"Kurwa mać!"
Nie, to nie podsumowanie, to cytat z książki i będę się jeszcze tego czepiać, ale na końcu. Wpierw napiszę co nieco o komisarzu Mortce.
Komisarz Jakub Mortka przebywa na służbowym zesłaniu w Krotowicach, małej mieścinie gdzieś w Karkonoszach. Za bardzo nabroił, ale w jakiej sprawie, nie powiem, bo chcę zapomnieć, co wiem i wtedy sięgnę po pierwszą książkę w serii ("Farma..." jest druga).
W Krotowicach najpierw nic się nie dzieje, a potem dzieje się wszystko. Znika jedenastoletnia dziewczynka, policja łapie pedofila, komisarz Mortka trafia na cały skład zwłok, nie całkiem świeżych, padają kolejne trupy, całkiem świeże... Dużo, prawda?
Chmielarz bardzo sprawnie prowadzi intrygę, plącząc tropy po mistrzowsku. Ładnie też odmalowuje miejsce, w jakim Mortce przyszło prowadzić śledztwo: góry, uzdrowiska, stare sztolnie. W miasteczku wszyscy się znają i wszyscy mają coś za uszami. Do tego autor bardzo zręcznie wplótł w to wszystko Cyganów (czy może powinnam napisać Romów?) i ich specyficzny świat. Opisał też pracę w policji - bardzo barwnie. Przesłuchania, nagrania, zebrania, kłótnie, pościgi, wewnętrzne przepychanki. Ba, jest nawet CBŚ! Ba, jest policyjna pani psycholog, pełniąca rolę profilera. Jakby tego było mało, w powieści jest też motyw gwałtu, a właściwie gwałtów, handlu żywym towarem, narkomanii... Niezła lista przestępstw mi wyszła!
A co z prywatnym życiem Mortki? Całkiem w normie. Rozwiedziony, zgorzkniały i pełen poczucia winy. (Rany, pokażcie mi jakiegoś komisarza, co ma kochaną i kochającą żonę).
Kryminał ma szybkie tempo, szaleńcze zwroty akcji - bardzo mi się to podobało. Tylko... tylko to nieszczęsne "kurwa mać" i "ja pierdolę" obecne co i rusz podczas rozmów. Nie, nie złoczyńców, gdzieżby. Mięsem rzucają policjanci. Obficie, szlag by ich trafił. Dlaczego mnie to tak irytowało?
Po pierwsze, nie jestem zwolennikiem używania wulgaryzmów w powieściach. Wiem, wiem, że niby ma być autentycznie - ale nawet jakby, to można zachować umiar. Tu żadnego umiaru nie było.
Po drugie, przez te przecinki nie mogłam słuchać audiobooka w samochodzie. Grrr!!! Właśnie rozpoczęłam sobie słuchanie, dobrze się zapowiadało, wkręciłam się, a wtedy wpadły mi w rozkład zajęć codzienne wyjazdy na terapię z Marianką. Godzina jazdy w jedną stronę. Oprócz Marianki miałam też w samochodzie siostrzeńca, dziewięciolatka. No i co? Puszczę książkę, żeby się dzieci uczyły łaciny? Och, jak mi było szkoda zmarnowanych dziesięciu godzin...
Słowo o lektorze.

Panie Januszu, nie wiem, jak pan to robi, ale z książki na książkę jest pan coraz lepszy! Czuć i słychać olbrzymie zaangażowanie. Wspaniałe różnicowanie postaci, idealne oddawanie emocji. Po prostu bajka. Panie Januszu, kłaniam się nisko kapeluszem. Fantastyczna robota.
Bardzo dziękuję za audiobooka wydawnictwu Aleksandria!
Jednocześnie notuję sobie w głowie, że inne książki Chmielarza o Mortce lepiej będzie czytać niż słuchać. No, chyba że będzie czytał Janusz Zadura. Wtedy słuchać, ale indywidualnie, nie z dziećmi.
"Farma lalek" Wojciech Chmielarz, czyta Janusz Zadura, Aleksandria, 2015.