Myślałam, że to będzie rasowy skandynawski kryminał, z klimatem noir i ciekawą fabułą. Zamiast tego przeczytałam książkę przeciętną, z norweskich realiów pozostały nazwy własne, główny bohater, ale tak naprawdę to...
I tu chciałam wypisywać, co też takiego zgoła nieskandynawskiego w powieści ten bohater zrobił, potem chciałam się przejechać po błędach w fabule, odmianie nazwisk i tak dalej, słowem, miałam w planach recenzję pod tytułem "Styczeń, a ja już mam kandydatkę do wpisu Hity i kity roku". Zdałam sobie sprawę, że trochę przesadzam. To kryminał po prostu mocno przerysowany, któremu przydałaby się porządna korekta i porządna redakcja.