Pokazywanie postów oznaczonych etykietą P.K. Dick. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą P.K. Dick. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 9 grudnia 2021

"Opowiadania najlepsze" Philip K. Dick

 


Z Dickiem to jest tak, że się go zna, nawet jak się go nie czytało. Pomysły, na jakie wpadał, wykorzystywano wszak w filmach, tworząc z rzadka arcydzieła, a całkiem często zgrabne i zajmujące opowieści. Jeśli chodzi o tę pierwszą kategorię, to bezapelacyjnie jest to "Blade Runner", ale to przecież na podstawie książki, nie opowiadania. 

Spójrzmy więc na te "Opowiadania najlepsze" i od razu  wydłubiemy tekst "Wypłata", na podstawie której nakręcono film "Zapłata" (w roli głównej Ben Affleck). Człowiek pracujący dla korporacji poddaje się czyszczeniu pamięci po zakończeniu kontraktu, a zamiast wypłaty otrzymuje kopertę z drobiazgami, które sam sobie przesłał. Kojarzycie? Drugie tak znaczące opowiadanie to "Fałszywy człowiek". Obcy rzekomo podszył się (przybrał postać) pod pewnego inżyniera, rzecz w tym, że inżynier stanowczo temu zaprzecza. Film ma tytuł "Impostor. Test na człowieczeństwo" i gra w nim Gary Sinise. Niestety, spłycono go bardzo, filmowcy bowiem chcą być bardziej optymistyczni niż Dick.

piątek, 20 czerwca 2014

"Łowca androidów: Słowa i obrazy" Andrzej Tuziak - dla miłośników Dicka


Dopiero co pisałam o najpiękniejszej scenie z filmu - to scena z "Łowcy androidów" - aż tu nagle znienacka i niespodziewanie wpadła mi w ręce książka "Łowca androidów: Słowa i obrazy".

Teraz dygresja. Mam wrażenie, że książki same wpadają mi w ręce. Nic już staram się nie kupować, a gdzie wyjdę, to z książką wracam. No dobrze, spotkania blogerów książkowych czy biblionetkowiczów, tu nie można się dziwić; ale spotkania pod szyldem Pelikana, producenta piór wiecznych? A jednak! Jeden z użytkowników forum o piórach popełnił to dzieło, za co jestem mu zobowiązana, bo z przyjemnością czytałam. Świetna książka! Ale uwaga - dla maniaków i zapaleńców. Albo co najmniej miłośników książki i filmu.

Tak naprawdę Andrzej nie pisze ani o książce, ani o filmie, tylko o tym, jak powstawał scenariusz do filmu, przepraszam, liczba mnoga, scenariusze. Śledzi po kolei  wersje, a było ich niemało, zagląda przez ramię scenarzystom, porównuje i analizuje, przemyca przy tym wiedzę nieznaną laikom, czyli jak się konstruuje scenariusze, rozkłada mocne punkty, wprowadza postacie. Ani przez chwilę nie nudzi - czego się odrobinę obawiałam, bo moja wiedza na temat scenariuszy jest wybitnie podstawowa: wiem, że są. No, teraz już wiem troszkę więcej.

Świetnie się bawiłam czytając. Znów pozastanawiałam się nad jednorożcem. Rozstrzygnęłam, czy gołąb powinien ulatywać w niebo czyste czy zachmurzone. Z zaskoczeniem stwierdziłam, że nigdy nie zastanawiałam się nad jajkami! A przecież w świecie, gdzie żywe zwierzę było na wagę złota, jajka też niewątpliwie były rzadko spotykane, dlaczego więc nonszalancko gotowano je sobie na śniadanko? Ok, jajka były epizodem, wybaczam sobie, mogłam przeoczyć. Ale tytuł?! "Łowca androidów" - a skąd androidy, skoro w całym filmie konsekwentnie używana jest nazwa "replikanci"? No właśnie...

