
Nie wiem, czy ta książka jest typową przedstawicielką prozy japońskiej, ale muszę stwierdzić, że dla mnie to była przyciężkawa lektura, raz - przez styl, a dwa - przez temat. Należą się rozwinięcia obu stwierdzeń.
Styl, w jakim napisana jest ta książka, jest wyjątkowo kwiecisty, obrazowy, bogaty w rozwinięte, wieloczłonowe zdania. Barokowe - zbyt barokowe jak dla mnie. W gąszczu ozdobnych słówek gubi się gdzieś sens - albo inaczej, trzeba go z uwagą wyłuskiwać. Nie jestem przyzwyczajona do takiego pisania i nie umiałam odnaleźć przyjemności w tym "wyłuskiwaniu". Gdzieś tu jakby była zachwiana proporcja pomiędzy treścią a formą. Temat powieści to miłość - ale miłość trudna, dziwna, zachwiana jakby.
Pierwsza opowieść to historia mężczyzny, który ożenił się nie z ukochaną kobietą, ale z jej siostrą. To nie jest znów tak rzadko spotykana konfiguracja, jak mniemam. Tu jednak siostra, małżonka bohatera, wie o tej miłości, akceptuje ją i popiera całym sercem. Małżeństwo proponuje sama, widząc "usychanie z tęknoty" bohatera, potem aranżuje częste spotkania małżonka z heroiną, a szczytem wyrzeczenia się siebie i swoich pragnień jest dobrowolne nie skonsumowanie małżeństwa. Czyż to nie dziwne? Co dziwniejsze, historia cała relacjonowana jest przez syna z tegoż małżeństwa (a więc miłość platoniczna do szwagierki nie trwała wiecznie), a narratorem i słuchaczem tej opowieści jest jeszcze inna osoba, bliżej nam nieznana, ale pojawiajaca się od samego początku jako osoba romantyczna, którą dziwny impuls wyciąga z domu i przeciąga w miejsce, gdzie może obserwować odbicie księżyca w wodzie. Po przeczytaniu tej opowieści brwi podjechały mi wysoko w górę.
Drugie zaś opowiadanie opisuje losy niewidomej nauczycielki muzyki, kobiety pięknej, utalentowanej, a przy tym wyniosłej, zarozumiałej i wyjątkowo (dla czytelnika, czyli mnie) antypatycznej, oraz jej przyjaciela, mentora, sługi, męża, konkubenta czy też mistrza (bo to się zmieniało na przestrzeni lat), który z miłości do niej dobrowolnie się oślepił, przekłuwając źrenice cienką igłą. Brwi podjechały mi jeszcze wyżej.
Książka zaś powędrowała do biblionetkowiczki na spotkaniu w Babim Lecie, która (mam wrażenie) interesuje się kulturą japońską, być może ona doceni kunszt i piękno książki.