu o wielkich żółtych tęczówkach bez białek, ale zmitygowałam się szybko, bo okazało się, że zapomniałam o odległościach nie tylko w przestrzeni, ale w czasie.

piątek, 23 czerwca 2017

"Sześć światów Hain. Planeta wygnania" Urszula Le Guin


Rolery jest córką wodza z Tewaru, Wolda. Jest dumna, bystra i odważna. Gdy trafia do miasta fanbornów, poznaje Jakoba Agata Alterrę, który ratuje jej życie.

Rolery siebie i swoich pobratymców nazywa ludźmi, fanbornów traktując... ambiwalentnie, na poły z pogardą, na poły z podziwem. Fanbornowie chcą współpracować z ludźmi, chcą sprzymierzyć się w obliczu nadchodzącego niebezpieczeństwa, czyli gaalów (najprościej byłoby ich porównać do barbarzyńskich plemion Hunów), którzy uciekając przed nadchodzącą Zimą napadają i łupią wszystko, co napotkają po drodze.

piątek, 26 maja 2017

"Sześć światów Hain. Świat Rocannona" Ursula K. Le Guin


Pierwszy duży poważny świat z sześciu światów Hain. 

Planeta, na której przebywa etnograf Rocannon, przeprowadzający badania nad kilkoma gatunkami istot rozumnych, nie należy jeszcze do Ligi Kosmicznej. Misję poznawczą Rocannona i jego ekipy przerywa brutalna napaść, bo na planecie, jak się okazuje, znalazł sobie kryjówkę spory oddział wrogów Ligi. Jedna olbrzymia detonacja ściera z powierzchni planety prawie całe grono badaczy. Ocalał Rocannon,  sam jeden z swego gatunku na całej planecie. Bez towarzyszy, bez wsparcia, bez łączności z Ligą, za to z dokuczliwą świadomością, że wroga jednostka przebywa tak blisko światów Ligi. To śmiertelne niebezpieczeństwo także dla wszystkich rdzennych mieszkańców planety. 

czwartek, 18 maja 2017

"Sześć światów Hain. Naszyjnik Semley" Ursula Le Guin


Czy światu potrzebna jest jeszcze jedna opinia na temat tej książki? Czy mnie samej potrzebna jest taka notka? Czy chce mi się pisać o tak w grubej książce? Przecież o tych setkach stron będę pisać godzinami, a potem i tak nikt tego nie przeczyta albo przeczyta tylko pierwsze zdanie. Z drugiej jednak strony przecież kocham Urszulę! A jak się kogoś kocha, to nie można pomijać go milczeniem, prawda? Nie godzi się.
Może więc na raty, po kawałku?

czwartek, 29 grudnia 2016

"Rybak znad Morza Wewnętrznego" Ursula K. Le Guin



 Och, jak się spojrzy na tę cegłę, to aż onieśmiela, prawda? Ponad tysiąc stron drobnym drukiem, jak takie dzieło recenzować? Może zacznę od przedstawienia: proszę państwa, oto Ursula K. Le Guin, amerykańska autorka s-f, która tworzy od kilkudziesięciu lat (a obecnie ma ich osiemdziesiąt siedem). Najbardziej chyba znana jako twórczyni dwóch światów: Ekumeny i Ziemiomorza. Te właśnie światy Prószyński już przypomniał czytelnikom, wypuszczając zbiorcze wydania, czyli "Ziemiomorze" i "Sześć światów Hain". W tym roku dołączył do nich tom dzieł pod tytułem "Rybak znad Morza Wewnętrznego".

Tom ten składa się z jednej powieści "Opowiadanie świata" oraz zbiorów opowiadań: "Wszystkie strony świata", "Rybak znad Morza Wewnętrznego", "Cztery drogi ku przebaczeniu" oraz "Urodziny świata".

Pierwsza część zbioru "Wszystkie strony świata" to rzeczywiście zbiór, gdzie autorka sięga umysłem w naprawdę każdy zakątek świata. Odwiedza Ziemiomorze (moje ukochane uniwersum), planety Ekumeny, wyprawia się daleko w kosmos, a także całkiem blisko, w głąb własnego umysłu. Pisze o odwadze przezwyciężającej zło oraz o nauce, która jest niewyobrażalną potęgą. Pisze o mocno wzniosłych sprawach, czyli o Bogu, a zaraz potem serwuje nam zabawną historię o relatywistycznych drzewach. Cóż za bogactwo doznań!

sobota, 13 czerwca 2009

"Lewa ręka ciemności" Urszula Le Guin



Wysłannik związku światów (takie galaktyczne ONZ) przybywa na planetę Zima, by nakłonić jej władze do przyłączenia się do związku. Niby powinno pójść gładko - wysłannik i mieszkańcy planety są podobni wyglądem, na mniej więcej tym samym poziomie intelektualnym, powinni się porozumieć bez problemu. Gdyby nie jeden szkopuł - całkowicie inny model życia, ściśle związany z płcią, a raczej jej brakiem u mieszkańców Zimy (wiem, że to nie całkiem tak, ale skrótem piszę - są hermafrodytami).
Co mnie ujęło -tak szeroko i dogłębnie przedstawiony problem wzajemnej komunikacji - tej podskórnej, podświadomej. I to przedstawiony z obu stron! Pani Le Guin nakreśliła tak wyraziste i pełne postacie, że niemalże wchodzimy im do głowy i czujemy ich myśli.
Bo, jak tak się zastanowić, to rzeczywiście różnice w psychice dwóch istot, niby subtelne, mogą zaważyć na ewentualnym kontakcie.
Kontakt i zrozumienie dwóch ras... to nie tak hop siup, napęd przyświetlny, jesteśmy w innym świecie, da się rozmwiać z tubylcami? To po kłopocie. Wcale nie.
Trzeba się umieć zrozumieć, trzeba przełamać w sobie bariery. Strachu, braku akceptacji. I niby to wszystko osadzone w świecie gdzieś daleko, a przecież całkiem nasze.. jak się odrzuci tę otoczkę s-f.

Co bardzo podobało mi się w książce? A parę rzeczy. Teoria, że nieznośna niepewność przyszłości pozwala nam żyć. Że trzeba wiedzieć, jakich pytań nie zadawać (o!). Ciekawa teoria, że dwupłciowość jest powodem wszelakich wojen, pierwotną i zawoalowaną ich przyczyną. I to, że tak usilnie z kart książki wydobywa się nakaz "zajrzyj w duszę!". Nadinterpretacja? Może. Trudno.
Jest jeszcze coś, jedna scena, wstrząsająca jak dla mnie, no może nie na miarę Wezuwiusza, ale jednak... wysłannik, człowiek przecież, przez lata przebywa na planecie obcej sobie, i (co pocieszające) umie się przełamać, umie zrozumieć inną istotę mimo jej inności. Tylko - kiedy docierają do niego jego właśni pobratymcy - widzi ich inaczej. Jak to było? (z pamięci będzie) "Widział nie ludzkie, a męskie czy kobiece twarze przed sobą". Oj... no niedobrze.

I tym mało optymistycznym akcentem kończę to ględzenie (na szczęście nikogo tu nie zanudzam) :)