Autor napisał tę książkę w 2013 roku, kiedy to jeszcze nikt nie śnił o covidzie, a jednak w bardzo sugestywny sposób udało mu się oddać atmosferę psychozy związanej z obawą przed zarażeniem się. Słuchałam o białych kombinezonach, maskach, zamykanych obszarach, masowych zgonach - z drżeniem serca.
Na szczęście nie jest to powieść o epidemii ogarniającej świat. To napisana z rozmachem (czasem aż za dużym) historia o tym, co się może stać, gdy ludzie uznają, że pozjadali wszystkie rozumy. William Sandberg, były kryptolog wojskowy, traci chęć do życia po rozstaniu z żoną i po stracie córki. Chce ze sobą skończyć. Nieskutecznie. Ledwo co odratowanego mężczyznę uprowadza organizacja rządowa i wywozi gdzieś w Alpy, żeby zajął się tym, na czym zna się najlepiej, czyli kryptowaniem (tak, wiem, że nie ma takiego słowa) dziwnych zapisków i ludzkiego DNA.