Notabene gorąco popieram Dicka (nie chciał wstawiać w tytuł książki "Blade runnera", tylko zostawić "Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?") i sprzeciwiam się nazywaniu książki tytułem filmu. To dwa odrębne byty! I żadna to adaptacja czy ekranizacja, od lat z upodobaniem używam (tylko w stosunku do tego jednego filmu) określenia "wariacja na temat". Autor używa  "inspiracja". Uśmiechnęłam się. Też ładne i chyba chodzi o to samo.

Rozanieliłam się całkiem, gdy trafiłam w podsumowaniu na to:
"I to jest właśnie takie interesujące, że analizując film nie docieramy do konstatacji, że w przyszłości świat ulegnie zagładzie z powodu nadmiernie rozwiniętej technologii, ale dochodzimy do wniosku, że ludzka natura potrafi wygrać nawet ze sztucznymi konstrukcjami jak replikanci".[1]  s154

Ach, popędziłam do półki z Lemem, szybko przerzuciłam kartki i znalazłam!
"Więc, w takim rozumieniu, człowieczeństwo jest to suma naszych defektów, mankamentów, naszej niedoskonałości, jest tym, czym chcemy być, a nie potrafimy, nie możemy, nie umiemy, to jest po prostu dziura między ideałami a realizacją - czy nie tak? A zatem należy iść we współzawodnictwie - na słabość? To znaczy: znaleźć sytuację, w której słabość i ułomność człowieka jest lepsza od siły i doskonałości - nieludzkiej..."[2]

Jeszcze jeden plusik - jak ktoś dawno filmu nie widział czy też książki nie czytał, to może to wszystko sobie przypomnieć dzięki streszczeniom zamieszczonym na końcu książki. Brawo.

Jedyne, co mi się nie podobało, to układ tekstu na stronie, czyli robota pana od typografii. Margines z lewej  (na wszystkich stronach) jest ok, ale zaczynanie nowego akapitu w miejscu, gdzie kończył się ostatni wers poprzedniego akapitu jakoś nie spodobało mi się wizualnie, ale to przecież pikuś.

Mocno polecam miłośnikom Dicka. MOCNO.


---
[1] "Łowca androidów: Słowa i obrazy" Andrzej Tuziak, Instytucja Filmowa "Silesia-Film", Katowice 2014, s. 154.
[2] "Opowieści o pilocie Pirxie" Stanisław Lem, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1999, s. 286.

środa, 27 maja 2009

"Oko na niebie" P.K. Dick

Dick znany jest z psychodelicznych wizji w swoich książkach i ogólnie z nieco "innego" spojrzenia na świat. Nie wiem, czy to dlatego jego książki (niektóre oczywiście) uchodzą za genialne?

Dla mnie Dick jest pisarzem, którego powieści zapominam natychmiast po przeczytaniu. Nie wiem, jak będzie z "Okiem na niebie" - wydaje się, że ta akurat pozycja nie jest aż tak zakręcona i wydumana, ale i na kolana oryginalnością nie powala.

 Kilkoro ludzi podczas zwiedzania wnętrza instytutu naukowego ulega wypadkowi. Wybucha coś o niezwykle skomplikowanej nazwie betatron (czy jakoś tak), część hali wali się w gruzy, a wycieczkowicze nie dość, że lecą ładnych parę pięter w dół, to jeszcze są potraktowani czymś w rodzaju wiązki elektromagnetycznej. Zanim dokopią się do nich ekipy ratownicze, leżą tak sobie nieprzytomni, pozornie bez świadomości - ale tak naprawdę przeżywają niesamowite przygody. Ich jaźnie znajdują się bowiem w innych światach - po kolei w światach wygenerowanych przez umysł każdego z nich. Światy te różnią się od siebie tak, jak różnią się od siebie ludzie. Lęki, obsesje, pragnienia. Umysł każdego z bohaterów - choć tak się od siebie różnią - przypomina w gruncie rzeczy pole kaktusów, przez które trzeba się przedrzeć.

Pierwszy, drugi świat - ok, było interesująco, ale potem to było już tylko przestawiania kolejnych wyobrażeń, co może znajdować się w głowie. Mało ciekawe. Z balonika zaczęło uchodzić powietrze, pssst i sklęsło. Doczytałam do końca wyłącznie z rozpędu.

Oko na niebie [Philip K. Dick]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE