Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ewa Białołęcka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ewa Białołęcka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 kwietnia 2010

"Róża Selerbergu" Ewa Białołęcka

"Jakby na potwierdzenie tej teorii najbardziej obszarpany, brodaty i dodatkowo jednooki zbir podsunął mu pod nos lufę garłacza, proponując z profesjonalną chrypą:
- Forsa albo życie!
Landgraf z namysłem potarł podbródek.
- A może kurczaka? - spytał zachęcającym tonem.
- Forsa!
- Ależ kto bierze ze sobą pieniądze na majówkę? Raczysz żartować, dobry człowieku - odparł landgraf. - Pierożka?
Zbójca podniósł klapkę, zlustrował talerz z pierożkami oboma oczami, i jednak zdecydował się na kurę. Po czym wrócił się z pytaniem do swoich ludzi:
- Jakiś mały gwałt, chłopcy?
Brodaci, kosmaci i modnie uszargani „chłopcy" zmierzyli nieufnymi spojrzeniami matronę w zaawansowanej ciąży, nastolatkę w bryczesach i krasnoludzkich glanach oraz surową damę, wyglądającą jak nauczycielka dobrych manier w prywatnej szkole dla trolli. Na tych kawałkach twarzy, które były widoczne spod zarostu, odmalowało się głębokie zwątpienie.
- Eeee... szefie, kiedy dziś świętego Bonawentury, no i... no, nie wypada gwałcić w święto - wykrztusił mniej brodaty, za to przyozdobiony pięknym zezem. Reszta drużyny zgodnie go poparła, że tak, jasne, oczywiście, jak tak można, nie wypada gwałcić w dzień tak poważanego patrona, jak święty Bonawentura...
- Czuję się ograbiony - zapewnił herszta zbójców landgraf, dodatkowo wciskając mu miskę z sałatką. - Miłego dnia.
- Do widz... - odpowiedział zbój odruchowo, zaciął się, poczerwieniał i poratował nadszarpniętą reputację wybuchem szyderczego śmiechu.
- Buaaachachacha-cha-cha...!
- Litości... litości... - odparł von Selerberg ze znudzeniem.
- No...!"


---
"Róża Selerbergu" Ewa Białołęcka, Agencja Wydawnicza RUNA, Warszawa 2006, s. (mniej więcej) 18.

wtorek, 25 sierpnia 2009

"Wiedźma.com.pl" Ewa Białołęcka


Białołęcką znałam do tej pory ze słodkiej powieści fantasy "Tkacz Iluzji" - historii o głuchym magu Kamyku, osadzonej w całkowicie wymyślonym świecie.
"Wiedźma.com.pl" jest dla odmiany produktem na wskroś przesiąkniętym współczesnością, począwszy od tytułu, przez bohaterkę, język powieści, aż po miejsce akcji.
Tylko te czary skąd się wzięły? Ano, z bogatej wyobraźni autorki. Czary, wiedźmy, duchy, swojskie, przaśne odczynianie uroków przez zawiązywanie czerwonej tasiemki - to wszystko, o czym słyszeliśmy nie wiadomo kiedy i od kogo, ale słyszeliśmy. Złe oko babiny żyjącej na uboczu może zaszkodzić, to też wiemy, i tak dalej, i tak dalej.
Nie mam nic przeciwko przenikaniu się świata współczesnego ze światem ludowych wierzeń, dobrze mi się czytało "Podatek" Mileny Wójtowicz, polubiłam willę Lichotkę z opowiadania "Dożywocie" Marty Kisiel, nic więc dziwnego, że i "Wiedźma" przypadła mi do gustu.

To opowieść o kobiecie wpółczesnej imieniem Krystyna (nick Reszka), pani redaktor (od książek, nie od gazet) wychowującej syna, mieszkającej u rodziców i wiecznie borykającej się z problemami finansowymi; uzależnionej od kawy, papierosów, internetu i glanów. Spadek - dom w odciętej od świata małej wiosce wali się jej na głowę niespodziewanie, aczkolwiek nie można powiedzieć, że bohaterka była spadkiem zmartwiona. To się szybko zmienia, ponieważ okazuje się, że dom należał do wioskowej wiedźmy. Takiej złej, naprawdę złej.
Ale wszelkie komplikacje i niedogodności, jakie z tego tytułu wynikają, Reszka przyjmuje mężnie, nadspodziewanie łatwo godząc się z faktem, że sama posiada (świeżutko odkryte, a może nabyte) nadnaturalne moce. Błyskawicznie przystosowywuje się do swojej nowej roli jako wiedźmy, tyle że wrodzone poczucie sprawiedliwości każe jej być wiedźmą dobrą. Rach, ciach, zabiera się do roboty, tropi tajemnice, walczy ze złymi duchami i generalnie staje się osobą bardzo zajętą.

Trzeba przyznać, że Białołęcka umie sprawnie poprowadzić akcję, przyspieszyć gdzie trzeba, zwolnić dla nabrania oddechu, a przy okazji niezauważenie tak tak wciąga czytelnika w wir wydarzeń, że ten po kilku godzinach czytania potrząsa z niedowierzaniem głową, mamrocząc do siebie pod nosem "nie do wiary, to już koniec książki?".
Przed czytaniem ktoś mi rzekł, iż powieść trąci nieco Chmielewską. Pamiętałam o tym rozpoczynając lekturę i szukałam tej Chmielewskiej. Pamiętałam do momentu, kiedy to natknęłam się na zdanie: "Pomieszczenie kiedyś pomalowano farbą olejną na biało, teraz jednak biel nabrała niezdrowego odcienia mleka zsiadłego tak dawno, że zaczynało zyskiwać świadomość" i zakrzyknęłam sobie w duchu, że to przecież kojarzy się z Adamsem, Douglasem Adamsem, natychmiast polubiłam Białołęcką za to moje skojarzenie i popędziłam dalej po kartach książki, zapominając o Chmielewskiej. Hm, w sumie to kojarzy się też z Pratchettem, może nawet bardziej (a tego na pewno pani Ewa czytała, skoro używa słowa przez niego wymyślonego, mianowicie "głowologia"), ale liczy się pierwszy impuls.
Przypomniałam sobie o pani Joannie po zamknięciu książki, faktycznie, jakieś tam podobieństwa są, główna bohaterka, przebojowa, inteligentna, która bierze sprawy w swoje ręce itp. Ale to luźne powiązanie. Białołęcka ma swój styl, niewątpliwie.
Polecam, naprawdę polecam. Zaraz po mnie wziął do ręki książkę mój mąż, tak od niechcenia i pochłonął ją prawie tak szybko jak ja, co dowodzi, że książka jest jak bagno. Wciąga.

Wiedźma.com.pl [Ewa Białołęcka]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE